Spis treści
Kiedy ceny ropy rosną państwo potrafi działać błyskawicznie. Gdy chodzi o wodę, od lat nie zapadają strategiczne decyzje. Ustawa o obniżce VAT na paliwo przeszła przez Sejm i Senat oraz uzyskała podpis prezydenta w jeden dzień. Jej koszt to blisko 5 mld zł mniej – o tyle spadną wpływy do budżetu do końca czerwca 2026. Tymczasem w Polsce nawet podstawowe regulacje dotyczące wody pozostają niewdrożone od lat.
Woda nie jest w Polsce traktowana jako zasób strategiczny. W praktyce oznacza to, że pozostaje zasobem drugorzędnym, niewidocznym w kluczowych dokumentach państwa. Nie istnieje jako realna kategoria w Krajowym Planie na rzecz Energii i Klimatu ani w strategiach największych spółek energetycznych. Państwo nie wyznacza celów ograniczania presji na zasoby wodne, a polityka energetyczna i wodna funkcjonują obok siebie, bez realnej integracji. Skutek widać w polityce: inwestycje w infrastrukturę energetyczną oraz transportową umożliwiającą import ropy i gazu LNG mają wyższy priorytet niż ochrona jakości i dostępności wody.
Polska sucha jak wiór
Polska znajduje się w czołówce państw pobierających największe ilości wody na potrzeby energetyki. Jak podaje Główny Urząd Statystyczny, przy wytwarzaniu i zaopatrywaniu w energię elektryczną, gaz, parę wodną oraz gorącą wodę pobrano w 2024 r. 4 765 hm sześc. wody (88 proc. ogólnego poboru wody w przemyśle). System wciąż opiera się głównie na elektrowniach cieplnych, które do działania potrzebują wody, zarówno do produkcji pary, jak i chłodzenia.
Polska jest jednocześnie krajem ubogim w zasoby wodne. Nasze średnie zasoby wody wynoszą ok. 60 mld m sześc., a w okresach suszy poziom ten może spaść nawet poniżej 40 mld m sześc. Dla porównania Francja ma największe zasoby wody w UE – 206 mld m sześc., Szwecja – 184 mld m sześc., a Niemcy – 173 mld m sześc.
Mimo to polska energetyka działa tak, jakby wody było pod dostatkiem. Brak analizy dostępności wody do chłodzenia elektrowni i wpływu elektrowni na jej dostępność dla innych użytkowników w Krajowym Planie na Rzecz Energii i Klimatu oraz w strategiach największych spółek energetycznych w Polsce jest głęboko niepokojący. Rządowe polityki nie uwzględniają fundamentalnej zmiany cyklu hydrologicznego oraz wpływu wzrostu średniej temperatury w Polsce na dostępność wód powierzchniowych zwłaszcza latem.
Budujemy elektrownie tam, gdzie brakuje wody
Jednym z jaskrawych przykładów braku strategicznego myślenia o wodzie w energetyce jest lokalizacja nowych inwestycji. Aż 18 z 32 istniejących, budowanych i planowanych bloków gazowych znajduje się na obszarach dotkniętych głębokim deficytem wody – wskaźnik WEI+ >40 proc. przez co najmniej pół roku.
Wskaźnik WEI (Water Exploitation Index) to miara określająca stopień wykorzystania zasobów wodnych w danym regionie. Służy do oceny ryzyka niedoboru wody oraz presji wywieranej przez działalność człowieka na dostępne zasoby słodkiej wody..
W niektórych regionach, jak w przypadku zlewni Górnej Odry i Warty, problem ten występuje przez cały rok. To regiony eksploatacji kopalni odkrywkowych oraz działających elektrowni Turów i Bełchatów. Rekultywacja terenów będzie znaczącym obciążeniem dla zasobów wodnych. Mimo to planuje się tu powstanie dużych jednostek gazowych takich jak Adamów 600 MWe, a nawet jądrowych. Te ostatnie wymagają stałego dostępu do wody o odpowiedniej temperaturze zarówno na potrzeby wytwarzania energii elektrycznej jak i chłodzenia reaktora i zużytego paliwa jądrowego w okresach kiedy same elektrownie jądrowe są wyłączone. Ponadto w górnej części dorzecza Odry zaplanowano budowę bloków gazowo-parowych w Rybniku o mocy 883 MWe z najbardzej wodochłonnym – otwartym system chłodzącym.
Ignorowanym problemem jest wybieranie przez sektor energetyczny wodochłonnych technologii produkcji energii, takich jak jednostki gazowo-parowe (CCGT). Alternatywne technologie (OCGT, silniki gazowe) pozostają wyborem zdecydowanie mniej popularnym. Jeśli uwzględnić wszystkie projekty elektrowni w budowie i planach, w polskim systemie elektroenergetycznym może pojawić się ok. 10 GW bloków gazowych typu CCGT i kolejne 5 GW jednostek OCGT.
Mapy opracowane przez Towarzystwo na rzecz Ziemi pokazują, że nowe elektrownie powstają często w regionach, które już dziś zmagają się z niedoborem wody. W praktyce oznacza to zwiększenie presji na ograniczone zasoby, które już dziś są niewystarczające.
Taka polityka może prowadzić do naruszania tzw. przepływów biologicznych, niezbędnych do utrzymania życia w rzekach. Ze względu na ryzyko takiej sytuacji Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie uchylił w lipcu 2025 r. zgodę ministra klimatu i środowiska na eksploatację elektrowni gazowej Dolna Odra, bo uznał, że w postępowaniu pominięto obowiązek ochrony Odry Wschodniej.
Oznacza, to że ignorowanie wpływu inwestycji na parametry ekologiczne w konkretnych polskich rzekach zwiększa ryzyko opóźnień inwestycji i utrudnia planowanie pracy KSE.
Nawet zamknięte systemy chłodzenia elektrowni cieplnych nie rozwiązują problemu presji na ograniczone zasoby wody – jedynie zmieniają jego charakter. Przykład Rzeszowa pokazuje, że tylko w jednym roku przez 27 dni przepływy biologiczne zostały naruszone przez miejscową elektrociepłownię gazową.
Jeszcze gorsza sytuacja wystąpi po uruchomieniu elektrowni Adamów gdzie wodę będzie trzeba dostarczać do małej rzeczki Kiełbaska 30-kilometrowym kanałem ze zbiornika zaporowego Jeziorsko na rzece Warcie.
Z kolei, planowana budowa bloków gazowo-parowych w Kozienicach i Ostrołęce, czyli na terenach poza obszarami niedoborów wód może zwiększać presję na rzeki, ponieważ nowe bloki będą funkcjonować równolegle z istniejącymi instalacjami węglowymi.

Ryzyko systemowe dla energetyki
Planowanie energetyki w oderwaniu od ograniczeń hydrologicznych oznacza przenoszenie ryzyka na środowisko i społeczności lokalne. Choć obecnie nie dochodzi do przerw w dostawach prądu z powodu ograniczonych zasobów wodnych, narastające susze (niskie stany wody w rzekach uniemożliwiające jej pobór oraz wysoka temperatura wody uniemożliwiająca jej zużycie na cele chłodzenia) mogą w przyszłości ograniczać elastyczność pracy bloków gazowych, jądrowych i węglowych. Taka sytuacja miała już miejsce w Polsce w 2015 r.
Wraz z postępującymi skutkami zmiany klimatu i rosnącą częstotliwością susz ryzyko bezpośredniego zagrożenia dla funkcjonowania elektrowni cieplnych będzie narastać. Chodzi o elektrownie węglowe, gazowe, jądrowe oraz spalające biomasę.
Problem z myśleniem o wodzie jako o kluczowym zasobie strategicznym w Polsce ma długą historię, ale to sektor energetyczny w sposób szczególny nie potrafi pogodzić się z faktem, że to lokalna dostępność wody w większym stopniu niż excelowe tabelki i modelowanie na poziomie makroekonomicznym będą decydować o rodzajach technologii energetycznych, które będą w stanie rozwijać się na większą skalę w Polsce.
Nie jesteśmy krajem o takich rozmiarach jak USA, Kanada czy Rosja i nie mamy obszarów, które możemy przeznaczyć do eksploatacji, podnosząc w ten sposób poziom i jakość życia mieszkańców innych regionów kraju.
Skutki dla przyrody, ludzi i gospodarki
Dalsze ignorowanie kwestii wodnych przez energetykę ma konkretne konsekwencje. W pierwszej kolejności oznacza dalszą degradację rzek. Wśród zagrożeń poza wspomnianym naruszeniem przepływów biologicznych warto wymienić zanieczyszczenie termiczne czyli zrzut gorących wód pochłodniczych do rzek. Problemem środowiskowym są też progi, które ułatwiają pobór wody, ale utrudniają migrację ryb.
Budowanie elektrowni w regionach, które już dziś doświadczają deficytu wody to także ryzyko konfliktów o ograniczony zasób między energetyką, rolnictwem, sektorem komunalnym i samą przyrodą, która również potrzebuje wody. Im bardziej degradujemy system przyrodniczy, eksploatując ograniczone zasoby, tym bardziej zaburzamy obieg wody i pogłębiamy problem jej niedostępności oraz wzrost kosztów jej pozyskania.
Niewdrożona dyrektywa wodna. Ropy nie da się pić.
Kolejnym dowodem braku strategicznego podejścia do kwestii wody jest niewdrożona dyrektywa UE 2020/2184 w sprawie jakości wody przeznaczonej do spożycia przez ludzi. Termin jej implementacji minął w styczniu 2023 r. Polska pozostaje ostatnim krajem Unii Europejskiej, który nie wdrożył tych przepisów.
Komisja Europejska straciła przez te lata cierpliwość i skierowała sprawę do TSUE, wnioskując o nałożenie na Polskę kary w wysokości 141 tys. euro dziennie od momentu, w którym Polska powinna wdrożyć przepisy tej dyrektywy. 50 mln euro rocznie to w porównaniu z planowanymi wydatkami na elektrownię jądrową czy Port Polska nie dużo, ale w wyraźny sposób pokazuje jakie są priorytety rządzących. Jednocześnie ponad 90 proc. wód powierzchniowych w Polsce nie ma dobrego statusu lub potencjału ekologicznego, co równa się szkolnej jedynce. Ponad połowa nie osiągnęła dobrego stanu chemicznego.
Zestawienie jest brutalne. Na przyjęcie ustaw umożliwiających obniżenie akcyzy i VAT na paliwa potrzebowaliśmy 1 dzień. Polski rząd w ekspresowym tempie uzyskał zgodę Sejmu, Senatu i podpis prezydenta na zmianę prawa co umożliwiło ustanowienie maksymalnych cen benzyny i oleju napędowego oraz obniżkę VAT-u i akcyzy.
Termin na wdrożenie kluczowej dyrektywy wodnej został przekroczony już o 38 miesięcy. W dość jasny sposób klasa polityczna pokazuje, który surowiec jest dla niej priorytetowy i strategiczny i niestety nie jest nim woda. O tym, że ropy naftowej nie da się pić, najbardziej boleśnie przekonały się kraje Bliskiego Wschodu, realnie zagrożone atakami na kluczową dla życia ich mieszkańców infrastrukturę do odsalania wody.

Woda to infrastruktura krytyczna
Zainteresowanie wzrostem kosztów paliw i gazu, związane z agresją Izraela i Stanów Zjednoczonych na Iran oraz blokadą cieśniny Ormuz oraz wpływem trwającego już ponad miesiąc konfliktu na polską i światową gospodarkę jest w pełni zrozumiałe. Brakuje przy tym jednak refleksji i działań dotyczących zagrożenia dostępem do wody pitnej dobrej jakości dla gospodarki i obywateli w Polsce. Poważnym, i bardziej fundamentalnym zagrożeniem jest dostęp do wody, która jest niezbędna dla energetyki, rolnictwa i funkcjonowania społeczeństwa. Państwo, które nie traktuje jej jako zasobu strategicznego, nie planuje swojej przyszłości, doraźnie reaguje jedynie na kolejne kryzysy.
—
Kuba Gogolewski – od października 2025 r. dyrektor programowy Fundacji Mission Possible. Absolwent Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. Od 16 lat związany z sektorem pozarządowym w Polsce oraz zagranicą.
Katarzyna Wiekiera – działaczka klimatyczna Stowarzyszenia Pracownia na rzecz Wszystkich Istot, z którym związana jest o 2021 r. Autorka artykułów i wywiadów podejmujących problematykę ochrony przyrody i polityki klimatycznej.
Robert Wawręty – wiceprezes Towarzystwa na rzecz Ziemi, specjalista inżynierii środowiska. Koncentruje się na zagadnieniach na styku gospodarki wodnej i energetyki, współautor publikacji dotyczących wpływu elektrowni termicznych na wody i ichtiofaunę.