Menu
Patronat honorowy Patronage

Jak Bruksela widzi rynek energii – cz. 2.

Komisja naciska na rozbudowę interkonektorów, zarządzanie popytem, inteligentne sieci i liczniki. Receptą na rozchwianie rynku spowodowane nieprzewidywalnością OZE mają być kontrakty długoterminowe wytwórców z konsumentami. Wszystko to jest bardzo piękne, tyle że znowu mało konkretne.

Komisja naciska na rozbudowę interkonektorów, zarządzanie popytem, inteligentne sieci i liczniki. Receptą na rozchwianie rynku spowodowane nieprzewidywalnością OZE mają być kontrakty długoterminowe wytwórców z konsumentami. Wszystko to jest bardzo piękne, tyle że znowu mało konkretne.

Zgodnie z obietnicą, kontynuujemy omawianie niepublikowanego jeszcze projektu dokumentu Komisji pod tytułem „Rozpoczęcie publicznych konsultacji w sprawie nowego modelu rynku energii elektrycznej”.

Przeczytaj także: Jak Bruksela widzi rynek energii – cz. 1

Bruksela przyznaje, że rozwój OZE spowodował określone trudności, ale nie należy się zniechęcać.

Na niektórych rynkach ogromna skala kapitałochłonnych inwestycji w produkcję energii z wiatru i słońca o koszcie krańcowym bliskim zera doprowadziła do długich okresów niskich cen hurtowych i zmniejszyła liczbę godzin pracy elektrowni konwencjonalnych. W takiej sytuacji koniecznym warunkiem istnienia prawidłowych sygnałów cenowych dla inwestycji w odpowiednie moce wytwórcze jest wzrost cen w szczytach,  a inwestorzy powinni mieć pewność, że to nastąpi”

Komisja sądzi, że taka sytuacja nie musi koniecznie narażać odbiorców na podwyżki cen oraz ich zmienność. „Dobrze funkcjonujący rynek długoterminowy pozwala dostawcom i producentom energii zarządzać skokami cen na rynku – wytwórcy mogą efektywnie ubezpieczać sprzedawców i konsumentów przed skutkami tych skoków”.

Receptą zdaniem Komisji powinien być więc  hedging, który pozwoli  uczestnikom rynku, także OZE, zamienić znaczącą część ryzyka na „dający się zaplanować i bezpieczny przychód”.

Dalej czytamy, że „kontrakty długoterminowe pozwolą zmniejszyć ryzyko, zwłaszcza dla kapitałochłonnych inwestycji w niskoemisyjne technologie i pozwolą przyciągnąć kapitał po rozsądnym koszcie”.

Komisja ostrzega jednak, że takie kontrakty muszą odpowiadać zasadom konkurencji i obiecuje takie właśnie kontrakty promować.

Ezopowy język Komisji może w tym wypadku przyprawić o ból głowy nawet wytrawnych egzegetów unijnych dokumentów.

Klasyczny hedging w energetyce jest stosowany od lat i Komisja musi o tym wiedzieć. Pomaga zabezpieczyć się przed wahaniami cen, ale nie może spełnić roli zachęty do inwestycji

Jednak energetyka zna bardzo dobrze rodzaj kontraktu długoterminowego, który łączy się z hedgingiem. To tzw. kontrakt różnicowy, ostatnio zastosowany przez Brytyjczyków przy planowanej budowie elektrowni atomowej Hinkley Point. 

Inwestor liczy sobie cenę prądu przy której elektrownia będzie mu się opłacać i umawia się z państwem, że gdy hurtowe ceny zjadą poniżej tej kwoty, to państwo dopłaci różnicę.

Kontrakt dla Hinkley Point dostał zgodę Brukseli, jakkolwiek obwarowaną licznymi warunkami.

patrz Europa gotowa dopłacać do atomu

Jeśli Polska rozpocznie budowę elektrowni atomowej, to właśnie kontrakt różnicowy będzie najbardziej prawdopodobną konstrukcją umożliwiającą tę inwestycję.

Natomiast o  mechanizmach wspierania mocy dokument wypowiada się bardzo nieprzychylnie.

„Dziś wiele krajów przewiduje brak w przyszłości wystarczających mocy  w systemie, Żeby temu zapobiec mają plany wprowadzenia mechanizmów wspierania mocy, które uruchamiają płatności za moc dostępną w systemie a nie za dostarczony prąd.

Jakkolwiek mechanizmy te mogą być dozwolone pod pewnymi warunkami, to jednak są kosztowne i zniekształcają rynek. Co więcej mogą stać na przeszkodzie wygaszaniu szkodliwych dla środowiska susydiów do paliw kopalnych. Mechanizmy wspierania mocy powinny usuwać rzeczywiste niedoskonałości rynku, a nie wspierać nieopłacalne bądź niezrównoważone  wytwarzanie“.

Naszym zdaniem Bruksela daje do zrozumienia, że jest gotowa zaakceptować kontraktyróżnicowe. Tej ostatniej nazwy nie chce jednak użyć, bo zbyt kojarzy się z energetyką atomową, a tej nie cierpią Niemcy i Austriacy, więc boi się ich sprowokować.

Ale jednocześnie Komisja będzie blokować wspieranie elektrowni opalanych „paliwami kopalnymi“, zwłaszcza starych.

Jeśli egzegeza ta jest trafna, to naszą energetykę czeka spory ból głowy.

Równocześnie bowiem, co było do przewidzenia, Komisja naciska na budowę łączników umożliwiających swobodny przepływ energii między krajami. Proponuje budowę wspólnych dla kilku krajów rynków bilansujących.

Wreszcie Komisja bardzo mocno podkreśla rolę inteligentnych sieci, inteligentnych liczników oraz zarządzania popytem.

Dokument jest teraz w wewnętrznych konsultacjach Komisji. Zostanie opublikowany zapewne w okolicach 15 lipca. Potem rządy, firmy i organizacje będą mogły zgłaszać uwagi. Ale Bruksela niekoniecznie je uwzględni, choć trzeba pamiętać, że część propozycji z modelu rynku może wymagać zmian w unijnym prawie.

Przeczytaj także: Jak Bruksela widzi rynek energii – cz. 1

Znamy model rynku, który zaproponuje Komisja Europejska. Jest „szyty” pod odnawialne źródła energii, nastawiony na integrację rynków państw UE i bardzo niechętny mechanizmom wspierania mocy

Finansowany przez PIR i BGK Fundusz Inwestycji Polskich Przedsiębiorców będzie miał 1,5 mld zł. To wystarczy na dokapitalizowanie Nowej Kompanii Węglowej, choć udział firm energetycznych wciąż jest rozważany.

Komisja Europejska opublikowała plan dla Grecji, który odrzucił rząd w Atenach. Oczywiście większość propozycji dotyczy podatków, budżetu, ale w pakiecie reform strukturalnych jest też coś, co na pewno zainteresuje polskich energetyków...