W 2020 zainwestowaliśmy w fotowoltaikę 10 mld zł. Ile z tego zostanie w Polsce?

W 2020 zainwestowaliśmy w fotowoltaikę 10 mld zł. Ile z tego zostanie w Polsce?

Moc elektrowni słonecznych w Polsce wzrosła do 4 GW. W samym 2020 roku uruchomiliśmy 2,4 GW nowych instalacji PV za 10 mld zł. Ile z tych pieniędzy zostało w Polsce, wspierając naszą gospodarkę i przemysł? Sprawdzamy.

Moc zainstalowana elektrowni słonecznych w Polsce na koniec 2020 roku wyniosła 3960 MW – wynika z opublikowanych właśnie danych Agencji Rynku Energii.

Według szacunków portalu WysokieNapiecie.pl łączna wartość inwestycji w fotowoltaikę w Polsce wyniosła w 2020 roku ok. 10 mld zł, z czego aż 6,5 mld zł wydały gospodarstwa domowe, a ok. 3 mld zł firmy i samorządy.

Liderzy branży PV generują po setki milionów złotych przychodów

W zdecydowanej większości te pieniądze trafiły do polskich firm – przede wszystkim instalatorskich. Sam lider rynku prosumenckiego, notowany na New Connect Columbus Energy, osiągnął w 2020 roku 664 mln zł przychodów, zgarniając ok. 10% rynku prosumenckiego. Aktualny wicelider rynku, Hymon, osiągnął w ubiegłym roku przychody wysokości 306 mln zł, a miesięczne obroty utrzymuje na poziomie 40 mln złotych. Trzeci w zestawieniu, Edison Energia, wypracował w minionym roku 200 mln zł przychodów, ale zaczynając początek roku od niemal zera. Jego miesięczne obroty przekraczają dziś 30 mln zł.

Setki milionów przychodów generują już jednak nie tylko sprzedawcy fotowoltaiki, ale też polscy dostawcy sprzętu. Blisko 800 mln zł przychodów, odnotował w 2020 roku olsztyński Corab, jeden z największych w naszym regionie Europy producent systemów montażowych paneli fotowoltaicznych. Zauważalną część z tego przyniósł mu już także eksport.

Jak wyliczyła dla WysokieNapiecie.pl spółka, w minionym roku większość farm fotowoltaicznych w Estonii została zainstalowana właśnie na systemach montażowych Coraba (w sumie 110 MW). Jej największa jednorazowa dostawa pozwoliła na budowę farmy fotowoltaicznej o mocy 20 MW na Ukrainie. Olsztyńska spółka eksportuje swoje systemy także na Zachód: do Finlandii, Szwecji, Norwegii, Danii, Niemiec czy Belgii. Na systemach tej lub innych polskich spółek montujemy tez oczywiście większość paneli fotowoltaicznych w Polsce. W kosztach instalacji prosumenckiej system montażowy stanowi ok. 15% ceny sprzętu i ok. 8% całości kosztów.

Ile pieniędzy trafia do Chin?

Co ciekawe, najdroższa część instalacji, czyli moduły fotowoltaiczne (odpowiadające za ok. 23% całości kosztów domowej mikroelektrowni realizowanej „pod klucz”) w zdecydowanej większości nie pochodzą wcale z Chin, ani Azji. Jak wynika z badania Instytutu Energetyki Odnawialnej za 2019 rok, większość z modłów sprowadzaliśmy z Niemiec, a tylko ok. 15% ze wspomnianych Chin, tyle samo co z Włoch. Z kolei produkowane w Polsce moduły (dostarcza je obecnie sześć polskich firm, na ok. 40 wszystkich europejskich producentów) odpowiadały za ok. 15% rynku prosumenckiego i ok. 10% całości polskiego rynku w 2019 roku.

Jeżeli już jednak przyjrzymy się modułom, to połowa ich wartości to ogniwa, i dopiero te – rzeczywiście – niemal w całości pochodzą z Chin. W całej mikoinstalacji fotowoltaicznej chińskie ogniwa stanowią więc ok. 10% kosztów.

Gorzej sytuacja wygląda w przypadku inwerterów, które – po panelach – są drugim najdroższym komponentem instalacji PV. Jak ocenia Bartosz Majewski, członek zarządu ds. operacyjnych Edison Energia, na tym rynku właściwie nie ma polskich producentów. Branża w większości korzysta z falowników azjatyckich (Huawei, Sofarsolar), izraelskich (SolarEdge) lub zachodnioeuropejskich (Fronius, SMA). Jednak, jak wylicza, to wciąż tylko ok. 15% całkowitych kosztów inwestycji realizowanych na dachach polskich domów.

Większość z pieniędzy zainwestowanych w mikroinstalacje zostaje w Polsce

− Połowa wartości instalacji prosumenckiej to usługi – lokalni instalatorzy, sprzedawcy, audytorzy, projektanci, transport, obsługa posprzedażowa, reklama itd. Druga połowa to sprzęt i z tego ok. 45% to same moduły (w większości importowane), ok. 30% to inwerter (praktycznie w całości importowane), 15% system montażowy (w większości krajowe), a pozostałe 10% to kable i bezpieczniki (częściowo krajowe) – wylicza Bartosz Majewski. W jego ocenie, w przypadku mikroinstalacji, aż 60-70% ich wartości zostaje w Polsce. Dokładnie odwrotnie sytuacja wygląda natomiast w przypadku dużych farm PV – tam koszt usług ma dużo mniejsze znaczenie, a liczą się głównie koszty modułów, inwerterów i systemów montażowych.

Jak dodaje, polskie firmy mają już niewielkie szanse na sukces w przypadku tych dwóch pierwszych, ale radzą sobie dobrze w trzecim obszarze. − O ile w przypadku modułów i falowników liczy się globalny efekt skali, o tyle w przypadku systemów montażowych, to polskie firmy stają się graczami o jakości nie odbiegającej w żadnym stopniu od globalnej konkurencji i mają szanse wyrosnąć na graczy przynajmniej o europejskim zasięgu. Korzystamy z systemów montażowych Corab i BAKS. Porównywaliśmy niedawno oba z renomowanym zagranicznymi producentami i naprawdę mamy się czym pochwalić na świecie. Zresztą Corab już teraz eksportuje znaczną część swojej produkcji. To znak, że zagraniczni wykonawcy doceniają jego jakość − dodaje Majewski.

Zobacz też: Kto dostanie dotacje do fotowoltaiki i co z Mój prąd 2.0?

Mamy jeszcze szanse na europejski sukces?

I rzeczywiście, Corab, który 30 lat temu zaczynał od produkowania anten satelitarnych (korzystało z nich ok. 2 mln polskich rodzin), w ostatnich latach dostarczył na rynek systemy montażowe pod farmy fotowoltaiczne o mocy aż 1,2 GW, z czego połowę tylko w ubiegłym roku. Poza granicami Polski na ich konstrukcjach zamontowano w sumie elektrownie słoneczne o łącznej mocy ponad 300 MW. W ubiegłym roku eksport odpowiadał już za 10% jej przychodów. Firma rozbudowuje też moce produkcyjne (obecnie sięga już 1,5 GW, a po zakończeniu trwających modyfikacji wzrośnie do 1,6 GW). Jest też już istotnym pracodawcą w regionie. − W samej fabryce zatrudnionych jest ponad 140 osób  to przede wszystkim dział rozwoju, badań, kontroli jakości oraz specjaliści odpowiadający za automatyczne procesy produkcji, a w logistyce ponad 80 osób – wylicza w rozmowie z WysokieNapiecie.pl Henryk Biały, prezes Corab.

− Dotychczasowe doświadczenie, automatyzacja produkcji i dystrybucji pozwoliło nam na konkurowanie z globalnymi markami. Staliśmy się konkurencyjni i to otworzyło nam drzwi na eksport. Obecnie nasze konstrukcje sprzedajemy do 18 europejskich krajów – podkreśla Biały. Liczy, że skalę działalności spółki pozwoli jej zwiększyć także nowy inwestor. Pod koniec ubiegłego roku połowę udziałów w Corab przejął miliarder Michał Sołowow.

Politykę energetyczną trzeba powiązać z przemysłową

Zdaniem Grzegorza Wiśniewskiego, prezesa Instytutu Energetyki Odnawialnej, olsztyński Corab i kilka innych polskich przedsiębiorstw przemysłowych dostarczających urządzenia do instalacji fotowoltaicznych, to dziś nieliczne gwiazdy tego rynku o zasięgu europejskim. Jednak, wraz z przechodzeniem od mikroinstlacji w kierunku dużych farm fotowoltaicznych, co właśnie zaczyna się w Polsce dziać, coraz większe znaczenie będzie mieć skala produkcji, a ta – w przypadku większości polskich firm – jest wciąż niewielka. Jeżeli to się nie zmieni, coraz mniej pieniędzy inwestowanych w fotowoltaikę będziemy wysyłać za granicę. W jego ocenie dziś, biorąc pod uwagę zarówno instalacje prosumenckie, jak i duże farmy słoneczne, jesteśmy w stanie zatrzymywać w kraju średnio 40% wartości inwestycji. Do tego dochodzi jeszcze eksport polskich urządzeń. Ta pierwsza wartość może jednak zacząć spadać w najbliższych latach. Co stanie się z drugą wartością?

− Rozwój fotowoltaiki w Polsce jest kompulsywny. Mamy zrywy, takie jak program „Mój prąd”, ale nie mamy długofalowej polityki rozwoju tej branży. Polityka energetyczna powinna być powiązana z wieloletnią polityką rozwoju przemysłu, czego brakuje w naszym kraju. Najpierw wprowadziliśmy wsparcie do budowy instalacji PV, a dopiero później dla producentów urządzeń. Wciąż jednak nie ma większego wsparcia eksportu, bez którego nie osiągniemy efektu skali. Rządowe programy PAIiZ, KUKE czy GreenEvo nie oferują za wiele tej branży – ocenia prezes IEO.

Co dalej z krajowym rynkiem PV?

Pierwszym egzaminem dla polskiej branży PV będzie dalsza sprzedaż na krajowym rynku po wygaśnięciu dotacji do instalacji prosumenckich. Polityczne dyskusje nad programem Mój Prąd 2.0 przeciągają się już kolejny miesiąc i mogą wstrzymywać część zainteresowanych przed inwestycją. Czy branża się tego boi? − Na jednej z konferencji usłyszałem zdanie, że nie da się zatrzymać zmian w szeroko pojętej energetyce, tak jak nie da się „dmuchać pod wiatr”. Spodobało mi się to określenie. Świadomość potrzeby korzystania i rozwoju OZE jest bardzo duża. Zrozumiało to już ponad 400 tysięcy prosumentów, zrozumiały to firmy redukujące ślad węglowy. Odpowiednie regulacje mogą jedynie spowolnić lub przyspieszyć ten proces. Na pewno nie zatrzymać – z optymizmem przekonuje Henryk Biały z Corab.

I rzeczywiście, jak przekonują prezesi Columbusa i Edison Energia, ich sprzedaż paneli fotowoltaicznych dla konsumentów nie spadła pomimo wygaśnięcia programu „Mój prąd”. – To był tylko jeden z trzech systemów wsparcia rozwoju mikroinstalacji w Polsce, o czym mało kto pamięta. Pierwszy, i najważniejszy, to net metering. Jego wdrożenie w 2016 r. skróciło okres zwrotu z inwestycji z powyżej 15 lat do poniżej 10 lat. Drugi, wciąż obowiązujący, to ulga termomodernizacyjna, która przyśpieszyła okres zwrotu o 1-2 lata (w przypadku osób rozliczających się w ramach drugiego progu podatkowego). Dopiero trzecim było 5 tys. zł dopłaty z programu „Mój prąd”, które skróciły okres zwrotu inwestycji zaledwie o rok, z mniej więcej 7-8 lat do 6-7 lat. Duże znaczenie miało jednak to, że był to prosty system wsparcia, odpowiednio nagłośniony przez rząd, który po prostu wypromował fotowoltaikę w naszym kraju – ocenia Bartosz Majewski.

Przed branżą, oprócz stałego zainteresowania konsumentów i rosnącego zainteresowania małego biznesu, wciąż jeszcze realizacja 2,6 GW mocy w fotowoltaice, zakontraktowanych w ramach aukcji OZE oraz nowe – zaplanowane na ten rok – aukcje. Pod koniec ubiegłego roku Komisja Europejska zgodziła się na możliwość przeprowadzanie ich do końca 2021 roku.

A co dalej? Tego, jak to w Polsce, nie wiadomo. Nowych systemów wsparcia nie ma i nie wiadomo kiedy będą. Jest za to nadzieja branży, że spadające koszty instalacji fotowoltaicznych i rosnące ceny energii pozwolą jej na rozwój całkowicie komercyjnych projektów. Nadzieją wielu firm jest też dalszy wzrost eksportu na chłonny europejskich i globalny rynek.

Zielone technologie rozwijają

Technologie dostarcza

Fotowoltaikę instalują

Zobacz także...

Komentarze

Patronat honorowy

Partnerzy portalu

PSE