Menu
Patronat honorowy Patronage
  1. Główna
  2. >
  3. Prawo(OLE)
  4. >
  5. Koalicja liczy metry, a wykonawcy wiatraków dziurę w inwestycjach

Koalicja liczy metry, a wykonawcy wiatraków dziurę w inwestycjach

Sejm wraca do prac nad nowelizacją ustawy odległościowej. Tymczasem polskie firmy wyspecjalizowane w budowie farm wiatrowych nie mają złudzeń - poprawka odsuwająca wiatraki na 700 m od domów oznacza koniec nadziei na szybki rozwój w Polsce. Ciekawsze są więc Bałkany, kraje bałtyckie, no i bardzo lukratywny, choć wymagający rynek niemiecki.
wykonawcy wiatraków

We wtorek (7 lutego) rusza posiedzenie Sejmu, podczas którego zaplanowano drugie czytanie rządowego projektu nowelizacji ustawy o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych. Sprawozdawcą z prac komisji sejmowych będzie poseł Marek Suski (PiS), czyli autor poprawki o fundamentalnym znaczeniu dla skutków nowelizacji.

– W przypadku lokalizowania, budowy lub przebudowy elektrowni wiatrowej odległość tej elektrowni od budynku mieszkalnego albo budynku o funkcji mieszanej jest równa lub większa od dziesięciokrotności całkowitej wysokości elektrowni wiatrowej, chyba że plan miejscowy określa inną odległość, wyrażoną w metrach, jednak nie mniejszą niż 700 metrów – tak brzmi jej treść w aktualnej wersji projektu nowelizacji.

To nie koniec poprawek?

Dlaczego 700 zamiast 500 metrów, które resorty rozwoju i klimatu wypracowały wcześniej po długim dialogu z samorządami i branżą wiatrową? Tego nie wiadomo, a poprawka ta miała zaskoczyć nawet minister klimatu Annę Moskwę, która wcześniej zachwalała firmowany przez siebie projekt jako najlepszy z możliwych.

Mimo tego pokornie ją zaakceptowała, choć sama przyznała, że nie wie jakie będą tego skutki dla potencjału inwestycyjnego w lądowej energetyce wiatrowej.

– Ta ustawa jest nie do końca o odległości, o tej odległości możemy dyskutować i możemy ją też potem zmieniać. Ten potencjał dla wiatraków i ten potencja dla wiatraków będzie kilka kilkanaście procent mniejszy lub większy. Ona tak naprawdę jest o cywilizowanej dobrej ścieżce budowania i podejmowania decyzji o budowie – stwierdziła później minister Moskwa w Polskim Radiu.

FnZLr10WYAEN88r
Spisana odręcznie poprawka Marka Suskiego, pod którą podpisał się jeszcze poseł Jan Warzecha (PiS), ma szansę przejść do historii polskiej legislacji energetycznej. Fot. https://twitter.com/wkrzyczkowski66

Najpewniej te 700 metrów ma być jakąś formą ukłonu wobec Solidarnej Polski oraz sceptycznych wobec wiatraków środowisk w PiS, mającym przełożyć się na większą jedność w szeregach Zjednoczonej Prawicy.

Liberalizacja przepisów dotyczących budowy wiatraków to także – obok nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym – kluczowy kamień milowy, związany z odblokowaniem unijnych funduszy na Krajowy Plan Odbudowy.

Dlatego rządzący będą chcieli teraz jak najszybciej przepchać projekt przez Sejm. Opozycja zapowiada, że będzie zgłaszać poprawki, mające przywrócić odległość 500 metrów, ale pewnie zostaną one hurtem odrzucone. Podobnego scenariusza można się spodziewać, gdy ustawa wróci z Senatu, gdzie opozycja ma większość.

Nie można jednak też wykluczyć, że jakieś poprawki nie pojawią ze strony Zjednoczonej Prawicy. Pewien sygnał w ostatnich dniach dał sam premier Mateusz Morawiecki w wywiadzie dla Interii.

– Ten kompromis 700 metrów nie jest zły, ale jeżeli dałoby się go jeszcze dodatkowo złagodzić, np. poprzez mechanizm polegający na tym, że między 500 a 700 metrów możliwe byłoby fakultatywne referendum, to byłbym tego zwolennikiem. Myślę, że wielu parlamentarzystów również – powiedział premier.

O poprawce dotyczącej referendum gminnego spekulowano przed pierwszym czytaniem projektu. Finalnie taki pomysł nie padł ze strony Zjednoczonej Prawicy tylko Konfederacji, ale w głosowaniu została odrzucona przez komisje sejmowe.

Więc można sobie wyobrazić, że po tym jak Marek Suski odegrał rolę „złego policjanta” teraz ktoś inny z PiS będzie tym „dobrym policjantem”, który złoży poprawkę o referendum gminnym, w którym mieszkańcy będą mogli się zgodzić na skrócenie odległości wiatraków od budynków mieszkalnych do 500 metrów.

O tym, czy taka lub inne poprawki pojawią się w drugim czytaniu projektu nowelizacji, przekonamy się w tym tygodniu.

Co oznacza 700 zamiast 500 metrów?

200 metrów – to mało czy dużo dla polskiej energetyki wiatrowej? Minister Anna Moskwa, jak wspomnieliśmy wcześniej, podczas pierwszego czytania przyznała, że nie wie, bo resort klimatu nie ma analiz dotyczących tego, o ile poprawka Marka Suskiego uszczupli powierzchnię kraju dostępną dla wiatraków.

Trzeba pamiętać o tym, że Polska ma duży problem z chaosem przestrzennym, rozproszoną zabudową czy rozlewaniem się miast. W 2017 r. Polska Akademia Nauk szacowała, że związane z tymi zjawiskami roczne koszty uzbrojenia i utrzymania infrastruktury oraz nakładów związanych z obsługą transportową, w tym dojazdów do pracy, to ponad 60 mld zł. Natomiast w 2022 r. Polski Instytut Ekonomiczny wyliczył je już na 84 mld zł.

Budownictwo mieszkaniowe, w tym jednorodzinne, w ostatnich latach przeżywało prawdziwy boom, stąd ten proces postępuje. Dużych przestrzeni wolnych od zabudowy mieszkalnej systematycznie więc ubywa. Stąd dla energetyki wiatrowej praktycznie każdy metr mniej lub więcej ma znaczenie.

Firma Ambiens, specjalizująca się w usługach środowiskowych dla odnawialnych źródeł energii, postanowiła wyręczyć posła Suskiego czy minister Moskwę w ocenie skutków regulacji, przeprowadzając analizę na podstawie danych GIS (system informacji geograficznej).

Analiza powierzchni dostępnej pod wiatraki. Fot. Ambiens
Analiza powierzchni dostępnej pod wiatraki. Fot. Ambiens

– Uwzględniając wszystkie założenia Ustawy o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych, nazywanej „Ustawą odległościową” oraz wariantowe odległości od najbliższej zabudowy mówimy o teoretycznym potencjale 32.500 km2 (500 m) lub 18.000 km2 (700 m) w skali kraju. Wzrost wymaganego dystansu o 200 m powoduje redukcję dopuszczonego obszaru o 44 proc. w całej Polsce – wskazała Monika Gąsior, autorka analizy.

Zwróciła przy tym uwagę, że obydwie powierzchnie prezentują teoretyczny obszar, mający wymagać na dalszym etapie uchwalenia miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego, angażującego lokalną administrację oraz najbliższych sąsiadów.

Do tego dochodzi jeszcze przeprowadzenie oceny oddziaływania na środowisko, każdorazowo uzgadnianej z merytorycznymi organami na poziomie regionalnym. Ponadto tereny dedykowane energetyce wiatrowej muszą charakteryzować się dobrą wietrznością, możliwością dojazdu wielkogabarytowych elementów oraz technicznymi warunkami przyłączenia.

– W praktyce oznacza to, że obszar niewykluczający ustawowo energetyki wiatrowej w czasie rozwoju projektów jest mocno ograniczany. To istotna perspektywa w debacie o potencjale energetyki wiatrowej na lądzie oraz koniecznych zmianach – podkreśla Ambiens.

Jakie korzyści mogą być utracone?

Holger Gallas, członek zarządu inwestującej w OZE spółki Sevivon, komentując temat dla portalu WysokieNapiecie.pl podkreślił, że miejscowych planach sprzed wprowadzenia ustawy odległościowej w 2016 r. – poza pojedynczymi lokalizacjami turbin – nie zostały uwzględnione odległości rzędu 700 metrów.

– W związku z tym znaczna większość poważnych inwestycji, które bazują na tych dokumentach, przesunie się w czasie o przynajmniej 2-3 lata. Oznacza to rozpoczęcie budowy – w optymistycznym scenariuszu – najwcześniej w 2028-29 r. W najgorszym przypadku przy ograniczeniu zabudowy do 700 m inwestycja nie będzie już możliwa do realizacji. Pomimo tego, że plany miejscowe zostały uchwalone i weszły w życie przed zasadą 10H – wyjaśnił Gallas.

Natomiast na przykładzie należącej do Sevivon farmy wiatrowej Jasna (39 turbin o łącznej mocy 132 MW) zilustrował korzyści, bezpośrednio płynące z tej inwestycji dla rynku wykonawczego i samorządu.

– Około 280 mln zł trafiło do polskich wykonawców i dostawców – od firm budowlanych, transportowych i elektrycznych po producentów kabli i transformatorów. Gminy, w których stoi farma, uzyskują corocznie ok. 7 mln zł z podatku od nieruchomości. Do tego trzeba doliczyć podatki dochodowe z czynszów dzierżawnych. Powstały nowe drogi gminne, wiele zostało wyremontowanych – wyliczył Gallas.

– Poprawka posła Suskiego uderza bezpieczeństwo energetyczne kraju, w polskich wykonawców, lokalny łańcuch dostaw i w budżety wielu samorządów i społeczności gotowych na inwestycje w energię odnawialną – dodał.

Wpływ energetyki wiatrowej w kontekście nowelizacji ustawy odległościowej według Fundacji Instrat.
Wpływ energetyki wiatrowej w kontekście nowelizacji ustawy odległościowej według Fundacji Instrat.

Kiedy ruszą nowe projekty?

Bartosz Sobolewski, szef CJR Renewables na Europę Środkową i Wschodnią, w rozmowie z naszym portalem również zwrócił uwagę, że zmiana odległości z 500 na 700 m odsuwa w czasie zaawansowane projekty, które zostały „zamrożone” w 2016 r.

– Gdyby ustawa odległościowa została znowelizowana zgodnie z pierwotnymi zapowiedziami, to w ciągu 2-3 lat te projekty mogłyby przejść do fazy budowy. Z naszych szacunków wynika, że byłoby to ok. 1000 MW. Jednak zmiana limitu odległości na 700 m zasadniczo oznacza rozpoczęcie wszystkich procedur administracyjnych od nowa i opóźnienie fazy budowy do 5-6 lat od wejścia w życie nowych przepisów – zaznaczył Sobolewski.

– W optymistycznym scenariuszu zakładaliśmy, że będziemy w latach 2023-2024 jeszcze kończyć dotychczasowe zlecenia na farmy wiatrowe, a potem pojawią się pierwsze zlecenia dzięki liberalizacji ustawy odległościowej. Po ostatnich modyfikacjach limitu odległości te perspektywy są mało optymistyczne, gdyż tych projektów możliwych do szybkiego uruchomienia będzie raczej niewiele – dodał.

Podkreślił również, że zmodyfikowana nowelizacja będzie miała negatywne skutki dla repoweringu czyli budowy nowych, bardziej wydajnych instalacji w miejsce najstarszych wiatraków. Będziemy mieć coraz więcej elektrowni w wieku 10-15 lat, których lokalizacji nie będzie można wykorzystać pod największe i najbardziej wydajne turbiny nowej generacji.

Zobacz też: Zachodnioeuropejskie wiatraki do odbudowy. Polskę też to czeka

Jak nie w Polsce, to u sąsiadów?

Największym w Polsce wykonawcą prac związanych z budową farm wiatrowych jest spółka Onde. W lipcu 2021 r. z sukcesem debiutowała ona na warszawskiej giełdzie, niesiona perspektywą rychłej nowelizacji ustawy odległościowej. Od tego czasu minęło już ponad półtora roku, a ustawa nie dość, że nie została znowelizowana, to jej przewidywane efekty zostały teraz stępione.

– Potencjał dostępności terenów zmniejszy się o połowę, a potencjalna moc zainstalowana o ok. 60-70 proc. Z zakładanych 10 GW nowych mocy powstanie najwyżej 4 GW. Drastycznie zmniejszą się możliwe wpływy z podatków, a nasze rachunki za energię zamiast spadać, nadal będą rosnąć. Argumentów przeciw zwiększeniu odległości od zabudowań jest znacznie więcej, dlatego konieczne są dalsze naciski, by doprowadzić do zmiany opartej o merytoryczne argumenty – powiedział portalowi WysokieNapiecie.pl Piotr Gutowski, wiceprezes Onde.

Takie wyliczenia znalazły się w ocenie skutków regulacji dla nowelizacji ustawy odległościowej. Po poprawce Marka Suskiego dotychczasowy OSR nadaje się do kosza.
Takie wyliczenia znalazły się w ocenie skutków regulacji dla nowelizacji ustawy odległościowej. Po poprawce Marka Suskiego dotychczasowy OSR nadaje się do kosza.

Spółka uczestniczyła dotychczas w budowie farm wiatrowych o mocy ponad 3,2 GW, z czego 2,5 GW już produkuje energię. Onde ma za sobą doświadczenia poprzedniego dołka w branży, który miał miejsce, gdy wprowadzono ustawę odległościową, a jednocześnie nie ruszyła jeszcze fala projektów ze wsparciem pozyskanym w aukcjach OZE. Zamiast fundamenty wież wiatrowych spółka budowała wtedy m.in. fundamenty pod silosy rolnicze, a także zwiększyła zaangażowanie w budownictwo drogowe, od którego historycznie zaczynała działalność.

Obecnie firma jest już nie tylko wykonawcą, ale również jako deweloper rozwija kilkaset megawatów własnych projektów OZE. Natomiast nowe zlecenia zewnętrzne ostatnio pozyskuje głównie na farmy fotowoltaiczne. Te najnowsze, podpisane w ostatnich tygodniach, obejmują realizację ponad 80 MW w wietrze i niemal 170 MW w fotowoltaice.

Jak przekazał nam Piotr Gutowski, aktualny portfel zamówień Onde oscyluje w okolicach 1 mld zł. Ponadto wobec sytuacji w Polsce firma zaczęła mocniej rozglądać się za pracą na rynkach zagranicznych. Od września 2022 r. realizuje już pierwszy kontrakt na Litwie, a poza dalszą ekspansją w tym kraju spółka jest zainteresowana też Łotwą i Rumunią. Najbardziej kuszące, ale też wymagające, są jednak Niemcy, więc tam Onde chce wejść poprzez kupno firmy działającej na tamtejszym rynku.

– Rozmowy dotyczące akwizycji spółki niemieckiej wymagają wielkiej delikatności i cierpliwości. Postawiliśmy sobie za cel strzelenie w dziesiątkę, inny wynik nas nie interesuje, więc proces sfinalizujemy przy osiągnięciu przyjętych założeń. Nic na siłę i nic na szybko – zaznaczył Gutowski.

Ile ogniw mniej w łańcuchu dostaw?

Zdaniem Bartosza Sobolewskiego z CJR Renewables zwrot dotyczący kształtu nowelizacji ustawy odległościowej sprawia, że możliwości i perspektywy biznesowe w Polsce dla firm wyspecjalizowanych w sektorze OZE odsuwają się w czasie.

Dlatego CJR przygląda się mocniej innym rynkom – państwom bałtyckim, Bałkanom czy Rumunii. W tej ostatniej firma pozyskała niedawno zlecenie na budowę farmy fotowoltaicznej o mocy 70 MW.

– Polska pozostaje dla nas głównym rynkiem, również w przypadku farm PV, ale w obecnych realiach musimy też szukać zamówień w innych państwach, aby utrzymać nasz potencjał wykonawczy. Jednak dopóki proces legislacyjny nie dobiegł jeszcze końca, to liczymy, że nastąpi powrót do pierwotnie zakładanych w nowelizacji 500 metrów – powiedział Sobolewski.

– Ponadto energetyka wiatrowa z punktu widzenia firm wykonawczych jest bardziej atrakcyjna niż farmy fotowoltaiczne. Ten sektor wymaga bowiem znacznie większych kompetencji, przez co konkurencja w tym segmencie jest mniejsza niż w mniej skomplikowanych projektach PV. Stąd farmy wiatrowe są zleceniami bardziej atrakcyjnymi niż inwestycje fotowoltaiczne – podsumował.

Na koniec warto jeszcze zwrócić uwagę na dostawców. Według danych Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej na terenie naszego kraju działa ok. 1000 firm produkujących komponenty do elektrowni wiatrowych.

Potencjał łańcucha dostaw dla lądowej energetyki wiatrowej. Fot. Instytut Jagielloński
Potencjał łańcucha dostaw dla lądowej energetyki wiatrowej. Fot. Instytut Jagielloński

Niedawno na łamach portalu WysokieNapiecie.pl pisaliśmy szerzej o dwóch, które znajdują się w Opolu. Działa tam spółka Generator Produkcja Opole – fabryka generatorów do turbin wiatrowych, należąca do niemieckiej grupy Enercon. Natomiast jej kluczowym podwykonawcą jest kontrolowana przez polski kapitał firma Famet.

Zobacz więcej: Niemieckie wiatraki „made in Poland”

Pod koniec 2021 r. Instytut Jagielloński wyliczył na podstawie trzech scenariuszy (konserwatywny, bazowy, rozwojowy), że całkowita wartość przychodów, które mogą być ukierunkowane na firmy w łańcuchu dostaw lądowych lądowych wiatraków, może wynieść w latach 2022-2030 kumulatywnie pomiędzy 50 a 80 mld zł.

Według tych wyliczeń oznaczałoby to możliwość wygenerowania średniego rocznego obrotu o wartości 6-9 mld zł. Jednak i te wyliczenia, podobnie jak i powierzchnia Polski dostępna pod budowę farm wiatrowych, będą wymagały zweryfikowania w dół, jeśli to 700 zamiast 500 metrów stanie się obowiązującą prawnie barierą dla budowy nowych elektrowni wiatrowych.

Tydzień energetyka: Rosyjski diesel popłynie za morza, indyjski i arabski do UE; Gaz dla biznesu na ręcznym sterowaniu; PSE musi coraz częściej przykręcać wiatraki; Reaktor Orlenu średnio w co czwartym powiecie; Niemcy przyspieszają z offshore
Energy sanctions against Russia. Conceptual 3D illustration
Rynek energii rozwija:
To świetny komputer na kołach, niezłe auto i dobry elektryk. Tak mógłby wyglądać najkrótszy opis elektrycznego Renault Megane e-tech. Jednego z niewielu elektrycznych nie-SUV-ów. Oto dlaczego współpraca z Google i Qualcomm wyszła Renault na dobre, ile energii Megane e-tech zużywa zimą, jak szybko ładuje się na mrozie i dlaczego może być jednym z najtańszych elektryków do miasta.
renault megane e-tech ev orlen
Technologie wspiera:
Elektromobilność napędza:
Największa polska prywatna grupa energetyczna wchodzi w biznes ładowania samochodów elektrycznych. Polenergia eMobility postawiła na razie pierwsze stacje w Katowicach i Warszawie, ale do końca roku dołączy do listy m.in. Kraków, Wrocław i Poznań. PeM zarezerwowała też przyłącza o mocy 5 MW na ultraszybkie ładowarki przy autostradzie A2 i 630 kW przy A4, ale stawia także na superszybkie stacje w centrach miast.
polenergia emobility stacje ladowania ev 2
Rynek energii rozwija:

Śledź zmiany w energetyce.
Zapisz się do naszego newslettera!