1. Główna
  2. >
  3. Energetyka konwencjonalna
  4. >
  5. Węgiel kamienny
  6. >
  7. Dlaczego politycy zmuszają nas do płacenia miliardów na niepotrzebne kopalnie

Dlaczego politycy zmuszają nas do płacenia miliardów na niepotrzebne kopalnie

Już 20 lat temu mogliśmy przeczytać, że "politycy związani z racji sprawowanych funkcji z sektorem nie działają w myśl zasad dobra publicznego". Od tego czasu niewiele się zmieniło.
filemon1

W dzieciństwie uwielbiałem telewizyjną bajkę o młodym kotku  Filemonie i starym kocurze Bonifacym. Młody szalał, odkrywał świat i bez przerwy miał jakieś przygody, a zblazowany Bonifacy tłumaczył mu, że najlepiej spać na piecu i złazić zeń tylko gdy dają jeść, albo gdy w pobliżu pojawi się jakaś kocica.

Bajka przypomniała mi się po niedawnym wywiadzie dla energetyka24.pl nowego ministra energii, Miłosza Motyki, który stwierdził, że trzeba  aktualizować tzw. umowę społeczną z górnikami. – Nie będziemy mamić górników hasłami, szczególnie związkowców, że będziemy dopłacać x miliardów do nierentownych inwestycji, działań. Myślę, że w perspektywie długoterminowej, umowa społeczna będzie aktualizowana.

Jak było do przewidzenia,wypowiedź młodego ministra, który w dodatku pochodzi z PSL a więc z partii nie mającej praktycznie żadnych interesów w górnictwie, wywołała już gniewne reakcje koalicjanta na Śląsku. – Zanim coś powie na temat górnictwa, niech przyjedzie na Śląsk. Jeśli pan minister ma nadzieję, że w ten sposób przekona górników do swoich racji, to raczej jest w dużym błędzie. Nie płacimy za jakąś tam nieudolność kopalni – płacimy za swoje bezpieczeństwo – stwierdził marszałek śląskiego sejmiku, zaprawiony w śląskiej polityce działacz PO Wojciech Saługa.

Lansowana przez obrońców nierentownych kopalń teza, że dopłacając do nich zapewniamy sobie bezpieczeństwo energetyczne jest absurdalna – bezpieczeństwo dają nam elektrownie węglowe, które pracują obecnie jako jednostki podszczytowe i szczytowe – głównie wtedy kiedy nie wieje i nie świeci. Zamiast chodzić, jak niegdyś, po 7-8 tys. godzin w roku, pracują po 2-3 tys. godzin, więc zużywają znacznie mniej węgla.

pgg kopalnie close zalogi

Najgorsze, najbardziej nierentowne kopalnie należałoby więc zamknąć, zachowując wydobycie w tych najlepszych. Węgla starczyłoby z nawiązką. Ale politycy zamykać kopalń nie chcą.

W niniejszym tekście spróbujemy odpowiedzieć na pytanie dlaczego tak jest.

Górnicy chcą odejść, ale nie mogą

W zeszłym roku minister przemysłu Marzena Czarnecka na spotkaniu z organizacjami pozarządowymi podobno powiedziała coś takiego: „My nie dopłacamy do kopalń, my dopłacamy do miejsc pracy”.

Teza ta była prawdziwa 20 lat temu, gdy na Śląsku wciąż bezrobocie przekraczało 10 proc. i a w takich miastach jak Bytom wciąż bolesne były skutki restrukturyzacji górnictwa z lat 90, którą nota bene działacze związkowi straszą i dzisiaj.

Ale obecnie rynek rozpaczliwie poszukuje pracowników – górnicy to nie są „ryle” machający kilofem, ale częstokroć świetni fachowcy – mechanicy, operatorzy maszyn, budowlańcy itd. Na rynku pracy poradziliby sobie bez problemu – zresztą niedawny sondaż w PGG pokazał, że 10 tys. ludzi z 30 tys. załogi chciałoby odejść z górnictwa, gdyby dostali  jakąś zachętę finansową.

Dlaczego zatem politycy tak uporczywie wolą dopłacać miliardy do nierentownych kopalń, zamiast np. przeznaczyć te kilkanaście mld zł  na służbę zdrowia czy znajdującą się w rozpaczliwym stanie edukację?

„120 osób górniczej władzy”

Odpowiedzi należy szukać w klientelistycznym układzie, który wytworzył się na Śląsku przez kilkadziesiąt lat. Jego prapoczątki sięgają PRL – dyskusja o zamykaniu nierentownych kopalń toczyła się już w czasach Władysława Gomułki, ale oczywiście przycichła za hojnie wydającego pożyczone pieniądze Edwarda Gierka. Układ ten musiał się dostosować do gospodarki rynkowej, ale jego istota pozostała ta sama.

W 2002 r. ukazała się publikacja dr Kai Gadowskiej z Instytutu Socjologii UJ pod tytułem „Zjawisko klientelizmu polityczno-ekonomicznego: systemowa analiza powiązań sieciowych na przykładzie przekształceń sektora górniczego w Polsce”. Książka  opierała się o dane statystyczne, raporty NIK, ale przede wszystkim – anonimowe rozmowy z ludźmi z sektora górniczego i okołogórniczego w Polsce.

Choć minęło 23 lata od jej wydania i być może dziś korupcja w sektorze jest mniejsza, to podstawowe tezy autorki są wciąż aktualne. Zacytujmy kilka kluczowych wniosków.

„Wyniki badań wskazują, że nieformalne układy i zależności między kluczowymi aktorami sektora górniczego i świata polityki stanowią jeden z istotnych czynników wywierających wpływ na procesy decyzyjne dotyczące funkcjonowania przemysłu górniczego – począwszy od obsadzania ważnych stanowisk, poprzez wysokość przyznawanych sektorowi dotacji, po kształt przyjmowanych programów restrukturyzacyjnych i kalendarz reform. Jedną z zasadniczych przyczyn zagęszczania się sieci klientelistycznych powiązań pomiędzy kluczowymi aktorami sektora górnictwa węgla kamiennego i jego polityczno-gospodarczego otoczenia stanowi możliwość dostępu do szerokiego strumienia pieniędzy publicznych.

Do kręgu górniczej władzy należy około 120 osób o podobnej zawodowej biografii, stykających się ze sobą bądź w trakcie studiów na Wydziale Górniczym Politechniki Śląskiej lub Akademii Górniczo-Hutniczej, bądź w toku górniczej kariery na kopalni, w spółce węglowej, zasiadając wspólnie w szeregu ciał doradczych i komisji, a więc osób, z których spora grupa dobrze się zna, bądź pozostaje ze sobą w stosunkach koleżeńskich.

Górnictwo hołduje zasadzie, że z każdą władzą trzeba żyć dobrze, zdając sobie sprawę, że przetrwanie sektora zależy od realizowanej polityki restrukturyzacyjnej, często od konkretnych decyzji konkretnych polityków. Faktem jest, że każdorazowa zmiana ekipy rządzącej po kolejnych wyborach parlamentarnych powoduje pewne przesunięcia i przetasowania na kluczowych stanowiskach w sektorze węgla kamiennego. Funkcje w zarządach spółek obejmowane są przez zwolenników zwycięskiej opcji politycznej, zaś osoby związane z poprzednim obozem odsuwane są na mniej prominentne pozycje.

Drobne przetasowania na kluczowych stanowiskach sektora stanowią wynik mechanizmów przystosowawczych, są odpowiedzią na wymogi politycznego środowiska. Natomiast wewnątrzsystemowe zasady funkcjonowania pozostają bez zmian. Interes w zachowaniu status quo i opóźnieniu reformy mają zarówno kluczowi aktorzy sektora i świata polityki, jak i górnicy. Spowalnianie reform służy przedłużeniu obecnego stanu nieprzejrzystości, sprzyjającego niekontrolowanym przepływom finansowym.

Wdrożenie programów restrukturyzacyjnych mogłoby owe praktyki ukrócić. Dla polityków prywatyzacja spółek węglowych pociągnęłaby za sobą likwidację możliwości obsadzania szeregu stanowisk w radach nadzorczych, stanowiących swoiste synekury, a zarazem trampolinę do prowadzenia działalności gospodarczej”.

Pompowanie publicznej kasy

W zeszłym roku prowadząc panel na Europejskim Kongresie Gospodarczym w Katowicach wspomniałem, że górniczy ekosystem na Śląsku funkcjonuje dzięki dotacjom. Obruszył się na to uczestniczący w panelu prezes fabryki pomp dostarczającej swój produkt m.in do kopalń i stwierdził, że jego firma żadnych dotacji nie dostaje.

Prosty związek logiczny – nierentowna kopalnia dostaje dotacje ergo może kupić pompy z firmy menedżera, dzięki czemu produkuje nikomu niepotrzebny węgiel, wskutek czego musi znowu dostać dotacje – jakoś do głowy tego menedżera nie docierał.

Ta historia służy jako ilustracja do kolejnego rozdziału górniczych układów – tzw. sektora okołogórniczego czyli setek firm zarabiających na górnictwie – począwszy od dostawców maszyn, poprzez dostawców drobnego sprzętu – kasków, odzieży, śrub a skończywszy na pralniach czy dostawcach drugich śniadań – tzw. flapsów.

Sięgnijmy znowu do książki Kai Gadowskiej. „Obok firm pozostających własnością Skarbu Państwa wokół górnictwa działa morze spółek prywatnych oraz spółek o hybrydowej strukturze własności i wzajemnie wymieszanych udziałach. W górnictwie, w szerokim ujęciu, działają dwa systemy instytucjonalne o przeciwstawnej logice, standardach, formie i skali organizacji, pomiędzy którymi przemieszcza się kapitał i personel.

Zgromadzony materiał badawczy dostarcza argumentów na rzecz tezy, iż na styku sektora państwowego i prywatnego dochodzi do różnego rodzaju nadużyć, począwszy od łamania ustawy o zamówieniach publicznych, poprzez przerzucanie części kosztów operacyjnych firm prywatnych na spółki Skarbu Państwa, manipulację kosztami, unikanie opodatkowania, handel długami, na niejawnym finansowaniu partii politycznych kończąc.

Uzyskane w toku wywiadów swobodnych informacje wskazują na przypadki praktyk ułatwiających przepływ pieniędzy publicznych do firm prywatnych, a także odnoszenia bezpośrednich finansowych korzyści przez osoby prywatne z kręgów górniczych oraz politycznych. Część informacji znalazła potwierdzenie w raportach Najwyższej Izby Kontroli. Ze względu na jakościowy charakter przeprowadzonych badań nie sposób ocenić skali opisywanych zjawisk. Należy je zatem potraktować jako sygnalizację szerszego problemu”.

Powtórzmy, pisane to było w 2002 r. Czy obserwując działania polityków w ciągu kilku ostatnich lat ktokolwiek może mieć wątpliwości, że te tezy wciąż są aktualne?

W zakończeniu swojej książki dr Gadowska pisała, iż „racjonalność systemu górnictwa węgla kamiennego oraz działających w jego ramach aktorów różni się od racjonalności systemu wolnorynkowej gospodarki i systemu demokratycznej polityki. Generujące straty górnictwo nie podporządkowuje się wymogom gospodarki rynkowej. Politycy związani z racji sprawowanych funkcji z sektorem nie działają w myśl zasad dobra publicznego.

Kluczowi aktorzy społeczno-polityczno-gospodarczego systemu górnictwa nastawieni są na realizację imperatywów systemowych, a zarazem osiąganie indywidualnych korzyści. Odkładanie niezbędnych reform i zachowanie status quo sprzyja utrzymaniu nieprzejrzystości systemu.

Im większy bowiem stopień nieprzejrzystości, tym większe możliwości niekontrolowanych przepływów finansowych. Realizacja założeń programu restrukturyzacji górnictwa, dostosowania sektora do funkcjonowania w warunkach gospodarki rynkowej i prywatyzacja branży zagroziłaby podstawom systemu. (…)”.

Kształt przyjętego programu restrukturyza­cji, a zatem kalendarz reform, wysokość różnego typu dotacji, wysokość środków przyznanych na likwidację kopalń, zakres umorzeń finansowych zobowiązań sek­tora, liczba zwalnianych osób, wysokość odpraw, wysokość zarobków, ale też ob­sadzanie kluczowych stanowisk — wszystko to staje się przedmiotem negocjacji patronów i klientów.

Kaja Gadowska pisze w zakończeniu swej pracy, że „władza traktowana jest bowiem przez ów układ w sposób instrumentalny, nie jako służba narodowi, ale jako umacnianie własnej pozycji i pozycji własnej partii„.

I znowu, choć słowa te pisane były w 2002 r., to niech ktoś spróbuje powiedzieć, że się zestarzały…

„Banda na bandzie i bandę pogania”

Autorka pisze oczywiście językiem naukowca-socjologa, który nie do każdego trafia. Ci Czytelnicy, którzy  wolą krótsze i bardziej jędrne sformułowania mogą sobie przypomnieć podsłuchaną w 2014 r. rozmowę ówczesnej minister z PO, pochodzącej ze Śląska Elżbiety Bieńkowskiej z szefem CBA Pawłem Wojtunikiem. „Ja przez jeden miesiąc czy więcej przez całe weekendy w moim biurze senatorskim na zmianę słuchałam ludzi od górnictwa. I tam są normalnie bandy. Tam jest, kurwa, banda na bandzie i bandę pogania. Jest jedna banda profesorów, druga związkowców, trzecia banda zarządzających, czwarta banda firm, które z tego żyją świetnie.

Bonifacy zna życie…

A co ma z tym wspólnego bajka o Filemonie i Bonifacym? Załóżmy przez chwilę dobrą wolę ministra Miłosza Motyki, który rzeczywiście chciałby zrobić coś dla kraju i przestać wrzucać pieniądze podatników w kopalniany muł.

Załóżmy, że jesienią zaproponuje jakiś wariant zmian w umowie społecznej – skrócenie dat zamykania kopalń, zmniejszenie dotacji i uzależnienie ich od wydajności, odprawy dla górników z zamykanych kopalń w zamian za zgodę na ich wcześniejszą likwidację itd.

Będą protesty, sprawa oprze się o premiera, który… najpewniej odegra rolę kota Bonifacego, powstrzymującego narwanego i niedoświadczonego Filemona.

filemon1
Tak według AI wygląda scena, w której Filemon proponuje Bonifacemu zamknięcie jakiejś nierentownej kopalni.

Gdy bowiem na szali z jednej strony stanie 10 mld zł pieniędzy podatników, a z drugiej stabilność i interesy struktur partyjnych na Śląsku, decyzja nie będzie trudna.

Tydzień Energetyka: Górnictwo w budżecie; Weta prezydenta; Dymisje w Orlenie i porozumienie z Sołowowem; Rząd chce jeszcze raz spróbować z wiatrakami; Nowa gazówka na Pomorzu.
górnictwo dopłaty
Technologie wspiera:
Elektromobilność napędza:
Zielone technologie rozwijają:
Już 20 lat temu mogliśmy przeczytać, że "politycy związani z racji sprawowanych funkcji z sektorem nie działają w myśl zasad dobra publicznego". Od tego czasu niewiele się zmieniło.
filemon1
Zielone technologie rozwijają:
Huawei Digital Power jako pierwszy na świecie uzyskał od TÜV Rheinland certyfikat bezpieczeństwa magazynów energii na najwyższym poziomie „Prime”. To przełomowy moment, który zmienia sposób postrzegania bezpieczeństwa magazynów energii i podnosi poprzeczkę dla całej branży.
Magazyny energii firmy Huawei dla zastosowań komercyjnych i przemysłowych jako pierwsza na świecie uzyskała najwyższy poziom certyfikacji bezpieczeństwa TÜV Rheinland