Jaka będzie przyszłość norweskiego przemysłu naftowo-gazowego?

Jaka będzie przyszłość norweskiego przemysłu naftowo-gazowego?

Norwegia jest krainą ropą naftowa i gazem płynąca. Pytanie: jak długo jeszcze? W norweskiej polityce pojawiły się bowiem poglądy, że należy w miarę szybko zlikwidować wydobycie ropy i gazu, będące od lat 70. XX wieku głównym źródłem bogactwa kraju. Gdyby tak się stało – co stanie się z miliardowymi inwestycjami w poszukiwanie i wydobycie gazu wielu firm, w tym także polskich, liczących na kilka dekad eksploatacji?

Jedną z wielu firm zaangażowanych w poszukiwanie, rozpoznanie i wydobycie węglowodorów na Norweskim Szelfie Kontynentalnym jest PGNiG, która posiada udziały w 31 koncesjach, a na 4 jest operatorem. Polski koncern zamierza  od 2022 roku wydobywać rocznie 2,5 mld m3 gazu, który ma być przesyłany do Polski gazociągiem Baltic Pipe.

W Norwegii jest również obecny Lotos poprzez spółkę Lotos Norge, która ma obecnie 29 licencji poszukiwawczo-wydobywczych.

Norwescy przeciwnicy ropy i gazu

Tymczasem organizacja młodzieżowa Chrześcijańskiej Partii Ludowej (Kristelig Folkeparti – KrF), należącej do koalicji rządowej, chce całkowitego zaprzestania eksploatacji złóż ropy i gazu już za 10-15 lat. Podobnie uważa organizacja młodzieżowa Partii Pracy (Arbeiderpartiet). Lewicowo-marksistowska partia Czerwoni (Rødt) chce zmniejszenia produkcji ropy i gazu o 90 procent do 2030 r., a liberalna Venstre (w koalicji rządowej) i lewicowo-zielona Sosialistisk Venstreparti (SV) postulują natychmiastowe zaprzestanie poszukiwania nowych złóż.

Zobacz także: W Nowym Jorku magazyn energii lepszy niż gaz

Najbardziej spójne plany przedstawiło w tym zakresie norweskie Stowarzyszenie Ochrony Środowiska (Naturvernforbundet). W raporcie tej organizacji z jesieni 2019 na liście  postulatów są między innymi: kontrolowane zmniejszenie wydobycia ropy naftowej i gazu (o 55 procent do 2030 roku), szybkie przestawienie całego transportu, a wiec także autobusów i ciężarówek, na napęd elektryczny, a także podwyższenie o 50 procent cen biletów lotniczych, co ma zmniejszyć o 38 procent lotniczy ruch pasażerski.

Norwescy przeciwnicy ropy i gazu podkreślają również, że branża wydobywcza odpowiada za 30 procent norweskiej emisji CO2 i 25 procent emisji NOx. Wydobycie jednej baryłki ropy na norweskim szelfie powoduje emisję 9 kg CO2, podczas gdy na Bliskim Wschodzie jest to 7 kg.

Rezygnacja z kolosalnych dochodów i wysokiej stopy życiowej?

Minister finansów Siv Jensen z partii Fremskrittspartiet (FrP) wskazała w ubiegłym roku w liście do norweskiego parlamentu Stortinget, że utrata dochodów z ropy i gazu oznaczałaby katastrofę dla finansów państwowych. Przypomniała, że w 2019 r. budżet państwa otrzymał z tego sektora w formie opłat i podatków 245 mld koron (100 mld zł) czyli aż 19 procent przychodów. Wspomniała również, że obecnie dochody z branży naftowo-gazowej są konsumowane niemal na bieżąco, a do Funduszu Naftowego (Oljefondet) trafi w 2019 r. tylko 3,9 mld kr (1,6 mld zł).

Zgromadzone w tym funduszu aktywa osiągnęły niedawno poziom 1 biliona dolarów.

– Branża naftowo-gazowa w Norwegii zatrudnia bezpośrednio 51 tys. osób, a pośrednio generuje zatrudnienie nawet dla 170 000 osób. Dochody generowane przez ten sektor w przeliczeniu na jednego pracownika wynoszą 14,7 mln koron, podczas gdy dla przemysłu jest to 64 000 koron, a dla branży handlowej i restauracyjnej – 89 tys. koron – przypomniała minister Jensen.

Zobacz także: PGNiG na norweskim szelfie

Dodała także, że w ostatnich latach w norweski sektor naftowo-gazowy inwestowane jest 120-200 mld kr (60–80 mld zł)  rocznie i przy zbyt szybkim zaprzestaniu wydobycia byłyby to pieniądze zmarnowane. Przykładowo, uruchomione w październiku 2019 r. wydobycie gazu z gigantycznego złoża Johan Sverdrup ma potrwać przez najbliższe 50 lat.

Ekonomista Øystein Sjølie w lutym 2020 r. ostrzegł na łamach portalu Nettavisen przed zbyt nagłym odchodzeniem od ropy i gazu.

- Spowoduje to załamanie gospodarki i drastyczne obniżenie poziomu życia. Na przykład najniższa norweska emerytura, obecnie dwa razy wyższa niż w sąsiedniej Szwecji, spadnie do poziomu szwedzkiego właśnie – powiedział Sjølie.

"To nic nie da"

Terje Halleland, rzecznik ds. energetyki partii FrP (która w styczniu 2020 r. opuściła rządzącą od 2013 r. centro-prawicową koalicję), wskazuje, że norweski gaz – niemal w całości eksportowany i zaspokajający obecnie 25 procent zapotrzebowania UE na ten surowiec – pozwala wielu europejskim krajom na odchodzenie od węgla, dużo bardziej przecież szkodliwego dla środowiska.

Tymczasem minister ds. nafty i energetyki Tina Bru oznajmiła pod koniec stycznia 2020 r., że rząd nie planuje przyspieszonego zakończenia wydobycia ropy i gazu.

Zobacz także: Świat inwestuje w wodór. To on zastąpi gaz ziemny

- To nic nie da, jeśli Norwegia zakończy produkcję tych surowców – powiedziała Tina Bru. – Wydobycie po prostu przeniesie się wtedy do innych krajów. To złożony globalny problem, który wymaga wielu różnych działań.

Vegard Gjӕrum Stensrud, pierwszy sekretarz w ambasadzie w Norwegii w Warszawie, podkreśla, że cztery największe partie polityczne Norwegii – Partia Konserwatywna (H), Partia Postępu (FrP), Partia Pracy (Ap) i Partia Centrum (Sp) – są przeciwko wyznaczaniu końcowej daty wydobycia ropy i gazu.

- Nie sposób oczywiście przewidzieć wyników następnych wyborów, ale doprawdy wiele musiałoby się zdarzyć, żeby pojawiła się parlamentarna większość będące za ustanowieniem takiej daty – mówi Stensrud.

Stensrud dodaje, że w chwili obecnej nie ma sensu dyskusja o sytuacji firm, które zainwestowały w norweski sektor naftowo-gazowy, gdyby decyzja o szybkim zakończeniu wydobycia jednak została przyjęta. Mówi, że trudno dziś dyskutować o sytuacji przedsiębiorstw, które zainwestowały w eksploatację węglowodorów na norweski szelfie, gdyby taka decyzja o wcześniejszym zakończeniu wydobycia jednak została podjęta.

- To sytuacja hipotetyczna i bardzo mało prawdopodobna – mówi Stensrud.

Perspektywy wydobycia ropy i gazu

Tymczasem zmniejszenie, a w dalszej perspektywie zakończenie eksploatacji złóż ropy i gazu może nastąpić niejako w sposób naturalny.

Zobacz także: Wielki powrót Saipemu: koncern położy Baltic Pipe na dnie Bałtyku

Wydobycie ropy na norweskim szelfie osiągnęło szczyt w 2001 roku (3,4 mln baryłek dziennie), a dziś wynosi już tylko 2,1 mln baryłek dziennie (luty 2020). Z udokumentowanych zasobów ropy wynoszących 26,7 mld baryłek 19 mld jest już wyeksploatowanych.

Lepiej wyglądają perspektywy wydobycia gazu. Jego produkcja wynosi obecnie około 120 mld m3 rocznie, co czyni Norwegię ósmym producentem i drugim eksporterem na świecie. Według norweskich prognoz produkcja gazu ma pozostać na względnie wysokim poziomie jeszcze przez co najmniej 15-20 lat, przy czym od około 2025 r. może zacząć lekko spadać. Te prognozy mogą oczywiście zostać zweryfikowane przez odkrywanie nowych złóż – poszukiwania gazu na norweskim szelfie trwają przecież przez cały czas.

Zobacz także...

Wielka posucha na Jamale

Leszek Kadej

Druga połowa maja 2020 r. przyniosła elektryzujące niektórych doniesienia o „rezygnacji” Gazpromu z gazociągu jamalskiego, czy wręcz o „zakręceniu” gazu. Tymczasem bardzo nisk...

Komentarze

Patronat honorowy

Partnerzy portalu

PSE