Ceny ładowania samochodów elektrycznych w Innogy: tanio nie będzie

Ceny ładowania samochodów elektrycznych w Innogy: tanio nie będzie

Innogy wprowadziła opłaty za ładowanie aut elektrycznych w Warszawie. To jedne z najwyższych cen na rynku. Policzyliśmy ile zapłacą kierowcy „elektryków” korzystający z ładowarek Innogy w stosunku do kierowców aut na LPG, benzynę i diesli.

Od czwartku, 23 kwietnia, Innogy Polska pobiera opłaty za korzystanie z jej ogólnodostępnych stacji ładowania samochodów elektrycznych. Warszawscy kierowcy „elektryków” (firma na koniec roku miała 64 punkty ładownia − wszystkie w stolicy) zapłacą 1,49 zł/kWh, a po przekroczeniu trzech godzin dodatkowe 40 gr/min, czyli 24 zł za godzinę.

To będzie druga najwyższa stawka za tzw. półszybkie ładowanie (prądem przemiennym AC) na rynku. Drożej od warszawskich kierowców płacą tylko klienci sieci Tauron na Śląsku (1,69 zł/kWh). Więcej może wyjść także przy ładowaniu na stacjach Lotosu, gdzie kierowcy płacą 24 zł bez względu na czas ładowania. Jeżeli spędzą na stacji aż dwie godziny i tak wyjdzie to dość drogo w przypadku samochodów z ładowarką pokładową mogącą pobierać 6,6 kW, bo 1,82 zł/kWh.

Dla porównania w największej polskiej sieci – GreenWay – koszt takiego ładowania wynosi 1,14 zł/kWh plus 40 gr/min po przekroczeniu trzech godzin. Najtańsze małe sieci na rynku oferują ładowanie po 1 zł/kWh.

Korzystając z sieci Innogy koszt pokonania 100 km elektrycznym autem kompaktowym (średnie zużycie 17 kWh/100 km) wyniesie ponad 25 zł, czyli równowartość spalania 5 litrów benzyny przy jej dzisiejszych cenach. Taniej wyjdzie więc poruszanie się autem z silnikiem Diesla (22 zł/100 km) lub zasilanego LPG (19 zł/100 km).

Zobacz także: Stacje ładowania aut elektrycznych w Warszawie głównie w centrum

Bezkonkurencyjne cenowo wciąż pozostanie jednak ładowanie auta elektrycznego z własnego domowego gniazdka. W przypadku korzystania z taryfy antysmogowej ładowanie w nocy może kosztować zaledwie 31 gr/kWh, co oznacza koszt poruszania się „elektrykiem” na poziomie 5 zł/100 km. Tego luksusu nie będzie mieć jednak wielu warszawskich klientów Innogy mieszkających w budynkach wielorodzinnych (86 proc. mieszkańców Warszawy).

Stawki za ładowanie auta na poziomie dzisiejszych cen benzyny mogą też zniechęcić do korzystania ze stacji Innogy właścicieli hybryd plug-in, które mogą jeździć na energii elektrycznej pobranej z sieci lub w trybie hybrydowym, z wykorzystaniem paliwa i energii odzyskiwanej z hamowania. Takie auta są w stanie zejść w mieście ze zużyciem paliwa do ok. 5 l/100 km, a zatem równowartości kosztów jazdy na energii elektrycznej kupionej na stacji Innogy. Niewiele więcej są w stanie zużywać także zwykłe auta hybrydowe, tankujące wyłącznie benzynę, ale wspomagane silnikiem elektrycznym z niewielką baterią.

Zobacz także: Największe sieci stacji ładowania samochodów elektrycznych w Polsce

Znaczenie dla klientów będą mieć także opłaty za czas ładowania (zajmowania miejsca pod ładowarką), naliczane po przekroczeniu trzech godzin. Dziś wiele stacji jest zajętych także w nocy. Wprowadzenie tych opłat najprawdopodobniej sprawi, że klienci Innogy przestaną z nich korzystać w ciągu nocy, co z jednej strony zmniejszy ich obłożenie przez klientów płacących za ładowanie, a z drugiej strony ułatwi ładowanie przez noc samochodów elektrycznych Innogy GO, udostępnianych przez firmę w ramach usługi carsahringu (na minuty).

Pozytywną informacją dla wielbicieli czterech kółek na baterie jest jednak informacja, że w carsharingowej flocie Innogy od kilku dni można wynająć na minuty także jaguary i-pace, a więc niezwykle szybkie, luksusowe, w pełni elektryczne SUV-y. Tu też jednak tanio nie będzie, za każdą minutę elektrycznego luksusu zapłacimy 3 zł.

W Innogy GO wynajmiesz elektrycznego jaguara

Jak zapłacić za ładowanie na stacjach Innogy?

Aby skorzystać z warszawskich stacji ładowania samochodów elektrycznych Innogy najlepiej ściągnąć na telefon aplikację Nexity, dostarczoną firmie przez polski start-up, zarejestrować się tam i podać dane karty Visa lub MasterCard i przepłacić konto. Po podpięciu samochodu do ładowarki uruchamiamy wówczas ładowanie z aplikacji na telefonie, a po zakończeniu operator zmniejsza nasze saldo konta o wartość usługi. Niestety, gdy testowaliśmy system płatności aplikacja Nexity... przestała działać. Bardzo możliwe jednak, że problem leżał po stronie telefonu, a nie aplikacji.

W takim wypadku pozostaje drugi sposób ładowania - ad hoc. Skanujemy wówczas kod QR przyklejony pod złączem ładowania i otwiera nam się strona internetowa do obsługi płatności jednorazowych. Podajemy tam swój adres e-mail, na który powinien przyjść rachunek za ładowanie i dane karty kredytowej lub płatniczej, z której zostaną pobrane pieniądze. Ładowanie uruchamiamy wówczas z poziomu przeglądarki i w ten sam sposób kończymy. Nam udało się w ten sposób uruchomić ładowanie, ale - zgodnie z Prawem Murphy'ego - system odmówił jego zakończenia, a jako, że bateria w telefonie była znacznie bardziej rozładowana niż ta w samochodzie, to po kilku próbach ładowanie zakończyliśmy po prostu odłączając kabel. Do dzisiaj nie otrzymaliśmy jednak na adres mailowy rachunku. Pozostaje liczyć, że system nie nalicza nam wciąż opłaty za zajmowanie stacji. Tym bardziej, że ładowanie ad hoc jest o 30 proc. droższe - kosztuje 1,94 zł/kWh oraz 31,20 zł za każdą godzinę po przekroczeniu bezpłatnych trzech pierwszych godzin.

Korzystając z aplikacji Nexity trzeba natomiast uważać na zaznaczone na mapie stacje, nawet z podanymi cenami, które zapewne Arinea (właściciel aplikacji) w ramach sieci Virta ma zamiar w przyszłości zamontować, ale dziś nie istnieją. Nexity obsługuje bowiem ładowanie nie tylko w ramach polskiej sieci Innogy, ale także innych sieci w całej Europie. Może więc być to wygodne narzędzie do ładowania auta w podróży przez wiele państw.

Zgodnie z regulaminem Nexity możliwych jest jeszcze kilka innych opcji uruchamiania ładowania - m.in. karty i breloki RFID lub plug&charge, znany dobrze kierowcom Tesli, który uruchamia ładowanie od razu po podpięciu auta i automatycznym rozpoznaniu unikatowego ID samochodu zarejestrowanego u operatora (zgodnie z normą ISO 15118). Ten ostatni sposób to jednak jeszcze pieśń przyszłości.

E-mobilność napędza

Zobacz także...

Komentarze

Patronat honorowy

Partnerzy portalu

PSE