Co z planem ratowania górnictwa?

Co z planem ratowania górnictwa?

 W ciągu kilku najbliższych miesięcy państwowe górnictwo przejdzie prawdopodobnie pod nadzór resortu skarbu. Czy wrócą plany zamknięcia najgorszych kopalń Kompanii Węglowej? W części z nich nie bardzo jest inne wyjście – kończy się tam węgiel.

- Siedzą po nocach w gmachu i piszą – mówi urzędnik resortu gospodarki, który ma to szczęście, że nie jest zaangażowany w prace. Jak zapowiedział nowy pełnomocnik rządu ds. górnictwa, Wojciech Kowalczyk, plan ma być gotowy do końca grudnia. Potem według naszych informacji górnictwo wyjdzie z Ministerstwa Gospodarki pod nadzór resortu skarbu, gdzie są urzędnicy, którzy mają doświadczenie w restrukturyzacji.

Z oficjalnym przedstawieniem programu będzie trzeba pewnie poczekać na rozstrzygnięcie konkursu na szefa Kompanii Węglowej, w którym pewniakiem jest Krzysztof Sędzikowski. To specjalista od restrukturyzacji, był współautorem programu ratowania PLL LOT.

Tu czeka go o wiele trudniejsze zadanie, nie tylko dlatego, że skala problemu jest nieporównywalna. Restrukturyzacja PLL LOT opierała się na pomocy publicznej – Agencja Rozwoju Przemysłu dokapitalizowała linie kwotą 400 mln zł, na co później zgodziła się Komisja Europejska. 

W przypadku kopalń węgla to niemożliwe – pomoc operacyjna dla nich jest zakazana, możliwe jest wyłącznie dofinansowanie na likwidację kopalń, ale też tylko do 2018 r.

Na razie na stole leżą na razie dwa warianty przygotowane przez poprzedniego prezesa Mirosława Tarasa. Nie wiadomo ile z tego zostanie w planie Wojciecha Kowalczyka. Ale jakieś odniesienie do projektów Tarasa jego plan powinien mieć.

WysokieNapiecie.pl poznało pierwotny projekt  zarządu Kompanii.  

 

Można go w skrócie nazwać „wariantem 9-4-1”.  Zgodnie z nim w Kompanii Węglowej pozostałoby  dziewięć kopalń. Kopalnie  „Bobrek – Centrum”, „Pokój”, „Sośnica-Makoszowy”, „Brzeszcze” zostałyby  skierowane do Spółki Restrukturyzacji Kopalń – czyli utrzymywanego przez państwo „hospicjum”, w którym kopalnie są przygotowane do zamknięcia.  

Piąta kopalnia, „Piekary”, zostałaby wtedy przejęta przez Węglokoks, być może zostałaby spółką pracowniczą.

Te pięć kopalń w sumie jest odpowiedzialnych za miliard zł strat, które wyfedrowała Kompania.

 

Ile kosztowałby ten plan?

Według naszych informacji budżet musiałby wyłożyć na zamykane kopalnie 4,5 mld zł do 2018 r. (do tego roku zgodnie z unijnym prawem będzie można wspierać z budżetu zamykanie kopalń).  Wychodzi  średnio 1,5 mld zł rocznie, jest to dla budżetu spory ciężar, ale do udźwignięcia.

Do SRK odeszłoby 17 tys. ludzi z zamykanych kopalń. Kompania spośród nich rekrutowałaby pracowników w  miejsce tych odchodzących na emeryturę.

Jeśli do tego doszłaby likwidacja deputatów węglowych oraz uzależnienie wypłacania 14. pensji od wyników poszczególnych kopalń, to według naszych informacji w takiej sytuacji Kompania wychodziłaby na swoje przy cenach węgla rzędu 248 – 250 zł za tonę.

Ale jeśliby nawet zostało tylko 9 kopalń, ale 14. pensja i deputaty również zostały, to ta „przełomowa” cena będzie znacznie wyższa – ok. 300 zł.

Jak wiemy, ówczesny premier Donald Tusk po spotkaniu ze związkowcami nie zgodził na zamykanie kopalń. Jeden ze związkowców stwierdził wtedy, że nie istnieje coś takiego jak nierentowna kopalnia.

Naprędce powstał więc drugi program restrukturyzacji, zakładający sprzedaż 4-5 kopalń do Węglokoksu.  

Program nie spotkał się z przychylną reakcją inwestorów, od których Kompania Węglowa chciała pożyczyć 3 mld zł emitując euroobligacje. Patrz Chwila prawdy dla śląskiego górnictwa.

Czy możliwości finansowania Kompanii byłyby lepsze, gdyby spółka przedstawiła pierwotny, bardziej poukładany plan? Tego nie wiemy.

Nic nie jest przesądzone?

Żadne rozwiązanie nie jest na dzisiaj wykluczone i według naszych informacji w grę wchodzi zarówno łączenie KW z KHW, jak i przejęcie 4-5 kopalni od KW przez Węglokoks. W tym drugim przypadku wartość transakcji musiałaby jednak znacząco spaść w porównaniu z planowanymi wcześniej 2,5 mld zł.

Transakcja musiałaby przecież pomyślnie przejść test prywatnego inwestora, żeby uniknąć podejrzeń o nielegalną pomoc publiczną.

Kompania już dziś jest winna Węglokoksowi ok. 500 mln zł i to zadłużenie zostałoby skompensowane przy transakcji, więc faktyczna kwota w kasie Kompanii byłaby jeszcze niższa.

Trudno rozstrzygnąć jaką wartość dodaną miałoby przynieść połączenie KW i KHW, ale nieoficjalnie można usłyszeć, że fuzji wciąż domagają się związkowcy. Spełnienie ich postulatów byłoby jednak krokiem w bok w stosunku do tego, co faktycznie trzeba dzisiaj zrobić. Byłoby też kosztowne i pracochłonne. Samo skonsolidowanie zadłużenia obu spółek zajęłoby miesiące.

Niezależnie od tego jak rząd postanowi ratować państwowe górnictwo, same przekształcenia kapitałowe nie wystarczą. Jak wynika z najnowszego raportu Centrum Adama Smitha, nie da się wyprowadzić polskich kopalń na prostą bez ujarzmienia kosztów. W pierwszej połowie 2014 roku uśredniony koszt własny wydobycia w państwowych kopalniach wyniósł 311,03 zł/t, przy rynkowej cenie węgla energetycznego wynoszącej 280 zł/t.

- Przy takich stratach na tonę węgla KW powinna dzisiaj dziś właściwie wstrzymać sprzedaż. Tym sposobem powstrzymałaby przynajmniej utratę kapitałów – mówi jeden z analityków. Przyznaje jednak, że byłoby to rozwiązanie krótkookresowe i w dłuższym terminie podwyższałoby jednostkowy koszt.

Od stycznia do września 2014 r. działalność spółek węglowych wymagała poniesienia 16,09 mld zł kosztów. Największym problemem jest to, że 80 proc. tej kwoty to koszty stałe. Ponad połowa z nich, czyli 8,3 mld zł, to koszty pracownicze. Załogi spółek i związkowcy oburzają się na wieść o tym, że ich wynagrodzenia mogłyby zostać „naruszone”, ale liczby mówią same za siebie.

Jak wylicza CAS, wypłata „czternastki” kosztuje polskie spółki węglowe 700 mln zł rocznie. Flapsy, czyli posiłki regeneracyjne dla pracowników dołowych, to kolejne 300 mln zł.

Takie przykłady można mnożyć. Emerycki węgiel, czyli deputaty węglowe, otrzymuje dziś ćwierć miliona osób. Pochłania to 350 mln zł rocznie. Co najmniej drugie tyle kosztują deputaty dla obecnie zatrudnionych w kopalniach. Mirosław Taras zdecydował o odebraniu deputatów, żeby rozwiązać rezerwy w bilansie. Dzięki temu mógł walcząc o euroobligacje pokazać potencjalnym pożyczkodawcom lepsze wyniki.

Ale do sądów trafiło kilka tysięcy pozwów rozjuszonych emerytów górniczych. Wygrywają sprawy i Kompania może przywrócić deputaty już wkrótce.

Co wiemy, a czego nie?

Niezależnie od tego jaki rząd opracuje plan restrukturyzacji, zabraknie w nim czasu na analizę kilku podstawowych danych, które są praktycznie niezbędne, a których zbadanie rząd przez lata haniebnie zaniedbał.

Po pierwsze chodzi o analizę ekonomicznie opłacalnych zasobów węgla (patrz Wielka zagadka polskiego węgla).

Z danych WysokieNapiecie.pl wynika, że w kilku kopalniach Kompanii do momentu wygaśnięcia koncesji  na wydobywanie węgla zostały niewielkie ilości surowca wynikającego z udzielonej koncesji.  

Np. w „Bobrek Centrum” to 12,5 mln,  w „Piekarach” 4,1 mln ton.  To oznacza, że przy obecnym rocznym wydobyciu w  tej pierwszej kopalni węgla wystarczy na ok. 5 lat, w tej drugiej zaś na 4. W kopalni "Pokój" w zeszłym roku wydobyto 1,5 mln ton węgla, zasobów operatywnych czyli nadających się do wydobycia jest jeszcze tylko 5,6 mln.

Oczywiście są na terenie tych kopalń inne duże złoża węgla, na których wydobycie można dostać koncesje. Pytanie tylko po co, skoro wydobywanie go tam jest nierentowne?

Kopalnie te tak czy owak trzeba będzie zamknąć za kilka lat.

W państwowych kopalniach, podobnie jak w prywatnych, powinny powstać nowoczesne, cyfrowe mapy złóż, dzięki którym bardzo łatwo można prognozować czy węgiel opłaca się wydobywać i po jakiej cenie. Niestety, przez lata nikt o tym nie pomyślał.

Po drugie, brakuje prognozy zapotrzebowania na węgiel kamienny dla energetyki w różnych możliwych wariantach i możliwości „umieszczenia” na rynku węgla z państwowych kopalń. Bo jeżeli zapotrzebowanie na węgiel kamienny będzie lekko spadać – np. dr Maciej Bukowski z Warszawskiego Instytutu Studiów Ekonomicznych zakłada, że do 2025 r. spadnie o 5 proc. czyli jakieś 1,5 mln ton, to gdzieś to wydobycie trzeba przecież zmniejszyć.

Po drugie,fedrująca dużo efektywniej Bogdanka w swej strategii zakłada zwiększenie wydobycia z 8 mln ton do 12 mln ton w 2020 r. Jeśli zużycie węgla nie będzie rosnąć, tym samym lubelski producent wyprze te cztery miliony ton śląskiego surowca z rynku.

I to również rząd powinien uwzględniać. Ale niestety ani w projekcie „Polityki energetycznej do 2050 r.”, ani w załącznikach do tego dokumentu nie znajdziemy żadnych rozwiązań dla śląskich kopalń.

„Zapotrzebowanie na węgiel kamienny ze strony zainstalowanych w KSE źródeł wytwórczych powinno być w długim okresie skorelowane z poziomem efektywnego ekonomicznie krajowego wydobycia tego surowca” – czytamy w tym dokumencie i jest to zdanie niewątpliwie słuszne, tylko co z tego wynika?

Spis działań wykonawczych do „Polityki energetycznej” jest to już świadectwo bezradności. Przewiduje m.in.
Przygotowanie Programu rozwoju górnictwa węgla kamiennego w Polsce w latach 2016-2020 z perspektywą do roku 2017 (program wykonawczy do Strategii Bezpieczeństwo Energetyczne i Środowisko)” oraz "Przygotowanie projektu ustawy o działalności górnictwa węgla kamiennego i zasadach krajowej polityki węglowej w latach 2016-2027”.

Celem tych dokumentów ma być „Poprawa konkurencyjności polskiego węgla na rynku krajowym i światowym wymaga kreowania  innowacyjnych rozwiązań, nastawionych na zapewnienie konkurencyjności branży. Rozwiązania te powinny obejmować instrumenty wspomagające proefektywnościowe zarządzanie w przedsiębiorstwach górniczych przy wykorzystaniu rezultatów prac B+R”.

Nieoficjalnie urzędnicy resortu gospodarki czasem wprost mówią, że polska energetyka będzie oparta na węglu, ale w przypadku węgla kamiennego niekoniecznie będzie to polski węgiel.

Związkowcy tymczasem sprzeciwiają się jakimkolwiek zmianom i zrzucają odpowiedzialność za kryzys górnictwa na wszystkich, tylko nie na siebie. Wystarczy poczytać fora internetowe żeby się dowiedzieć, że winna jest zła Unia Europejska, bo narzuca "zieloną" energię, że rząd jest głupi, bo nie potrafi obejść unijnych przepisów o pomocy publicznej itd, itp. 

Związki zachowują się zupełnie jak tępi polscy szlachcice u progu rozbiorów: "Ja, który nigdy nie czytam, lub przynajmniej mało, wiem, że tak jest najlepiej jak niegdyś bywało" - kpił z ciasnych umysłów Julian Ursyn Niemcewicz i niestety w sposobie myślenia wielu rodaków nic od tego czasu się nie zmieniło.  

Na zakończenie coś co brzmi jak anegdota, ale jest niestety prawdziwe.

Niedawno parlament uchwalił ustawę wprowadzającą koncesje na handel węglem. W Senacie z obowiązku koncesjonowania wyłączono małe firmy.

Uzasadnienie tej decyzji, zapisane w uchwale Senatu, jest takie: "Wobec braku wyłączeń, koncesjonowaniu będzie podlegała każda działalność gospodarcza polegająca na handlu węglem kamiennym (np. działalność sklepu sprzedającego węgiel do grilla). Zdaniem Senatu taka regulacja jest zbyt restrykcyjna i dlatego Senat wprowadził do ustawy poprawkę(…)"  (tekst uchwały tutaj)

Jeśli sposobem naszych prawodawców na ratowanie górnictwa ma być zachęcanie rodaków aby zamiast węgla drzewnego pakowali do grilla węgiel kamienny, to ostrzegamy – można od tego oczadzieć...

Zobacz także...

Komentarze

Patronat honorowy

Nasi partnerzy

PGEPG SilesiaPSE