Szczyt energetyczno-ukraiński

Projekt konkluzji unijnego szczytu energetycznego 20 - 21 marca można podsumować jednym zdaniem - dla każdego coś miłego.

Z dużą dozą prawdopodobieństwa można powiedzieć, że szczyt klimatyczno-energetyczny przywódców państw UE będzie przede wszystkim poświęcony wydarzeniom na Ukrainie. One mają oczywiście swój energetyczny kontekst. Ale konkluzje szczytu, które są już praktycznie gotowe, będą wedlug naszych informacji bardzo rozwodnione.

Z polskiego punktu widzenia ważne są dwie rzeczy. Pierwsza to maksymalnie miękki zapis o 40 proc. celu redukcji CO2 do 2030 r. I zapis będzie miękki - decyzja zostanie odłożona do końca roku, a przez ten czas będą prowadzone analizy.

Polsce bardzo zależało też aby w konkluzjach znalazły się też odniesienia do uzależnienia od rosyjskiego gazu. Będzie więc mowa o „promowaniu konkurencji“  i rozwijaniu własnych źródeł energii (choć nie padnie tam zwrot „gaz łupkowy“), ale będzie także wzmianka o energetyce odnawialnej.

Ale wielkiego znaczenia praktycznego konkluzje mieć nie będą.Warto zadać pytanie po co.

Premier Donald Tusk promował pomysł wspólnego kupowania gazu przez państwa UE. Paliwa tego na Zachodzie nie kupują państwa, tylko  firmy, do tego w większości prywatne. Niemiecki rząd nie może nakazać  firmom E.ON i RWE jak mają kupować gaz. 

Polski rynek gazu jest zmonopolizowany, a premier może wpłynąć na PGNiG, ale w nad Renem czy Tamizą idea powrotu do centralnie sterowanego systemu handlu gazem wzbudza najwyżej wzruszenie ramion. A jeśli PGNiG chce kupować gaz od Rosji wspólnie ze swoim np. słowackim partnerem - to nikt mu tego nie zabrania.

Pomysł na wspólne zakupy gazu nie ma  żadnych szans na realizację i polscy dyplomaci musieli zdawać sobie z tego sprawę.

Dlaczego więc Donald Tusk w ogóle z nim wystąpił ? Można domniemywać, że chodziło mu głównie o efekt na krajowym podwórku - wspólne zakupy ładnie wyglądają w mediach, a realnością tego pomysłu nikt się specjalnie nie zajmował.  

Tusk mówił też, że trzeba skończyć z sytuacją, w której uzależnienie od rosyjskiego gazu wpływa na niemiecką politykę zagraniczną. Niemcy mają na to gotową odpowiedź - szybszy rozwój energetyki odnawialnej, tak aby zmniejszyć zależność od paliw kopalnych. Ale ta recepta niekoniecznie się w Warszawie podoba. Niemcy sceptycznie podchodzą także do gazu łupkowego, który w Polsce budzi tak wielkie nadzieje. Komentator wpływowego lewicowo - liberalnego dziennika "Sueddeutsche Zeitung" przypomniał, że Polska była w latach 80-tych wielkim eksporterem węgla. Dziś jest importerem netto, a węgiel przyjeżdża do nas głównie z Rosji. W podtekście sugestia, że tak samo może być z gazem łupkowym.

Wspólnym mianownikiem polsko - niemieckim jest na pewno rozwój konkurencyjnego rynku gazu. Ale w tej akurat sprawie to Polska jest mocno zapóźniona na własnym podwórku, trudno więc żebyśmy skutecznie przekonywali innych w kwestii rynku unijnego.

Zobacz także...

Komentarze

Patronat honorowy

Partnerzy portalu

PSE