Menu
Patronat honorowy Patronage

Antywiatrakowa rewolucja na Wyspach

Rząd Davida Camerona w błyskawicznym tempie kończy wsparcie dla lądowych farm wiatrowych. Decyzję krytykuje branża i eksperci. Czy to koniec rozwoju tej technologii w wietrznej Wielkiej Brytanii?

Rząd Davida Camerona w błyskawicznym tempie kończy wsparcie dla lądowych farm wiatrowych. Decyzję krytykuje branża i eksperci. Czy to koniec rozwoju tej technologii w wietrznej Wielkiej Brytanii?

Nieprawdą byłoby stwierdzenie, że deklaracja likwidacji subsydiów dla lądowych farm wiatrowych była na Wyspach zaskoczeniem. Dość jasne sygnały takich intencji słychać było z obozu rządowego już w poprzedniej kadencji parlamentu, a do obecnych wyborów konserwatyści przystępowali z postulatem zakończenia wsparcia zapisanym na jednej z czołowych pozycji w swoim manifeście wyborczym.

Zapowiedź końca złotych czasów dla tego segmentu rynku OZE pojawiła się już w otwierającej kadencję parlamentu mowie tronowej Elżbiety II, w której padła jasna deklaracja stworzenia ustawy przekazującej szersze kompetencje w zakresie wydawania pozwoleń na budowę wiatraków lokalnym władzom.

Zmiany od kwietnia

Pomimo tych licznych przesłanek, rządowi udało się jednak zaskoczyć branżę i komentatorów. Okazało się bowiem, że subsydia w ramach mechanizmu zielonych certyfikatów , które są głównym źródłem finansowania tego typu projektów, zostaną zakończone już z początkiem kwietnia 2016 roku a nie, jak przewidywano, rok później (kwiecień jest w Wielkiej Brytanii początkiem nowego roku obrachunkowego).

Nie byłoby w tym nic niezwykłego, bo z mechanizmu zielonych certyfikatów rezygnują też inne kraje, w tym Polska, gdyby nie fakt, że Londyn nie zamierza na razie wprowadzać innego mechanizmu pomocy w zamian.

Nowo powołana minister ds. energii i zmian klimatu Amber Rudd obwieściła to w wystąpieniu parlamentarnym, że „rząd został wybrany ze zobowiązaniem do zakończenia subsydiów dla lądowych farm wiatrowych oraz przekazania ostatecznej decyzji dla ich powstania władzom lokalnym. Poprzez projekt nowej ustawy wypełniamy te zobowiązania” – mówiła w Izbie Gmin.

Rudd wyjaśniła również, że ustawa obejmie wyłącznie dofinansowanie w ramach systemu zielonych certyfikatów, które stanowiło ogromną większość subsydiów przyznanych temu sektorowi. W przypadku innego mechanizmu – taryf gwarantowanych zakupu energii (tzw. feed-in-tariffs), odpowiednie propozycje mają zostać ogłoszone niebawem (mechanizm ten dotyczy jednak wyłącznie instalacji o mocy poniżej 5 MW, a więc nie obejmuje dużych farm wiatrowych).

Najnowszym mechanizmem, wprowadzonym w poprzedniej kadencji parlamentu, są tzw. kontrakty różnicowe. Minister Rudd nie powiedziała wprost, że rząd zamknie również tę furtkę dla inwestorów. Zdaniem ekspertów mogłoby to bowiem oznaczać złamanie unijnych regulacji dotyczących wsparcia publicznego. W tym przypadku rząd ma jednak możliwość zmniejszenia lub praktycznie zlikwidowania wsparcia poprzez odpowiednie regulowanie wielkości zapotrzebowania na moce z danego źródła.

Według danych Departamentu ds. Energii i Zmian Klimatu (DECC) uwzględniających likwidację subsydiów do końca marca 2016, w ramach systemu zielonych certyfikatów wsparcie otrzymają lądowe farmy o łącznej mocy 11,6 GW a w ramach kontraktów różnicowych będzie to zaledwie 0,75 GW.

Zdaniem DECC jest to poziom wystarczający do realizacji celu dla OZE w perspektywie 2020 roku i w związku z tym lądowa energetyka wiatrowa nie wymaga dalszego subsydiowania. Rudd argumentowała również, że w przeciwieństwie do turbin instalowanych na morzu, jest to już dojrzała technologia, która jest w stanie funkcjonować na rynku bez wsparcia publicznego.

Projekty na zaawansowanym etapie dostaną jeszcze wsparcie

DECC postanowiło jednak wyciągnąć rękę do tych inwestorów, których projekty otrzymały do chwili obecnej pozwolenie na budowę, zgodę na przyłączenie do sieci oraz posiadają grunty, na których staną turbiny. Będą oni mogli ubiegać się o wsparcie pomimo zakończenia subsydiowania. Departament szacuje, że uprawnione do tego będą projekty o łącznej mocy 5,2 GW.

Patrząc z drugiej strony, oznacza to, jak przyznała sama Rudd, że około 250 fam wiatrowych o łącznej mocy 7,1 GW, będących na różnych etapach planowania, ostatecznie nie powstanie.

Według zapowiedzi rządowych, nowy reżim ma obowiązywać na terenie całego kraju, a więc również w Szkocji, której władze autonomiczne mają na ten temat nieco inne zdanie. Rudd zapowiedziała, że będą w tej sprawie prowadzone szerokie konsultacje zarówno z rządem szkockim jak i walijskim.

O budowie wiatraków zdecyduje samorząd

Innym ograniczeniem dla inwestorów od dawna zapowiadanym przez rząd Davida Camerona jest przekazanie ostatecznej decyzji odnośnie przyznawania pozwolenia na budowę władzom lokalnym na szczeblu hrabstwa. Inwestorom nie będzie więc przysługiwało, jak ma to miejsce obecnie, prawo do odwołania się od decyzji samorządu do centralnego inspektoratu.

Departament ds. wspólnot i samorządu lokalnego wyjaśnił później, że odwołanie będzie co prawda możliwe, ale samo jego rozpatrzenie będzie uwarunkowane poparciem ze strony lokalnej ludności.

Branża i eksperci przeciwko nagłym zmianom

Choć przedstawiciele rządu konsekwentnie zapewniają, że za decyzją stoi przede wszystkim chęć obniżenia kosztów energii dla konsumentów, to przedstawiciele branży i eksperci nie są już tego tacy pewni.

Zdaniem organizacji branżowej RenewableUK, decyzja rządu nie tylko postawi pod dużą presją inwestorów zainteresowanych energetyką wiatrową ale również podważy zaufanie do brytyjskiego rynku ze strony całego sektora infrastrukturalnego. „Oznacza ona, że rząd jest gotów wyciągnąć dywan spod stóp inwestorów w sytuacji, gdy nasza gospodarka pilnie potrzebuje dekarbonizacji sektora energetycznego po najniższym możliwym koszcie, który zapewniają właśnie lądowe farmy wiatrowe. Bezpośrednim skutkiem tej decyzji będzie wzrost rachunków za energię dla odbiorców końcowych” – przestrzegła prezes organizacji Maria McCaffery.

Jej zdaniem dalsze koszty, rzędu nawet 3 mld funtów, mogą pojawić się w przypadku niewypełnienia przez Wielką Brytanię wiążących zobowiązań w zakresie redukcji emisji.

Mniej emocjonalnie ale również krytycznie do decyzji rządu podchodzą niezależni eksperci. Na potencjalne koszty zwraca uwagę David Byrne, dyrektor w firmie PwC zajmujący się finansowaniem sektora OZE. „Branża nie kryje swojego niezadowolenia po tym, jak miliardy funtów zostały w ostatnich latach zainwestowane w lądową energetykę wiatrową na bazie obecnego reżimu prawnego. Bez wsparcia rządowego ogromna większość nowych projektów nie będzie opłacalna z finansowego punktu widzenia” – komentuje. Zwraca jednak uwagę, że pomimo iż lądowe farmy wiatrowe pozostają najtańszą technologią odnawialną to wciąż koszt wytwarzania energii jest w nich wyższy o ponad 50 proc. niż obecna rynkowa cena energii.

Najwięcej stracą oczywiście mniejsi, niezależni inwestorzy, którzy nie dysponując środkami na zamrożenie projektów na kilka lat zmuszeni będą do ich szybkiej wyprzedaży, zapewne ze stratą.

Jego zdaniem jednorazowa likwidacja subsydiów zamiast stopniowego ich ograniczania będzie skutkować poważnymi konsekwencjami dla branży. „Dla przykładu projekty, które zostaną zakwalifikowane do subsydiów w ramach mechanizmu pomostowego będą musiały liczyć się ze wzrostem kosztów w związku z faktem, że będzie ich zwyczajnie mniej. Osłabi się więc efekt skali” – uważa.

Kłopoty będzie przeżywał również cały szereg firm produkujących i świadczących usługi na rzecz sektora wiatrowego, który na długi czas może stracić potencjalnych zleceniodawców.

Z tymi sugestiami zgadza się Europejskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej (EWEA). „Tak gwałtowna likwidacja subsydiów dla sektora lądowych farm wiatrowych może jedynie negatywnie wpłynąć na inwestycje. Inwestorzy finansujący projekty wiatrowe to często te same podmioty, które pomagają budować drogi, domy, koleje czy inne elementy infrastruktury i sektora energetycznego” – mówi portalowi Wysokienapiecie.pl rzecznik prasowy organizacji Oliver Joy.

„Lądowa energetyka wiatrowa jest obecnie najbardziej konkurencyjnymi ekonomicznie źródłem energii odnawialnej. Patrząc jedynie na koszt wytwarzania energii jest ona tańsza niż gaz i energia atomowa i niemal porównywalna z węglem” – przypomina i dodaje, że brytyjski rząd chcąc zagwarantować wypełnienie zobowiązań klimatycznych musi zapewnić równe warunki konwencjonalnym i odnawianym źródłom energii.

Nie da się tego osiągnąć bez stabilnej polityki legislacyjnej, która da inwestorom pewność na lata. „Zbudowanie zaufania zajmuje lata a utracić je można w zaledwie chwilę” – podsumowuje Joy.

Czytaj także: Wsparcie się kończy, a OZE dalej drogie

Zielone technologie rozwijają:

Niby bomba nie spada dwa razy w tym samym miejscu, ale tam po prostu coś jest nie tak - mówi Piotr Obłój, zastępowy z drużyny ratowniczej ruchu Śląsk kopalni Wujek w KHW, który po dwóch miesiącach akcji wraz ze swoim zastępem odnalazł ostatnio ciała poszukiwanych górników.

W poniedziałek premier Kopacz spotka się z górnikami, a we wtorek Rada Ministrów na wyjazdowym posiedzeniu na Śląsku ma przyjąć program wsparcia przemysłu w tym regionie. To moment w którym rząd, przez lata mamiący górników wizją kolejnych stu lat rozwoju tej branży, powinien powiedzieć Śląskowi prawdę – czasy górnictwa się kończą i pokazać w jakich branżach Ślązacy znajdą nowe miejsca pracy.

W marcu wicepremier Piechociński zaproponował Algierii rozmowy nt. importu do Polski skroplonego gazu z Sahary. Odżyły też projekty budowy nowych gazociągów z tego kraju do Europy. Czy to realne pomysły?

Przyszły rząd, niezależnie od tego kto go utworzy, musi napisać i przyjąć politykę energetyczną Polski do 2050 r. i strategię dla górnictwa węgla kamiennego. Trzeba na nowo przemyśleć miejsce węgla w naszej gospodarce, bo jak szacują eksperci WISE, w 2050 r. z wydobyciem węgla będziemy się żegnać.