Spis treści
0 zł – taką kwotę na rachunku za prąd, w tym ładowanie swojego auta elektrycznego, ogrzewanie domu pompą ciepła, chłodzenie go klimatyzacją i gotowanie na kuchni indukcyjnej, widzi dziś już część gospodarstw domowych w Polsce. Autentycznie nie płacą ani złotówki, wliczając w to już wszystkie składowe energii, w tym podatki i opłaty stałe. Nikt im też do prądu nie dopłaca. Przy odpowiedniej konfiguracji sprzętu, takie rachunki będą mieć też zimą.
Faktury na 0 zł za prąd z dystrybucją można mieć dziś tylko u dwóch sprzedawców prądu w Polsce, ale podobnych ofert z czasem pewnie pojawi się więcej, bo sprzedawca prądu też na nich zarabia. Warunek? Musisz zainwestować w fotowoltaikę (zrobiło to już 10% rodzin w Polsce), mieć magazyn energii (ma go dziś 1% gospodarstwa domowych, ale przybywa ich dużo szybciej, niż przybywało kiedyś fotowoltaiki na dachach) oraz korzystać z zakupu i sprzedaży prądu po cenach dynamicznych (giełdowych, godzinowych) u jednego z tych sprzedawców (Pstryk) lub kupić produkt wiązany: panele i magazyn od Columbus, a zakup prądu od Zenery.
Zobacz także: Taryfa dynamiczna na prąd po roku: 2 tys. zł oszczędności
Jak to zrobić?
Schemat rachunków za 0 zł w Columbusie jest bardziej złożony, więc opowiemy o nim w osobnym tekście. Z kolei w Pstryk wygląda to w skrócie tak:
- Po pierwsze, jak najwięcej prądu z fotowoltaiki zużywaj na bieżąco.
- Po drugie, nadwyżki energii z fotowoltaiki do sieci sprzedawaj tylko rano i wieczorem, gdy prąd jest w miarę drogi (np. po 30-40 gr/kWh).
- Po trzecie, w środku dnia, gdy fotowoltaika pracuje najmocniej, ładuj domowy magazyn energii, bo sprzedaż energii w tych godzinach jest mało opłacalna.
- Po czwarte, z magazynu pokrywaj swoje zapotrzebowanie po zachodzie słońca, a nadwyżki sprzedawaj do sieci wieczorami, gdy prąd jest najdroższy (czyli gdy system najbardziej tego potrzebuje, zwykle po 50-70 gr, a czasami nawet po 1-2 zł/kWh).
- Po piąte, aby punktów 1-4 nie robić samemu, korzystaj z dobrego systemu zarządzania energią (EMS) – dostarczonego wraz z baterią, wykupionego u jednej z firm oferujących takie zewnętrzne systemy lub zaprogramowanego w systemie smart home.

Jaki uzyskasz efekt?
Jeżeli masz dobrze dobraną moc fotowoltaiki (najlepiej ustawionej wschód-zachód, a nie na południe) plus pojemny magazyn energii (mówimy o pojemnościach rzędu 20-50 kWh i więcej), to od wiosny do jesieni zasilisz swój dom niemal wyłącznie prądem z własnej fotowoltaiki – część poprzez autokonsumpcję od razu, a część wieczorami i w nocy, pobierając energię z magazynu. Za tę energię nie zapłacisz nic (nie licząc jednorazowej inwestycji w domową elektrownię z baterią).
Dodatkowo, nadwyżki prądu sprzedawane wieczorami przyniosą Ci dochód lokowany na Twoim depozycie prosumenckim (wirtualnym rachunku rozliczeniowym u Twojego sprzedawcy prądu).

Zimą, gdy fotowoltaika pracuje dużo słabiej, zaczynasz korzystać z pieniędzy odłożonych na depozycie prosumenckim i nadal Twój rachunek za prąd może wynosić 0 zł miesięcznie. Aby pieniędzy z depozytu Ci wystarczyło, zimą kupuj prąd głównie w nocy (bo jest taniej), zużywając go bezpośrednio na ogrzewanie i ładowanie samochodu oraz ładując magazyn, aby zasilać z niego resztę sprzętów RTV i AGD. Masz duży magazyn i chciałbyś dodatkowo zimą wysyłać energię wieczorami do systemu, aby także na tym zarabiać? Niestety nie wiadomo czy rząd Ci na to pozwala, więc jak to robisz, nie mów nikomu ani Ty, ani Twój sprzedawca prądu. To powinna być Wasza tajemnica.
Skoro Ty możesz mieć prąd za 0 zł, to kto na tym traci?
Sprzedawca prądu – zyskuje na narzucie na cenę prądu, którą pobierasz z sieci (ok. 8 gr/kWh w tym są już jego koszty funkcjonowania, rozliczeń, różne opłaty za systemy wsparcia OZE itp.);
Zobacz także: Ujemne ceny energii elektrycznej: kto komu płaci i dlaczego?
Dystrybutor energii – zyskuje na tym, że w środku dnia nie oddajesz prądu do najbardziej zatłoczonej sieci niskich napięć. Zyskuje na tym, że zimą pobierasz energię głównie w nocy, gdy z sieci mało kto korzysta i nie pobierasz jej wieczorami, gdy sieć jest obciążona przez odbiorców. Zyskuje też na tym, że gdy prąd był drogi, Ty jeździłeś samochodem spalinowym i ogrzewałeś się gazem, a mogąc sobie wyzerować rachunki za prąd, przesiadasz się do elektryka i kupujesz pompę ciepła, bojler, klimatyzację. Twoje zużycie energii jest 3-4 razy wyższe niż do tej pory, a jednocześnie dystrybutor ma 0 zł kosztów rozbudowy sieci, bo pobierasz prąd wtedy, gdy większość odbiorców tego nie robi. Jego przychody z opłat dystrybucyjnych mogą więc nawet wzrosnąć. Zyskuje też na tym, że gdy Twój sąsiad instaluje pompę ciepła i pobiera więcej prądu wieczorami, dystrybutor nie musi wymieniać transformatora na mocniejszy, bo energia do sąsiada wieczorami przepływa z Twojego magazynu energii.
PSE, czyli operator systemu elektroenergetycznego – zyskuje na tym, że nie musi ograniczać generacji tylu farm fotowoltaicznych czy wiatrowych, bo Ty nie dokładasz się do nadprodukcji prądu, a wręcz odwrotnie – pobierasz ją, gdy jest bardzo tania. Zyskuje też na tym, że wieczorami nie trzeba uruchamiać tyle mocy szczytowych, bo Ty korzystasz wtedy z prądu przechowywanego w swojej baterii. Zyskuje w końcu na tym, że w znacznej mierze dostosowujesz swój profil oddawania energii do sieci i jej zakupu z sieci do tego, po ile prąd jest na giełdzie, czyli od tego jak wygląda bilans całego systemu.

Domowi odbiorcy energii – zyskują na tym, że Ty nie pobierasz prądu wtedy, gdy oni najwięcej go zużywają, więc mają taniej. Zyskują też na tym, że Ty wtedy sam oddajesz prąd do sieci, więc maja jeszcze taniej nawet, gdy korzystają ze zwykłych taryf typu całorocznych.
Przemysł – zyskuje na tym, że Ty (czy raczej algorytm sterujący Twoim falownikiem, czy ładowarką auta) wygładzasz profil generacji i zapotrzebowania na energię w kraju, a mniejsza zmienność przekłada się na niższe koszty bilansowania, które musi ponosić także odbiorca przemysłowy.
Inwestorzy OZE i banki – zyskują na tym, że jesteś zdolny odbierać chwilową dużą generację energii z farm wiatrowych czy słonecznych, przez co oni nie muszą ich wyłączać, a kredyty inwestycyjne na budowę tych źródeł są bezpieczniejsze.
Środowisko – zyskuje na tym, że zamiast spalać gaz w domu i ropę w samochodzie, korzystasz z taniego prądu, nie emitując spalin w swojej okolicy.
Gospodarka – zyskuje na tym, że Twoje pieniądze, które trafiałyby za granicę na import ropy i gazu (1000 zł miesięcznie?) częściowo pokrywają import paneli i ogniw z Chin, ale w większości finansują lokalne firmy handlujące tym sprzętem i instalatorów, którzy Ci to zamontują oraz zostają w Twojej kieszeni, jako oszczędności, z których znaczną część zapewne wydasz w kraju.
Eksporterzy ropy i gazu do Polski – tracą na tym, że sprzedadzą nam mniej węglowodorów.

Nie masz zainstalowanego panelu? O wszystkim zapomnij
Czy jak nie zainstalujesz chociaż jednego panelu fotowoltaicznego w domu, to także możesz z tego korzystać, jako odbiorca domowy? Nie. Polscy politycy i spółki energetyczne najwyraźniej nie są zainteresowani tym, abyś mógł aktywnie uczestniczyć w rynku energii zarówno pobierając, jak i oddając prąd do systemu. Dlaczego?
Żaden państwowy koncern energetyczny nie ma dla Ciebie oferty, która umożliwiałaby Ci wyzerowanie swojego rachunku za prąd, więc im więcej osób będzie chciało z tego rozwiązania skorzystać, tym więcej odejdzie do prywatnej konkurencji.
Spółki dystrybucyjne z kolei boją się, że nie będą miały kontroli nad Twoim magazynem energii. Nie mają dziś kontroli nad Twoim piekarnikiem, pompą ciepła, ładowarką auta elektrycznego, bojlerem, żelazkiem, klimatyzacją czy piecem elektrycznym, ale akurat nad magazynem chciałyby mieć kontrolę, bo to coś nowego i nieznanego. To naturalne. Tyle, że dystrybutorzy mają już dziś taką możliwość, bo mogliby przedstawić Ci ofertę umożliwiającą sterowanie Twoim magazynem za wynagrodzeniem (za pośrednictwem Twojego sprzedawcy prądu czy wybranego agregatora), a Ty, dostając za to kasę, mógłbyś się na to zgodzić. Ale żadnej ze spółek nie przyszło do głowy, że takie usługi można od Ciebie kupić.

Operator systemu przesyłowego obawia się, że Twój magazyn nie będzie działać tak, jakby tego chciało PSE, a w dodatku operatora nie będzie wiedział kiedy Twój magazyn będzie się ładować i kiedy rozładowywać. W rzeczywistości jednak energię, którą Ty pobierasz z sieci do magazynu lub oddajesz ją z magazynu czy fotowoltaiki, kontraktuje na giełdzie, za Ciebie, Twój sprzedawca prądu. Czyli Twój magazyn jest już „zagrafikowany” w PSE i „przehandlowany” na TGE. System nie jest zaskakiwany tym jak działa Twoja bateria czy fotowoltaika. Odpowiedzialność za to, aby dobrze przewidzieć co zrobią klienci z fotowoltaiką, pompami ciepła, bateriami, ładowarkami czy piekarnikami elektrycznymi ciąży na spółce obrotu, która dostarcza Ci energię do domu (i dokupuje ją od Ciebie). Im lepiej przewiduje Twoje zachowania, tym lepiej je grafikuje w PSE i obraca tą energią na giełdzie. Dlatego w najbliższych latach będziemy obserwować coraz więcej ofert sprzedaży energii, w ramach których Twój sprzedawca zarządza Twoim magazynem, maksymalizując Twoje zyski albo oferując Ci prąd na abonament rzędu np. 50-100 zł miesięcznie. Wtedy ma pewność, że Twój magazyn pracuje tak, jak to przewidział. Rynek działa.
Większe problemy niż z Tobą, PSE przeżywa z niektórymi właścicielami dużych farm fotowoltaicznych, którzy poza grą na Rynku Dnia Następnego, dostosowują swoją produkcję, bez zmiany grafików, także do cen na RDB i RB, zaskakując PSE nagłym wyłączeniem dziesiątek farm słonecznych.
Zobacz także: Domowe magazyny energii pączkują, ale brakuje tych inteligentnych
Ty i Twój magazyn jesteście od nich znacznie bardziej przewidywalni i znacznie trafniej zakontraktowani za pośrednictwem Twojego sprzedawcy prądu, ale to właśnie Ciebie operator się obawia, bo jesteś nowym elementem układanki i nie ma pewności, że Twój magazyn będzie wspierać rynek, a nie wprowadzać w nim dodatkowy chaos. Ma do tego podstawy, bo u wielu prosumentów magazyn energii jest ozdobą do paneli słonecznych. Prosumenci, którzy nie kupują prądu w taryfach strefowych czy dynamicznych, często kupują baterię z marnej jakości systemem EMS, który nie przynosi im większych korzyści.
Niestety, w programie dofinansowania domowych magazynów energii, rząd i NFOŚiGW nie zdecydowali się na prosty mechanizm, który wymuszałby na instalatorach dostarczanie lepszych rozwiązań. NFOŚiGW nie wprowadził bowiem w programie obowiązku przejścia odbiorcy energii, korzystającego z dofinansowania, na taryfę strefową lub dynamiczną. Wtedy w interesie samego prosumenta byłoby, aby magazyn widział polskie ceny energii i polskie opłaty dystrybucyjne i działał na potrzeby klienta (i całego systemu) nie tylko pod kątem fotowoltaiki, ale także np. pobierania tańszego prądu w nocy.
Odbiorca energii bez prawa do oddawania energii, bo…
Czy jak nie masz fotowoltaiki, a masz tylko magazyn energii i chciałbyś wyzerować swój rachunek za prąd, to możesz to zrobić? Nie, w Polsce nie masz do tego prawa. Możliwość oddawania energii do sieci rząd przewiduje jedynie dla firm, które wykupią państwową koncesję. Dotychczas wyłom z państwowego quasi-monopolu politycy zrobili jedynie dla „prosumentów”, czyli posiadaczy małych instalacji fotowoltaicznych czy turbin wiatrowych. Dla posiadaczy magazynów, bez paneli słonecznych, takiego wyłomu nie zrobiono, bo politycy się go boją.
Tak, pomagałbyś systemowi energetycznemu tak samo jak prosument, a nawet bardziej, bo gdy system boryka się z nadmiarem energii ze słońca latem, Ty byś tę energię jedynie pobierał z sieci, a nie dokładał swojej generacji. Dystrybutorzy zarabialiby na Tobie dużo więcej, bo nie masz autokonsumpcji prądu z własnej fotowoltaiki, tylko całość energii pobierasz z sieci, a nawet pobierasz jeszcze więcej, bo Twój falownik od baterii także pobiera prąd, a dzięki taniej energii dokładasz do swojego domu czy mieszkania także samochód elektryczny, klimatyzacje czy pompę ciepła. Mógłbyś też bez problemy świadczyć usługi sieciowe na potrzeby dystrybutorów czy PSE, gdyby tylko odpowiednie oferty − umożliwiające agregacje setek tysięcy rozproszonych baterii − w końcu się pojawiły.
Mógłbyś wyzerować swój rachunek za prąd, ograniczyć zakup ropy i gazu, ograniczyć smog, ograniczyć zależność strategiczną Polski od nieprzerwanych dostaw węglowodorów, mógłbyś zapewniać sobie prąd w domu czy mieszkaniu nawet wtedy, gdy system elektroenergetyczny stałby się obiektem ataku. Ale nie zrobisz tego, bo politycy i energetycy się Ciebie boją. A przynajmniej część z nich.
Politycy mogliby wymagać, abyś uczestniczył dwukierunkowo w rynku energii – zarówno kupując jak i sprzedając prąd do sieci (nadal nie mówimy o działalności gospodarczej, tylko o wyzerowaniu rocznego rachunku za prąd…) – jedynie pod warunkiem posiadania odpowiedniej jakości systemu EMS, odpornego na cyberzagrożenia, czy raportującego plan pracy Twojego magazynu (skoro bardzo chcą poznać akurat to urządzenie w Twoim domu), ale nie wiedzą jak ro zrobić.
Możesz zatem kupić sobie magazyn, bez fotowoltaiki, ale pod warunkiem, że będziesz korzystać z niego tylko w jedną stroną – pobierając energię np. w tanich strefach taryfy G12, czy w taryfie dynamicznej. Decydując się na ten krok nie odliczysz go jednak od podatku, ani nie uzyskasz na niego dofinansowania z NFOŚiGW, bo… nie masz fotowoltaiki. Za to za chwile być może będziesz musiał zbudować dla niego bunkier w domu/mieszkaniu z drzwiami przeciwpożarowymi, bo nowej tajemniczej technologii boją się także niektórzy politycy z ministerstwa… rozwoju i technologii. Nie skorzystasz też ze sprzedaży prądu po wysokich cenach, gdy system energetyczny potrzebuje Twojej baterii, bo takiej możliwości nie dadzą Ci politycy z ministerstwa… energii. Cała impreza będzie więc spłacać się dwa razy dłużej niż by mogła, gdybyś – jako odbiorca – miał szersze prawa na rynku energii. Na przykład prawo do sprzedaży prądu swojemu sprzedawcy energii, skoro obaj tego chcecie. Nie w celach zarobkowych, ale wyłącznie po to, aby Twój rachunek za prąd przez cały rok mógł wynosić 0 zł.
Dzięki spadającym cenom baterii − a mówimy dziś już o kosztach rzędu nawet 300 zł/kWh przy najtańszych chińskich rozwiązaniach, po 1000 zł/kWh przy dobrych urządzeniach (plus falownik i montaż) – taka bateria i tak może Ci się opłacać, ale okres zwrotu będzie sięgać raczej 8-10 lat, więc dla wielu klientów zbyt długo.
W międzyczasie możesz jednak korzystać z tańszego prądu zmagazynowanego w swojej domowej baterii (którego pod żadnym pozorem nie możesz wysłać do sieci) i czytać na laptopie o tym jak to Unia Europejska chce gonić Chiny w zakresie elektryfikacji gospodarki, jak to rząd chce elektryfikacji Polski, jak PSE liczy na więcej baterii w systemie, czy jak politycy opowiadają Ci, że chcieliby, abyś mniej płacił za prąd. Ale że miałbyś uzyskać możliwość płacenia za prąd 0 zł? Nie no, tyle to nie.


