Zielona rewolucja w Niemczech idzie pełną parą

Zielona rewolucja w Niemczech idzie pełną parą

Niemiecki przemysł zachowa większość ulg - zielone światło dla takich zapisów w nowej ustawie o OZE dostał rząd Angeli Merkel. Prace nad przepisami właśnie się kończą, a produkcja prądu z odnawialnych źródeł bije rekordy. To przykład dla Polski?

W piątek 11 lipca Bundesrat, czyli wyższa izba niemieckiego parlamentu, zajmie się nową ustawą o odnawialnych źródłach energii, tzw. EEG 2.0. Wszystko wskazuje na to, że nowe przepisy o OZE zaczną obowiązywać już od 1 sierpnia, ale nie szybkie przyjmowanie przepisów głównym sukcesem Niemiec.

EEG jest zmieniana, by zahamować lawinowy wzrost kosztów wspierania energetyki odnawialnej, m.in. poprzez ustalanie rocznych limitów dopłat do OZE.

Ale ważnym, jeśli nie najważniejszym sygnałem w tej sprawie dla całej Europy jest fakt, że niemiecki rząd porozumiał się z Brukselą co do kształtu ustawy i jego zgodności z prawem konkurencji UE.

Jak powiedział w ostatnich dniach Joaquin Almunia, unijny komisarz ds. konkurencyjności, przygotowywana jest pozytywna decyzja KE w sprawie notyfikacji nowej EEG.

Z jego słów wynika, że Komisja przygotowuje się też na pomyślny dla Niemiec finał postępowania wyjaśniającego w sprawie dotychczasowych przepisów o OZE (chodzi o ustawę określaną jako EEG 2012). Przypomnijmy: w grudniu 2013 r. Komisja Europejska zakwestionowała, czy zwolnienie energochłonnych firm z konieczności dokładania się do rozwoju OZE w Niemczech jest zgodne z unijnymi zasadami konkurencji. Dzięki ustawowym ulgom niemiecki przemysł zaoszczędził około 5 mld euro.

W ostatnich miesiącach w tej sprawie padło wiele ostrych słów. Sigmar Gabriel, niemiecki minister gospodarki i energetyki bronił sektorowych rabatów dla przemysłu, ostrzegając, by KE w tej sprawie „nie igrała z ogniem”. Jeszcze pod koniec czerwca publicznie ubolewał, że Bruksela dąży do rozmontowania fundamentów Energiewende – zielonej rewolucji w Niemieckiej energetyce – a jej ostatnie żądania będą oznaczać deindustrializację gospodarki. Niemcy przyjęli bowiem zasadę, że kolosalne koszty wspierania OZE ponoszą najmniejsi odbiorcy, a firmy, które mają sprostać globalnej konkurencji, są z tego obowiązku zwolnione. Pisaliśmy o tym m.in. tutaj:  Niemcy także reformują zieloną energię

Gdzie przebiega linia kompromisu

Jak powiedział Almunia, niemiecki rząd rozwiał wątpliwości KE co do istnienia nieuczciwej konkurencji. Obie strony musiały pójść na ustępstwa, ale poświęcenia ze strony Niemiec trudno uznać za znaczące. Na mocy porozumienia blisko 350 przedsiębiorstw zapłaci łącznie 30 mln euro wyrównań, by pokryć część ulg w dopłatach do OZE, z których dotychczas skorzystały.

Wyjaśniono też zastrzeżenia Komisji, że Niemcy w ramach EEG wspierają wyłącznie krajowych producentów zielonej energii. Uwzględniając te uwagi, wprowadzono do nowej ustawy przepisy, które firmom z zagranicy umożliwią od 2017 r. startowanie w aukcjach, w drodze których wsparcie dla OZE jest rozdzielane. Udział zagranicznych dostawców będzie ograniczony do 5 %.

Niemcy bronili się przed ułatwianiem życia zewnętrznym wytwórcom argumentując, że wypływające za granicę dopłaty byłyby nadmiernym obciążeniem dla odbiorców energii. Ich linię obrony wsparł w ostatnich dniach Trybunał Sprawiedliwości UE, który dostarczył precedensu. W sprawie fińskiego przedsiębiorstwa Ålands Vindkraft przeciwko Energimyndigheten (szwedzkiemu regulatorowi rynku energii) orzekł, że państwa członkowskie Unii mają prawo wspierać zieloną energię wytworzoną wyłącznie na swoim terytorium.

Komisja Europejska dała też Niemcom zgodę na wspieranie firm przemysłowych, które wytwarzają prąd na własny użytek. Do 2017 r. zatrzymają 40 % rabatu w dopłatach do energetyki odnawialnej. Bruksela zwracała uwagę, że takie ulgi mogą dawać nieuzasadnioną przewagę konkurencyjną. Wygrał jednak argument niemieckiego rządu, że taki mechanizm wsparcia jest potrzebny szczególnie firmom korzystającym z efektywnych źródeł kogeneracyjnych (produkujących ciepło i prąd jednocześnie), ponieważ to pozwala... ograniczyć wpływ rozwoju przemysłu na środowisko.

Ostatnie kosmetyczne poprawki

Tekst porozumienia Berlin-Bruksela nie został jeszcze opublikowany, więc nie wiadomo, czy wszystkie uzgodnienia udało się wprowadzić do projektu EEG podczas trwających w ostatnich tygodniach intensywnych prac w parlamencie.

-    Nie ma jeszcze jasności w jaki sposób ostatnie zmiany zostaną technicznie uwzględnione w niemieckim prawie. Przypuszczam, że nowa ustawa o odnawialnych źródłach energii, czyli EEG 2.0, wejdzie w życie w takim kształcie, w jakim przyjął ją Bundestag – zakłada Matthias Lang, partner w kancelarii Bird&Bird w Dusseldorfie i autor German Energy Blog.

-     Później, po wakacyjnej przerwie, prawdopodobnie nastąpi mała „aktualizacja do wersji 2.1”, która podobnie jak robi się w branży informatycznej, wniesie małe poprawki i usprawnienia. Tyle że w tym konkretnym przypadku będą one uwzględniały szczegóły porozumienia z Komisją – wyjaśnia.

To jest przykład dla Polski

Jeszcze w czerwcu mówiło się o sporych rozbieżnościach stanowisk między rządem Niemiec a Brukselą. Dlatego obecne porozumienie w sprawie wsparcia dla OZE i ulg dla przemysłu jest rodzajem negocjacyjnego majstersztyku. I świetnym przykładem, na którym mógłby bazować polski rząd.

-    Zmiany w zwolnieniach sektorowych dla ciężkiego przemysłu, które wprowadza niemiecki parlament, są przykładem tego, w jakim kierunku powinna zmierzać nasza krajowa legislacja i jakich narzędzi powinno się używać we wspieraniu przedsiębiorstw - ocenia Patryk Figiel, szef zespołu ds. sektora energetycznego i infrastruktury w kancelarii Linklaters.

- Powinniśmy w Polsce bardzo uważnie przyglądać się wydarzeniom na linii Komisja Europejska-Niemcy i trzymać kciuki za rozstrzygnięcia pomyślnie dla rządu Angeli Merkel. Wówczas moglibyśmy użyć niemieckiego modelu i przenieść go do polskiego prawa. Alternatywnie Polska mogłaby wykorzystać doświadczenie Niemiec, powołując się na nie jako na precedens - ocenia.

Energiewende się rozpędza

Energiewende jest krytykowana przez niektórych przemysłowców i przedstawicieli sektora energetycznego, którzy nie do końca odnajdują się w nowej technologicznej rzeczywistości. Głównym zastrzeżeniem są kolosalne koszty generowane przez EEG – w 2013 r. wyniosły aż 24 mld euro.

Ale uwagi, że wraz z rozwojem OZE w Niemczech przybywa energii z węgla, odchodzą do lamusa. Jak pokazują dane niemieckiego Fraunhofer-Institut za I półrocze 2014 r., produkcja zielonej energii u naszych zachodnich sąsiadów wyniosła 81 TWh – to tyle  prądu, ile cała polska energetyka wytwarza w pół roku. Udział OZE w niemieckim bilansie sięgnął 31 %. Z tego najwięcej dostarczyły panele słoneczne i wiatraki.

Jednocześnie o 10,4 % spadło wytwarzanie energii z węgla kamiennego, a o 4,2 % - z brunatnego. Ilość energii powstałej dzięki temu drugiemu wyniosła 70 TWh. W efekcie zielona energetyka zdetronizowała węgiel brunatny, który dotychczas był podstawowym źródłem prądu w Niemczech. Nadwyżka ilości energii z OZE ponad tą z węgla brunatnego wyniosła w I pół. 2014 r. 11 terawatogodzin.

Zobacz także...

Komentarze

Patronat honorowy

Partnerzy portalu

PGE PSE