Energa może opuścić giełdę

Energa może opuścić giełdę

PKN Orlen dąży do wycofania z giełdowego obrotu akcji Energi. Ruch nie jest zaskoczeniem, bo nowy właściciel gdańskiej spółki energetycznej tworzy koncern multienergetyczny i na nowo będzie układał strukturę grupy. Gdańska spółka może trafić do podręczników ekonomii jako przykład co polityka może zrobić z wartością firmy

Energa, która zadebiutowała na warszawskim parkiecie jako ostatnia z czterech głównych spółek energetycznych Skarbu Państwa, może zostać pierwszą, która ten parkiet opuści. Trzeci pod względem wielkości dystrybutor energii elektrycznej w Polsce przeszedł w ostatnich latach dużą przemianę.

Energa, po debiucie w 2013 r. przez rok była blue chipem warszawskiego parkietu. Cena akcji wzrosła z 15 do 25 zł. Spółka miała największy udział odnawialnej energii w swoim miksie, przecierała drogę do inteligentnych sieci elektroenergetycznych. Mogła być polskim Enelem. Ta włoska firma energetyczna również jest kontrolowana przez państwo, ale dzięki inwestycjom w nowe technologie i OZE oraz odejściu od węgla dziś spija "giełdową śmietanę" - od 2012 r. wartość akcji wzrosła prawie trzykrotnie. Enel ma jednego prezesa od 6 lat, choć Włochy miały w tym czasie kilka rządów.

Energa zaś po wmuszonym przez rząd PO-PSL odejściu Mirosława Bielińskiego wpadła w wir nieustannych roszad kadrowych. Na domiar złego po zmianie rządu w 2016 r. zaangażowała się w ratowanie górnictwa i budowę elektrowni węglowej w Ostrołęce, ostatecznie zaniechanej po wydaniu 1 mld zł.

Wszystko to mocno odbiło się na jej wycenie. PKN Orlen, który zapowiedział wezwanie na pozostałe poza jego kontrolą akcje Energi, nadal kupuje je po "okazyjnej" cenie.

Pierwsze wezwanie Orlen ogłosił w grudniu 2019 r. Początkowo oferował 7 zł za akcję, następnie podwyższył cenę do 8,35 zł. Skupił akcje zapewniające 80 proc. kapitału zakładowego Energi i około 85 proc. ogólnej liczby głosów na walnym zgromadzeniu. Teraz Orlen jest gotowy do zakupu pozostałych 20 proc., oferując taką samą cenę - 8,35 zł za sztukę. To oznacza, ze wyłoży ok. 691 mln zł. Nowe wezwanie rozpocznie się 9 października i zakończy 20 listopada.

Układanie nowego koncernu

Wezwanie było oczekiwane przez rynek po ogłoszeniu dla Energi strategii. Tej jeszcze nie ma, podobnie jak zapowiadanej długoterminowej strategii Orlenu, która ma zostać ogłoszona w październiku.

"Budujemy silny koncern multienergetyczny, który będzie mógł sprostać wyzwaniom związanym z transformacją energetyczną Polski. Skuteczna integracja w ramach Grupy jest kluczowa dla tego procesu, dlatego od początku zapowiadaliśmy chęć pozyskania 100 proc. akcji Grupy Energa. Pełna kontrola kapitałowa oznacza wymierne korzyści zarówno organizacyjne, jak i operacyjne" - tłumaczył prezes Daniel Obajtek.

Jak dodał, to także odpowiedź na zgłaszane oczekiwania akcjonariuszy, którzy nie wzięli udziału w pierwszym wezwaniu. To drobni inwestorzy, żaden z nich nie przekracza progu posiadania 5 proc. akcji i nie jest uwidoczniony w akcjonariacie.

Orlen zapowiedział, że będzie dążył do wycofania Energi z Giełdy Papierów Wartościowych, ale musi dostać na to zgodę w postaci uchwały walnego zgromadzenia spółki podjętego większością 9/10 głosów. Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie zwołano na 29 października. W dotychczasowej historii GPW fuzja to najczęstszy powód delistingu - czyli opuszczenia giełdy. Jak oceniają eksperci rynku kapitałowego, wykup w ramach transakcji reorganizacyjnych pozwala na uproszczenie struktury grupy i zmniejszenie kosztów jej funkcjonowania.

Długo wyczekiwany debiut na giełdzie

Na giełdzie Energa zadebiutowała się w grudniu 2013 roku. Oferta publiczna obejmowała ponad 141,5 mln akcji Skarbu Państwa, stanowiących ok. 34 proc. kapitału spółki. Cena sprzedaży dla inwestorów indywidualnych i instytucjonalnych wynosiła 17 zł. Skarb Państwa zarobił na tym  2,4 mld zł.

Akcje kupiło około 72 tys. inwestorów indywidualnych.  Jednocześnie do obrotu dopuszczono akcje pracownicze, stanowiące prawie 15 proc. w kapitale.  Część z pracowników od razu zdecydowała się na sprzedaż walorów. W efekcie na otwarciu notowań kurs spadł o 3,5 proc.  - Inwestorzy, którzy sprzedają akcje to zapewne ci, którzy od 10 lat czekali na ten moment i to dobra decyzja – mówił na otwarciu Mirosław Bieliński, ówczesny prezes zarządu Energi.

Warto jednak było trochę poczekać ze sprzedażą, ponieważ kolejne lata przyniosły wzrost wyceny akcji, a i spółka wypłacała dywidendy. Szczyt wyceny nastąpił w kwietniu 2015 roku, kiedy cena za walor osiągnęła 27,7 zł.

Czytaj także: Orlen chce przejąć Energę

Energa zbacza z kursu

W kolejnych latach na wycenie spółek energetycznych zaważyło zaangażowanie w sektor górniczy i to w momencie, kiedy transformacja europejskiej energetyki zmierza wyraźnie do dekarbonizacji.

Energa objęła 15 proc. udziałów w Polskiej Grupie Górniczej, inwestując w to 500 mln zł.  W tym czasie też niekorzystnie na wyniki spółki wpływały zawarte długoterminowe kontrakty na zakup zielonych certyfikatów od farm wiatrowych. W czasie, gdy certyfikaty straciły kilkadziesiąt procent na wartości, Energa kupowała je po ustalonych przed laty cenach. Uchwalona ustawa, która zmieniała system obliczania opłaty zastępczej i w efekcie dawać mogła powód do rozwiązania kontraktów (potocznie nazywana Lex Energa), nie okazała się zbawieniem, rozwiązywanie kontraktów wpędziło spółkę w dlugotrwałe i kosztowne procesy, które z reguły kończyły się ugodami.

Czytaj także: Zielone certyfikaty najdroższe od dwóch lat 

Najbardziej jednak zaważył na notowaniach plan inwestycji w blok węglowy o mocy ok. 1000 MW w Ostrołęce. Latem 2018 roku Energa z Eneą podpisały umowę z GE na realizację wartej 6 mld zł inwestycji. Szkopuł w tym, że na węglową Ostrołękę C nie było finansowania i wszystko wskazywało na to, że jest to nieopłacalna inwestycja. Burzliwy okres w historii firmy najlepiej obrazuje liczba zmian na fotelu prezesa - od 2015 roku spółka miała 8 prezesów oraz dwóch członków zarządu pełniących obowiązki prezesa.

Czytaj także: Jest umowa na budowę Ostrołęki C

Polityka miesza w energetyce

Notowania spółek energetycznych na giełdzie przysparzają analitykom problemów. Stało się jasne, że coraz mniejsze znaczenie mają wyniki finansowe, transakcje i strategie, a coraz większe - polityka. Wieloletni analityk branży Kamil Kliszcz, zajmujący się sektorem energetycznym w Domu Maklerskim mBanku, w lutym 2020 r. zrezygnował z wydawania rekomendacji dla energetyki. Bazowy scenariusz DM mBanku dla nakładów inwestycyjnych i przepływów dla akcjonariuszy okazał się nieaktualny.

Jak wyjaśnił analityk, dotychczas skupiano się przede wszystkim na wycenie dochodowej, podkreślając perspektywę zakończenia cyklu inwestycyjnego i poprawy wyników (nowe moce, normalizacja w obrocie, rynek mocy), co miało przełożyć się na FCF (ang. Free Cash Flow - wolne przepływy pieniężne) i powrót do wypłaty dywidend.  "Do czasu opublikowania zaktualizowanych strategii spółek i ostatecznej wersji polityki energetycznej państwa (PEP40), nie jesteśmy jednak w stanie rzetelnie zrewidować naszych prognoz i modeli wyceny, a co za tym idzie odnieść się w rekomendacjach do bieżących kursów akcji w sektorze" - podał DM mBanku.

Ostatecznej wersji PEP 2040 nadal nie ma. Strategia PKN Orlen jest już jednak już zarysowana: dążenie do zeroemisyjności w 2050 r. Taką strategię będą musiały przyjąć z czasem pozostałe spółki energetyczne, co już zasygnalizowała PGE.

Rynek energii wspiera

Zielone technologie rozwija

Zobacz także...

Komentarze

Patronat honorowy

Partnerzy portalu

PSE