Spis treści
Zgodnie z obowiązującymi obecnie regulacjami operatorzy sieci dystrybucyjnych mogą zlecać i płacić za usługi typu ograniczenie produkcji czy zwiększenie zużycia energii elektrycznej, świadczyć je mogą wytwórcy, magazyny, aktywni odbiorcy i agregatorzy. Dzieje się to na podstawie dwustronnych umów. Pomysł z platformą ma zwiększyć transparentność procesu pozyskiwania tego typu usług, ale także poprawić efektywność wykorzystania sieci.
Budować czy zarządzać?
Jak wiadomo, budowa, rozbudowa czy modernizacje sieci pochłania miliardy. Pomysł jest więc taki, że być może pewnych, kosztownych w budowie i utrzymaniu inwestycji dałoby się być może się uniknąć, odpowiednio zarządzając ruchem. Czyli tak sterować przepływami w punkcie sieci, w którym występują jakieś ograniczenia, aby kosztowna przebudowa nie była konieczna. Operator zaoferuje zatem na platformie wykonanie określonych usług, typu ograniczenie zużycia, albo jego zwiększenie, a chętni będą mogli w transparentnej, giełdowej procedurze sprzedać swoje zdolności przystosowania się do oczekiwań, czyli swoją elastyczność. Rynek miałby charakter miejscowy, działałby tylko w określonych, problematycznych punktach sieci.
Pewne inwestycje są bezdyskusyjne, ale są też takie, co do których można dokonać porównania, czy zastosowanie narzędzi elastyczności nie przyniesie tego samego efektu przy dużo niższych kosztach – dodaje prezes PSE Grzegorz Onichimowski.
Rozwiązanie dla krótkotrwałych problemów
TAURON Dystrybucja, jeden z sygnatariuszy porozumienia o współpracy w tworzeniu platformy zidentyfikował na swoim obszarze ok. 90 miejsc, w którym mogłyby działać usługi elastyczności. W praktyce to np. obszar obsługiwany przez podstację elektroenergetyczną typu GPZ, gdzie typowo występuje nadmiar generacji w stosunku do lokalnego poboru. Zresztą ten dystrybutor publikuje mapę punktów, gdzie występuje zapotrzebowanie na zwiększenie elastyczności sieci i typowo jest to potrzeba albo ograniczania generacji, albo zwiększenia poboru. Wszystko w określonej lokalizacji.
Jak zaznacza wiceprezes TAURON Dystrybucji Maciej Mróz, nie są to ograniczenia permanentne, dotyczą kilkudziesięciu godzin w miesiącu, czy kilkuset w roku. I o ile najlepszą metodą ich rozwiązania jest odpowiednia – i kosztowna – inwestycja, to zasadne wydaje się kupienie określonego zachowania ze strony uczestnika rynku, aby nie musieć realizować drogich i długotrwałych inwestycji.
Operator zidentyfikował już nie tylko punkty, ale i określone, potrzebne do wyeliminowania ograniczenia sieciowego jakie planuje pozyskać od uczestników rynku.

Punkt widzenia giełdy
Po raz pierwszy na rynek giełdowy trafiłyby instrumenty nie zdefiniowane w ramach samej giełdy, ale tworzone przez uczestników rynku usług elastyczności. Sami będą określać co im jest potrzebne i kierować samodzielnie konstruowane produkty na rynek – mówi z kolei prezes TGE Piotr Listwoń.
Z punktu widzenia giełdy rynek elastyczności byłby uzupełnieniem ofert z obecnych rynków spot TGE, zwłaszcza z rynku dnia bieżącego, który w praktyce służy do bilansowania pozycji uczestników obrotu i jest silnie związany z aktualną pogodą (czyli z generacją mocy ze źródeł pogodozależnych, OZE). Listwoń przewiduje, że na rynku elastyczności powinny właśnie pojawić się produkty wychodzące naprzeciw zmniejszeniu ograniczeń sieciowych często wynikających z warunków atmosferycznych i następczo skokowego przyrostu energii elektrycznej w systemie. Operatorzy przesyłowi i dystrybucyjni, analizując prognozy będą mogli przewidywać, czy w jakimś konkretnym miejscu nie pojawi się nadmiar mocy i będą mogli reagować, oferując krótkoterminowe, bieżące produkty elastyczności – ocenia prezes TGE. Bo, jak przypomina szef PSE, dziś operator przesyłowy, w razie potrzeby redukuje moc wytwarzaną z OZE w sposób przymusowy, a chciałby, aby działo się to w sposób rynkowy.
Skąd pieniądze?
W założeniu rozliczenia na rynku usług elastyczności miałyby działać w jednym kierunku, czyli od operatorów do aktywnych uczestników. Jest co prawda koncepcja rynku wtórnego, w którym to poszczególni aktywni uczestnicy mogliby handlować na platformie giełdowej między sobą swoimi zachowaniami. Ale to będzie logiczny kolejny krok dopiero po zbudowaniu „pierwotnego” rynku. Skąd zatem operatorzy mieliby wziąć pieniądze na opłacenie usług elastyczności? Tu jasnej odpowiedzi jeszcze nie ma, ale rysują się dwa wyjścia. Pierwsze to z oszczędności z nakładów na inwestycje, które okazałyby się kosztami uniknionymi, a drugie to zmiana modelu taryfowania usług dystrybucji i przesyłu, aby taryfy lepiej odzwierciedlały rzeczywiste działania operatorów.
Sygnatariusze porozumienia będą też namawiać do przystąpienia do niego resztę krajowych operatorów sieci dystrybucyjnych.
—
Tekst powstał we współpracy z Towarową Giełdą Energii S.A.