1. Główna
  2. >
  3. Technologia
  4. >
  5. Wojna cenowa w fotowoltaice pochłonęła 90 tysięcy etatów

Wojna cenowa w fotowoltaice pochłonęła 90 tysięcy etatów

Zagraniczna prasówka energetyczna: Fala zwolnień u chińskich producentów paneli fotowoltaicznych; Upadłe strefy przemysłowe przyciągają energochłonne centra danych; Kryptowaluty wysysają energię elektryczną z ubogich państw; Polityka klimatyczna potrzebuje więcej pragmatyzmu niż wyśrubowanych celów.
US investigates imported Chinese solar cells
Fot. Depositphotos

Fala zwolnień u chińskich producentów paneli fotowoltaicznych

Najwięksi chińscy producenci paneli PV, tacy jak Longi Green Energy, Trina Solar, Jinko Solar, JA Solar i Tongwei, zmniejszyli w ubiegłym roku zatrudnienie średnio o jedną trzecią. Przyczyna to nadpodaż mocy produkcyjnych i związana z tym wojna cenowa – informuje Reuters.

Według danych pochodzących ze sprawozdań finansowych tych spółek wynika, że łącznie zredukowały zatrudnienie o blisko 90 tys. osób. Według analityków za tymi statystykami stoją nie tylko wypowiedzenia dokonywane przez pracodawców, ale częściowo również dobrowolne odejścia, motywowane cięciami płac i ograniczaniem wymiaru pracy.

Wśród liderów chińskiej branży fotowoltaicznej wcześniej tylko Longi oficjalnie ogłaszało zmniejszenie załogi o 5 proc. W Państwie Środka zwolnienia i bezrobocie należą do drażliwych politycznie tematów, gdyż komunistyczne władze w Pekinie sytuację na rynku pracy postrzegają jako kluczową dla zachowania stabilności społecznej. Z tego może zatem wynikać potencjalna wstrzemięźliwość producentów do komunikowania negatywnych skutków trwającego w branży kryzysu.

Reuters wskazuje, że sektor z poważnymi trudnościami zmaga się od 2023 r., a dane dotyczące redukcję zatrudnienia obrazują sytuację, która miała miejsce w 2024 r. Branża straciła w zeszłym roku ok. 60 mld dolarów, a według obserwatorów rynku rok 2025 może być nawet gorszy od ubiegłego.

Źródłem problemów jest trwająca od początku obecnej dekady intensywna budowa nowych mocy produkcyjnych, do czego zachęcały również same władze w Pekinie. Fotowoltaika została wskazana jako jedna z trzech branż – obok baterii oraz elektromobilności – mających napędzać wzrost gospodarczy w obliczu podupadającego sektora nieruchomości.

Zbyt szybki przyrost mocy produkcyjnych w fabrykach doprowadził jednak do wojny cenowej, którą dodatkowo pogłębiły amerykańskie cła oraz spadający popyt. Globalne moce produkcyjne są aktualnie około dwukrotnie większe od rocznego zapotrzebowania na panele PV.

Dlatego – według analityków – chińska branża fotowoltaiczna nie będzie w stanie odzyskać rentowności, jeśli jej moce produkcyjne nie zostaną zredukowane o co najmniej 20-30 proc. Sygnały do takiej redukcji płyną także ze strony Pekinu.

Na ustabilizowanie sytuacji w sektorze chcą wpłynąć również najwięksi producenci polikrzemu, którzy zamierzają utworzyć podmiot na wzór OPEC. Celem tego podmiotu ma być kontrolowanie podaży i cen tego kluczowego dla fotowoltaiki surowca. Ponadto ma on stworzyć fundusz, z którego zostaną pokryte koszty likwidacji części fabryk.

Zobacz też: Domowe magazyny energii pączkują, ale brakuje tych inteligentnych

Upadłe strefy przemysłowe przyciągają energochłonne centra danych

Główne zagłębia centrów danych w Europe stają się już zbyt zatłoczone, a na podłączenie do sieci nowych obiektów trzeba czekać latami. Dlatego rośnie zainteresowanie poprzemysłowymi lokalizacjami, które dysponują rozwiniętą infrastrukturą elektroenergetyczną – donosi Montel.

Portal wskazuje, że chodzi o słabiej uprzemysłowione tereny południowej Europy, takie jak m.in. włoska Sycylia, gdzie w pobliżu największych miast znajdują się działki po opuszczonych fabrykach.

Posiadają one cenny atut dla inwestorów energochłonnych centrów danych, czyli przyłącza do sieci elektroenergetycznej. W dużej mierze niweluje to potencjalnie wyższe koszty eksploatacji, związane z chłodzeniem tych obiektów w cieplejszym klimacie.

Natomiast w lokalizacjach, gdzie dotychczas najwięcej budowano centrów danych, czas oczekiwania na podłączenie do sieci może wynosić nawet kilkanaście lat. Chodzi o tak zwane FLAP-D, czyli Frankfurt, Londyn, Amsterdam, Paryż i Dublin, którą odpowiadają za około dwie trzecie wszystkich mocy obliczeniowych w Europie.

W tych metropoliach rynek jest już mocno nasycony i trudno tam o kolejne inwestycje, związane m.in. centrami obsługującymi sztuczną inteligencję. EirGrid, operator irlandzkich sieci przesyłowych, w trosce o stabilność systemu elektroenergetycznego wprowadził nawet moratorium na nowe przyłączenia w Dublinie, które obowiązuje do 2028 r. W efekcie prognozowany jest spadek udziału FLAP-D w rynku – do 55 proc. w 2030 r. i 51 proc. w 2035 r.

Według Międzynarodowej Agencji Energetycznej globalne zapotrzebowanie na energię elektryczną w centrach danych wzrośnie ponad dwukrotnie do 2030 r., osiągając poziom ok. 945 TWh, czyli nieco więcej niż całkowite zużycie energii w Japonii.

Jeśli chodzi o Europę, to według wyliczeń think tanku Ember zużyły one w ubiegłym roku 96 TWh, czyli około 3 proc. całkowitego zapotrzebowania kontynentu na energię elektryczną. W nadchodzących latach ma nastąpić znaczący wzrost – do 168 TWh w 2030 r. oraz 236 TWh w 2035 r. Oznacza to, że za 10 lat europejskie centra danych będą zużywać więcej energii niż obecnie takie kraje jak Hiszpania czy Włochy.

Montel podkreśla, że w Irlandii udział tego sektora w zapotrzebowaniu kraju na energię już teraz wynosi ok. 21 proc., a do 2030 r. może to być 30 proc. Z kolei w Amsterdamie i Londynie centra danych odpowiadają za kolejno 33 proc. oraz 42 proc. lokalnego zużycia energii elektrycznej.

Zobacz także: Ile mocy nam potrzeba i ile mogą jej dostarczyć magazyny energii?

Kryptowaluty wysysają energię elektryczną z ubogich państw

Budowane w krajach rozwijających się elektrownie wodne coraz częściej zasilają kopalnie kryptowalut zamiast służyć tamtejszym gospodarkom i ich mieszkańcom – podkreśla David Fickling, publicysta Bloomberga.

Przypomina przy tym, że przywódcy takich krajów jak Egipt czy Ghana po odzyskaniu niepodległości w latach 50. XX wieku wskazywali hydroenergetykę jako element umacniający suwerenność tych państw, a także kluczowy czynnik dalszego rozwoju. Dlatego wzdłuż Nilu czy Wolty wznoszono elektrownie wodne, aby elektryfikować tamtejsze gospodarki.

Jednak dziś te realia wyglądają odmiennie, co pokazuje przykład Etiopii, jednego z najbiedniejszych krajów na świecie, gdzie przed dwoma laty oddano do użytku Tamę Wielkiego Odrodzenia. Z docelową mocą zainstalowaną na poziomie ponad 5 GW ma być ona największą afrykańską hydroelektrownią.

Jak na razie około jednej trzeciej produkowanej przez nią energii zużywają jednak kopalnie kryptowalut, choć jednocześnie prawie 80 proc. gospodarstw domowych w Etiopii nie ma stałego dostępu do energii elektrycznej. Do Etiopii swoje swoje przestarzałe centra obliczeniowe przenosi m.in. amerykańska firma BIT Mining, aby móc dalej „kopać” kryptowaluty dzięki bardzo taniej energii elektrycznej.

Publicysta Bloomberga zaznacza jednak, że ten trend dotyczy nie tylko Afryki. Do małego królestwa Bhutanu, położonego w Himalajach i zasilanego niemal wyłącznie elektrowniami wodnymi, swoje „koparki” przenosi z kolei firma Bitdeer Technologies. Po uruchomieniu prawdopodobnie będą one zużywać jedną czwartą energii elektrycznej w tym kraju.

W Laosie, gdzie energetyka wodna również dominuje w miksie energetycznym, kryptowaluty odpowiadają za większe zużycie energii elektrycznej niż gospodarstwa domowe. Doprowadziło to już do przerw w dostawach energii, gdy w ubiegłym roku część elektrowni musiało wstrzymać pracę z powodu powodzi.

W Gruzji ubiegłej zimy władze apelowały – w obawie stabilną pracę sieci elektroenergetycznych – o wyłączenie koparek kryptowalut, które w tym kaukaskim kraju zużywają więcej energii niż tamtejsze huty lub koleje.

David Fickling przypomina również, że w przeszłości zbyt gwałtowny rozwój kryptowalutowego „górnictwa” doprowadził do przerw w dostawach energii w takich krajach jak Iran czy Kazachstan. W tym pierwszym, w 2021 r., skutkowało to odłączeniem od sieci kłopotliwych centrów danych.

Zobacz również: Trump każe nazywać węgiel „pięknym i czystym”. Ale liczby są nieubłagane

Polityka klimatyczna potrzebuje więcej pragmatyzmu niż wyśrubowanych celów

Klimat potrzebuje polityki, która będzie do przyjęcia przez zachodnich wyborców. Powinna ona być bardziej pragmatyczna i mniej obciążająca budżety gospodarstw domowych – ocenia „The Economist”.

Tygodnik podkreśla, że walka ze zmianami klimatu nigdy nie miała być łatwa, bo trudno szybko zmienić globalny model gospodarczy, który przez dziesięciolecia był napędzany przez paliwa kopalne.

Aktualnie staje się to jeszcze trudniejsze, gdyż USA pod wodzą Donalda Trumpa starają się całkowicie odwrócić dotychczasowe działania związane z polityką klimatyczną. W ostatnich dniach amerykańska Agencja Ochrony Środowiska ogłosiła nawet, że zrzeknie się swoich uprawnień do wprowadzania regulacji dotyczących emisji gazów cieplarnianych.

Z kolei w Europie finanse wielu państw są napięte, a dodatkowym obciążeniem w nadchodzących latach będą dla nich rosnące wydatki na obronność. Nastroje społeczne również nie sprzyjają celom klimatycznym, bo minione lata wysokiej inflacji odbiły się na budżetach gospodarstw domowych.

Efekty widać w kolejnych wynikach wyborczych, gdyż we wszystkich krajach na sile zyskują partie przeciwne polityce klimatycznej. Dużą część swojego poparcia budują one na obawach wyborców, związanych z ponoszeniem kosztów transformacji energetycznej.

– Niektórzy uważają, że są traktowani jak frajerzy, płacąc krocie za realizację wyśrubowanych celów, podczas gdy firmy i ludzie w innych częściach świata emitują CO2 z uśmiechem na ustach. Widok rosnących w siłę Chin, które emitują więcej niż Europa i USA razem wzięte, wywołuje oburzenie u wyborców – wskazuje „The Economist”.

Dlatego – jak dodaje tygodnik – jeśli osiągniecie ambitnych celów redukcji emisji w niedalekiej przyszłości jest mało realne ekonomicznie i politycznie, to nie należy do tego dążyć za wszelką cenę. Potrzebne jest zatem bardziej pragmatyczne podejście, stosujące więcej zachęt, a mniej nakazów. Przykładowo mniej wyśrubowane cele związane z instalowaniem pomp ciepła w sytuacji, gdy brakuje wykwalifikowanych specjalistów do ich montażu.

Tygodnik wskazuje, że jeśli cel jest zbyt trudny, aby uzyskać dla niego akceptację społeczną, to należy go zmienić na bardziej realny. Nie oznacza to jednak, że bogate kraje zachodnie mają całkowicie porzucać politykę klimatyczną, bo tylko dodałoby to energii klimatycznym sceptykom i utrudniło sensowne działania.

– Może pojawić się opór ze strony tych, którzy wierzą, że wszystkie problemy można rozwiązać „większą wolą polityczną”. Jednak jak powiedział kiedyś Otto von Bismarck, „polityka to sztuka tego, co możliwe” – podkreśla „The Economist”.

Zobacz także: Nowe bloki gazowe zakontraktowane, a kolejna aukcja tuż-tuż

Fotowoltaikę wspiera:
Partner działu Klimat:
Zielone technologie rozwijają:
Technologie wspiera:
Tydzień Energetyka: Gdzie jest KPEiK; Jak podzielono energię i klimat; PSE bierze się za puste wnioski; Ukraina kupuje gaz z Azerbejdżanu.
ministerstwo energii energetyki
Fotowoltaikę wspiera:
Partner działu Klimat:
Zielone technologie rozwijają:
Technologie wspiera:
Donald Trump podpisał rozporządzenie wykonawcze wspierające przemysł węglowy. Jaki będzie efekt? Najprawdopodobniej taki sam jak za jego pierwszej kadencji, gdy także obiecywał renesans branży. Wydobycie węgla kamiennego spadło wówczas o 27%, pracę stracił co czwarty górnik. Oto dlaczego.
wegiel wydobycie usa trump
Zielone technologie rozwijają:
Ponad 2 GW mocy w różnych etapach rozwoju, zrealizowane elektrownie wiatrowe i fotowoltaiczne oraz konsekwentne działania na rzecz społeczności lokalnych – tak wygląda strategia BXF Energia. Tomasz Grzęda opowiada o szczegółach realizacji projektów Magnolia, Azalia i Kamelia.
Zrzut ekranu 2025-07-31 145725
Partner działu Klimat:
Zielone technologie rozwijają:
Materiał Partnera
Moce magazynów energii u prosumentów rosną szybciej, niż kilka lat temu rosła fotowoltaika. Są już obecne w 60 tys. polskich domów. Jednak tylko niewielka część jest „smart” i potrafi optymalizować zyski dla właścicieli i systemu energetycznego. Większość działa na oślep. Na co zatem zwrócić uwagę kupując falownik i magazyn?
ceny dynamiczne godzinowe pstryk pv magazyn