Po wyborach w USA Biały Dom będzie zielony

Po wyborach w USA Biały Dom będzie zielony

Nowy prezydent USA Joe Biden obiecuje, że najpotężniejszy kraj świata nie tylko wróci do porozumienia klimatycznego w Paryżu. Częścią programu Demokratów jest "Rewolucja Czystej Energii". Produkcja prądu ma być zdekarbonizowana do 2035 r.

W sferze energii i klimatu dwa miesiące przez objęciem urzędu przyszły prezydent Stanów Zjednoczonych Joe Biden podoba się wszystkim. Zapowiedzi ekipy Bidena są na tyle niejasne, że na ich podstawie każdy może liczyć na coś miłego. Po epoce Trumpa to już dużo.

Bez dwóch zdań Donald Trump i nie wierzący w zmiany klimatu członkowie jego ekipy zlikwidowali część osiągnięć administracji Baracka Obamy. Chociaż najbardziej spektakularne było wystąpienie z Porozumienia Paryskiego, to znacznie większe  praktyczne znaczenie miało zlikwidowanie przez administrację nie mniej niż 70 regulacji, których przestrzeganiem powinna zajmować się Environment Protection Agency  (Agencja Ochrony Środowiska).

Chodziło m.in o standardy emisji rtęci w elektrowniach węglowych, ale także niezmiernie ważne standardy emisji dla samochodów, bo w USA sektor transportu emituje mniej więcej tyle CO2, co cała energetyka.

Trump kopie węgiel, ale z buta

Ale choć Donald Trump w kampanii wyborczej w 2016 r. obiecywał, że uratuje branżę węglową a bannery głosiły "Trump digs coal" czyli "Trump kopie węgiel", to efekty jego starań mizerne. Można nawet powiedzieć, że im bardziej kopał, tym bardziej węgiel był od tego kopania obolały. Pod tym względem efekty obietnice i efekty działań Trumpa przypominają to, co działo się nad Wisłą. Róznica jest taka, że w USA nie ratowano upadających kopalń węgla z pieniędzy podatników

Od 2010 zamknięto bądź zapowiedziano zamknięcie 546 elektrowni węglowych o łącznej mocy 102 GW. Do 2025 r. dojdzie do tego kolejne 17 GW. Podczas kadencji Donalda Trumpa produkcja prądu z węgla zmalała z 30 proc. do 20 proc udziału w miksie elektroenergetycznym.

Węgiel był wypierany przez gaz, ale prawdziwą eksplozję zaliczyła również nielubiana przez administrację Trumpa zielona energia. Dość powiedzieć, że w chwili objęcia przez niego urzędu w USA było 74 GW wiatraków, a obecnie jest ich już 109 GW.  „Zieleń” wprost eksplodowała, nawet wbrew podejściu władz federalnych, które utrudniały jak mogły zwłaszcza rozwój wiatraków na morzu.

Między 2005  a 2019 r. produkcja energii elektrycznej w USA wzrosła o 2 proc. a emisje CO2 spadły o 33 proc.  Z paliw kopalnych produkowano 11 proc. prądu mniej, a energetyka bezemisyjna zanotowała wzrost o 35 proc.

Symbolem zmian stała się spółka Next Era Energy, której kapitalizacja przekroczyła 140 mld dol, wyprzedzając naftowego giganta Exxon Mobile.

Zielony Joe zdekarbonizuje Amerykę?

Joe Biden w kampanii o sektorze energii mówił sporo,a jego program w tej materii nazywał się "Clean Energy Revolution". Na razie wszyscy są zadowoleni.

Zieloni - bo Biden nie jest Trumpem i twardo deklaruje powrót do Porozumienia Paryskiego na COP26 oraz dekarbonizację energetyki do 2050 r. Inwestorzy w OZE - bo im trudno ostatnio zepsuć nastrój. Cały sektor naftowy - bo Biden nie obwieścił im ostatecznego krachu, a nawet wskazał jakieś drogi rozwoju. Atom też ma trochę jeszcze podziałać, a nawet zbudować coś nowego, jeśli to nowe - w postaci tańszych i bardziej elastycznych reaktorów - się wreszcie pojawi.

W kampanii ekipa Bidena obiecywał, że od razu po objęciu urzędu „zapędzi” Kongres do roboty, by w ciągu pierwszego roku kadencji przyjął regulacje, otwierające drogę do osiągnięcia neutralności klimatycznej w 2050 r.

„Rewolucja Czystej Energii” ma wymagać federalnych inwestycji rzędu 1,7 biliona dolarów w ciągu 10 lat. To nie wszystko, bo przyszła administracja chce zmobilizować 5 bilionów z sektora prywatnego oraz  z budżetów stanowych i lokalnych.

Pieniądze mają się pojawić m.in dzięki zmianom w podatkach - cofnięciu nadmiernych cięć podatkowych Trumpa dla korporacji, likwidacji możliwości ucieczki do rajów podatkowych, itd., ale także zakończeniu dotowania paliw kopalnych.

Trzeba jeszcze ustaw

Wszystko to jednak będzie zależeć od ostatecznego układu sił w Senacie, który ma być znany po styczniowych dogrywkach. Wiadomo, że były sekretarz energii Ernst Moniz - o którym mówi się, że może wrócić - doradzał Bidenowi, żeby w najważniejszych sprawach szukał jednak poparcia chociażby części Republikanów. Tylko regulacje poparte ponad podziałami partyjnymi będą trwałe - miał argumentować Moniz.

Asia Society Policy Institute oraz Climate Analytics szacują, że nowe cele redukcyjne USA, już po powrocie do Porozumienia Paryskiego mogą wynieść 38-54% w stosunku do emisji z 2005 r. Ostateczny kształt ma zależeć od stopnia poparcia w Kongresie.

Wiatr dla wiatraków, słońce dla paneli, coś dla atomu...

Biden bez dwóch zdań popiera rozwój OZE. Popierał lokalne inicjatywy w rodzaju stanowych celów OZE - Renewable Portfolio Standards, czy analogicznych do naszych obowiązków OZE, znanych w Stanach jako Clean Energy Standards.

Inwestorzy w offshore na pewno mogą patrzeć w przyszłość z większą pewnością, oczekiwanie jest takie, że ekipa Bidena zmieni regulacje i zlikwiduje wprowadzone przez administrację Trumpa restrykcje  co do inwestowania na wodach federalnych.

W przeszłości Demokraci nie byli wielkimi admiratorami energii jądrowej. W kampanii Biden dał wyraz poparcia zaawansowanych technologiom, jak SMR. Ekipa Bidena chce doprowadzić do zmniejszenia o połowę kosztów zaawansowanych technologicznie nowych reaktorów. Prawdopodobnie będzie chciała z energii jądrowej zrobić jeden z filarów walki ze zmianami klimatycznymi.

Zdaniem części analityków, nowa administracja stworzy warunki do przedłużenia działania obecnych reaktorów co najmniej do 2035 r., aby osiągnąć pośrednie na drodze do neutralności cele redukcji emisyjności produkcji energii.

Gaz, a może i węgiel dostaną szansę - CCUS

Biden nie jest przeciwko używaniu paliw kopalnych, chociaż stwierdził, że przemysł naftowy zanieczyszcza środowisko i nie ulega wątpliwości, że z czasem zostanie wyparty przez zasoby odnawialne. Ale na razie Demokraci puszczają do nafciarzy oko w postaci CCUS, czyli wychwytu i ponownego wykorzystania CO2. Ma to być coś, ważnego jednocześnie dla bezpieczeństwa narodowego, polityki klimatycznej, gospodarki, społeczeństwa.

Plan Bidena przewiduje więc podwojenie federalnych inwestycji w CCUS, powiększenie ulg podatkowych, finansowanie badań. Wszystko po to, by technologie te zagościły na rynku. Zgodnie z programem Bidena w 2035 r. produkcja energii elektrycznej ma być bezemisyjna. Jest to jednak tak sformułowane (carbon pollution-free), że dopuszcza wychwyt CO2.

Dotychczasowe doświadczenia w USA z tą technologią są jednak mało zachęcające, flagowy projekt - elektrownia węglowa Kemper w Mississippi w przeliczeniu na jeden megawat okazała się być najdroższą elektrownią na świecie. Inny projekt wychwytu CO2 z elektrowni węglowej i użycia do wydobycia ropy naftowej - Petra Nova w Teksasie- został w tym roku zamknięty z powodu niskich cen ropy.

Transport: dużo, choć mało

Zapowiadanych działań jest sporo. Przede wszystkim pół miliona nowych stacji ładowania plus ulgi podatkowe dla samochodów elektrycznych. Chociaż raczej nie będzie wyznaczenia terminu zakazu sprzedaży nowych aut o napędzie spalinowym - taki zakaz od 2030 r. zapowiedziano właśnie w Kanadzie.  Wspomina się o dokręceniu śruby w standardach emisji samochodów, co ma zwiększyć atrakcyjność aut elektrycznych. Jest co dokręcać, bo ekipa Trumpa tą śrubę dość mocno odkręciła.

Dzięki zaostrzeniu norm w 2030 r. po amerykańskich highwayach miałoby jeździć 4 miliony EV. Z jednej strony to dużo, ale z drugiej byłoby to tylko 1,5% wszystkich samochodów w USA, bo w 2030 r. ma ich być 275 mln. Czyli wpływ na emisję i zużycie paliw będzie prawie żaden.

Zobacz także: Oto dlaczego czysty węgiel Donalda Trumpa to mrzonka

Jednym z najciekawszych projektów jest obietnica zamiany napędu autobusów szkolnych. Pół miliona tych charakterystycznych żółtych pojazdów miałoby być przerobionych na prąd.

Biden obiecywał wprowadzenie mechanizmu „wymuszającego” ograniczenie emisji. Na razie do końca nie wiadomo, co to znaczy. Jest sporo głosów, według których nie będzie amerykańskiej wersji ETS, ale jakiś rodzaj podatku węglowego - już tak. W kampanii padały hasła, mogące sugerować, że nowa administracja może przymierzać się do wprowadzenia odpowiednika unijnego CBAM, czyli cła węglowego. W przeszłości niektórzy Republikanie w Senacie popierali taki pomysł, co być może dawałoby mu większość i ponadpartyjne porozumienie.

Rynki silniejsze od polityków

Zestawienie obietnic Donalda Trumpa i tego co się rzeczywiście wydarzyło w amerykańskim sektorze energetycznym powinno być lekcją do odrobienia dla wszystkich zwolenników upartego trwania przy węglu, którzy całe zło upatrują wyłącznie w polityce UE.

Spektakularne bankructwo za jego kadencji zaliczyły dwie największe spółki górnicze wydobywające węgiel kamienny w USA-  Peabody Energy i Murray Energy. Peabody, która podniosła się po plajcie w 2016 r.ale  obecnie znów stoi u progu bankructwa.

-Rynki są silniejsze od polityków - mówił z przekąsem Jeff McDermot, szef Nomura Greentech, "zielonego" ramienia banku inwestycyjnego Nomura w rozmowie z CNN Business - Kiedy Donald Trump obejmował władzę, pamiętam te myśli, że następne lata będą straszne dla naszego biznesu. W rzeczywistości były to najwspanialsze cztery lata w jego historii.

Zielone technologie rozwija

Zobacz także...

Komentarze

Patronat honorowy

Partnerzy portalu

PSE