Elektrycznym dostawczakiem na… Sycylię

Elektrycznym dostawczakiem na… Sycylię

Podobno auta elektryczne są tylko do miasta. Podobno elektrycznym dostawczakom brakuje zasięgu. Podobno „elektryki” nie nadają się dla kurierów. Tomasz Gać, właściciel Quriers Przesyłki, od lat pokazuje, że to mity. Nie tylko w swojej firmie kurierskiej, z flotą aut wyłącznie na prąd, ale i w podróżach po Europie. Właśnie jedzie dostawczym nissanem e-NV200 na Sycylię. Zobaczcie relację z podróży, której patronem medialnym zostało WysokieNapiecie.pl.

Pierwszy dzień podróży przebiegały pod znakiem polskich i czeskich dróg szybkiego ruchu. Niestety ładowarka Orlenu w Siewierzu miała awarię - trochę to nam popsuło plany. Od tego momentu korzystaliśmy już tylko z sieci GreenWay i dość szybko pokonywaliśmy kolejne kilometry by po 8 godzinach drogi (wraz z ładowaniem) i 470 km dotrzeć do Brna w Czechach.

Zobacz także: Kamiński, Fiedler, Derski i Gać: 60 tys. km autami elektrycznymi

Po krótkiej nocy w hotelu (niestety nie było możliwości ładowania) rozpoczęliśmy dzień od wizyty w Lidlu pod którym była szybka ładowarka. Następny przystanek po 200 km za Wiedniem ładowanie umożliwiła polska karta GreenWay dzięki ich partnerowi roamingowemu Smatrics - tych ładowarek w Austrii jest całkiem dużo.

Ze względu na górzysty teren i pewną niepewność czy kolejna ładowarka zadziała ładowaliśmy się co 150 km. Kolejne 2 takie ładowania na Smatrics plus jedno na Lidlu w Villach i przekroczyliśmy granicę Włoch. Tu musieliśmy ściągnąć kilka innych aplikacji do obsługi ładowarek - najlepsza okazała się NextCharge, ma ona dostęp do największej chyba włoskiej sieci Enel X.

Nieco przed północą po 15 h (z ładowaniami) dotarliśmy do Wenecji i spotkaliśmy się całą 8 osobową ekipą. Mimo późnej pory wybraliśmy się naszym zero-emisyjnym Nissanem eNV200 do zabytkowej części Wenecji na wyspie.

Po dotarciu wąskimi uliczkami do monumentalnego Placu św. Marka zaczęliśmy powoli wracać do auta jednak "zwiedzanie" przedłużyło się nam do 3 w nocy, gdyż prowadzący nas w labiryncie zabytkowych kamienic Dr. Google postanowił doprowadzić nas do stacji wodnych autobusów - które oczywiście o tej porze nie działały! Po uruchomieniu funkcji "unikaj promów" (co w mieście nie zdarza się często) udało nam się po kolejnych 20 min marszu w końcu dotrzeć z powrotem do auta.

Po nocnym zwiedzaniu Wenecji, kolejne kilka dni podróży miały upłynąć pod znakiem nieco spokojniejszego zwiedzania północnych Włoch i dotarcia do Rzymu. Jednak kilkadziesiąt kilometrów po starcie - w okolicach Rawenny - okazało się, że jeden z towarzyszących nam motocykli odmówił posłuszeństwa. Nissan spokojnie pojechał na ładowarkę Enel X w przyjemnym Rimini, z których można ładować się za pomocą aplikacji X Recharge firmy Enel albo z bardziej niezawodnej NextCharge. Warto mieć obie aplikacje ponieważ NextCharge nie ma wszystkich stacji Enela, zwłaszcza brakuje tych wolniejszych 11-22 kW.

Tymczasem motocyklistom większość dnia upłynęła na poszukiwaniu mechanika. Jednak naprawa na miejscu okazała się niemożliwa. Szczęśliwie podróżujemy vanem o ładowności 700 kg, więc wróciliśmy 120 km na północ i by w komplecie kontynuować podróż załadowaliśmy motor na "pakę" i  z ośmiogodzinnym opóźnieniem, ruszyliśmy dalej. Tego dnia nasz Nissan pokonał ok 500 km, ale przesunęliśmy się na południe jedynie o 200 km.

Kolejnego dnia po naładowaniu niemal do pełna baterii w hotelu (dzięki uprzejmości recepcji przez okno podłączyliśmy ładowarkę do zwykłego gniazdka) odwiedziliśmy, na krótko, deszczowe tego dnia San Marino, a następnie przez Arezzo, dzięki kolejnym dwóm ładowarkom Enel X pod centrami handlowymi, gdzie się posililiśmy, udaliśmy się w kierunku Rzymu, gdzie dotarliśmy późnym wieczorem. Tego dnia unikając jak ognia autostrad pokonaliśmy 450 km. Zwiedziliśmy pieszo absolutnie podstawowe zabytki jak Colosseum czy Forum Romanum i skosztowaliśmy lokalnych trunków.

Następnego dnia rano mieliśmy nadzieję naprawić motocykl w jednym z wielu serwisów w Rzymie. Większość dnia spędziliśmy na przewożeniu go między warsztatami, jednak naprawa musiała by trwać kilka dni więc by nie tracić więcej czasu z powrotem załadowaliśmy motocykl na pakę i ok 17.00 ruszyliśmy w końcu dalej na południe. Po 6 godzinach udało się nam dojechać do nadmorskiego Sorento aż za Neapolem, gdzie nocowaliśmy na campingu. Rzadko się wspomina o tym, że przy dłuższych podróżach EV campingi są ciekawym i pewnym źródłem prądu w trakcie noclegu, przy czym we Włoszech warto mieć przejściówkę na łącze do camperów, bo jest bardzo mało zwykłych gniazdek, w Polsce czy Niemczech jest lepiej.

Zobacz także...

Komentarze

Patronat honorowy

Partnerzy portalu

PSE