1. Główna
  2. >
  3. Energetyka konwencjonalna
  4. >
  5. Węgiel kamienny
  6. >
  7. Jak zreformować ETS? UE potrzebuje „centralnego banku węglowego”

Jak zreformować ETS? UE potrzebuje „centralnego banku węglowego”

Taka instytucja  w przypadku nadzwyczajnych wahań cen ETS mogłaby czasowo dostosować podaż uprawnień, wprowadzając przewidywalne reguły. Alternatywą są chaotyczne działania poszczególnych państw.
Depositphotos 511589534 S

Włoska propozycja tzw. Decreto Energia, zakładająca refundowanie kosztów EU ETS dla elektrowni gazowych i w praktyce neutralizowanie kosztu CO₂ w hurtowej cenie energii, jest czymś więcej niż krajową próbą obniżenia rachunków.

Czytaj również: Włoski rząd wprowadza „rzymskie wakacje” od systemu ETS

To sygnał, że europejska architektura klimatyczno-energetyczna może osiągnąć punkt zwrotny. Po ponad dwudziestu latach funkcjonowania system handlu uprawnieniami do emisji przestaje być postrzegany wyłącznie jako skuteczne i efektywne narzędzie realizacji celów klimatycznych. Stał się elementem szerszej debaty o globalnej konkurencyjności przemysłu, spójności rynku wewnętrznego i stabilności społecznej.

Jeszcze niedawno EU ETS był filarem Europejskiego Zielonego Ładu – krytykowanym, ale rzadko podważanym na poziomie przywódców państw. Mechanizm wspólnego capu (tj. limitu emisji w UE), malejącej podaży i jednolitego sygnału cenowego łączył skuteczność redukcyjną z neutralnością technologiczną. Dziś to właśnie ta cena, będąca wcześniej dowodem dojrzałości systemu, stała się osią konfliktu między polityką klimatyczną a polityką przemysłową.

System wymaga zmian…

Ostatnie miesiące przyniosły wyraźną zmianę tonu. Spotkania ministrów przemysłu w ramach inicjatywy Friends of Industry zakończyły się wspólnym apelem o rewizję systemu w celu zapewnienia „skutecznego sygnału cenowego, przewidywalności, stabilności rynku oraz ochrony przed nadmierną zmiennością cen”. W przestrzeni publicznej zaczęły pojawiać się propozycje zmian w EU ETS, tj. wprowadzenia korytarza cenowego, ograniczenia roli MSR, modyfikacji współczynnika redukcji liniowej czy utrzymania bardziej elastycznych zasad darmowej alokacji. To nie są już odosobnione postulaty, tylko głos największych gospodarek Unii.

ets merz
Kanclerz Niemiec Friedrich Merz zapewne nie zdawał sobie sprawy, jaki wpływ mają jego słowa na rynek uprawnień do emisji

Nie jest tajemnicą, że europejski przemysł znajduje się pod presją. Sektory energochłonne mierzą się z kosztami energii wyższymi niż w USA czy Azji. Jednak problem, który dziś podnosi przemysł europejski, wykracza poza technikę przenoszenia kosztów. Wspólne stanowiska ministrów przemysłu, w tym największych państw UE, podnoszą kwestie stabilności i przewidywalności rynku uprawnień EUA.

Organizacje branżowe, jak Cement Europe, mówią wprost: potrzebujemy nie tyle „niższej ceny”, ile „pewności inwestycyjnej”. Najważniejsza zmiana w retoryce branż energochłonnych polega właśnie na przesunięciu akcentu z poziomu ceny na jej przewidywalność.

…ale potrzebna jest stabilizacja

To zasadnicza zmiana tonu. Dla sektorów takich jak cement, stal czy chemia decyzje inwestycyjne mają horyzont trzydziestu lat. Nie chodzi już o chwilową ulgę, lecz o możliwość planowania wielomiliardowych inwestycji w dekarbonizację. Projekty wychwytywania i składowania CO₂ (CCUS, BECCS), elektryfikacja procesów czy modernizacja infrastruktury wymagają stabilnego i wiarygodnego sygnału cenowego.

Jeżeli cena EUA reaguje gwałtownie na polityczne deklaracje o możliwym zawieszeniu systemu, decyzje inwestycyjne przestają być oparte na regułach, a zaczynają zależeć od spekulacji co do przyszłych decyzji politycznych.

Włosi wyjmują cegiełkę, ale gmach tego nie wytrzyma

Jednocześnie włoska propozycja refundowania kosztów EU ETS dla elektrowni gazowych pokazuje właśnie, jak łatwo presja polityczna może przenieść się z poziomu retoryki na poziom interwencji rynkowej. Formalnie nie zmienia ona capu ani obowiązku umarzania uprawnień. Emisje nadal podlegają limitowi na poziomie całej UE.

Jednak mechanizm refundacji kosztów CO₂ dla wytwórców energii zmienia sposób, w jaki sygnał cenowy EU ETS przenosi się do rynku hurtowego. A to właśnie transmisja kosztu CO2 jest istotą efektywności systemu. Jeśli koszt emisji przestaje wpływać na cenę energii, EU ETS pozostaje prawnie nienaruszony, lecz ekonomicznie zostaje częściowo „zneutralizowany”.

Takie rozwiązanie może przynieść krótkookresową ulgę krajowym odbiorcom, ale jego skutki nie kończą się na granicach państwa. Przy niezmienionym limicie emisji w EU ETS dodatkowe emisji w jednym kraju oznacza większe umorzenia i mniejszą dostępność uprawnień dla innych uczestników systemu.

Koszt nie znika, ale zmienia właściciela. Jeżeli kolejne państwa zdecydują się neutralizować koszt CO₂ poprzez narodowe mechanizmy fiskalne, powstanie mozaika 27 różnych modeli transmisji ceny emisji do energii. Państwa o większej „przestrzeni budżetowej” będą w stanie silniej amortyzować koszt, podczas gdy pozostałe pozostaną przy pełnym obciążeniu.

Wspólny sygnał cenowy zostanie zastąpiony konkurencją subsydiów. To zaś prowadzi do asymetrii w obrębie jednolitego rynku i podważa równowagę konkurencyjną między państwami członkowskimi. Jednolity sygnał rynkowy zaczyna się rozwarstwiać.

To właśnie fragmentacja jest dziś największym ryzykiem. Nie sama cena, lecz utrata wspólnego horyzontu.

Europejski problem, europejskie rozwiązanie

Oczywiście problem wysokich cen energii w Europie jest realny. Przemysł mierzy się z konkurencją gospodarek, w których koszty energii są niższe, a regulacje mniej restrykcyjne. Jednak źródła tej sytuacji są przede wszystkim strukturalne: koszt gazu importowanego po 2022 roku, ograniczenia infrastrukturalne, niedostateczna elastyczność systemu, opóźnienia w rozwoju sieci i magazynów energii. EU ETS jest jednym z elementów rachunku, ale nie wyjaśnia całości różnicy kosztowej wobec innych regionów świata.

Dlatego właściwe pytanie nie brzmi dziś, czy łagodzić presję cenową, lecz w jaki sposób robić to bez niszczenia fundamentów systemu. Czy odpowiedzią mają być narodowe interwencje, czy raczej europejski mechanizm stabilizacji, który zapewni ograniczenie skrajnych wahań cen, zachowa wspólny cap i jednocześnie utrzyma inwestycyjną przewidywalność? Jeżeli Unia nie znajdzie spójnej odpowiedzi, ryzyko dezintegracji rynku energii i fragmentacji polityki klimatycznej stanie się realne.

Dotychczas odpowiedzią na napięcia cenowe była kalibracja mechanizmów wewnętrznych, przede wszystkim rezerwy MSR. Było to podejście technokratyczne i w dużej mierze skuteczne w okresach nadpodaży lub nagłych szoków popytowych. Obecna sytuacja ma jednak inny charakter.

Presja nie dotyczy wyłącznie krótkoterminowej zmienności, lecz samej legitymizacji poziomu ceny. Pojawiają się publiczne postulaty ustalenia „właściwej” ceny CO₂ na poziomie 30 euro, zawieszenia systemu do czasu reformy czy radykalnego zwiększenia podaży uprawnień. W takiej atmosferze sama korekta parametrów MSR nie rozwiązuje problemu zaufania.

Jeżeli rynek zaczyna wątpić w trwałość reguł, nawet najbardziej precyzyjna inżynieria regulacyjna nie przywróci przewidywalności. Jeżeli publiczne wypowiedzi przywódców są w stanie wywołać niepokojące wahania cen w ciągu kilku dni, to znaczy, że problem ma wymiar instytucjonalny.

W tym miejscu pojawia się potrzeba, która wykracza poza technokratyczne „dostrajanie” parametrów. Europa potrzebuje nie tyle kolejnej korekty MSR, ile instytucjonalnej kotwicy stabilności.

Powołajmy bank emisyjny

Proponowana przez KOBiZE koncepcja Europejskiego Centralnego Banku Węglowego (ang. European Central Carbon Bank, ECCB), lub szerzej Europejskiej Agencji Zarządzania Emisjami (ECMA) ma być odpowiedzią na ten problem zaufania i przewidywalności. Jej sens nie polega na administracyjnym ustalaniu ceny ani na osłabianiu limitu emisji (tzw. cap). Chodzi o to, aby zapewnić stabilne i przejrzyste zasady zarządzania podażą uprawnień w sytuacjach nadmiernej zmienności cen.

Jej sens wpisuje się też w szersze wyzwania, przed którymi stanie europejska polityka klimatyczna po 2030 r. Nadchodząca dekada oznacza bowiem nie tylko dalsze zaostrzanie ścieżki redukcyjnej, lecz także jakościową zmianę architektury systemu. Do dyskusji wchodzą mechanizmy usuwania CO₂ tzw. pochłaniaczy (ang. removals), potencjalne włączenie wysokiej jakości offsetów międzynarodowych, a także większe powiązanie rynku EU ETS z finansowaniem transformacji przemysłowej. Oznacza to, że system stanie się bardziej złożony, zarówno pod względem struktury podaży, jak i oczekiwań inwestorów.

kobize bank
European Central Carbon Bank działałby podobnie jak „normalny” bank centralny, regulując podaż uprawnień w zależności od sytuacji na rynku

W takich warunkach kluczowe staje się zachowanie integralności limitu i przejrzystych reguł włączania nowych instrumentów. Bez wspólnej instytucjonalnej ramy rozszerzanie systemu o „removale” czy „offsety” może rodzić pytania o realność ścieżki redukcyjnej i stabilność długoterminowej ceny emisji. Im bardziej system ewoluuje, tym większe znaczenie ma jego spójne zarządzanie.

ECCB/ECMA mógłby pełnić rolę strażnika tej architektury zapewniając, że włączanie nowych instrumentów odbywa się według jasno określonych zasad, bez osłabiania ambicji klimatycznych i bez generowania dodatkowej niestabilności rynkowej. Instytucjonalna kotwica stabilności jest szczególnie istotna właśnie w okresie transformacji systemu.

Dziś każda silniejsza wypowiedź polityczna potrafi wywołać gwałtowną reakcję rynku. ECCB/ECMA miałby działać według jasno określonych, z góry znanych reguł. W przypadku nadzwyczajnych wahań mógłby czasowo dostosować podaż uprawnień w sposób transparentny, bez ingerowania w sam limit emisji i bez politycznego wyznaczania „właściwej” ceny. Celem takiej instytucji byłoby wzmocnienie wiarygodności systemu – tak, aby inwestorzy wiedzieli, że rynek EU ETS podlega stabilnym zasadom, a nie doraźnym decyzjom wynikającym z presji krajowej polityki.

Konkurencja subsydiów zamiast solidarności

Dlaczego to rozwiązanie jest dziś szczególnie istotne z perspektywy Europy Środkowo-Wschodniej? Bo to właśnie nasz region najboleśniej doświadczał kosztów transformacji. To tutaj struktura gospodarki była najbardziej emisyjna, w części państw miks energetyczny najmocniej oparty na węglu, a społeczne koszty zmiany najwyższe. Jeśli jakikolwiek region rozumie „ból” transformacji, to Europa Środkowo-Wschodnia.

Paradoks polega na tym, że to państwa, którym teoretycznie najmniej zależy na utrzymaniu wysokiej ceny CO₂, mogą dziś stać się rzecznikami stabilności systemu. Nie dlatego, że są jego bezkrytycznymi obrońcami, lecz dlatego, że wiedzą, czym kończy się brak solidarności i brak przewidywalnych reguł.

Transformacja energetyczna w naszym regionie była możliwa dzięki wsparciu europejskiemu, funduszom modernizacyjnym, solidarności finansowej, wspólnemu rynkowi. Podobnie stabilność EU ETS w kolejnej dekadzie wymaga europejskiego rozwiązania. Jeżeli każdy kraj zacznie neutralizować koszt CO₂ według własnych możliwości fiskalnych, solidarność zastąpi konkurencja subsydiów.

Koncepcja ECCB/ECMA pozwala przenieść debatę z poziomu „czy obniżyć cenę” na poziom „jak zapewnić stabilność w ramach wspólnych reguł”. Zamiast price cap ustalanego politycznie wprowadza mandat instytucjonalny. Zamiast narodowych refundacji usprawnia europejską koordynację. Zamiast 27 mechanizmów osłabiających transmisję ceny zapewnia jeden wspólny bufor amortyzujący nadmierną zmienność i elastycznie reagujący na bieżące uwarunkowania gospodarcze i rynkowe. Tylko taka przewidywalna architektura może odpowiedzieć na postulat przemysłu, który dziś nie domaga się niższej ceny, lecz stabilnej ścieżki kosztu emisji w horyzoncie dekad.

Zachowajmy wiarygodność

Rewizja EU ETS zapowiedziana na 2026 rok będzie więc czymś więcej niż przeglądem parametrów technicznych. Będzie testem dojrzałości europejskiej polityki klimatycznej. Albo system zostanie wzmocniony poprzez instytucjonalne zabezpieczenie przewidywalności i stabilności, albo kolejne narodowe korekty będą stopniowo rozmywać wspólną architekturę.

Cena CO₂ to nie tylko koszt emisji. To wskaźnik wiarygodności wspólnych reguł. Jeśli ten wskaźnik stanie się zakładnikiem bieżącej presji politycznej, transformacja straci stabilny fundament. Jeżeli jednak UE zdecyduje się nadać systemowi instytucjonalną kotwicę – może wyjść z obecnego kryzysu silniejsza.

I właśnie tu otwiera się przestrzeń dla Polski i regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Nie jako przeciwników transformacji, lecz jako współarchitektów jej stabilnych zasad. Bo to region, który najlepiej rozumie, że ambitna polityka klimatyczna bez solidarności i przewidywalności nie jest trwała. A trwałość jest dziś najcenniejszym zasobem europejskiej transformacji.

Robert Jeszke jest zastępcą dyrektora ds. zarządzania emisjami IOŚ-PIB, kierownikiem KOBIZE – Krajowego Ośrodka Bilansowania i Zarządzania Emisjami

Partner działu Klimat:
Filar polityki klimatycznej UE jest w kryzysie, nie należy jednak spodziewać się rewolucji. Jeśli jednak wojna w Zatoce Perskiej będzie się przedłużać, to wszystkie opcje znajdą się na stole.
Depositphotos 365688622 S
Partner działu Klimat:
1,82 MWp w fotowoltaice, magazyn energii 1 MW/4 MWh, polski przekształtnik i autorski system EMS. Firma Solartech zaprezentowała działającą instalację hybrydową, która odpowiada na największe wyzwania rynku OZE – od ujemnych cen energii po obcięcia generacji.
image
Partner działu Klimat:
Materiał Partnera
Zagraniczna prasówka energetyczna: Stare elektrownie jądrowe w Japonii wracają do pracy, ale co będzie za 10 lat; Chińscy potentaci PV szukają nowych pomysłów; Ceny gazu budzą obawy przed kolejnym kryzysem energetycznym; Hiszpanie ruszają inwestycją w zielony wodór za 1 mld euro.
Elektrownia jądrowa OZE fot. Depositphotos
Fot. Depositphotos
Technologie wspiera:
Zielone technologie rozwijają:
Jeszcze niedawno bioodpady były kosztem dla samorządów. Dziś stają się paliwem dla energetyki. NFOŚiGW uruchamia 30 kwietnia 2026 r. program  Wysokosprawna kogeneracja z biogazu wytwarzanego z biomasy, w tym z odpadów komunalnych.
image
Zielone technologie rozwijają:
Technologie wspiera: