1. Główna
  2. >
  3. Energetyka konwencjonalna
  4. >
  5. Węgiel kamienny
  6. >
  7. Donald Trump jest bardziej wojowniczy, gdy handel ropą ustaje

Donald Trump jest bardziej wojowniczy, gdy handel ropą ustaje

Zagraniczna prasówka energetyczna: Notowania ropy wyznacznikiem wojennej retoryki Donalda Trupa; Rządy nie powinny przesadzać z kryzysową pomocą; Niemiecki rząd sceptyczny wobec odpalania rezerwowych elektrowni węglowych; Kosztowne ratowanie brytyjskiego hutnictwa.
USA Iran fot. Depositphotos
Fot. Depositphotos

Notowania ropy wyznacznikiem wojennej retoryki Donalda Trupa

W weekendy, gdy rynek handel na giełdach ropy ustaje, Donald Trump wzmacnia swoją agresywną retorykę wobec Iranu. Natomiast, gdy notowania ropy rosną, to prezydent USA zaczyna sugerować rychłe zakończenie wojny i zawarcie pokoju – pisze „Financial Times”.

Dziennik wskazuje, że giełdowi inwestorzy analizują wypowiedzi i wpisy amerykańskiego prezydenta w social mediach, aby zdiagnozować cenowy próg bólu, którego osiągnięcie popycha Trumpa do łagodzenia retoryki w temacie wojny z Iranem.

Ma to oczywiście związek jesiennymi wyborami połówkowymi do Kongresu, na które niebagatelny wpływ może mieć wzrost cen paliw w USA. Od końca lutego średnie ceny benzyny na amerykańskich stacjach wzrosły z 2,9 do około 4 dolarów za galon (około 3,8 litra). Olej napędowy przekroczył natomiast poziom 5 dolarów za galon.

Wysokie ceny energii stają się jednym z głównych tematów kampanii wyborczej i jeżeli paliwa podrożeją jeszcze bardziej, to niezadowolenie wyborców może kosztować Republikanów utratę większości w Kongresie.

„Financial Times” powołując się na nieoficjalne wypowiedzi naftowych traderów wskazuje, że jest widoczny pewny schemat w zachowaniu Trumpa: kiedykolwiek ceny amerykańskiej ropy WTI zbliżały się do 95–100 dolarów za baryłkę, to retoryka deeskalacyjna Białego Domu się nasilała, a spekulacje rynkowe na temat potencjalnej interwencji rządu na rynku ropy stawały się coraz głośniejsze.

Według traderów, jak dotąd taki szum informacyjny pomagał w ograniczeniu cen ropy, ale może on okazać się niewystarczający w momencie, gdy na rynku zaczną pojawiać się niedobory surowca.

Dziennik zaznacza, że inwestorzy przyzwyczaili się do kapryśnej polityki Trumpa od czasu jego ubiegłorocznych wahań w temacie ceł. Wówczas liczne zmiany stanowiska doprowadziły do powstania wśród inwestorów powiedzenia „Trump zawsze tchórzy”.

Jednak aktualnie poziom nieprzewidywalności Trumpa wchodzi na coraz wyższy poziom. Ostatnio w ciągu paru dni m.in. zapowiedział on uwolnienie setek milionów baryłek ropy ze strategicznych rezerw, wysłał elitarne jednostki spadochroniarzy w pobliże konfliktu, a także zagroził zniszczeniem irańskich elektrowni. Jednocześnie cały czas przekazywał informacje, według których negocjacje pokojowe ze stroną irańską mają przebiegać pomyślnie.

Zobacz też: Europa uwikłała się w sieć strukturalnych sprzeczności. ETS jest jedną z nich

Rządy nie powinny przesadzać z kryzysową pomocą

W obliczu rosnących cen energii rządy dokonują interwencji, aby obniżyć koszty dla konsumentów. Warto jednak, aby rządzący pamiętali, że obecna rzeczywistość ekonomiczna jest inna od tej z 2022 roku, a pomoc powinna być kierowana do najbardziej potrzebujących – podkreśla „The Economist”.

Tygodnik wskazuje, że w reakcji na energetyczne skutki wojny na Bliskim Wschodzie kolejne kraje sięgają po kryzysowe rozwiązania, które mają obniżyć ceny paliw oraz energii elektrycznej. Zazwyczaj są to działania związane z obniżeniem VAT czy akcyzy, jak choćby w Polsce, Hiszpanii czy we Włoszech.

Również Koreańczycy, Japończycy oraz inne kraje rozwinięte decydują się na interwencjonizm. Coraz więcej mówi się też o opodatkowaniu nadmiarowych zysków koncernów energetycznych, którym sprzyjają kryzysowe sytuacje na rynkach energii.

„The Economist” zaznacza jednak, że takie działania mogą przynieść więcej szkody niż pożytku – zwłaszcza dla najuboższych krajów. Blokada Cieśniny Ormuz odcięła około 20% globalnego handlu ropą i gazem i żadne subsydia dla konsumentów nie są w stanie takiej luki uzupełnić.

Musi więc dojść do spadku popytu na paliwa, aby ceny zaczęły się stabilizować i spadać wraz z odbudową podaży surowca. Powszechne dotowanie energii wszystkim konsumentom w rozwiniętych krajach – również tym zamożnym – sprawia, że destrukcja popytu następuje przede wszystkim w najbiedniejszych państwach Afryki i Azji, których nie stać na zakup drogiej ropy i gazu.

Tygodnik zwraca też uwagę na odmienną względem kryzysu energetycznego z 2022 roku sytuację ekonomiczną. Wówczas rządowe interwencje związane z cenami energii były podejmowane w realiach niskich stóp procentowych oraz niskiej inflacji, gdyż globalna gospodarka dopiero zaczynała wychodzić z uśpienia związanego z pandemią COVID-19. Państwa mogły zatem wtedy znacznie taniej zadłużać się, aby uzupełnić budżety uszczuplone kosztami walki z kryzysem.

„The Economist” uważa, że aktualnie rządy zamiast powielać błędy sprzed kilku lat, powinny skupić się na wsparciu dla ubogich gospodarstw domowych. Jednocześnie nie powinny ingerować zanadto w ceny energii, aby nie zniechęcać do jej oszczędzania, a także do inwestowania w rozwiązania, które pozwolą zmniejszyć zależność od importowanych paliw.

Zobacz także: CPN wraca czyli rząd ustala ceny paliw. Brakuje pomysłów na ograniczenie ich zużycia

Niemiecki rząd sceptyczny wobec odpalania rezerwowych elektrowni węglowych

Pomysł powrotu na rynek energii znajdujących się w rezerwie elektrowni węglowych o mocy blisko 7 GW jest sceptycznie oceniany przez niemieckie ministerstwo gospodarki i klimatu. Za taką opcją opowiada się jeden z głównych właścicieli takich jednostek, który przekonuje, że mogłoby to pomóc w obniżeniu cen energii w obliczu wojny na Bliskim Wschodzie – informuje Montel.

Portal przypomina, że w latach 2022-2023 – podczas poprzedniego kryzysu energetycznego, związanego z atakiem Rosji na Ukrainę – takie elektrownie tymczasowo powróciły na rynek. Standardowo pozostają one w rezerwie i otrzymują z tego tytułu rządowe wsparcie, zatem umożliwienie im normalnej pracy na rynku energii wymagałoby zgody ze strony Komisji Europejskiej.

Aktualnie większością rezerwowych elektrowni zarządza spółka Steag, która przekonuje, że ich powrót na rynek byłby korzystny w obliczu blokady Cieśniny Ormuz, przez którą zazwyczaj odbywa się transport 20% światowego handu ropą i gazem.

Cena tego ostatniego wzrosła w Europie o około 70% od momentu ataku USA i Izraela na Iran. To natomiast przekłada się na koszt energii elektrycznej produkowanej z gazu.

Steag uważa, że wykorzystanie rezerwowych elektrowni węglowych pomogłoby zmniejszyć wykorzystanie gazu oraz obniżyć hurtowe ceny energii. Spółka proponuje, aby takie jednostki mogłyby pracować wtedy, jeśli notowania na rynku dnia następnego przez trzy godziny będą wyższe niż 150 euro/MWh.

Takie pomysły nie budzą jednak entuzjazmu zarówno ze strony rządu, jak i innych operatorów elektrowni węglowych – takich jak m.in. Onyx czy Uniper.

Ich zdaniem powrót na rynek przestarzałych jednostek jest kontrowersyjny zarówno pod względem ochrony środowiska, ale także pod kątem zgodności unijnymi przepisami. Zamiast tego apelują o jak najszybsze uruchomienie zapowiadanych od dawna przez rząd aukcji dla 10-12 GW nowych, elastycznych mocy wytwórczych – gazowych oraz przystosowanych do spalania wodoru.

Montel wskazuje, że właśnie na przeprowadzeniu w 2026 roku tych aukcji koncentruje się aktualnie niemiecki resort gospodarki i klimatu, a podsuwane przez Steag postulaty dotyczące elektrowni węglowych nie znajdują uznania – nawet mimo wojny na Bliskim Wschodzie. Portal zwraca też uwagę, że trwają prace nad uruchomieniem mechanizmu rynku mocy, który miałby zacząć działać od 2027 roku.

Zobacz również: Czy eldorado dla wielkoskalowych magazynów energii już się skończyło?

Kosztowne ratowanie brytyjskiego hutnictwa

Brytyjski przemysł stalowy od wielu lat znajduje się w kryzysie i można mieć duże wątpliwości, czy kolejne rządowe strategie poprawią jego konkurencyjność. Bardziej można spodziewać się dalszych wydatków z budżetu państwa oraz wyższych kosztów dla gospodarki – pisze Matthew Brooker, publicysta Bloomberga.

Obecnie sektor hutniczy w Wielkiej Brytanii odpowiada za około 37 tys. miejsc pracy, a szczytowe zatrudnienie w branży w latach 70. XX wieku było niemal dziesięciokrotnie wyższe.

Brooker podkreśla, że rachunek za podtrzymywanie brytyjskiego hutnictwa przy życiu systematycznie rośnie. Niemal rok temu rząd znacjonalizował spółkę British Steel, aby powstrzymać właściciela huty – chińską grupęJingye – przed wyłączeniem ostatnich na Wyspach wielkich pieców.

Jingye twierdziło, że każdy dzień działalności huty przynosi 0,7 mln funtów straty. Jak dotąd znacjonalizowanie British Steel kosztowało 377 mln funtów, czyli ponad 1 mln funtów dziennie. Według prognoz dalszy plan ratunkowy dla huty może pochłonąć do 2028 roku nawet 1,5 mld funtów.

Publicysta Bloomberga zaznacza, że rząd Partii Pracy – mimo trudnych realiów globalnego rynku stali – wciąż liczy na odrodzenie przemysłu hutniczego. Świadczy o tym opublikowana w ostatnim czasie strategia dla sektora stali, wpisująca się w trend protekcjonizmu, który wpierw wyznaczyły USA swoją polityką celną, a następnie w podobnym kierunku zaczęła podążać Unia Europejska.

Londyn zapowiada więc obniżenie kwot na import stali o 60% i podwojenie ceł na dostawy powyżej limitu do 50%. W tle znajduje się oczywiście globalna nadwyżka stali, za którą przede wszystkim odpowiadają Chiny, zalewające rynki tanimi produktami. Ponadto rząd planuje zwiększenie poziomu rekompensat kosztów opłat sieciowych – z 60 do 90%, aby obniżyć ceny energii dla przemysłu energochłonnego.

Matthew Brooker wskazuje, że koszty energii pozostają największym problemem dla konkurencyjności brytyjskiego hutnictwa. Jednak nawet gdy będzie ona znacząco tańsza, to trudno branży będzie konkurować nie tylko z dominującymi na światowym rynku Chinami, ale również z Francją czy Niemcami, nie mówiąc już o USA.

Uwzględniając planowany wzrost ulgi brytyjscy hutnicy mogą liczyć na koszt MWh na poziomie 86 funtów, podczas gdy ich niemieccy czy francuscy koledzy mają energię po odpowiednio 69 oraz 60 funtów/MWh. Z kolei w Teksasie koszt w przeliczeniu na funty to około 38£/MWh.

Publicysta Bloomberga zaznacza, że chcąc za wszelką cenę utrzymać hutnictwo brytyjski rząd nie tylko nie skąpi pieniędzy z budżetu, ale też podnosi koszty dla branż korzystających ze stali – choćby budownictwa, które realizuje zamówienia również dla sektora publicznego. W efekcie za ratowanie hutnictwa – według Matthew Brookera – ostatecznie zapłacą konsumenci i podatnicy.

Zobacz także: Czy unijny rynek handlu emisjami ogarnęła panika

Tydzień energetyka: Rynki ropy i gazu w rytm wpisów Trumpa; Rosja zakazuje eksportu saletry; Australijski lit dla UE; Total odpuszcza amerykańskie offshore; Zmiany w harmonogramie finansowania atomu.
Depositphotos 206251752 S
Technologie wspiera:
Po miesiącu wojny w Zatoce Perskiej rząd zdecydował się na interwencję na rynku paliw. W pakiecie CPN (Ceny Paliw Niżej) obniżył VAT i akcyzę oraz wprowadził maksymalną cenę detaliczną. Ma to się przełożyć na natychmiastowy spadek cen na stacjach o 1,20 złotego.
cpn.logo
Zielone technologie rozwijają:
Dzięki rynkowi mocy oraz programom dotacyjnym do 2030 roku mogą powstać w Polsce wielkoskalowe bateryjne magazyny energii o mocy kilkunastu gigawatów. Jednak im później będą one oddawane do użytku, tym większym wyzwaniem będzie czerpanie zysków z ich eksploatacji.
Budowa bateryjnego magazynu energii Greenvolt Power w Turośni Kościelnej niedaleko Białegostoku. Fot. PSE
Budowa bateryjnego magazynu energii Greenvolt Power w Turośni Kościelnej niedaleko Białegostoku. Fot. PSE
Klamka we Francji zapadła: drobni ciułacze znad Sekwany sfinansują ze swoich zaskórniaków 60% kosztów budowy 6 nowych reaktorów EPR 2. Tymczasem właściciel francuskich elektrowni atomowych EDF sygnalizuje, że współpraca atomu z OZE wymaga zupełnie nowych rozwiązań, które nie są proste.
Depositphotos 834786300 S
Technologie wspiera: