Spis treści
Na rynku ropy dalsze wzrosty cen są nieuniknione
Kryzys na rynku ropy naftowej będzie się pogłębiał. W miarę jak zapasy maleją nieuniknione są dalsze wzrosty cen, czego szybko nie nie zmieni nawet odblokowanie Cieśniny Ormuz. Już teraz na odbudowę podaży surowca potrzeba kilku miesięcy – pisze „The Economist”.
Tygodnik zwraca uwagę, że z perspektywy krajów rozwiniętych obecna sytuacja na razie może nie wydawać się aż tak trudna. Co prawda ceny ropy przejściowo przekroczyły pułap 120 dolarów za baryłkę, ale wciąż jest to daleko do 150-200 dolarów, których część analityków spodziewała się w marcu po wprowadzeniu blokady.
Mimo wzrostu cen paliw czy biletów lotniczych życie wciąż toczy się w miarę normalnie, a prognozy wzrostu gospodarczego zostały tylko nieznacznie ograniczone mimo największego szoku naftowego w historii.
Oczywiście inaczej sytuacja wygląda w przypadku mniej zamożnych krajów Afryki czy Azji, gdzie m.in. ograniczono możliwości zakupu paliwa, czy skrócono czas pracy fabryk. Niektóre z państw, w tym największe azjatyckie gospodarki, na wszelki wypadek ograniczają już eksport ropy i paliw.
W końcu rynek będzie musiał jednak odnaleźć równowagę i skutki kryzysu mocniej zaczną odczuwać również kraje rozwinięte. W 2022 roku, gdy większość krajów zachodnich przestała kupować ropę od Rosji po tym jak ta zaatakowała Ukrainę, ceny osiągnęły szczyt na poziomie 129 dolarów za baryłkę. Wówczas dotyczyło to jednak odcięcia tylko około 3 mln baryłek dziennie, które w większości i tak zostały przekierowane do innych klientów w Azji.
Tymczasem blokada Cieśniny Ormuz, według szacunkowych wyliczeń uwzględniających wzrost wydobycia w innych częściach świata, doprowadziła do odcięcia ponad 12 mln baryłek dziennie, czyli 10% globalnego zapotrzebowania. Nawet gdyby w tym momencie doszło do zniesienia blokady, to dotychczas około 3% tegorocznej, światowej produkcji ropy już zostało utracone.
„The Economist” zwraca uwagę, że kraje Zatoki Perskiej nie będą w stanie z dnia na dzień przywrócić dotychczasowej produkcji, nie mówiąc o możliwości wykorzystania nadwyżek produkcyjnych.
Podobnie jest w przypadku amerykańskich producentów łupkowych, którzy w najbliższych miesiącach teoretycznie mogliby zwiększyć wydobycie o maksymalnie 300-700 tys. baryłek dziennie, ale jednocześnie i tak wąskim gardłem jest przepustowość infrastruktury do przesyłu i eksportu surowca.
W tej sytuacji wzrost cen ropy i paliw jest nieunikniony w miarę uszczuplania się zapasów – nawet w optymistycznym scenariuszu rychłego otwarcia Cieśniny Ormuz.
Tygodnik zwraca uwagę, że ewentualne porozumienie pomiędzy Iranem a USA to nie wszystko. Cieśninę trzeba będzie dokładnie oczyścić z min, aby firmy transportowe wróciły do żeglugi, a ubezpieczyciele byli skłonni współpracy. Następnie minie sporo czasu nim ropa zostanie odebrana, a następnie dostarczona do rafinerii na całym świecie, aby finalnie paliwo mogło trafić na stacje oraz oraz osuszonych magazynów.
Dlatego – jak podsumowuje „The Economist” – nawet w najbardziej optymistycznym scenariuszu świat będzie zmagał się z poważnym niedoborem podaży przez kolejnych kilka miesięcy po odblokowaniu Cieśniny Ormuz.
Zobacz także: Bruksela zostawia kryzys energetyczny rządom
OPEC będzie musiał nauczyć się życia bez ZEA
Zjednoczone Emiraty Arabskie po sześciu dekadach opuściły OPEC, czym zszokowały innych członków tej organizacji. Teraz członkowie naftowego kartelu będą musieli mocniej walczyć o utrzymanie pozycji na zmieniającym się globalnym rynku ropy – ocenia Bloomberg.
Agencja przypomina, że ZEA odpowiadały za około 10% wydobycia kartelu i były trzecim pod względem wielkości członkiem OPEC – po Arabii Saudyjskiej oraz Iraku. Teraz władze Emiratu będą mogły samodzielnie kształtować swoją politykę handlową.
ZEA już od dawna sprzeciwiał się ograniczeniom wydobycia, narzucanym przede wszystkim przez Arabię Saudyjską, która dotychczas odpowiadała za około jedną trzecią produkcji kartelu. W ciągu ostatniej dekady z OPEC wystąpiły jeszcze Indonezja, Angola, Katar oraz Ekwador.
Bloomberg wskazuje, że na razie nie widać kolejnych krajów chętnych do pójścia własną drogą. Niemniej presja na rynku narasta. Dzięki rewolucji łupkowej bardzo mocnym graczem w ostatnich latach stały się USA, a do tego rośnie też wydobycie w Ameryce Południowej i Afryce.
W przypadku ZEA, jak oceniają niektóre źródła w branży, wyjście z OPEC było przygotowywane co najmniej od początku pandemii COVID-19.
Emiraty coraz bardziej oddalały się od Arabii Saudyjskiej, gdyż zależało im na jak największym wykorzystaniem swoich złóż nim wpływ transformacji energetycznej zacznie wyraźnie uderzać w producentów ropy. Zwłaszcza, że Abu Zabi zainwestowało pokaźne środki w nowe moce produkcyjne.
Ostatecznie decyzję przyspieszyło zaatakowanie Iranu przez USA i Izrael oraz blokada Cieśniny Ormuz. W pierwszej reakcji kartel oraz kraje współpracujące (tzw. OPEC+), czyli m.in. Rosja, uzgodniły zwiększenie wydobycia na czerwiec o 188 tys. baryłek dziennie w celu „przywrócenia stabilności rynku”. Trzeba jednak pamiętać, że bez odblokowania Cieśniny Ormuz te zapowiedzi pozostaną tylko na papierze.
Bloomberg podkreśla, że prawdziwy test nowej rzeczywistości nastąpi właśnie wtedy, gdy dojdzie do skutecznego zniesienia blokady. Wówczas globalny rynek będzie potrzebował każdej baryłki, aby zaspokoić narastający od początku marca deficyt.
Wypełnienie tej luki będzie czasochłonne, więc wtedy realnie okaże się, jak dużymi możliwościami eksportu surowca dysponują ZEA. Według obserwatorów tuż przed wojną poziom wydobycia w Emiratach już był bliski maksymalnego. Według Międzynarodowej Agencji Energii produkcja sięgała 3,64 mln baryłek, przekraczając oficjalne dane.
Zobacz też: Biometan pojawia się i znika w unijnych przepisach. „Zmiana jest niezrozumiała”
Rok po blackoucie Hiszpania wyciąga wnioski
Po blackoucie, który rok temu dotknął Półwysep Iberyjski, Hiszpania wdraża rozwiązania, które mają pomóc uniknąć podobnej sytuacji w przyszłości. Jednak według eksportów wciąż zostało bardzo dużo do zrobienia, a problemem może być długi czas oczekiwania na dostawę potrzebnych urządzeń – analizuje Montel.
Portal przypomina, że bezpośrednią przyczyną kaskady awarii, która doprowadziła do blackoutu, był przede wszystkim niekontrolowany wzrost napięcia w sieci.
Dlatego potrzebne jest wzmocnienie kontroli napięcia, inwestycje w kompensatory synchroniczne, a także szereg innych rozwiązań. Tak, aby podnieść bezpieczeństwo pracy hiszpańskiego systemu elektroenergetycznego, który jest mocno nasycony źródłami odnawialnymi – przede wszystkim słonecznymi. Na koniec 2025 roku moc zainstalowana w Hiszpanii wynosiła około 150 GW. OZE stanowiły blisko 70% – w tym 50 GW w fotowoltaice oraz 33 GW w wiatrakach.
Po blackoucie o jedną trzecią w stosunku do 2024 roku zwiększono produkcję w elektrowniach gazowych, aby w sieci pracowało więcej niż dotychczas klasycznych, wirujących generatorów. Urządzenia te naturalnie dostarczają inercję, moc bierną i zwarciową w trakcie swojej pracy.
Oprócz elektrowni konwencjonalnych i kompensatorów synchronicznych źródłem inercji mogą też być magazyny energii z falownikami ze zdolnością kształtowania sieci, a w ograniczonym zakresie również OZE z tego typu falownikami. Według obserwatorów takie rozwiązania zaczęto w Hiszpanii wdrażać, planowana jest m.in. budowa ośmiu kompensatorów synchronicznych.
Niemniej – jak podkreśla Montel – dzieje się to znacznie wolniej niż oczekiwano. Przyczyną – obok mało atrakcyjnego wynagrodzenia za świadczenie tego typu usług systemowych – ma być też długi czas oczekiwania na dostawy potrzebnych urządzeń, wynoszący nawet dwa lata.
Jednocześnie wciąż aktualny jest plan wycofywania eksploatacji elektrowni jądrowych w latach 2027-2035. Hiszpania ma ponad 7 GW mocy zainstalowanej w energetyce jądrowej, ale jednocześnie zapewniają one aż około jednej piątej produkcji energii.
W tej sytuacji, jak wskazuje Montel, przez najbliższe 2-3 lata należy oczekiwać dalszego, wysokiego wykorzystania elektrowni gazowych – aż zostaną uruchomione planowane kompensatory synchroniczne oraz wdrożone inne rozwiązania wzmacniające stabilność sieci.
Zobacz także: Tauron chce przerobić Elektrownię Łagisza na kompensator synchroniczny
Wojna napędza eksport chińskich technologii
Wojna na Bliskim Wschodzie dała impuls do wzrostu eksportu czystych technologii z Chin. W marcu 2026 roku sprzedaż baterii, fotowoltaiki, samochodów elektrycznych i innych produktów osiągnęła rekordową wartość 26 mld dolarów – wskazuje Gavin Maguire, komentator Reutersa.
Według danych think tanku Ember, na które powołuje się Maguire, wartość eksportu w marcu była o 30% wyższa niż w lutym i aż o 52% większa niż w analogicznym okresie 2025 roku. Głównej przyczyny analitycy upatrują w wojnie na Bliskim Wschodzie oraz spowodowanej nią blokadzie Cieśniny Ormuz. Wydarzenia te wpłynęły na wzrost zainteresowania OZE, magazynowaniem energii oraz elektromobilnością.
W marcu największy udział w eksporcie miała sprzedaż baterii, która wyniosła 10 mld dolarów wobec miesięcznej średniej w 2025 roku na poziomie 7 mld dolarów.
Największym odbiorcą byłą Europa (43%), a następnie Azja (29%). Wśród krajów za największy popyt odpowiadały Niemcy (1,26 mld dolarów), następnie Stany Zjednoczone (823 mln dolarów), Holandia (635 mln dolarów), Wietnam (597 mln dolarów) i Australia (595 mln dolarów).
W przypadku fotowoltaiki w marcu eksport wyniósł 4,8 mld dolarów i był o blisko 130% wyższy niż w lutym. Jednocześnie był to największy miesięczny wynik od maja 2023 roku i mniej więcej dwukrotność miesięcznej średniej z 2025 roku.
Najwięcej Chińczycy wyeksportowali do innych krajów Azji (43%), głównie Indonezji, Filipin, Indii i Pakistanu, a następnie do Europy (27%). Największym w Europie importerem była Holandia (400 mln dolarów), która niemal podwoiła zakupy względem lutego.
W przypadku pojazdów elektrycznych Gavin Maguire przytacza dane za cały pierwszy kwartał, według których eksport wyniósł ponad 21 mld dolarów wobec zaledwie 12 mld dolarów rok wcześniej.
W marcu największym odbiorcą była Europa (45%), a następnie Azja (25%). Wśród państw najwięcej zaimportowały Belgia, Brazylia, Wielka Brytania, Niemcy i Australia.
Komentator Reutersa zwrócił uwagę, że chińscy producenci pojazdów elektrycznych notują bardzo wysoki eksport mimo osłabienia programów dotacyjnych w kilku państwach, a także znacznemu ograniczeniu sprzedaży na Bliski Wschód z powodu blokady Cieśniny Ormuz. W marcu na ten region przypadało 4% eksportu wobec 11% w marcu 2025 roku.
Zobacz również: Rząd i państwowe spółki oszalały na punkcie local contentu
