Menu
Patronat honorowy Patronage
  1. Główna
  2. >
  3. Energetyka konwencjonalna
  4. >
  5. Węgiel kamienny
  6. >
  7. Czy spółki skarbu państwa mogą być zbawione od polityków?

Czy spółki skarbu państwa mogą być zbawione od polityków?

Karuzela kadrowa w spółkach energetycznych już ruszyła, nazwiska na prezesowskiej giełdzie krążą, ale pomysłów na odpolitycznienie zarządów nie widać. Co można by zrobić aby doprowadzić polskie spółki skarbu państwa do standardów już nawet nie skandynawskich, ale chociaż włoskich lub francuskich?
Zrzut ekranu 2024-02-02 084942

2 lipca 1888 r. prezydent USA James Garfield czekał na pociąg na waszyngtońskim dworcu kolejowym. Tłum Amerykanów pozdrawiał wybierającego się na wakacje prezydenta. Nagle padł strzał, ranny prezydent zachwiał się i padł.

Garfield zmarł kilka miesięcy później. Jego zabójcą okazał się Charles Guiteau, chory psychicznie łowca rządowych posad. Żywił do prezydenta żal, że nie został konsulem w Paryżu, chociaż nie miał do tego żadnych kwalifikacji. Powieszono go rok później.

Zabójstwo Garfielda wywołało jednak w USA szeroką debatę wokół tzw. systemu łupów, który funkcjonował w USA od lat 30. XIX w. Prezydent i jego urzędnicy mieli całkowitą swobodę w mianowaniu urzędników w całym kraju, więc po zmianie władzy kilka tysięcy ludzi traciło pracę a kilkadziesiąt tysięcy ruszało do walki o posady. Po tragicznej śmierci Garfielda powołano ponadpartyjną komisję, która opracowała zasady działania opartej o kompetencje służby cywilnej. System łupów stopniowo zniknął.

Polski polityk misternie tka sieć

Jeśliby w Polsce ogromna rzesza ludzi, którym obiecano posady i nie dotrzymano słowa, chciałaby strzelać do polityków, to tych ostatnich szybko by zabrakło. Gdyby jednak znalazł się jakiś polski Charles Guiteau (czego oczywiście nie chcielibyśmy), to taka tragedia sprawiłaby, że politycy może zastanowiliby się nad cywilizowanymi zasadami doboru kadr do spółek skarbu państwa. Na razie nie mają motywacji. Partyjny nepotyzm, jakkolwiek budzi społeczne oburzenie, ma się świetnie. Jest znakomitym narzędziem do budowania sieci powiązań w partii, w rządzie i w terenie, a to podstawowe zadanie polskiego polityka, wręcz miara jego skuteczności. Człowiek, który programowo nie załatwia posad w państwowych firmach, nie zrobi kariery w polskiej polityce. Z kolei nominacje przeciwników politycznych to PR-owy samograj.  My mianowaliśmy fachowców, a oni…

Nawet jak trzeba przyznać, że jacyś „nasi” nie byli fachowcami, to przecież „ich” nominaci i tak są gorsi…

lupy
Amerykańska karykatura z XIX w. Napis na cokole głosi „Zwycięzcom należą się łupy”. Gdyby dostosować rysunek do polskich realiów, tego specyficznego wierzchowca dosiadałby zapewne gmach Sejmu

Karuzela kadrowa już ruszyła, nazwiska na prezesowskiej giełdzie krążą, gdzieś natomiast zapodziały się obietnice z kampanii wyborczej o odpolitycznieniu spółek skarbu państwa. ”W spółkach z udziałem Skarbu Państwa zwolnimy wszystkich członków rad nadzorczych i zarządów. Przeprowadzimy nowy nabór w transparentnych konkursach, w których decydować będą kompetencje a nie znajomości rodzinne i partyjne” – głosiło „100 konkretów” PO.

W jaki sposób jednak zapewnić, że decydujące będą kompetencje? O tym na razie resort aktywów państwowych nie ma za wiele do powiedzenia.

Piszący te słowa był jako młody dziennikarz przekonany, że same konkursy są niezłym pomysłem, który utrudni życie politykom. Obligatoryjne w części spółek konkursy wprowadził rząd  SLD–PSL w 2002 r.

Odpolitycznienie okazało się mrzonką, politycy opanowali „do perfidii” metody sterowania konkursami a członkowie rad nadzorczych, którzy teoretycznie przeprowadzają te konkursy, nie mają możliwości przeciwstawienia się woli ministra. W pierwszej kadencji rządu Donalda Tuska po 2007 r. próbowano eksperymentu z Radą Nominacyjną przy premierze, rychło okazało się to jednak niewypałem, rada nie miała bowiem ustawowego oprzyrządowania żeby działać, a w partii nie było też woli aby „system łupów” zmieniać.

Potrzebne zatem są zmiany w prawie, które oddzielą polityków od nienależnych im konfitur.  Spółki skarbu państwa są dla nich  (polityków, nie konfitur) bardzo ważnym narzędziem – nominaci płacą haracze do partyjnej kasy, spółki podsypią datek na patriotyczny festyn, który uświetni Pan Poseł, wesprą zaprzyjaźnioną fundację czy klub sportowy, zatrudnią naszych ludzi w terenie – słowem pełnią bardzo ważną rolę w popularyzowaniu tak samej partii jak i jej poszczególnych członków, zajętych budowaniem swej pozycji i podgryzaniem innych członków.

To działa i w drugą stronę – prezesi wykorzystują zaprzyjaźnionych posłów i ministrów żeby załatwić coś dla siebie i swojej spółki.

Polski prezes jest jak chrabąszcz majowy

Co można by zrobić aby doprowadzić polskie spółki skarbu państwa do standardów już nawet nie skandynawskich, ale chociaż włoskich lub francuskich? Jak widać na poniższych ilustracjach średni „czas życia prezesa” państwowej spółki jest w Polsce znacznie krótszy niż szefów takich firm w innych krajach. Oczywiście przekłada się to na jakość zarządzania. Nowi prezesi czyszczą spółkę ze „złogów personalnych” pozostawionych przez poprzedników i przyprowadzają swoich nominatów, którzy oczywiście muszą się uczyć funkcjonowania firmy.

prezesi 1

Skoro przygniatająca większość politycznych nominatów przychodzi do firmy z zewnątrz, to nie mają powodów, aby czuć się z tą z firmą związani. Jeśli mają jakieś poczucie przyzwoitości, to pracują dla dobra spółki jak umieją, próbując godzić interesy politycznego patrona z interesami firmy. Jeśli nie, to po prostu obsługują interesy swej frakcji w partii, wykonują co się im każe w ministerstwie i trwają w spółce według zasady „another day, another dollar”.

Młody człowiek przychodzący dziś do pracy w polskiej spółce prywatnej lub zagranicznej może mieć uzasadnioną nadzieję, że jeśli okaże się dobry, to za kilkanaście lat ma szansę trafić do zarządu. Przykładów takich karier jest dużo. Młody człowiek zaczynający dziś pracę w Orlenie czy PGE musiałby by chyba być szalony, jeśli by liczył, że przebije  partyjny „szklany sufit” i zostanie prezesem. 

Dobry fachowiec, ale bezpartyjny

Co różni dobór kadr w spółkach prywatnych i państwowych? Przede wszystkim przeciętny staż pracy  całego zarządu w danej spółce. Prywatny właściciel nie pozwoli sobie na zarząd, w którym żaden członek nie przepracował wcześniej ani jednego dnia w spółce, co było i jest nagminne w polskich spółkach skarbu państwa.

Zatem pierwszy warunek ustawowy, który trzeba by wprowadzić chcąc odpolitycznić spółki skarbu państwa już mamy: określona liczba członków zarządu np. 2/3 lub co najmniej połowa, powinna mieć staż w spółce. Oczywiście ten staż powinien być dłuższy niż dwie kadencje parlamentu, można umówić się na 15 lat. To zapewniłoby, że przynajmniej część zarządu będzie miała rzetelną wiedzę o firmie, którą kierują. Dobrym rozwiązaniem byłoby aby wymagany staż miał także prezes zarządu.

prezesi 2 popr

Po drugie, w zagranicznych firmach przyjęte jest, że prezes ma dość dużą swobodę w doborze współpracowników i taką swobodę powinien też mieć prezes w Polsce, oczywiście dobierając ludzi z wewnątrz firmy.

Pozostali członkowie zarządu mogliby pochodzić z zewnątrz firmy. Nie jesteśmy idealistami – niech to już będą polityczni nominaci, ale przynajmniej nie będą mieli decydującego wpływu na firmy. Oczywiście będą zdarzać się konflikty między „starymi” i „nowymi”, ale konflikty zdarzają się w każdej firmie, także prywatnej.

Związkowe lekarstwo na biegunkę kadrową?

Ktoś mógłby zapytać – a dlaczego pracownicy i związki zawodowe w spółkach skarbu państwa godzą się na obecną politykę kadrową? Czy nie mają możliwości aby zmusić polityków do nominacji fachowców z samej spółki?

Odpowiedź nie jest prosta. Po pierwsze, nie ma narzędzi prawnych aby zmusić ministra do zmiany zdania. Żaden sąd nie uzna za legalny strajku w spółce energetycznej, jeśli strajkujący chcą usunięcia prezesa mianowanego zgodnie z kodeksem spółek handlowych, nawet jeśli nominat publicznie stwierdzi,  że prąd w elektrowni wytwarza się przez pocieranie.

Po drugie, w grę wchodzą interesy. Związkom zawodowym łatwiej jest negocjować podwyżki z prezesami przychodzącymi z zewnątrz, którzy muszą „wkupić się” w łaski załogi, a słabo się orientują w realiach firmy niż ze starymi wygami, którzy na wylot znają swoją spółkę. Więc prezes – spadochroniarz ma swoje zalety.

Ale czasem i związkowcy mają dość. Kilka lat temu związkowcy z JSW wysypali węgiel pod domem  europosłanki PiS Izabeli Kloc, która według nich próbowała zostać „główną kadrową” w firmie. Wzywamy polityków, którzy ingerują w sprawy spółki giełdowej, by nie meblowali jej swoimi ludźmi. Europosłanka Kloc jest jedną z nich. Taka działalność prowadzi do destabilizacji JSW – mówił Sławomir Kozłowski, przewodniczący Solidarności w JSW. 

Wysypany węgiel podziałał kojąco na „kadrowe rozwolnienie” polityków PiS. Szefem JSW został człowiek z długoletnim stażem w branży, który – o zgrozo – był wcześniej również prezesem państwowej spółki górniczej za rządów PO-PSL.

Znamy także inne przypadki (w Bełchatowie i Tauronie), kiedy niekompetencja i arogancja nominatów była tak irytująca, że związki zawodowe zagroziły otwartym protestem i politycy PiS się ugięli i ich usunęli. Ale to rzadkość. Generalnie pracownicy i związkowcy nie będą umierać za politykę kadrową w firmie. Czasy pierwszej „Solidarności”, gdy partyjnych dyrektorów wywożono na taczkach, minęły bezpowrotnie.

Jak płacić prezesowi?

Kolejną sprawą są pensje. Jeśli dziś porównamy zarobki zarządów w sektorze prywatnym i państwowym to dojdziemy do mało zaskakującego wniosku, że szefowie energetycznych spółek skarbu państwa zarabiają relatywnie mniej. Np. zarząd PGE (pięciu członków) zarobił w 2022 r. nieco ponad 9 mln zł, zarząd prywatnej Polenergii (też piątka) również 9 mln zł. Tyle, że PGE jest firmą kilka razy większą – Polenergia miała 7 mld zł przychodów, a PGE 35 mld. Wielkość firm i ich znaczenie dla gospodarki  sprawiają, że odpowiedzialność jest zupełnie nieporównywalna.

Zarobki szefów państwowych firm energetycznych we Włoszech i Finlandii są również znacznie wyższe. Zarząd Fortum dostał w 2022 r. 8 mln…ale w euro czyli 3,5 raza więcej niż zarząd PGE. We Włoszech Enel ma tylko jednego prezesa, ale (były już) CEO Enela Francesco Starace zarobił  w 2022 r. więcej niż cały zarząd PGE.

fortum oge polenergia zarobki

Pytaliśmy niedawno dyrektora w jednej z polskich spółek czy chciałby zostać prezesem. Wzruszył ramionami i zapytał: A po co mi to? Zarabiam prawie 40 tys. dostałbym 10 tys. zł więcej. Odpowiedzialność o wiele większa, do tego jeszcze to nieustające użeranie się z politykami i ciągła obawa, że następnego dnia mnie wyrzucą, a wtedy nie będę miał powrotu do spółki. Zastanowiłbym się przy podwyżce pensji do 100 tys.

Nie znaleźliśmy argumentów do polemiki z tym rozumowaniem. Zarobki  członków zarządu spółek skarbu państwa są atrakcyjne dla politycznych funkcjonariuszy, ale nie dla menedżerów z prawdziwego zdarzenia.

Nie chodzi przy tym o prostą podwyżkę pensji, ale o zmianę zasad wynagradzania. Znowu można sięgnąć do wzorów zagranicznych. Prezes Enela ma np. określone w regulaminie spółki wskaźniki, od której zależy jego pensja. To nie tylko zwrot dla akcjonariuszy spółki w porównaniu z giełdowym indeksem, ale także czynniki ważne dla konsumentów np. wskaźniki SAIDI (czyli liczby wyłączeń prądu u klientów). Regulamin wynagradzania władz spółki i sprawozdanie z jego realizacji liczy 60 stron!

Weźmy teraz dokument zatytułowany „Polityka wynagrodzeń  Członków Zarządu i Rady Nadzorczej PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.”. Jest bardzo krótki (7 stron) a wskaźniki od których zależy premia prezesów, trudno uznać za ambitne. Znajdziemy tam m.in. osiągnięcie wskaźnika EBITDA dla Grupy Kapitałowej na poziomie określonym w zatwierdzonym planie rzeczowo–finansowym na dany rok, nieprzekroczenie wskaźników zadłużenia oraz wskaźnik dyspozycyjności wybranych elektrowni. Nie są to elementy wymagające wielkiego nakładu pracy od zarządu, zwłaszcza jeśli plan rzeczowo- finansowy jest mało wyśrubowany.

Do tego dochodzą jeszcze takie wskaźniki jak „realizacja określonych projektów i programów strategicznych i inwestycyjnych” (jakie to programy, tego się nie dowiemy), „efektywne wykorzystywanie potencjału innowacji” (konkret tego wskaźnika aż bije po oczach), oraz – uwaga, uwaga – budowa systemowego podejścia do komunikacji w Grupie Kapitałowej w ujęciu projektowym (przeczytajcie to sformułowanie trzy razy i pomyślcie o jego głębokim sensie).

Jeden z menedżerów powiedział nam, że takie wskaźniki są pisane przez kolegów dla kolegów, tak aby nie zrobić im finansowej krzywdy. Bo przecież jak zarobią mniej, to mniej haraczu zapłacą do partyjnej kasy.

A jak to może i powinno wyglądać? Jedną z największych bolączek polskiej energetyki jest fala odmów przyłączeń nowych źródeł OZE do sieci, bo niedoinwestowana sieć nie nadąża za planami inwestorów. Podobno w krótkim terminie nic nie da się zrobić.

Otóż możemy się założyć o dobry obiad z wyszynkiem, że jeśli od poprawy wskaźnika przyłączeń będzie zależeć np. 30 proc. pensji członków zarządu czterech największych grup energetycznych, to znajdą się natychmiast sposoby, aby przyłączać więcej OZE. Poprawa nie będzie znaczna, ale będzie, przynajmniej w części spółek.

Nie rozmawiaj z politykami

Kolejnym elementem odpolitycznienia spółek skarbu państwa powinny być jasne reguły kontaktów polityków z menedżerami tych spółek. Po pierwsze – zakaz członkostwa w partii politycznej dla członków zarządu i zakaz jakichkolwiek wpłat na partie polityczne.  Sceptycy powiedzą, że to nie podziała bo zawsze może wpłacić żona czy syn, ale w takim razie niech partyjni skarbnicy rozmawiają z żonami.  Bo kolejnym krokiem powinien być absolutny zakaz powadzenia przez członków zarządu jakichkolwiek rozmów dotyczących spraw spółki z politykami nie zasiadającymi w rządzie. Oczywiście nie dotyczy to spotkań publicznych, udziału w konferencjach czy dyskusji w parlamencie.

Jeśli poseł chce załatwić dofinansowanie wozu strażackiego w swojej gminie, to niech pisze do ministra, a ten niech przekazuje sprawę do spółki. Korespondencja powinna być jawna. Powinien też powstać rejestr spotkań członków zarządu z politykami, jeśli rozmawiają w sprawach prywatnych.

No dobrze, zapyta ktoś, ale przecież państwo musi mieć wpływ na to co dzieje się w spółkach. Co w sytuacji w której rząd domaga się jakiejś inwestycji, a prezes uważa, że jest nieopłacalna? Taka sytuacja wydarzyła się w przypadku elektrowni węglowej w Ostrołęce. Bardzo chciał jej ówczesny minister energii Krzysztof Tchórzewski. Prezes Enei Mirosław Kowalik był sceptyczny, ale podać się do dymisji nie chciał, przewlekał więc sprawę jak długo się dało.

Ostatecznie z inwestycji zrezygnowano, ale Kowalikowi grozi proces o niepotrzebny wydatek ponad 600 mln zł na rozgrzebaną budowę. Z pozwem wystąpili jego następcy w Enei. Minister, który był rzeczywistym promotorem elektrowni będzie na tym procesie tylko świadkiem. Zgodnie z KSH odpowiedzialność ponosi bowiem zarząd i rada nadzorcza.

Takie sytuacje trzeba uregulować. Minister może mieć prawo zmuszenia zarządu do jakichś działań ze względu np. na bezpieczeństwo energetyczne, ale procedura i odpowiedzialność za takie decyzje powinna być jasno określona.

Cyjanek dla szefa

Jeśli  jako społeczeństwo nie zmusimy polityków do porzucenia systemu łupów i ucywilizowania polityki kadrowej w spółkach skarbu państwa, to w końcu dojdziemy do poziomu Republiki Południowej Afryki. Tam trwająca dziesięciolecia korupcja polityczna rządzącego Afrykańskiego Kongresu Narodowego (ANC) doprowadziła energetycznego monopolistę – firmę Eskom – do tak fatalnej sytuacji ekonomicznej i technicznej, że od kilku lat poszczególne regiony kraju nękają nieustanne wyłączenia prądu. Wreszcie rząd pod naciskiem opinii publicznej na początku lat 20 mianował tam na prezesa doświadczonego menedżera – Andre de Ruytera.

De Ruyter próbował ukrócić wszechobecną korupcję, która paraliżuje inwestycje.  W lutym 2023 r. napił się kawy…i natychmiast poczuł się źle, zaczął wymiotować i upadł.  W kawie znaleziono cyjanek. De Ruyter przeżył, ale odszedł z Eskomu. Następcom poradził, aby nie mieli swojego ulubionego kubeczka.

Do podobnego paraliżu politycy doprowadzili w firmie Transnet, która odpowiada za koleje towarowe w RPA.

RPA ma jednak przynajmniej sprawniejsze niż w Polsce i nie bojące się polityków sądy – działający w ANC  oficjalnie „komitet nominacyjny”, który upychał działaczy partyjnych po państwowych instytucjach został w ubiegłym roku zmuszony przez sąd do ujawnienia wszystkich swoich dokumentów i e-maili. Pozew wniosła opozycja. Sprawa zaszła aż do tamtejszego Trybunału Konstytucyjnego.

W Polsce coś takiego byłoby nie do pomyślenia – nie ma przepisów, które na to pozwalają wprost, a nie znajdzie się sędzia, który drogą interpretacji Konstytucji i ustawy o dostępie informacji publicznej zmusiłby ministra aktywów państwowych do ujawnienia e-maili dotyczących polityki kadrowej. Ale jak wygląda to w praktyce, mogliśmy się dowiedzieć czytając niektóre maile ze „skrzynki Dworczyka”, które ujawnił serwis „Poufna Rozmowa”.

Wiele krajów przeszło przez „system łupów”. Nie ominęło to nawet państw o teoretycznie silniejszych demokratycznych instytucjach niż Polska, np. Austrii przez całe dziesięciolecia po II wojnie światowej, gdzie łupy na zmianę dzielili socjaldemokraci i chadecy. Proces przywracania równowagi pomiędzy „merytokracją” a „partiokracją” nie jest prosty ani krótki. Ale powinien się zacząć od społecznego i medialnego nacisku na polityków.  Jeśli będziemy się ekscytować wyłącznie tym, że Pipściński zastąpił Piekutoszczaka, a Pieczeniarz został wyślizgany przez  Kwasibrodę, to będziemy tylko bezsilnie patrzeć na postępującą degradację większości państwowych spółek.

Współpraca Kacper Fiałka

Do końca 2023 r. operatorzy systemów dystrybucyjnych musieli wypełnić pierwszy kamień milowy instalacji liczników zdalnego odczytu. Natomiast w sierpniu 2024 r. na rynek energii wkroczą taryfy dynamiczne, z których potencjalnie będą mogli korzystać posiadacze tzw. inteligentnych liczników.
Inteligentne liczniki 2024
Liczniki zdalnego odczytu - stan na koniec 2023 roku.
Technologie wspiera:
Rynek energii rozwija:
Materiał Partnera
W 2023 roku branża paliwowa była świadkiem znaczących zmian, skupiając się głównie na trzech kluczowych obszarach, takich jak: wodór, biometan oraz poszukiwanie alternatyw dla ropy. Endress+Hauser, światowy lider w dziedzinie aparatury kontrolno-pomiarowej dla przemysłu, podsumowuje ubiegły rok w branży oraz przedstawia prognozy na kolejny.
Endress+Hauser digitalization 1
Zielone technologie rozwijają:
Rynek energii rozwija:
Rynek energii rozwija:
Partner działu Klimat:

Śledź zmiany w energetyce.
Zapisz się do naszego newslettera!