Geotermia na razie przegrywa ze smogiem

Geotermia na razie przegrywa ze smogiem

Smog to w zimie zmora polskich miejscowości, co odczuwają także turyści. "W Zakopanem i okolicznych miejscowościach można siekierę w powietrzu zawiesić" - napisała niedawno mistrzyni olimpijska Justyna Kowalczyk. Na Podhalu działa największa w kraju Geotermia Podhalańska, a mimo to w stolicy Tatr smogu nie udaje się zlikwidować. Dlaczego?

Geotermia to niemal sztandarowy projekt rządu. Znalazła się w Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju i projekcie Polityki Ekologicznej Państwa 2030. Na razie systemów ciepłowniczych wykorzystujących geotermię mamy jak na lekarstwo, a produkowanej w ten sposób energii elektrycznej nie ma i raczej nie będzie, chyba że w niewielkich ilościach. Za to są gigantyczne pieniądze do wzięcia. Setki milionów złotych chce przeznaczyć na rozwój geotermii Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. To może być dobre narzędzie do walki ze smogiem, ponieważ podłączenie do ekologicznego źródła likwiduje niską emisję z domowych kominów. Jak się okazuje, nie jest to takie proste, głównie ze względu na kolosalne wydatki.

Geotermia Podhalańska - przykład, który wiele uczy

W kraju działa 6 ciepłowni geotermalnych: na Podhalu, w Mszczonowie, Pyrzycach, Stargardzie, Uniejowie i w Poddębicach. Wyjątkowa jest ta na Podhalu. Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej Geotermia Podhalańska nie tylko jest najstarsze - liczy już 25 lat, ale też największe - rocznie do ponad 1,6 tys. odbiorców sprzedaje około 450 tys. GJ ciepła, a jego sieć ciepłownicza ma 111 km i wciąż jest rozbudowywana. Tak właśnie mogłyby wyglądać inwestycje w systemy geotermalne w Polsce. Ale inwestycji na podobną skalę poza Podhalem nie mamy.

- Pod względem rozbudowy sieci i przyłączania odbiorców indywidualnych jesteśmy na tle innych geotermii wyjątkiem. To nie takie proste i tanie zadanie. Realizujemy misję, ale też jesteśmy spółką prawa handlowego. Bardzo pomocne są tu dotacje  - mówi Paweł Kupczak, wiceprezes PEC Geotermia Podhalańska.

Spółka ma odbiorców w czterech gminach: Szaflary, Poronin, Biały Dunajec i Zakopane. W Zakopanem geotermia odpowiada za 40 proc. ogrzewania. Mogłoby to być więcej, ale jak się okazuje - to nie takie proste. Nadal wielu mieszkańców ogrzewa się starymi piecami, kopciuchami, co w niektóre dni może dawać wręcz "szok oddechowy", jak określiła to Justyna Kowalczyk.

Kolejki po przyłącze do sieci

Przyłączenie do sieci geotermalnej to dla wielu mieszkańców Zakopanego wciąż marzenie. - Staramy się od kilku lat. Piszemy prośby, podania, i nic. Dostałem odpowiedź, że nasz dom może zostać przyłączony do sieci, ale musi się znaleźć pięciu odbiorców. Sąsiad chciał, drugi też, ale kolejny nie wyraził już zgody, by przez jego działkę szło przyłącze - opowiada nam starszy pan, właściciel domu przy ulicy Skibówki w Zakopanem. Dom nie jest też przyłączony do sieci gazowej.

Czytaj także: Czyste powietrze, czysty zysk. Ale czy także dla najbiedniejszych?

Wśród 1,6 tys. odbiorców PEC Geotermii Podhalańskiej indywidualne domy stanowią aż 57 proc. Jednocześnie odpowiadają tylko za 17 proc. odbioru ciepła. Zgłoszeń do przyłączenia jest tak dużo, że PEC GP nie nadąża z realizacjami. W ramach programu wymiany starych pieców wprowadzonego przez miasto Zakopane i inne gminy właściciel domu w praktyce za darmo otrzymuje przyłącze do sieci ciepłowniczej. Co stoi na przeszkodzie?

Sieć idzie pod górkę

Na drodze rozbudowy sieci ciepłowniczej są przeszkody związane ze specyfiką regionu. – Na początek trzeba zaznaczyć, że ze względu na turystów w Zakopanem okres inwestycyjny bardzo się skraca. W praktyce możemy dokonywać inwestycji w kwietniu, a potem pod koniec września i w październiku. Zdarza się i tak, że mamy tylko jeden dzień na przyłączenie danej nieruchomości – mówi wiceprezes Kupczak.

Spółka sama zbudowała sieć ciepłowniczą od podstaw, a nie miała łatwego zadania – z ciepłowni Geotermalnej w Bańskiej Niżnej do Zakopanego jest do pokonania 13 kilometrów a różnica poziomów wynosi 261 m. Sieć jest cały czas rozbudowywana, teraz liczy 111 km. – Nie ma w Polsce drugiej tak długiej sieci ciepłowniczej w całości preizolowanej – podkreśla wiceprezes.

Wiele lat na minusie

Od 1993 roku, kiedy powstała Geotermia Podhalańska, wydano na inwestycje ok. 260 mln zł, z czego blisko połowa pochodziła z różnego rodzaju dofinansowania. Spółka na plus wyszła po …15 latach, w 2008 roku.Warto zaznaczyć, że ponad 90 proc. akcji ma NFOŚiGW. W przypadku prywatnych firm trudno sobie wyobrazić tak długi okres wyczekiwania na zyski.

Prawdziwy przełom nastąpił w 2016 roku, kiedy pojawiły się nowe możliwości pozyskania funduszy.

- Do 2015 roku spółka przeznaczała na inwestycje 2-3 miliony złotych. Teraz jest to kilkanaście milionów rocznie – wskazuje Paweł Kupczak.

Na kilka projektów pozyskano fundusze unijne z Regionalnego Programu Operacyjnego oraz z Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko. To projekty rozbudowy źródeł ciepła a także budowa sieci ciepłowniczych na terenie czterech gmin, gdzie działa PEC GP.

Czytaj także: Geotermia ponownie w grze

W grudniu podpisano umowę na wybudowanie sieci i przyłączy ciepłowniczych o łącznej długości ok. 4,5 km w celu podłączenia 150 odbiorców indywidualnych. Wartość projektu to prawie 7,9 mln zł, co gdyby przeliczyć na jedną podłączoną nieruchomość daje ponad 50 tys. zł kosztów. Okres zwrotu z inwestycji się znacznie skraca, ponieważ z POIiŚ popłynie na projekt ponad 5 mln zł (80 proc. kosztów kwalifikowanych).

Szansa na produkcję energii elektrycznej

Największą dotację przyznano jednak z programu krajowego – to aż 45 mln zł z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej na odwiert badawczo-rozwojowy w Szaflarach. Dotację dostała gmina Szaflary. W przyszłości może tam powstać pierwsza w Polsce elektrociepłownia geotermalna, ponieważ spodziewana temperatura wody to 130 st. C.

Teraz ciepła woda z wnętrza Ziemi wydobywana jest dzięki trzem specjalistycznym odwiertom w Bańskiej Niżnej. Następnie przez wymienniki ciepła ogrzewana jest woda w sieci, po czym wody geotermalne powracają i są zatłaczane w głąb Ziemi przez dwa otwory w Białym Dunajcu.

– Woda, która trafia pod ziemię ma 60 stopni Celsjusza. Mamy przygotowany projekt, by wody te schładzać o 10 stopni i w ten sposób produkować w technologii ORC energię elektryczną. Powstałaby instalacja o mocy 0,5 MW. Aktualnie monitorujemy rynek produkcji energii elektrycznej i śledzimy zmiany czekając na właściwy moment – tłumaczy wiceprezes Paweł Kupczak.

Jest wiele plusów, ale bez dotacji ani rusz

Zastosowanie geotermii ma wiele plusów: gminy pobierają podatki od instalacji i sieci, wokół geotermalnych ujęć w Szaflarach powstały parki wodne i hotele, rozkwitł lokalny biznes. Nie do przecenienia są zalety środowiskowe, bo dzięki czystej energii jest czystsze powietrze, mniej odpadów, mniej szkód w środowisku a i mieszkańcy dostają energię po stabilnej cenie.

PEC Geotermia Podhalańska 90 proc. energii produkuje z geotermii (pozostałą część z gazu i oleju opałowego) jest więc efektywnym systemem ciepłowniczym i nie ma problemu z uzyskaniem unijnych dotacji. Spółka może optymistycznie patrzeć w przyszłość. Jednak by tak było potrzebne są pieniądze z programów pomocowych, zwłaszcza że drożeją usługi wykonawcze.

– Geotermia powinna być wspiera tam, gdzie jest już sieć ciepłownicza i na takie projekty powinny być przyznawane dotacje. Budowa nowych odwiertów bez możliwości podłączenia do istniejących sieci ciepłowniczych mija się z celem, z kolei dotacje na budowę odwiertów wyłącznie na potrzeby aquaparków nie przyczyniają się w żaden sposób do poprawy jakości powietrza i należy zastanowić się nad ich sensownością – ocenia Paweł Kupczak.

Bez dotacji rozwój geotermii praktycznie by stanął.

Czytaj także: Polityka ekologiczna państwa bez słońca i wiatru

 

Zobacz także...

Komentarze

Patronat honorowy

Nasi partnerzy

PG SilesiaPGEPSE