Spis treści
Legislacja dużych prędkości
Chodzi o nowelizację rozporządzenia w sprawie sposobu kształtowania i kalkulacji taryf oraz sposobu rozliczeń w obrocie energią elektryczną, którą w Dzienniku Ustaw opublikowano 12 grudnia. Dzień później weszła ona życie.
Nie byłoby w tym pewnie nic zadziwiającego, gdyby projektu nowelizacji nie opublikowano na stronach Rządowego Centrum Legislacji 11 grudnia. Oznacza to, że od momentu, gdy planowane zmiany w przepisach ujrzały światło dzienne, do ich wejścia w życie upłynęły zaledwie dwie doby.
Czego dotyczą regulacje, które resort proceduje w tak niespotykanym tempie? Tym Ministerstwo Energii równie szybko pochwaliło się w komunikacie prasowym.
– Minister Energii podpisał nowelizację rozporządzenia taryfowego. Najbardziej energochłonni odbiorcy zapłacą niższą opłatę jakościową. Wprowadzone rozwiązania będą wspierać krajowy system elektroenergetyczny, aby był bardziej efektywny i przyjazny dla OZE – zaznaczył resort.
Opłata jakościowa jest ponoszona na rzecz PSE i jest związana z kosztami utrzymania odpowiednich parametrów energii elektrycznej. Wysokość opłaty jest zależna od ilości pobranej energii, a jej stawka na 2026 rok będzie wynosić 0,0331 zł/kWh.
Zgodnie z nowelizacją rozporządzenia zmieniła się definicja „odbiorcy specjalnego” opłaty jakościowej. Dotychczas do tego grona mogły zaliczać się podmioty pobierające i zużywające co najmniej 400 GWh energii rocznie na własne potrzeby. Po zmianach ten wolumen wynosi 200 GWh.
Poza tym „odbiorcy specjalni” muszą korzystać z sieci o napięciu 110 kV lub wyższym, wykorzystywać minimum 50 proc. mocy umownej, a także mieć nie mniej niż 15-procentowy udział kosztów energii w wartości produkcji.
– Zmiana jest jednym z elementów szerszego działania na rzecz rzecz odbiorców energochłonnych, nad którymi prace będą toczyły się w ramach Zespołu ds. poprawy efektywności kształtowania taryf sieciowych energii elektrycznej. Zespół ma opracować i przedstawić rekomendacje dotyczące m.in.: składnika stałego i zmiennego stawki sieciowej, stawki jakościowej, sprawiedliwej alokacji kosztów w krajowym systemie elektroenergetycznym. Przyjęcie zmiany rozporządzenia taryfowego uwzględniającej rekomendacje Zespołu planowane jest na pierwsze półrocze 2026 roku – zapowiedział resort.
Nowelizacja ze zmienną oceną skutków regulacji
Nim przejdziemy do tego, co o inicjatywie Ministerstwa Energii sądzi sam przemysł, to warto jeszcze trochę więcej napisać o tym, jak wyglądały publiczne „prace” nad projektem.
Nie był on poddany pre-konsultacjom, a po opublikowaniu został jedynie przekazany do błyskawicznego zaopiniowania przez URE i UOKiK (żadne opinie nie wpłynęły), a także do uzgodnień międzyresortowych.
– Przyjęty zakres opiniowania oraz odstąpienie od procesu konsultacji wynika z konieczności pilnego wdrożenia przepisów rozporządzenia, tak by możliwe było zastosowanie planowanych rozwiązań do kalkulacji taryf na 2026 r. Wymaga tego ważny interes państwa, a zasady demokratycznego państwa prawnego nie stoją temu na przeszkodzie – wskazało Ministerstwo Energii
Zobacz też: Ceny prądu na 2026: ile łącznie zapłacimy? Kto odczuję obniżkę?
W efekcie swoje zdanie zdążyło wyrazić jedynie Ministerstwo Finansów i Gospodarki, a także Rządowe Centrum Legislacji, które na co dzień musi zmagać się z jakością polskiego prawodawstwa. W obu przypadkach uwagi dotyczyły braków w ocenie skutków regulacji.

Resort finansów poprosił o oszacowanie skutków finansowych dla sektora finansów publicznych lub potwierdzenie, że nie będzie on obciążony podwyżką opłaty jakościowej.
W pierwotnej wersji OSR wskazano, że nowelizacja „nie powoduje skutków finansowych dla jednostek sektora finansów publicznych polegających na zwiększeniu wydatków lub zmniejszeniu dochodów tych jednostek w stosunku do wielkości wynikających z obowiązujących przepisów”.
Jednak w drugiej wersji OSR resort energii zmienił w tym temacie zdanie.
– Jednostki sektora finansów publicznych mogą znajdować się w grupach taryfowych B lub C. Wpływ na poszczególne jednostki sektora finansów publicznych będzie zależał od zużycia energii elektrycznej danej jednostki sektora finansów publicznych pomnożonej przez stawkę opłaty jakościowej ustaloną na dany rok. Wysokość stawki w danym roku zależy od kosztów, które Prezes Urzędu Regulacji Energetyki uzna za uzasadnione do przeniesienia w taryfie w danym roku – wskazał resort w OSR.
Ilu energochłonnych skorzysta z niższej opłaty?
W tej kwestii Ministerstwo Energii też ma dosyć płynne stanowisko. W pierwszej wersji OSR w tabeli dotyczącej podmiotów, na które nowelizacja będzie miała wpływ, w kratce dotyczącej odbiorców o zużyciu co najmniej 200 GWh pozostawiono puste miejsce.
W tabeli wskazano też kategorię „pozostali odbiorcy energii elektrycznej”, odnośnie których stwierdzono, że nowelizacja „może spowodować wzrost opłaty z tytułu stawki jakościowej”.
Te braki i niedopowiedzenia nie uszły uwadze RCL, które poza tym m.in. stwierdziło, że przez „przyjęty tryb pracy nad przedmiotowym projektem rozporządzenia oraz wyznaczony termin na zajęcie stanowiska, nie jest możliwa jego ocena formalnoprawna i legislacyjna”.

W drugiej wersji OSR resort energii postanowił być już nieco bardziej precyzyjny i wskazał, że potencjalnych beneficjentów nowelizacji będzie „mniej niż 50”. Natomiast pozostałych odbiorców (w tym z sektora publicznego) ma być około 17,5 mln, lecz jest „brak możliwości jednoznacznego oszacowania” oddziaływania nowelizacji na tych odbiorców.
Odbiorca specjalny coraz bardziej unikalny
Henryk Kaliś, prezes Izby Energetyki Przemysłowej i Odbiorców Energii oraz Forum Odbiorców Energii Elektrycznej i Gazu, odnosząc się do tematu w rozmowie z portalem WysokieNapiecie.pl zwrócił uwagę jak na przestrzeni lat kształtowały się losy „odbiorcy specjalnego”.
– Takim odbiorcom przemysłowym już ponad 20 lat temu był dedykowany pierwszy mechanizm redukujący o 90 proc. koszt opłaty jakościowej. Na początku do tego mechanizmu kwalifikowały się podmioty, których zużycia energii elektrycznej nie było niższe niż 500 GWh rocznie, udział kosztów energii elektrycznej w wartości produkcji stanowił co najmniej 20 proc., a wykorzystanie mocy umownej wynosiło nie mniej niż 50 proc. – przypomina Kaliś.
– Nigdy nie było to rozwiązanie o charakterze systemowym, a grono beneficjentów obejmowało jedynie kilka przedsiębiorstw, dla których energia elektryczna była „wsadem do produkcji”, a same produkty były najbardziej efektywną formą magazynowania energii. W miarę upływu czasu próg zużycia energii obniżono do 400 GWh/rok, a współczynnik elektrointensywności do 15 proc. W tamtym okresie nie funkcjonowały jeszcze tak rygorystyczne jak dzisiaj zasady udzielania pomocy publicznej, dlatego mechanizm ten nigdy nie musiał być notyfikowany – dodaje prezes.

Jednak z czasem – w wyniku realizacji inwestycji we własne źródła energii oraz poprawę efektywności energetycznej – coraz mniej firm korzystało z tego rozwiązania.
– Obecnie szczególny problem stanowi współczynnik wykorzystania mocy umownej, głównie z powodu narzuconych odbiorcom przemysłowym przez zawodowych operatorów sieci, akceptowanych przez kolejnych Prezesów URE, zasad jej zamawiania indywidualnie na każde przyłącze. W efekcie moc ta jest w największych firmach drastycznie przewymiarowana. W szczególności dotyczy to tzw. autoproducentów, produkujących energię na potrzeby własne, co ogranicza ich pobór z KSE, a wymaga utrzymania dotychczasowego poziomu mocy umownej – tłumaczy Henryk Kaliś.
– To pokazuje pewien paradoks, gdyż z redukcji kosztu opłaty jakościowej nie mogą korzystać przedsiębiorstwa, które w minionych latach zainwestowały duże pieniądze we własną generację – głównie po to, by obniżyć sobie koszty energii elektrycznej, ale również przyczyniając się przez to do poprawy bezpieczeństwa funkcjonowania KSE. Teraz ten poziom oszczędności, firmy te mogły by uzyskać bez inwestycji we własne źródła, tylko dzięki nowelizacji rozporządzenia taryfowego. W efekcie opisanych wyżej zmian, w ostatnich latach, ze statusu odbiorcy specjalnego korzystała w Polsce tylko jedna firma – podkreśla prezes.
Sam wolumen energii to za mało
Henryk Kaliś zaznacza również, że nowelizacja rozporządzenia taryfowego była dla przemysłu energochłonnego ogromnym zaskoczeniem.
– Obawiam się, że realnie niewiele firm będzie mogło z ulgi w opłacie jakościowej skorzystać, gdyż zmniejszenie jedynie kryterium wolumenowego jest niewystarczające. Zaproponowane parametry są nadal trudne do spełnienia, a ponadto ze względu na czas i sytuację w jakiej nowelizacja rozporządzenia taryfowego się pojawiła, trudno będzie jeszcze w tym roku składać wnioski do OSDp o redukcje, które winny być uwzględniane w zatwierdzanych właśnie taryfach – wyjaśnia prezes.
– Ponadto w rozporządzeniu jest mowa o współczynniku elektrointensywności, który winien być wyliczany jako udział kosztów energii w wartości produkcji. Tymczasem we wszystkich regulacjach, z których odbiorcy przemysłowi aktualnie korzystają, jest mowa o współczynniku udziału kosztów energii w wartości dodanej brutto. Dlatego firmy muszą dokładnie przeanalizować, czy spełniają wszystkie warunki kwalifikujące do skorzystania z ulgi – podkreśla.

Przemysł – jak wskazuje Kaliś – od wielu lat ze strony ministerstw odpowiedzialnych za energetykę oraz przedstawicieli PSE słyszał, że rozwiązania dotyczące obniżenia opłaty jakościowej dla firm energochłonnych są pomocą publiczną i wymagają uzyskania zgody ze strony Komisji Europejskiej.
– Ponadto PSE wskazywało, że poziom oczekiwanej przez nas redukcji tej opłaty nie odzwierciedla skali redukcji kosztów systemowych, które wynikają z pozytywnego, stabilizującego wpływu odbiorców przemysłowych na KSE. Niemniej jednak nigdy nie otrzymaliśmy od PSE analiz czy wyliczeń, które by na to wskazywały – zaznacza Kaliś.
Jego zdaniem takie podejście do kształtowania warunków funkcjonowania rodzimych energochłonnych branż przemysłu stoi w „jaskrawej sprzeczności z tym, co w tym zakresie robią inne kraje UE, i co zaleca w swoich podstawowych dokumentach KE”.
– W tej sytuacji, bez informacji i argumentów o charakterze technicznym, gdyż danymi na ten temat dysponuje jedynie PSE, mogliśmy dotąd proponować tylko reparametryzację opłaty jakościowej na wzór reparametryzacji opłaty mocowej. Od co najmniej dwóch lat rozmawiamy na temat jej wprowadzenia z administracją rządową, ale jak dotąd bez żadnych efektów – konkluduje Henryk Kaliś.
Huty nie chcą ekspresu
„Stanowczy sprzeciw” wobec rozporządzenia wyraziła też Hutnicza Izba Przemysłowo-Handlowa. Jej zdaniem projekt nie tylko nie pomoże branży, ale wręcz pogorszy jej konkurencyjność. Huty będą wyłączone z regulacji, co niweczy jej główny cel – wsparcie przemysłu energochłonnego, a działania resortu są wręcz „kontrproduktywne” i prowadzą do ograniczenia inwestycji, co przecież jest sprzeczne z deklaracjami rządu.
Huty zmagają się z napływem taniej stali z importu, wysokimi kosztami, m.in. energii, oraz spadkiem popytu. Sektor wstrzymuje inwestycje, a coraz więcej pieców w Europie po prostu się zamyka.
W tym samym czasie, gdy polski rząd przyjmuje rozwiązania, z których nikt nie skorzysta, Bruksela zatwierdziła pakiet ulg i dotacji dla przemysłu w Hiszpanii (400 mln euro) i na Węgrzech (4 mld euro). Wcześniej podobny program odpalili Włosi, a na zgodę czekają też Niemcy. Komisja przygotowała specjalne wytyczne (CISAF) skrojone pod tego typu programy.
Czytaj też: W UE zaczął się wyścig po tanią, subsydiowaną energię
Nikt nic nie wie
Dlaczego przepisy wprowadzano tak szybko? Cytowany wcześniej fragment uzasadnienia o „konieczności pilnego wdrożenia przepisów rozporządzenia, tak by możliwe było zastosowanie planowanych rozwiązań do kalkulacji taryf na 2026 r.” wyglądałby wiarygodnie, gdyby faktycznie pomysł skonsultowano wcześniej z zainteresowanymi a w przyspieszonym trybie tylko „przyklepano” nieoficjalne ustalenia. Ale tak nie było. Portal WysokieNapiecie.pl 16 grudnia poprosił resort energii i Urząd Regulacji Energetyki o odpowiedzi na następujące pytania:
- Czyją inicjatywą była zmiana rozporządzenia taryfowego przeprowadzona 13 grudnia?
2. Czy ME miało wiedzę ilu i jakich podmiotów dotyczy zmiana?
3. Zgodnie z ustawą o dostępie do informacji publicznej prosimy o przesłanie korespondencji, która była związana z tym projektem, zwłaszcza korespondencji z URE.
Podobne pytania wysłaliśmy również do Urzędu Regulacji Energetyki. Dlaczego akurat tam? Nieoficjalnie jeden z wysokich oficjeli resortu energii powiedział nam, że była to właśnie inicjatywa URE. Poprosiliśmy obie instytucje o odpowiedź do piątku 19 grudnia.
Ale odpowiedzi nie dostaliśmy do momentu publikacji tego tekstu czyli 22 grudnia. 23 grudnia resort i URE odpisały nam.
Resort energii stwierdził, że „zmiana rozporządzenia została wprowadzona w ramach prac legislacyjnych prowadzonych przez Ministerstwo Energii i jest wynikiem szerokiego dialogu”. Pojęcie „szerokiego dialogu” jest jak widać bardzo rozciągliwe…
Z kolei URE odpisało nam, że nie było inicjatorem zmian w rozporządzeniu. „URE nie ma inicjatywy ustawodawczej. Zgodnie z przepisami ustawy Prawo energetyczne, URE uczestniczyło w opiniowaniu rozporządzenia taryfowego”. Dalej URE pisze, że „żaden z podmiotów nie zwracał się do URE z propozycją zmiany rozporządzenia taryfowego w zakresie obniżenie z 400 do 200 GWh zużycia uprawniającego do ulgi w opłacie jakościowej. URE nie dysponuje danymi nt. podmiotów, których będzie dotyczyć obniżka progu zużycia i które będą mogły skorzystać z tej konkretnej zmiany”
Sukces na Święta
Co się więc stało? Najbardziej prawdopodobna wersja jest taka, że pomysł aby zrobić coś, co może być odpowiedzią na narzekania przemysłu energochłonnego, zrodził się na styku kierownictwa URE i resortu energii. Trudno powiedzieć, kto konkretnie wymyślił kryteria – nasi rozmówcy z resortu i URE wypierają się swego autorstwa. Prawdopodobnie przyświecał im cel, aby przed końcem roku odtrąbić kolejny sukces, który odbije się w mediach: oto polski przemysł dostaje konkretne ulgi od rządu.
– Wiemy, że to nie powinno być tak procedowane, ale poprzeczka legislacyjna jest ustawiona bardzo nisko, jeszcze po poprzednikach – pociesza się urzędnik.
Inny z urzędników, z którymi rozmawialiśmy broni pomysłu, twierdząc, że należy go traktować jako pierwszy etap działań. Zapytaliśmy czy w ogóle zbadano, czy jakaś firma spełnia kryteria ze znowelizowanego ekspresowo rozporządzenia. – Nie było takiej potrzeby, przecież nie musimy też znać nazwisk 2,5 mln prosumentów – ripostował nasz rozmówca.
Na takie dictum rzeczywiście trudno znaleźć odpowiedź. Jeśli urzędnicy wierzą, że mogą wprowadzać ulgi dla firm nie wiedząc kogo one dotyczą i czy w ogóle ktoś z nich skorzysta, to czy państwo w ogóle może realizować jakiekolwiek cele polityki przemysłowej?
Oczywiście pozostaje jeszcze „spiskowa teoria dziejów”, zgodnie z którą jakiś urzędnik dogadał się z jakąś firmą i skroił pod nią przepisy, a ekspresowy tryb miał uniemożliwić wszelką analizę.
Wydaje się jednak, że bardziej prawdopodobna przyczyną takiego trybu jest banalna chęć piarowego sukcesu. Gdyby niektórzy politycy mniej występowali w mediach, a więcej czasu poświęcali na analizę tego co mogą i powinni zrobić, to może osiągaliby prawdziwe, a nie medialne sukcesy. Zakładając oczywiście, że tego chcą.
