Czy uda się osiągnąć kompromis w sprawie redukcji emisji CO2?

Czy uda się osiągnąć kompromis w sprawie redukcji emisji CO2?

 

Negocjacje Brukseli z państwami członkowskimi UE na razie nie przyniosły przełomu. Wciąż nie wiadomo co polska energetyka dostanie w zamian za zgodę na 40 proc. redukcję emisji. A może potrzebny jest u nas specjalny fundusz inwestycyjny niskoemisyjnej gospodarki?

Do szczytu klimatycznego UE został już tylko miesiąc. W ciągu ostatnich dwóch tygodni toczyły się trudne negocjacje Brukseli z przedstawicielami państw członkowskich.

Podstawą do nich  jest dokument opisany przez WysokieNapiecie.pl - patrz Znamy propozycje Brukseli na październikowy szczyt klimatyczny

Po rozmowach z przedstawicielami państw w Brukseli powstanie projekt konkluzji na październikowy szczyt. – Na razie nie widać porozumienia, trudno przewidzieć co będzie dalej – mówi nam przedstawiciel polskiego rządu.  

Pole do negocjacji

Bruksela chce zredukować emisje CO2 o 40 proc. do 2030 r. Do 2020 r.  obowiązuje plan 3x20 – redukcja CO2 o 20 proc. w porównaniu z 1990 r.,  20 proc. udział energii ze źródeł odnawialnych oraz 20 proc., ale niewiążący cel zmniejszenia zużycia energii.

Komisja zaproponowała ambitniejsze cele po 2020 r.  – 40 proc.

Do tego dochodzi 27 proc. cel w energetyce odnawialnej (ale bez rozłożenia go na obowiązkowe cele poszczególnych krajów) i 30 proc., ale niewiążący cel zmniejszenia zużycia energii.

Dla Polski to jeden z najbardziej drażliwych tematów w stosunkach z UE. Nasza oparta na węglu gospodarka jest najbardziej narażona na wzrost cen uprawnień do emisji CO2 w systemie ETS. 

Według opracowania firmy doradczej EnergSys dla Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej ceny prądu w 2040 r. mogą wzrosnąć aż trzykrotnie.

To ogromne obciążenie, zwłaszcza dla naszego przemysłu.

Bruksela chce więc nam przekazać darmową pulę uprawnień. Bruksela proponuje krajom w których PKB jest mniejsze od 60 proc. unijnej średniej ma powstać  Mechanizm Kompensacji Redystrybucyjnej do którego trafiłaby pewna część uprawnień, tak aby zrekompensować naszemu krajowi podwyższony wskaźnik „zdejmowania” uprawnień.

Ale z dokumentu nie wynika jak ma wyglądać – tu otwiera się pole do negocjacji. Niestety na razie negocjacje zakończyły się fiaskiem.

Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych Lewiatan zaproponowała stworzenie funduszu, który gromadziłby pieniądze z uprawnień do emisji i inwestował w projekty zmniejszające emisje.

Dotychczasowy polski głos był dostrzegany, ale nasze chandryczenie nie zdołało nic zmienić – tłumaczy Maciej Bukowski, szef Warszawskiego Instytutu Studiów Ekonomicznych (WISE), który opracował dla Lewiatana raport w tej sprawie.

I dodaje, że trudno oczekiwać zmiany unijnej polityki, jeśli popierają ją Niemcy, Francja i Wielka Brytania. – Nie powinniśmy już dyskutować czy redukować emisje, ale jak to zrobić.

W tej sytuacji potrzebne są argumenty, którymi zdołamy przekonać unijnych partnerów, że warto nam przekazać darmowe uprawnienia warte miliardy euro. Jeśli pieniądze trafiają bezpośrednio do budżetu, trudno będzie polskim negocjatorom pokazać sens oddawania nam darmowych uprawnień.

Według Bukowskiego Polska przy pozytywnym  scenariuszu może liczyć na darmowe uprawnienia warte ok. 50- 60 mld zł.

Nasi rozmówcy w Brukseli uważają, że to możliwe. Idea funduszu podoba się także przynajmniej części polskich negocjatorów. – Coś takiego zrobili Węgrzy i u nich pomysł świetnie się sprawdził – opowiada jeden z nich.

Niepotrzebna byłaby nawet nowa struktura – można by wykorzystać istniejące. W grę wchodzą albo Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska albo Polskie Inwestycje Rozwojowe. Ten pierwszy ma doświadczenie w ocenianiu projektów z ekologicznego punktu widzenia, choć do tej pory nie finansował wielkich przedsięwzięć.

Ten drugi teoretycznie jest stworzony właśnie do wielkich inwestycji, ale brak mu z kolei ekologicznego spojrzenia. Najlepszym wyjściem wydaje się więc połączanie sił obu funduszy.

Czytaj także Jak wydać pieniądze za CO2?

Czy energetyka się zgodzi?

Problemem jest przekonanie wpływowych firm energetycznych. Boją się one scenariusza z poprzednich lat. Już raz dostaliśmy pulę darmowych uprawnień  w 2008 r. Ale przez trzy lata ciągnęły się spory z Komisją Europejską o interpretację przepisów. Energetycy najchętniej widzieliby więc dużą pulę darmowych uprawnień i maksymalną swobodę w ich wykorzystaniu.

- Fundusz Modernizacyjny jest ciekawym pomysłem tylko pod warunkiem, że będzie stanowić uzupełnienie dla przydziału darmowych uprawnień CO2.Wskazane jest, aby swoim zakresem obejmował również istniejące elektrownie węglowe, bo tylko wtedy uchroni je przed wzrostem kosztów przekładających się niemal w 100 proc. na cenę energii elektrycznej  i ewentualnie projekty z energetyki jądrowej.Te technologie powinny zostać wskazane w konkluzjach, w innym przypadku będzie to jedynie teoretyczne rozwiązanie - tłumaczy rzecznik PGE Maciej Szczepaniuk.

 

 Ale taki scenariusz w Brukseli budzi opór.  - Komisja tak czy owak będzie chciała mieć wpływ na wykorzystanie tych pieniędzy, tak aby Polska po prostu nie dosypała kasy elektrowniom węglowym - twierdzi dobrze poinformowany rozmówca z Brukseli.

Polskiemu rządowi utrudni życie fakt, że w środku rozmów  zmieni się zespół negocjacyjny. Odpowiedzialnego za sprawy UE wiceministra Piotra Serafina, który był już nieźle wdrożony w sprawy klimatyczne zastąpi Rafał Trzaskowski, zupełnie „zielony” w tych sprawach i nie chodzi tu o jego orientację ekologiczną, ale znajomość energetyki.  

Mimo wszystko nasi rozmówcy w Brukseli są optymistami. – W kwestii ETS raczej się dogadamy, bardziej się boję non – ETS czyli transportu i rolnictwa – mówi nam jeden z unijnych urzędników  

   

 

 

 

Zobacz także...

Komentarze

Patronat honorowy

Partnerzy portalu

PSE