Menu
Patronat honorowy Patronage

Fakty i klechdy na temat górnictwa

Związkowcy broniąc status quo niestety bardzo oszczędnie gospodarują prawdą i zdrowym rozsądkiem. Przyjrzyjmy się ich argumentom.

Związkowcy broniąc status quo niestety bardzo oszczędnie gospodarują prawdą i zdrowym rozsądkiem. Przyjrzyjmy się ich argumentom.

1.  Argument pierwszy – nie ma czegoś takiego jak nierentowna kopalnia.

Jest to pogląd głoszony szczególnie uporczywie przez związkowców. „Może teraz „Brzeszcze” są nierentowne, ale jak koniunktura się odwróci, to kopalnia będzie rentowna, więc trzeba tylko poczekać, a najlepiej niech właściciel w nią zainwestuje” – taką mniej więcej prezentują filozofię.

To niebezpieczna bzdura. Nierentowna kopalnia to zjawisko tak samo naturalne jak nierentowny sklep. Występuje wtedy, gdy koszty przewyższają zyski możliwie do osiągnięcia przy danej cenie. Obecna dekoniunktura węglowa związana z boomem na gaz łupkowy zmusiła np. amerykańską spółkę surowcową Alpha Resources do zamknięcia ośmiu kopalń w USA a czeski NWR zamyka kopalnię Paskov na Śląsku Cieszyńskim.

W Australii zamykano nawet umiarkowanie rentowne kopalnie, po to żeby środki zainwestować w nowe złoża, gdzie oczekiwano wyższych zysków.

Związkowcy często szermują przykładem kopalni Silesia, która była nierentowna, a po przejęciu jej przez prywatny czeski koncern EPH stała się rentowna.

Czesi nieprzypadkowo wybrali Silesię, bo wiedzieli dokładnie jakich inwestycji wymaga i jaki będzie koszt pozyskiwanego przez nich kapitału potrzebnego do tych inwestycji.

Jeśliby Kompania Węglowa mogła pożyczyć pieniądze po takim koszcie jak EPH, wówczas zapewne sama mogłaby zmodernizować Silesię. Ale kredyt Kompanii jest wyczerpany – ani polskie, ani zagraniczne banki nie chcą pożyczyć jej pieniędzy, nawet  bardzo drogo ( ok. 10 proc.)

Wreszcie Silesia miała szczęście do mądrych związkowców, którzy zamiast zamykać się na dole, rozpoczęli poszukiwania inwestora. Rząd deklaruje, że chętnie sprzeda „Brzeszcze” czy „Bobrek” jeśli tylko trafi się kupiec. Górnicy w Silesii zgodzili się na dokładnie te same zmiany w organizacji pracy, na które nie chcą się zgodzić nasi związkowcy – uzależnienie płac od wyników finansowych.

2 Argument  drugi –   zamknięcie czterech kopalń zmniejsza bezpieczeństwo energetyczne kraju, bo węgla może zabraknąć.

Jest dokładnie odwrotnie. To rozproszenie szczupłych kapitałów dostępnych na inwestycje zmniejsza bezpieczeństwo energetyczne kraju. Polska klasyfikacja zasobów węgla niestety jest niespójna z tym co stosują najlepsze międzynarodowe firmy, czyli tzw. JORC. Wraz z cyfrowym modelem złoża umożliwia on ocenę zasobów węgla w zależności od jego ceny na światowych rynkach.

Ale nawet wg ułomnej klasyfikacji polskiej tzw. zasobów operatywnych węgla ( czyli nadających się do teoretycznie uzasadnionego wydobycia) w Kompanii Węglowej  jest 1,3 mld ton. Takie dane dla złóż objętych obecnymi koncesjami na wydobycie bądź wymagającymi ich przedłużenia podaje Instytut Gospodarki Surowcami Mineralnymi i Energią PAN.

W czterech zamykanych kopalniach odpowiedzialnych, przypomnijmy, za 80 proc. strat Kompanii Węglowej, zasobów operatywnych jest tylko 257 mln ton.

A trzeba pamiętać, że zwiększenie wydobycia zakładają także Bogdanka i Tauron Wydobycie. Ogromne zasoby węgla są także na Lubelszczyźnie i Chełmszczyźnie, gdzie warunki wydobycia są znacznie lepsze niż na Śląsku.

źródło:Kompania WęglowaCztery nierentowne kopalnie pochłonęły bezproduktywnie 700 mln zł, które w nie zainwestowano. To mniej więcej połowa kwoty, którą można by włożyć w nowoczesną, kopalnię Chełm, gdzie Kompania uzyskała koncesję.
 Bezpieczeństwo energetyczne kraju musi być oparte na rentownym wydobyciu węgla, a nie balansującej wiecznie na granicy upadłości „spółce specjalnej troski”.

3.    Argument trzeci. Kompania Węglowa zapewnia państwu 6 mld zł rocznie podatków i składek, więc państwo powinno jej teraz pomóc, bo leży to w jego interesie.  

Jest to półprawda. Kompania Węglowa płaci dokładnie takie same zobowiązanie publiczno-prawne jak inne firmy, z pewnymi modyfikacjami wprowadzonymi z uwagi na specyfikę działalności górniczej. Ale to nie podatki są przyczyną problemów Kompanii – prywatne, rentowne spółki jak Bogdanka czy Silesia również muszą je płacić.
W sprawozdaniu zarządu Kompanii za 2013 r. w rubryce „koszty o charakterze opłat i podatków łącznie z ubezpieczeniami” znajdujemy liczbę 436 mln zł.

Skąd więc 6 mld? Prawdopodobnie związkowcy wrzucają do tego VAT, płacony przecież przez w cenie przez odbiorców węgla oraz zaliczki na PIT i składki ZUS odprowadzane na rzecz pracowników.
Zapewne dochody budżetu z VAT, PIT i ZUS będą po restrukturyzacji trochę mniejsze, w końcu część pracowników  odejdzie, a  i węgla będzie mniej na rynku, bo po prostu tyle go nie potrzeba. Ale budżet sobie bez tych dochodów poradzi.

Za to rentowna firma górnicza mogłaby też wreszcie dać jakąś dywidendę właścicielowi czyli Skarbowi Państwa– Kompania Węglowa nigdy nie wypłaciła ani grosza.

Właściciel czyli państwo nie może zresztą zainwestować w kopalnie – jakakolwiek pomoc operacyjna dla górnictwa jest zakazana przez unijne prawo. Obrzydliwie bałamutnie wyglądają więc opowieści polityków PiS Andrzeja Dudy i Beaty Szydło o tym, że na kopalnie mogą iść pieniądze ze świeżo powołanego funduszu infrastrukturalnego UE.

Żyjemy w kapitalizmie, ustroju w którym podstawowymi wielkościami niezbędnymi dla oceny funkcjonowania przedsiębiorstwa jest koszt pozyskiwanego kapitału i stopa zwrotu z tegoż kapitału.

Szef śląsko-dąbrowskiej „Solidarności” Dominik Kolorz powiedział, że każdy górnik napisałby lepszy program niż rząd. Może pan Kolorz wyjaśni wszystkim, jaki jest koszt kapitału dla Kompanii Węglowej i jaka jest  z niego stopa zwrotu.

Ale związkowcy wiedzą to zapewne  tylko w odniesieniu do spółek, którymi sami zarządzają. Tak jak np. w firmach zatrudniających górników do pracy w dni wolne od pracy  i żerujących w ten sposób na Katowickim Holdingu Węglowym, w którym oficjalnie w soboty i niedziele górnicy nie mogą pracować.   

Piąty rok z rzędu w zestawieniu zmian legislacyjnych czekających energetykę w kolejnych 12. miesiącach znajduje się kilka pozycji dobrze już znanych naszym czytelnikom. Z kolei te projekty, które opuściły zestawienia, w większości nie zostały uchwalone, a jedynie zastąpione "małymi" nowelami lub wyrzucone do kosza. Niestety ten rok, chociaż obfituje w wyjątkowo szeroki zestaw projektów ustaw, rozporządzeń i dyrektyw, które będą procedowane, ze względu na wybory parlamentarne w Polsce daje nieliczne szanse na wprowadzenie zmian.