Justyna Piszczatowska w wypowiedzi, przywoływanej przez niemal wszystkie największe media gospodarcze w Polsce, tłumaczy powody wprowadzenia ograniczeń w dostawach energii.
Jak tłumaczy PAP Justyna Piszczatowska z portalu WysokieNapiecie.pl, tzw. 20. poziom zasilania oznacza ograniczenia dostaw do zakładów przemysłowych.
Z czego bierze się obecny kryzys? – Powodem jest fala upałów, która nawiedziła Polskę. Polskie elektrownie chłodzone są wodą z rzek i jezior. Temperatury powyżej 30 stopni, z którymi mamy do czynienia już od ponad tygodnia, sprawiają, że poziom wód jest na niskim poziomie, a do tego woda jest za ciepła, by efektywnie chłodzić nią bloki w elektrowniach – mówi.
Jak dodaje, Polacy szukając wytchnienia przed upałem, włączają klimatyzację i inne urządzenia chłodzące, a w efekcie zapotrzebowanie na moc w systemie sięga rekordowych poziomów. – Wydawałoby się, że skoro potrzebujemy więcej energii, niż polskie elektrownie są w stanie wytworzyć, to wystarczyłoby zwiększyć import? To nie do końca tak działa. Upał wpływa też na pracę sieci przesyłowych. Są one przeciążone i nie jesteśmy w stanie podeprzeć się importem – podkreśla. Dodaje, że niemal tyle samo energii, ile wpływa obecnie do Polski z Niemiec i Szwecji, płynie dalej z Polski na południe – do Czech i Słowacji – tłumaczy w rozmowie przywołanej na portalu TVN24 BiŚ red. Justyna Piszczatowska.
Cały materiał na stronach TVN 24 BIŚ oraz Gazety Wyborczej
PSE od 10 sierpnia rano zarządziły 20, najwyższy poziom zasilania. To oznacza, że ryzyko awarii systemu elektroenergetycznego rośnie. Takiej sytuacji w Polsce nie mieliśmy od lat 80-tych XX wieku. Zwołano sztab antykryzysowy w tej sprawie.
Konflikt między resortem skarbu a zarządami spółek energetycznych coraz bardziej zmienia się w spór personalny i ambicjonalny. Jeśli emocje wezmą górę, to na dłuższą metę nikt nie wygra. Prezesi mają do stracenia „tylko“ posady, skarb ryzykuje, że cały plan ratowania górnictwa zakończy się spektakularnym fiaskiem.
Wprowadzenie zmian w składzie zarządu Taurona okazało się dla Skarbu Państwa nadspodziewanie trudne. Wygląda jednak na to, że koniec końców przeciąganie liny między spółką a ministerstwem skarbu zakończy się odwołaniami w zarządzie. Na razie rada jest szczuplejsza o dwóch członków.
