Inteligentne liczniki dopiero za 15 lat?

Inteligentne liczniki dopiero za 15 lat?

Taki cel stawia sobie prezes Urzędu Regulacji Energetyki, który chce uniknąć wzrostu kosztów dla odbiorców. Ale rząd zobowiązał się wobec Brukseli, że smart metering będzie wdrożony do 2020 r. bo korzyści przeważają nad kosztami.

Inteligentne liczniki umożliwiające rozliczanie prądu na podstawie rzeczywistego zużycia, a nie prognoz to jedna z najbardziej kontrowersyjnych kwestii w polskiej energetyce.

Mocno dzieli także samych menedżerów tej branży. Część z nich wierzy, że liczniki pomagając zarządzać popytem, unowocześnią polską energetykę, pozwolą na lepsze wykorzystanie istniejących zasobów oraz umożliwią rozwój dodatkowych usług. Dla pozostałych to zbędny gadżet, tworzący tylko dodatkowe koszty dla klientów. 

Pozytywnie wypadły dotychczasowe testy wdrożeniowe. Najbardziej zaawansowana pod tym względem Energa Oprator opublikowała kilka dni temu wyniki dotychczasowych prac. Poinformowała, że wdrożenie inteligentnego opomiarowania będzie się spółce opłacało nawet bez dodatkowego zwrotu z kapitału. Spółka podkreśliła jednak, że wysoki wzrost wartości tych inwestycji przyniesie regulacja jakościowa. Projekt pozwoli bowiem obniżyć wskaźnik przerw w dostawach prądu, a za to operator ma być lepiej wynagradzany. Nie wiadomo jednak jeszcze jak ostatecznie będzie wyglądać regulacja jakościowa i czy rzeczywiście URE zdąży ją wprowadzić od przyszłego roku.

Zmiana nastawienia

Do początków ubiegłego roku prezes URE zachęcał dystrybutorów energii do instalacji liczników, umożliwiając przenoszenie ich kosztów na odbiorców. Dla pojedynczego Kowalskiego nie są to wielkie sumy – kilka zł miesięcznie na rachunku. Zwolennikiem smart meteringu był zwłaszcza dwaj poprzedni prezesi urzędu – Mariusz Swora i jego następca – Marek Woszczyk, dziś szef PGE. Ale wraz objęciem fotela przez jego zastępcę Macieja Bando, stanowisko URE się zmieniło.

Więcej o tym pisaliśmy tu: Zmiana zasad gry w sprawie inteligentnych liczników

Poza gdańską Energą Operator, która już wcześniej rozwinęła wielki program instalacji liczników pozostali dystrybutorzy (PGE Dystrybucja, Tauron Dystrybucja, Enea Operator i RWE Stoen) dopiero zaczynają pilotaże. Komunikat URE był jasnym sygnałem dla firm, że nie mogą liczyć na „wynagrodzenie" od URE za instalację liczników i muszą przekalkulować swoje plany.

URE: najpierw modernizacja, później inteligencja

A niedawno szef URE bardzo jasno wyłożył swoje stanowisko w odpowiedzi na obszerną interpelację posłanki PiS Jolanty Szczypińskiej.

„URE wskazuje, że wdrażanie inteligentnego opomiarowania powinno być kolejnym elementem procesu budowy inteligentnych sieci elektroenergetycznych, a nie jego początkiem. Obecny stan sieci dystrybucyjnych sprawia, że w pierwszej kolejności należy zająć się poprawą jakości istniejących sieci (w szczególności poprzez ich wymianę i modernizację), na co w jednoznaczny sposób wskazuje niekorzystny poziom wskaźnika SAIDI określającego poziom niezawodności sieci. Jest to wskaźnik przeciętnego systemowego czasu trwania przerwy długiej i bardzo długiej (tzn. trwającej dłużej niż 3 minuty), wyrażony w minutach na odbiorcę na rok. […] Z punktu widzenia odbiorcy wskaźnik SAIDI obrazuje podstawowy parametr jakości, jakim jest ciągłość świadczenia usług dostaw energii elektrycznej“

Wskaźniki SAIDI (długości przerw w dostawach prądu) i SAIFI (liczby tych przerw) są w Polsce rzeczywiście gorsze niż na Zachodzie, czy nawet u sąsiadów. Żeby to zmienić, URE zamierza wprowadzić tzw. taryfę jakościową, czyli wynagradzać firmy za większą niezawodność.

„Ma ona bowiem [taryfa – red.] służyć podniesieniu jakości dostarczanej energii elektrycznej przy zachowaniu dostępności cenowej usług dystrybucji energii elektrycznej, a także utrzymaniu dotychczasowego poziomu inwestycji. Regulacja jakościowa ma doprowadzić do zasadniczego skrócenia czasu trwania przerw w dostawie energii elektrycznej oraz realizacji przyłączenia do sieci, a w kolejnym etapie także do skrócenia czasu niezbędnego do zmiany sprzedawcy" – czytamy w odpowiedzi na interpelację.

A co z licznikami? Szef URE stawia sprawę jasno

„Montaż liczników zdalnego odczytu na szerszą skalę powinien się rozpocząć w kolejnym okresie regulacji, tj. 2021- 2025 i zostać zakończony po 2029 r. Należy założyć, że proces ten powinien być rozłożony na 8-10 lat, kiedy sieć dystrybucyjna zostanie zmodernizowana na tyle, że możliwe będzie osiągnięcie zarówno przez przedsiębiorstwa energetyczne, jak i odbiorców energii elektrycznej optymalnych korzyści wynikających z montażu tych liczników. Przypomnieć również należy, że pięciu największych OSD prowadzi obecnie programy pilotażowe związane z instalowaniem liczników zdalnego odczytu. Ostateczne wyniki i wnioski wynikające z prowadzonych prac, zapewne okażą się bardzo pomocne przy wypracowaniu optymalnych zasad i rozwiązań w zakresie wdrażania „inteligentnych liczników” na szerszą skalę.

Podkreślić również należy, że aktualne plany rozwoju w zakresie zaspokojenia obecnego i przyszłego zapotrzebowania na energię elektryczną uzgodnione przez operatorów systemów dystrybucyjnych z Prezesem URE […] nie przewidują wymiany tak dużej liczby liczników w tak krótkim czasie. W związku z tym, przyjęcie zaproponowanego w projekcie założeń harmonogramu montażu liczników inteligentnych skutkowałoby wzrostem płatności odbiorców“.

Ministerstwo: inteligentne liczniki się opłacają

Prezes URE ma więc jasną i spójną wizję, problem w tym, że kompletnie rozmija się to z planami resortu gospodarki. Ministerstwo bowiem chciało szybkiego rozwoju smart meteringu w naszym kraju.

Zgodnie z unijną dyrektywą każdy kraj UE powinien zainstalować je do końca 2020 roku u 80 proc. odbiorców. Od tego obowiązku mógł się zwolnić, przedstawiając do końca 2012 r. analizy, pokazujące, że koszty przewyższają korzyści. Tak np. zrobili Niemcy, wprowadzając obowiązek instalacji liczników tylko dla gospodarstw domowych zużywających powyżej 6 MWh rocznie. To więcej, niż wynosi przeciętne zużycie niemieckiego odbiorcy domowego i znacznie więcej niż analogiczne zużycie polskiej rodziny (ok. 2 MWh rocznie).

Wszystkie analizy zamówione przez resort gospodarki i przekazane Brukseli pokazywały, że korzyści z instalacji liczników przewyższają koszty. Dlatego nasz rząd nie złożył żadnych zastrzeżeń do unijnej dyrektywy.

Komisja (np. w dokumencie roboczym przyjętym w lipcu ub. roku) zalicza więc nasz kraj do grupy, która zainstaluje liczniki u 80 proc. gospodarstw domowych do końca 2020 roku.

Ministerstwo Gospodarki próbowało wprowadzić nowelizację prawa energetycznego, która określałaby zasady wprowadzania inteligentnych liczników i pomogła w realizacji tego celu.

Zobacz: Ustawa licznikowa prawie gotowa

Projekt utknął jednak w kancelarii premiera. Fiaskiem zakończyła się też próba przeforsowania zmian jeszcze w czerwcu jako projekt poselski. Parlamentarzyści PO znali negatywne stanowisko URE i nie uśmiechało im się przed wyborami tykanie tak drażliwej sprawy. Zwłaszcza, że nie chcieli być kojarzeni z podwyżkami opłat za dystrybucję energii.

URE swoje, ministerstwo swoje

Sytuacja jest więc dziwna. Polski rząd wziął na siebie zobowiązania, ale nie zrobił nic żeby je zrealizować. URE zaś ma inną wizję niż rząd, co się oczywiście może zdarzyć, bo regulator jest niezależny. Ale wydaje się, że nie może kompletnie ignorować istnienia unijnej dyrektywy.  

Zwłaszcza, że w projekcie modelu rynku Bruksela przywiązuje ogromną wagę do zarządzania popytem, a tym samym do smart meteringu.

Patrz: Jak Bruksela widzi rynek energii cz. 2

Program zastępczy

Zamiast liczników u wszystkich odbiorców szef URE poinformował spółki dystrybucyjne, że oczekuje od nich realizacji planu zastępczego - instalacji urządzeń na stacjach transformatorowych. Urząd poinformował, że zgodnie z tymi ustaleniami do końca 2020 roku ma to nastąpić na "możliwie największej liczbie stacji transformatorowych".

Do końca 2015 r. miałyby zostać opomiarowane stacje transformatorowe w ilości, która umożliwiałaby kontrolę jakości dostaw energii elektrycznej u 51 proc. odbiorców (w całym kraju) przyłączonych na niskim napięciu, natomiast do końca 2018 r. u 80 proc. z nich.

Plan URE wzbudza jednak kontrowersje. – Pomysł, aby zamiast inteligentnych liczników u wszystkich odbiorców instalować je na razie tylko na stacjach transformatorowych nie ma sensu, bo oznacza poniesienie 60-70 proc. kosztów, z których korzyści będę bardzo ograniczone – mówi nasz rozmówca.

– URE nie określiło też co dystrybutorzy mieliby osiągnąć dzięki takiemu zabiegowi. W jaki sposób i w ogóle w jakim celu zbierać dane ze stacji transformatorowych i jak te dane miałyby się przełożyć np. na proces uzgadniania taryfy – dodaje.

Tradycyjnie więc już mamy sytuację, w której każda strona ma swoje argumenty, a inwestorzy nie wiedzą co mają robić.

Zobacz także...

Komentarze

Patronat honorowy

Nasi partnerzy

PG SilesiaPSE