1. Główna
  2. >
  3. Sieci
  4. >
  5. W Europie zaczynają straszyć zombie grids

W Europie zaczynają straszyć zombie grids

Już wkrótce czeka nas w Polsce dyskusja o tym, jak sfinansować utrzymanie systemu dystrybucji energii. Zanim w naszym kraju zaczną straszyć nierentowne sieci, czyli ...zombie grids.

osd

Już wkrótce czeka nas w Polsce dyskusja o tym, jak sfinansować utrzymanie systemu dystrybucji energii. Zanim w naszym kraju zaczną straszyć nierentowne sieci, czyli …zombie grids.

Mamy w Polsce ponad 830 tys. km linii energetycznych. Wystarczyłoby ich do tego, by dwudziestokrotnie opleść Ziemię wzdłuż równika. Sieci przesyłowe i dystrybucyjne, dzięki którym energia wytwarzana w elektrowniach trafia do fabryk, budynków publicznych, firm i gospodarstw domowych, są jednym z kluczowych elementów systemu energetycznego.

osdDziałający w Polsce dystrybutorzy systematycznie chwalą się rosnącymi wolumenami energii płynącej po ich sieciach (np. PGE, która w ciągu pierwszych trzech kwartałów 2016 r. zwiększyła ilość dystrybuowanej energii o 3% w porównaniu z tym samym okresem rok wcześniej). Ale ten wzrost nie będzie trwał wiecznie. W branży coraz częściej słychać, że trzeba zacząć dyskusję o przyszłych wyzwaniach. Widać je już dzisiaj na bardziej rozwiniętych rynkach i z czasem pojawią się też w Polsce. O jaki problem chodzi? Sektor przesyłania i dystrybucji energii coraz mocniej atakują „zombie grids”.

Na czym polega to zjawisko? Wraz z rozwojem energetyki odnawialnej coraz więcej odbiorców wytwarza energię lokalnie na własne potrzeby. Prym wiedzie energetyka słoneczna, bo zamontowanie paneli na dachu jest wygodne i coraz tańsze nawet dla zwykłego odbiorcy. W Europie są regiony, gdzie źródła fotowoltaiczne pokrywają nawet 8% zapotrzebowania na energię (Włochy). Co więcej, tendencja jest stale rosnąca, ponieważ koszt instalacji paneli fotowoltaicznych spada, a wiele rządów systemowo wspiera rozwój OZE.

Gdzie kryją się zombie?

Koszty ponoszone przez operatorów sieci dystrybucyjnych to głównie koszty stałe. Opłaty dystrybucyjne są w około połowie naliczane w oparciu o wolumen energii dostarczonej do odbiorcy. Gospodarstwa domowe oraz firmy, które zainwestowały we własne instalacje energetyczne, produkują prąd na własne potrzeby i pobierają mniej energii z sieci. A koszty utrzymania sieci dystrybucyjnej spadają na pozostałych użytkowników. W praktyce może to oznaczać, że jedni odbiorcy subsydiują drugich – np. mieszkańcy bloków, którzy nie mogą zainstalować sobie paneli słonecznych, płacą wyższe rachunki, bo musza przejąć część kosztów dystrybucji wcześniej pokrywanych przez mieszkańców osiedli jednorodzinnych wyposażonych w instalacje fotowoltaiczne. Paradoksalnie koszt utrzymania sieci spada na tych mniej zamożnych uczestników systemu.

Co więcej – zombie rosną! Im więcej odbiorców przełącza się na własne instalacje, tym większe koszty spadają na barki tych, którzy kupują energię z sieci. Z czasem rosnące rachunki motywują kolejne gospodarstwa domowe do tego, żeby zainwestować w panele słoneczne. Tak nakręca się spirala, o czym pisaliśmy wcześniej np. tutaj: O losach energetyki przesądzą megatrendy, nie rząd. Ofiarami tej sytuacji padają ci, którzy od sieci odłączyć się nie mogą.

W skrajnym przypadku może dojść do sytuacji, że energia elektryczna z sieci będzie bardzo droga i stanie się dobrem luksusowym. Również firmy energetyczne obawiają się o swoją rentowność, a przecież muszą inwestować w niezawodność sieci i przyłączanie nowych źródeł energii. Dlatego w branży zaczyna się dyskusja o tym, żeby zmienić zasady naliczania taryf dystrybucyjnych (to zależy głównie od Urzędu Regulacji Energetyki, który zatwierdza wysokość stawek).

Gdzie widać dziś ten trend i jakie ma skutki?

W większości krajów Unii Europejskiej, ale przede wszystkim w Niemczech, Włoszech i Hiszpanii, gdzie energetyka słoneczna rozwija się najszybciej. Głównym sprzymierzeńcem Hiszpanów i Włochów jest klimat, a Niemców – polityka rządu, który od lat hojnie wspiera rozwój OZE. Pomagają też siły rynkowe, bo panele fotowoltaiczne z roku na rok są coraz tańsze – koszt energii z panelu fotowoltaicznego od 2010 do 2015 r. spadł o 60 proc. (wg metodyki LCOE – Levelised Cost of Electricity) i prognozuje się dalszy spadek w podobnej proporcji w ciągu kolejnych 10 lat.

W Stanach Zjednoczonych, którym przecież daleko do roli globalnego promotora zielonej energetyki, dominuje pragmatyczne podejście ekonomiczne – każdy stan może stawiać na takie źródła i ład regulacyjny, który uważa za najbardziej opłacalny i swoich decyzji nie musi konsultować ani z sąsiednimi stanami, ani z rządem federalnym. Takie podejście nie uchroniło jednak USA od problemu zombie grids. Najlepszym przykładem jest sytuacja Arizony, której nasłonecznienie jest zbliżone do Hiszpanii, i gdzie władze stanowe postanowiły postawić na rozwój energetyki słonecznej. Instalacje fotowoltaiczne rozwijały się w takim tempie, że operator sieci elektroenergetycznej, nie będąc w stanie utrzymać sieci dystrybucyjnej, zwrócił się do regulatora z prośbą o drastyczną zmianę rozliczania opłat za energię w godzinach szczytowych. Zaproponował, żeby nowe gospodarstwa domowe przechodzące na instalacje PV musiały płacić ponad 100 USD miesięcznie za korzystanie z sieci w godzinach szczytowych. Regulator tylko częściowo wyszedł na przeciw prośbom operatora, ale średni rachunek za energię wzrósł o ponad 50 USD.

Ten trend jest widoczny w strategiach wiodących koncernów energetycznych, które zmieniają postrzeganie biznesu dystrybucyjnego. Do niedawna, z racji charakteru regulacyjnego, był uważany za stabilny silnik tradycyjnej energetyki (bo w przeciwieństwie do wytwarzania i obrotu nie musi konkurować na zliberalizowanym rynku). Teraz widać, że wraz z rozwojem OZE ten silnik również zaczyna słabnąć.

Czy Polska jest w trendzie?

Zombie grids jeszcze nie wdarły się na nasze terytorium, ale to jest tylko kwestia czasu.

Polski przemysł ma najdroższą energię w całym regionie i obserwując rozwój wydarzeń wokół sektora węglowego, trzeba liczyć się z dalszymi wzrostami. A – jak wiemy – wysokie ceny skłaniają do innowacji. Sieci handlowe czy zakłady przemysłowe już teraz szukają tańszych źródeł energii – inwestują w turbiny wiatrowe, panele słoneczne czy nawet własne elektrownie na biomasę. Co więcej, z czasem będzie pojawiać się coraz więcej firm gotowych pomóc w sfinansowaniu instalacji OZE w zamian za to, że część oszczędności będzie potem przez lata trafiać do ich kieszeni.

Duże zakłady przemysłowe budują swoje własne źródła prądu, uniezależniając się w ten sposób od dostaw energii z sieci. W ten sposób zmniejsza się popyt na energię pobieraną z sieci. Panele słoneczne pojawią się też na dachach tysięcy polskich domów – i to szybciej, niż moglibyśmy się tego spodziewać (Większość elektrowni w Polsce produkuje prąd z… Nie, nie z węgla). Z jednej strony ceny nowych paneli spadają, a jednocześnie Polacy mają coraz szerszy dostęp do używanych paneli fotowoltaicznych z Europy Zachodniej. W krótkim okresie najskuteczniejszym motywatorem będzie zmiana regulacji, stwarzająca warunki do opłacalnych inwestycji w instalacje prosumenckie. W długim okresie o opłacalności PV zdecyduje spadek cen paneli i wzrost cen energii, którego trudno będzie uniknąć zważywszy na skalę realizowanych inwestycji energetycznych, takich jak rynek mocy czy wsparcie dla sektora górniczego.

Zombie grids trafią u nas na podatny grunt również dlatego, że stan sieci nie plasuje nas w gronie europejskich liderów. Wręcz przeciwnie – pod względem awaryjności (wg wskaźnika SAIDI) jesteśmy na trzecim miejscu od końca rankingu (tylko na Łotwie i w Estonii sieć przesyłowa jest w gorszej kondycji). Jeżeli dochodzi do przerw w dostawach prądu, naprawa zajmuje średnio 10-krotnie więcej czasu niż w Niemczech. Nie pomaga wiek oraz struktura sieci, który oparta jest głównie o linie napowietrzne.

Już wkrótce czeka nas w Polsce dyskusja o tym, jak sfinansować utrzymanie systemu dystrybucji energii. Zanim w naszym kraju zaczną straszyć nierentowne sieci, czyli ...zombie grids.

osd

System wsparcia energetyki odnawialnej w Polsce niemal zupełnie się załamał. Rząd nie zamierza go jednak naprawiać. Przekonuje, że tak będzie lepiej dla odbiorców energii. Czy rzeczywiście? WysokieNapiecie.pl analizuje przyczyny i skutki nadpodaży tzw. zielonych certyfikatów oraz perspektywy dla tego „rynku” do 2020 roku.

oze zc popyt podaz

Skarga funduszu Arca Capital do Komisji Europejskiej na pomoc publiczną dla śląskiego górnictwa może poważnie wpłynąć na losy postępowania w Brukseli i bardzo skomplikować pozycję polskiego rządu.

wegielczechyimport
Zielone technologie rozwijają:

W najbliższych miesiącach Komisja Europejska powinna zaprezentować wyniki badań nad modelami synchronizacji systemów energetycznych krajów bałtyckich z resztą UE. Połączenia ze Szwecją, Finlandią i Polską oraz wolny rynek energii sprawiły, że uzależnienie od dostaw z Rosji i Białorusi w dużej mierze nie jest już dzisiaj największym problemem. Sytuacja jest bardziej skomplikowana jeśli chodzi o wzajemne zależności infrastrukturalne. 

sieci synchronizacja lt lv et