Menu
Patronat honorowy Patronage

W spółdzielniach podwyżka cen gazu będzie jeszcze wyższa? Niekoniecznie

Tydzień Energetyka: Ceny gazu na światowych giełdach wreszcie spadają; Ile wyniesie podwyżka taryf gazowych dla spółdzielni; Górnicy rzucą się na tory 4 stycznia; Już 20 mln zł kosztów sporu RP z australijskimi górnikami

Koniec roku przyniósł serię alarmujących doniesień o podwyżkach cen gazu, kupowanego m.in. przez spółdzielnie i wspólnoty mieszkaniowe dla swoich członków, czy jednostki samorządu dla odbiorów np. w mieszkaniach komunalnych. Generalnie chodzi o przypadki, gdy końcowymi odbiorcami są gospodarstwa domowe, ale gaz kupuje ktoś w ich imieniu, oraz takie, gdy w ramach wspólnoty jest też inny odbiorca.

W reakcji na drastyczne nierzadko przykłady regulator przypomniał wykładnię prawa, dokonaną już 3 lata temu: o możliwości objęcia sprzedaży zatwierdzoną taryfą decyduje końcowe przeznaczenie. Jeśli faktycznym odbiorcą – beneficjentem jest gospodarstwo domowe, sprzedawca gazu ma obowiązek stosować w rozliczeniach ceny gazu ustalone w zatwierdzonej taryfie, nawet jak kupuje wspólnota czy spółdzielnia. Każda sytuacja wymaga indywidualnego zbadania – zastrzega URE.

Dlaczego więc takie sytuacje się pojawiły? Według największego detalicznego sprzedawcy PGNiG OD, jeżeli w ramach spółdzielni czy wspólnot znajdują się wyłącznie odbiorcy w gospodarstwach domowych, nie ma problemu – stosowana jest zatwierdzona taryfa. Inaczej ma się sytuacja, gdy w ramach spółdzielni funkcjonuje odbiorca nie objęty taryfą – sklep, punkt usługowy itp. Zastosowanie tu cennika, a nie taryfy wynika z deklaracji, którą dany odbiorca złożył sprzedawcy – że gaz nie trafia tylko do gospodarstw domowych.

Co robić w takiej sytuacji podpowiada URE: należy porozumieć się ze sprzedawcą, co do ewentualnego określenia sposobu weryfikacji ile gazu idzie do jakiego odbiorcy.

Całą sprawa zapewne będzie miała ciąg dalszy, bo sygnały o drastycznych podwyżkach, większych niż zatwierdzane w taryfach mnożą się. Niewykluczone, że będą potrzebne dalsze wykładnie.

Ceny gazu nurkują

Tymczasem spotowe ceny gazu w Europie zaliczyły potężny spadek. O ile 20 grudnia indeksy na hubie TTF sięgały rekordu wszechczasów – 180 € za MWh, to na Sylwestra zleciały do poziomu 66 €. I dotyczy to wszystkich handlowanych kontraktów aż po I kwartał 2023. Wszystkie te instrumenty wyceniane są obecnie na poziomie 60 € z przysłowiowymi groszami.

Najbardziej prawdopodobnymi przyczynami są łagodniejszy niż się spodziewano przebieg zimy, oraz fala dostaw spotowych LNG z USA. Ceny w Europie okazały się na tyle wygórowane, że dla sprzedających lepszym interesem było wysłanie transportów na Stary Kontynent, a nie na Daleki Wschód.

Spadek cen gazu od razu przełożył się na ceny energii elektrycznej. W sobotę tylko w Hiszpanii, Portugalii i Grecji na rynku Day Ahead ceny były trzycyfrowe. Francja, Niemcy, Belgia wróciły do poziomu 50 € za MWh – dawno nie widzianego, a kiedyś uważanego za normalny.

Górnicy z PGG grożą blokadą transportu węgla z kopalni

Związkowcy z Polskiej Grupy Górniczej zapowiadają, że 4 stycznia zaczną blokować transporty węgla z kopalń do elektrowni, jeśli nie zobaczą dodatkowych pieniędzy. Chodzi o wzrost średniego wynagrodzenia brutto o 370 złotych, do 8200. Dodatkowo związku domagają się rekompensaty za pracę w weekendy od września do grudnia. Na razie kilkudziesięciu działaczy związkowcy dało próbkę swych umiejętności blokując tory 21 grudnia.

Związkowi szefowie, choć sami mówią, że rządowy właściciel PGG postawił ich pod ścianą, tak na prawdę stawiają pod ścianą całą krajową energetykę. Zapasy węgla w elektrowniach są mocno ograniczone, zablokowanie dostaw w ciągu kilku dni mogłoby doprowadzić do zatrzymywania źródeł wytwórczych.

Rząd stanie więc przed wyborem – albo wyśle policję aby usunęła nielegalnie blokujących tory działaczy związkowych – co zresztą powinno się wydarzyć już 21 grudnia – albo wprowadzi stopnie zasilania, godząc się na wyłączanie prądu odbiorcom.

Rząd z zapłatą kar za Turów poczeka na wyrok TSUE

Rząd przyjął specjalną uchwałę, w której w zasadzie deklaruje, że nie zamierza płacić kar za niewykonanie postanowienia o wstrzymaniu pracy kopalni Turów. „Zawieszenie działalności przez kopalnię i elektrownię w Turowie spowodowałoby zagrożenie dla bezpieczeństwa energetycznego Rzeczypospolitej Polskiej oraz nieodwracalne skutki społeczne i gospodarcze” – brzmi dokument. Z wypowiedzi premiera Mateusza Morawieckiego wynika, że rząd zamierza poczekać do ostatecznego wyroku TSUE, który spodziewany jest w maju 2022 r.

Co ciekawe, na początku tygodnia media ujawniły, że gotowy był już projekt uchwały, zakładającej zupełnie co innego – wykonanie postanowienia o nałożeniu kar i zapłacenie ponad 200 mln zł przez ministerstwo aktywów. Podobno w ostatniej chwili taką uchwałę zablokowali ministrowie z Solidarnej Polski, które to ugrupowanie znane jest z prezentowania postawy „ani kroku w tył”.

W praktyce uchwała ma znaczenie wyłącznie formalne – Komisja Europejska będzie mogła potrącić karę z należnych Polsce wypłat unijnych funduszy, choć póki co, nie wiadomo których.

Pierwsze koszty arbitrażu z australijskimi górnikami

Ok. 20 mln zł zapłaci Ministerstwo Klimatu i Środowiska amerykańskiej firmie doradczej Brittle za sporządzenie ekspertyzy dot. zasadności roszczeń australijskiej firmy  Prairie Mining Ltd przeciwko Polsce. Australijczycy pozwali nasz kraj przed Stały Trybunał Arbitrażowy w Hadze, zarzucając naruszenie australijsko-polskiej umowy o ochronie inwestycji oraz Karty Energetycznej. Prairie domaga się siegającego ponad 1 mld zł odszkodowania za uniemożliwienie eksploatacji dwóch złóż, na które spółka miała koncesje na rozpoznanie złóż- kopalni „Jan Karski” na Lubelszczyźnie oraz kopalni Dębieńsko w woj. śląskim.

Ministerstwo Klimatu po otrzymaniu pozwu uznało, że nie poradzi sobie bez pomocy zagranicznych ekspertów. Umowę dot. „ekspertyzy ekonomicznej (wycena szkody) a także świadczenie usług analitycznych i doradczych na potrzeby postępowania arbitrażowego oraz występowania w roli eksperta przed Trybunałem Arbitrażowym” zawarto bez przetargu z amerykańską firmą doradczą Brittle.

„Zamawiający nie mógł także zachować terminów określonych dla innych trybów udzielenia zamówienia, takich jak tryby podstawowe udzielania zamówień publicznych, jak również te z ograniczona konkurencją, dla których wymagane jest upublicznienie opisu przedmiotu zamówienia, gdyż doprowadziłoby to do ujawnienia strategii procesowej PGRP, czego konsekwencją byłoby osłabienie pozycji RP, oraz zwiększenie ryzyka zasądzenia od RP nienależnego wielomilionowego odszkodowania.” – czytamy w opublikowanym w unijnym dzienniku zamówień publicznych TED ogłoszeniu o zawarciu umowy.

Opiewa ona na 4,7 mln euro, ale jest możliwe, że resort zapłaci  mniej, zależnie od rozwoju sytuacji procesowej.

Europa musi 25-krotnie zwiększyć moc zainstalowaną w morskich wiatrakach, aby osiągnąć neutralność klimatyczną w 2050 r. Nie będzie to możliwe bez rozwoju infrastruktury portowej, w którą w tej dekadzie trzeba zainwestować nawet 6,5 mld euro. Nie dość, że polskie plany dotyczące portów są spóźnione, to ich realizacja utknęła na politycznej mieliźnie.
Gdynia Port Aerial View. Baltic Container Terminal in Gdynia Harbour from Above. Pomeranian Voivodeship, Poland.
Zmiany w systemie wsparcia prosumentów, które zaczną się 1 kwietnia2022 roku, mocno ograniczą zainteresowanie fotowoltaiką klientów z domów jednorodzinnych. Rośnie natomiast zainteresowanie odnawialnymi źródłami energii ze strony firm, zarówno dużych, jak i małych. Inwestują w fotowoltaikę i liczą na odblokowanie nowych projektów wiatrowych.
engineer team working on replacement solar panel in solar power plant;engineer and electrician team swapping and install solar panel after solar panel voltage drop
Spółka należąca do największego na świecie koncernu energetycznego oraz jeden z głównych dostawców technologii atomowych - takie podmioty zapragnęły w ostatnim czasie współpracować z Rafako. Tym samym, które jeszcze niedawno straszyło wizją swojego rychłego upadku u stóp unieruchomionego awarią bloku 910 MW w Jaworznie.