Elektryczne Mini ze wsparciem będzie tańsze od benzynowego

Elektryczne Mini ze wsparciem będzie tańsze od benzynowego

Kultowe miejskie auto na 60 urodziny doczekało się właśnie w pełni elektrycznej wersji. Mini Cooper SE w Polsce z dopłatą z Funduszu Niskoemisyjnego Transportu będzie tańsze od spalinowego odpowiednika. Później na każdych 10 tys. km właściciel zaoszczędzi 4 tys. zł.

– Cena w 100 procentach elektrycznego Mini Coopera SE w Polsce będzie się zaczynać od 139,2 tys. zł brutto – poinformował we wtorek, podczas światowej premiery tego modelu w Rotterdamie, Hubert Fronczak z Grupy BMW.

To pozytywne zaskoczenie. Jego benzynowego bliźniaka – Coopera S z 2-itrowym silnikiem o mocy 141 kW – można bowiem kupić za niespełna 109 tys. zł, ale jeżeli doposażymy go tak, jak standardowo wyposażona będzie wersja elektryczna (w automatyczną skrzynię biegów, nawigację i system współpracy z iPhonem), cena wzrośnie już do 136 tys. zł. Różnica pomiędzy wersją spalinową i elektryczną w przypadku porównywalnie wyposażonego Mini wyniesie więc zaledwie 2 proc.

Cooper SE zachował linię i wymiary spalinowego poprzednika

Elektryczny Cooper SE może wyjść w Polsce taniej od benzynowego Mini Coopera S

Jest jednak szansa, że kupujący elektryczne Mini od tego lub przyszłego roku zapłacą za nie istotnie mniej niż za wersję benzynową, nawet „gołą”. Prezydent podpisał właśnie nowelizację ustawy o biopaliwach, która umożliwia dużo prostszą drogę pozyskania dopłat do aut elektrycznych. Beneficjentami, oprócz salonów dealerskich, będą mogli zostać także sami kupujący.

Zobacz więcej: Dopłaty do zakupu samochodu elektrycznego dostały zielone światło

Z Funduszu Niskoemisyjnego Transportu prawdopodobnie (o tym zdecyduje przygotowywane właśnie rozporządzenie) będzie można otrzymać dopłatę w wysokości 36 tys. zł. Wówczas elektryczny Cooper SE będzie kosztować kupującego 103,2 tys. zł – o niemal 33 tys. zł taniej od wersji spalinowej.

We wnętrzu także została utrzymana dotychczasowa stylistyka marki

To wciąż wysoka cena dla większości polskich klientów, ale sprzedaż samochodów segmentu premium, kosztujących znacznie powyżej 100-200 tys. zł rośnie w Polsce bardzo dynamicznie. Dla Grupy BMW nasz kraj w ogóle jest jednym z niewielu europejskich rynków ze wzrostem sprzedaży i wiele wskazuje na to, że Mini Cooper SE ma szansę ten wynik wesprzeć.

Cooper SE ma szansę na dobrą sprzedaż

Elektryczne Mini, choć od benzynowego odpowiednika różni się jedynie napędem i drobnymi detalami, ma szansę urzec młodych kierowców z wielkich miast z grubszymi portfelami, którym często zależy nie tylko na cenie, ale też wciąż nietypowym napędzie, ekologii i… zadziornym charakterze auta. W tym wypadku brytyjski „elektryk” zaoferuje znacznie większą dynamikę od benzynowego brata. Spod świateł do 60 km/h rozpędzi się w zaledwie 3,9 sekundy, podczas gdy 2-litrowe Mini S potrzebuje na to 6,4 sek. Różnica na korzyść „benzyniaka” przechyla się dopiero w zakresie od 60 do 100 km/h, ale to w końcu auto miejskie, więc taka możliwość będzie się pojawiać relatywnie rzadko.

Z zewnątrz Mini Cooper SE będzie się wyróżniać jedynie niewielkimi oznaczeniami "E"

Mini korzysta z rozwiązań technologicznych BMW i3s, jednak ma mniej miejsca na baterię, w związku z tym zmagazynuje 32 kWh brutto energii elektrycznej, z czego użytkownicy będą mogli wykorzystać 28 kWh. Według normy WLTP auto ma zasięg 230 km. W realnych warunkach będzie to jednak bliżej 200 km latem i mniej zimą. Na szczęście nie dużo mniej, bo samochód ma pompę ciepła, pozwalającą na ograniczenie zużycia energii do ogrzewania wnętrza.

Cooper SE będzie się ładować od zera do 80 proc. w ponad pół godziny na szybkiej ładowarce DC z mocą 50 kW lub ponad dwie godziny z półszybkich stacji ładowania AC (z mocą do 11 kW). W codziennych warunkach wystarczy jednak kilka godzin ładowania nocą ze zwykłego domowego gniazdka aby uzupełnić energię zużywaną na codzienne podróże po mieście.

Dopłaty z Funduszu Niskoemisyjnego Transportu

W sumie, dzięki spodziewanemu wsparciu z Funduszu Niskoemisyjnego Transportu, za nieco ponad 100 tys. zł będzie można kupić miejskie dynamiczne elektryczne auto segmentu premium z rozsądnym zasięgiem. Jest spora szansa, że za jakiś czas Mini SE znajdą się też we flotach firm carsharingowych, dając szansę na ich wynajem za niewielkie pieniądze.

Mini SE może być pierwszym samochodem elektrycznym na polskim rynku, które będzie można kupić taniej od porównywalnie wyposażonego spalinowego odpowiednika. Jednak, dzięki spadkowi cen baterii i rosnącej konkurencji na rynku, takich aut będzie wkrótce więcej.

Zobacz także: Jak elektryczne BMW i3s sprawdziło się w długiej trasie?

Oprócz porównywalnej lub niższej ceny zakupu, elektryczne Mini będzie mogło zaoferować swoim klientom kilkukrotnie niższe koszty podróży. W mieście benzynowy Cooper S zużywa realnie ok. 10 l/100 km, kosztujących dziś blisko 50 zł, podczas gdy jego elektryczny brat będzie najprawdopodobniej potrzebować ok. 15-18 kWh/100 km w mieście, co – przy ładowaniu ze zwykłego gniazdka – będzie kosztować ok. 10 zł. Na każdych 10 tys. km da to oszczędności rzędu 4 tys. zł.

Chociaż „elektryków” wciąż nie można naładować na 600 km jazdy w 15 minut, to porównywalna cena w stosunku do aut elektrycznych może w końcu rozruszać ich sprzedaż. Zwłaszcza, że szansę na dopłaty, po uzyskaniu zgody Komisji Europejskiej, będą mieć też przedsiębiorcy, którzy dzisiaj kupują zdecydowaną większość nowych aut w Polsce.

Produkcja drugiego „elektryka” w gamie bawarskiego koncernu ruszy w fabryce w Oksfordzie już w listopadzie, a pierwsze auta trafią do klientów najpóźniej do marca – zapowiedział podczas wtorkowej premiery Bernd Körber, wiceprezes Grupy BMW zarządzający marką Mini.

Zobacz także: eRajd Warszawa-Lyon. Jaguar I-Pace vs Audi e-tron – na żywo

E-mobilność napędza

Zobacz także...

Komentarze

Patronat honorowy

Partnerzy portalu

PSE