Menu
Patronat honorowy Patronage

Kluczowe dla przemysłu przepisy wyparowały z ustawy

Były określane jako pilne, ale kilka miesięcy później usunięto je z projektu nowelizacji Prawa energetycznego i ustawy o OZE. O przepisy umożliwiające budowę linii bezpośrednich od dawna apeluje przemysł energochłonny, który w rosnących cenach energii widzi zagrożenie dla swojej przyszłości.
Przemysł energochłonny potrzebuje taniej energii odnawialnej do dekarbonizacji. Fot. Depositphotos

Bezpośrednie linie energetyczne mogłyby połączyć odbiorców przemysłowych z wytwórcami energii elektrycznej z pominięciem sieci przesyłowych i dystrybucyjnych. W ten sposób przemysł energochłonny mógłby korzystać z taniej energii odnawialnej produkowanej w pobliżu fabryk. W polskich realiach jest to jednak energetyczne „mission impossible”.

Zgodnie z obecnym stanem prawnym przed wystąpieniem z wnioskiem o pozwolenie na budowę linii bezpośredniej koniecznie jest uzyskanie zgody Prezesa Urzędu Regulacji Energetyki.

Do takiego przypadku jednak jeszcze nie doszło, bo ścisłe interpretowanie przepisów powoduje, że taka zgoda mogłaby nastąpić tylko wtedy, gdy zaspokojenie potrzeb danego odbiorcy nie mogło nastąpić za pośrednictwem Krajowego Systemu Elektroenergetycznego (KSE).

Zatem w praktyce dana fabryka musiałaby pracować w układzie wyspowym, a taka energetyczna autarkia nie jest możliwa w przypadku przemysłu, który musi mieć pewność zasilania. Tej natomiast farmy wiatrowe czy fotowoltaiczne – jako źródła zależne od wiatru i słońca – nie są w stanie zapewnić. Dlatego dostęp do KSE jest niezbędny, a błędne koło w temacie linii bezpośrednich się zamyka.

Zobacz też: Zielona energia utknęła w sieci. Gospodarka będzie tracić

Nie ma nic za darmo

Nadzieję na rozwiązanie tego problemu przyniosły rozpoczęte w połowie 2021 r. przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska prace nad nowelizacją ustawy Prawo energetyczne oraz ustawy o odnawialnych źródłach energii (numer z wykazu UC 74).

Jednak od samego początku pojawiała się sporna kwestia w postaci oczekiwań ze strony państwa „solidarnościowych opłat”, którymi miałyby zostać obciążona energia przesyłana liniami bezpośrednimi. To z kolei w naturalny sposób obniża ekonomiczną atrakcyjność tego rozwiązania. Jednak zgodnie z tą logiką uniknięto by sytuacji, w której linie bezpośrednie obniżają partycypację w kosztach utrzymania KSE, którym i tak będą musieli zabezpieczać się użytkownicy linii bezpośrednich.

Takiej argumentacji nie podzielał przemysł, który wskazywał, że inwestując w linie bezpośrednie w praktyce w dużej mierze odciąży KSE. Zwłaszcza w realiach rosnącego zapotrzebowania na energię, gdyż dekarbonizacja oznacza powszechną elektryfikację gospodarki, a zwłaszcza przemysłu.

Tymczasem ograniczenia związane z możliwościami technicznymi samych sieci (trudności z przyłączeniami), czy też prawnymi (m.in. ustawa odległościowa blokująca energetykę wiatrową) odsuwają w czasie perspektywy szybkiego rozwoju OZE, których energochłonny przemysł potrzebuje do dekarbonizacji.

Slajd z prezentacji KGHM, przedstawionej pod koniec października 2021 r. w Sejmie. Fot. KGHM

Pod koniec stycznia 2022 r. Ireneusz Zyska, wiceminister klimatu i pełnomocnik rządu ds. OZE, w kontekście linii bezpośrednich mówił, że jest to „sprawa pilna”, bo może wpłynąć na obniżenie cen energii elektrycznej.

Zobacz więcej: Linie bezpośrednie coraz bliżej? Zyska: to sprawa pilna

Miesiąc później swoje stanowisko do nowelizacji zgłosił URE, który zaproponował, żeby odbiorcy przyłączeni do linii bezpośredniej byli obciążeni opłatami: kogeneracyjną, mocową i OZE oraz stałymi opłatami związanymi z funkcjonowaniem krajowego systemu elektroenergetycznego – w wysokości analogicznej do opłat, które ponoszą odbiorcy energii elektrycznej przyłączeni do sieci. To nie zwiastowało niczego dobrego…

Zobacz więcej: URE o opłatach za linie bezpośrednie

Rozwój apeluje do klimatu

Pod koniec czerwca ukazała się nowa wersja projektu nowelizacji. W konsultacjach publicznych wiele zgłoszonych uwag dotyczyło linii bezpośrednich i odnosiło się do potrzeby szybkiego i skutecznego wdrożenia tego rozwiązania do polskiego prawa.

Zgłosiły je m.in. Polska Izba Przemysłu Chemicznego, Hutnicza Izba Przemysłowo-Handlowa, Forum Odbiorców Energii Elektrycznej i Gazu, Krajowa Izba Gospodarcza Elektroniki i Telekomunikacji, Związek Przedsiębiorców i Pracodawców, Federacja Przedsiębiorców Polskich, Stowarzyszenie Energii Odnawialnej, Towarzystwo Obrotu Energią, Grupa Azoty, KGHM Polska Miedź oraz Tyski Klaster Energii.

Resort klimatu na wszystkie stanowiska odpisał tak samo: Uwaga nieaktualna. Propozycje przepisów dotyczących linii bezpośredniej zostały usunięte z przedmiotowego projektu ustawy.

Taki obrót wydarzeń wywołał zdziwienie w samym rządzie, a mianowicie w Ministerstwie Rozwoju i Technologii.

– MRiT podtrzymuje potrzebę wprowadzenia docelowych rozwiązań uwzględniających uwagi zgłoszone na wcześniejszym etapie konsultacji. Nieprowadzenie rozwiązań ułatwiających wykorzystanie linii bezpośredniej przez poszczególne sektory gospodarki, zwłaszcza przemysł energochłonny, może w istotny sposób być niekorzystne dla obniżenia kosztów produkcji dla ww. segmentu rynku, a nawet decydować o rentowności przedsiębiorstw krajowych – podkreślił resort.

Wiceminister rozwoju Olga Semeniuk w kontekście linii bezpośrednich i przemysłu energochłonnego wskazała również na potrzebę „ograniczenia wpływu rosnących cen energii na ten sektor, spowodowanych m.in. obecną sytuacją gospodarczą i geopolityczną (pandemia COVID, inwazja Federacji Rosyjskiej na Ukrainę, wysoka inflacja w krajach UE, wysoka cena uprawnień do emisji CO2), w tym zwłaszcza z koniecznością zastąpienia importu surowców energetycznych z Rosji”.

– MRiT zastrzega sobie możliwość wniesienia całościowej propozycji zapisów regulujących tą kwestię na etapie Stałego Komitetu Rady Ministrów – skwitowała Semeniuk.

W odpowiedzi MKiŚ zapewnił, że „trwają zintensyfikowane prace o charakterze legislacyjnym, których celem jest wypracowanie nowych przepisów w zakresie linii bezpośrednich, które będą uwzględniały część postulatów rynku przy jednoczesnym zapewnieniu gwarancji stałych i niezawodnych dostaw energii elektrycznej oraz równoprawnego traktowania odbiorców”.

Kiedy poznamy efekty tych „intensywnych prac”? Tego nie wiadomo.

Kompromis poszukiwany

Janusz Gajowiecki, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej, w rozmowie z portalem WysokieNapiecie.pl ocenił, że losy nowelizacji budzą zdziwienie również dlatego, że umożliwienia budowy linii bezpośrednich wymagają przepisy unijnej dyrektywy rynkowej.

– Są one rozwiązaniem mocno postulowanym przez przemysł energochłonny, a PSEW te starania wspierał analizami eksperckimi. Liczymy na to, że finalnie uda się znaleźć kompromisowe rozwiązanie, skutecznie wdrażające linie bezpośrednie do polskiego prawa. Wydaje się, że dotychczas wypracowanie takiego kompromisu nie było możliwe ze względu uzgodnienie opłat sieciowych, które mieliby ponosić właściciele linii bezpośrednich – stwierdził Gajowiecki.

Henryk Kaliś, przewodniczący Forum Odbiorców Energii Elektrycznej i Gazu, a także prezes Izby Energetyki Przemysłowej i Odbiorców Energii, podkreślił, że branża zadeklarowała spełnienie szeregu warunków. Takich, które nie tylko zabezpieczają interesy pozostałych użytkowników KSE, ale dodatkowo oferują na potrzeby KSE niezbędną dla zachowania jego bezpieczeństwa regulacyjność.

– Wszystko po to by uniknąć zarzutów o chęć przenoszenia na kogokolwiek kosztów utrzymania KSE. Chodzi m.in. o utrzymanie stałego poboru energii elektrycznej z KSE i poziomu mocy umownej na dotychczasowym poziomie. Do tego dochodzi również budowa źródeł OZE o tak dobranych mocach, by zakłady przemysłowe nie wprowadzały wyprodukowanej i dostarczonej linią bezpośrednią energii elektrycznej do sieci operatorów systemów dystrybucyjnych – wskazał Kaliś w rozmowie z naszym portalem.

Fot. Tomasz Elżbieciak

Dodał, że z uwagi na niskie czasy wykorzystania mocy znamionowych trzeba brać pod uwagę efektywność wykorzystania energii z OZE, która jest największa, gdy zużywa się ją bezpośrednio w miejscu lub w pobliżu miejsca wytworzenia.

– Wówczas można uniknąć strat energii w często wielostopniowej transformacji oraz przesyle i dystrybucji. Najbardziej efektywną formą wykorzystywania czystej, odnawialnej energii elektrycznej jest jej magazynowanie w wyrobach przemysłowych – powiedział Kaliś.

Jak zaznaczył, współpraca z przemysłową siecią elektroenergetyczną źródła energii, które zostało przyłączone linią bezpośrednią, fizycznie nie różni się niczym od autoprodukcji Jedyna różnica to faktura, która pojawia się w efekcie dostarczania energii linią bezpośrednią, niezbędna by dokonać rozliczeń pomiędzy odbiorcą a właścicielem instalacji OZE.

– Nie możemy zaakceptować stanowiska krajowego regulatora, który chce zrównać obciążenia kosztowe energii dostarczanej linią bezpośrednią z pobieraną z KSE, warunkując odstąpienie od tego wymogu jedynie w przypadku odłączenia instalacji odbiorcy od KSE – podkreślił Kaliś.

Centralnie sterowane bezpieczeństwo energetyczne

Michał Motylewski, radca prawny w warszawskim biurze Dentons, komentując temat stwierdził, że dotychczas nie pojawiła się żadna usystematyzowana koncepcja zrównoważenia kosztów korzystania z systemu poza rozciągnięciem opłat sieciowych na nowe wolumeny energii czy nowe kategorie podmiotów, które chcą korzystać z energii w bardziej rozproszony sposób.

– Oceniam krytycznie takie działania. Krótkoterminowo może da to jakiś pozorny efekt, że regulator o coś zadbał, ale długoterminowo nie wygeneruje to efektu w postaci nowych mocy w OZE. W dyskusjach z URE był podnoszony argument, odnoszący się do norm ogólnych Prawa energetycznego, że regulacje powinny być wprowadzane w sposób równoważący interesy przedsiębiorstw energetycznych oraz odbiorców energii – powiedział Motylewski w rozmowie z portalem WysokieNapiecie.pl.

– Stosowanie linii bezpośrednich sprawia, że wzrasta poziom wykorzystania energii w miejscu jej wytworzenia, co jest pozytywne dla KSE. Te korzyści również powinno się wycenić, rozważając w jakim stopniu dzielimy koszty rozwoju systemu pomiędzy użytkownikami: czy ma to być robione przez taryfy, czy indywidualne opłaty – dodał.

W przypadku linii bezpośrednich – jak wyjaśnił Motylewski – mogłoby to polegać na wycenie gwarancji zasilania z sieci. Odbiorca określałby poziom mocy gwarantujący mu ciągłość zasilania w przypadku awarii lokalnego źródła energii.

– Im wyższy poziom takiej mocy „na wszelki wypadek”, z której odbiorca nie korzysta na co dzień, tym drożej można go wycenić zapewniając utrzymanie niezbędnej sieci. Może to mieć postać proporcjonalnie rosnącej opłaty mocowej i droższej energii awaryjnej albo różnicowania stałych opłat sieciowych stosownie do stopnia wykorzystania mocy – powiedział.

– Trzeba wycenić dwie rzeczy i je zrównoważyć. Po pierwsze ustalić to, jaki jest próg bezpieczeństwa energetycznego, który każdy przedsiębiorca z rozproszonym źródłem wytwarzania chciałby uzyskiwać z systemu. Natomiast po drugie ustalić to, jaka jest korzyść związana odciążeniem systemu od nakładów związanych z rozwojem infrastruktury sieciowej – dodał.

Zdaniem Motylewskiego, w Polsce wciąż nie może zmienić się sposób myślenia, że bezpieczeństwo energetyczne można rozwijać inaczej niż tylko w scentralizowanym modelu.

– Jednocześnie nie powstało żadne opracowanie, które miarodajnie pokazałoby skalę zainteresowania liniami bezpośrednimi, a URE mogłoby takie badanie przeprowadzić. Może wówczas okazałoby się, że jest to obecnie kilkaset megawatów w skali całego kraju, co jeszcze bardziej kontrastowałoby z oporem wobec umożliwienia ich budowy – skonkludował prawnik.

Rok 2023 budzi strach

Henryk Kaliś, który na co dzień jest pełnomocnik zarządu ds. zarządzania energią elektryczną w Zakładach Górniczo-Hutniczych „Bolesław”, podkreślił, że najprawdopodobniej w 2023 r. większość energochłonnych zakładów przemysłowych, z uwagi na wzrost cen energii i paliw oraz spodziewaną recesję, będzie generować straty.

– Dotyczy to w szczególności producentów wyrobów, dla których koszt produkcji ustalają giełdy światowe oraz tych, które nie mogą przenosić rosnących kosztów na swoich klientów. Tak więc to światowe giełdy wskazują poziomy cen energii, które muszą być w Polsce administracyjnie utrzymane, by zachować zbywalność produkcji przemysłowej – ocenił Kaliś.

Coraz częściej polskie firmy są też pytane przez odbiorców swoich towarów o to, z jakich źródeł energii korzystają, i jaki jest ślad węglowy ich produktów. Możliwe, że już niebawem kryterium zbywalności produkcji przemysłowej będzie określony poziom wykorzystywania energii odnawialnej.

– Nie możemy więc czekać kilkanaście lat na pojawienie się w KSE elektrowni atomowych, których jeszcze nie zaczęto budować, czy elektrowni wiatrowych które powstaną w większej ilości na Bałtyku po 2030 r. Trzeba jak najszybciej uwolnić te zasoby, która są możliwe do wykorzystania już dzisiaj, czyli lądową energetykę wiatrową, która zapewni przemysłowi tanią energię produkowaną w autoprodukcji, lub dostarczaną z wykorzystaniem linii bezpośrednich – wskazał Kaliś.

Dlatego przemysł deklarując przyłączanie źródeł OZE do własnych sieci elektroenergetycznych – w autoprodukcji lub w formule linii bezpośredniej – oczekuje uwzględnienia ich potencjału w transformacji energetycznej i możliwości korzystania z przeznaczanych na ten cel środków finansowych.

– Jeśli polski rząd znajdzie inny sposób, aby dostarczyć energochłonnym branżom przemysłu tanią energię odnawialną z KSE, to wprowadzanie linii bezpośrednich nie będzie konieczne. Problem w tym, że takich pomysłów nie ma. Niskoemisyjna transformacja energetyki systemowej na wymaganą skalę może nastąpi pod koniec kolejnej dekady, a tymczasem już dziś perspektywy firm energochłonnych w 2023 r. rysują się w czarnych kolorach – podkreślił Kaliś.

– Jeśli Ministerstwo Klimatu i Środowiska będzie kontynuować prace nad rozwiązaniami dotyczącymi linii bezpośrednich, to będziemy dalej przekonywać resort klimatu do naszych racji. Nie mamy innego wyjścia, bo energetyka systemowa taniej i czystej energii w krótkim czasie nam nie zapewni – zapowiedział.

Entuzjazm daleki od realiów

Jednocześnie Kaliś wyraził zdziwienie falą entuzjazmu, wywołaną przyjętym na początku lipca projektem nowelizacji ustawy odległościowej, gdyż sama liberalizacja zasady 10H nie uchyla innych trudności, związanych z czasochłonnymi procedurami środowiskowymi i administracyjnymi. Oznacza to, że procedury związane ze zmianami miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego nadal będą zajmować inwestorom 2-3 lata.

Tymczasem w ogłoszonych przez Komisję Europejską w maju szczegółach planu REPowerEU wskazano, że na mniej cennych środowiskowo terenach procedury uzyskiwania pozwoleń na budowę źródeł OZE, powinny zostać skrócone do jednego roku.

Zobacz więcej: Unia potrzebuje 300 mld euro na energetyczną batalię z Rosją

– Jeśli jednak przyjmiemy, że nowelizacja ustawy odległościowej przynosi jakiś postęp, a w stosunku do dotychczasowych regulacji mimo wszystko tak jest, to od razu natrafiamy na kolejną barierę, którą stanowią możliwości przyłączenia farm wiatrowych do KSE – zaznaczył Kaliś.

Fot. ClientEarth

Również Janusz Gajowiecki przyznał, że krótkoterminowo bez udrożnienia procesu wydawania warunków przyłączeniowych do sieci branży wiatrowej bardzo trudno będzie skorzystać z efektów nowelizacji. Już teraz trudno jest uzyskać warunki przyłączenia, nie mówiąc o kilku gigawatach, które mogą potencjalnie trafić na rynek w nadchodzących latach. Natomiast długoterminowo potrzebny jest szeroki program inwestycji w modernizację i rozbudowę sieci dystrybucyjnych.

Zobacz więcej: Wiatraki uwolnione od 10H ruszą z kopyta? Nic bardziej mylnego

Dlatego PSEW koncentruje się obecnie na innych rozwiązaniach sieciowych, które w krótkim czasie mogą przełożyć się na zwiększenie mocy przyłączeniowej dla nowych źródeł OZE. Chodzi głównie cable pooling, czyli współdzielenie infrastruktury energetycznej pomiędzy różne źródła wytwarzania energii, np. farmę wiatrową i fotowoltaiczną.

– Liczymy, że takie rozwiązania mogłyby się jeszcze pojawić w toku trwających prac nad projektem Prawa energetycznego i ustawy o OZE (UC 74). Temat cable poolingu wydaje się nie budzić kontrowersji pomiędzy uczestnikami rynku, a także był w ostatnich miesiącach szeroko analizowany pod względem technicznym – ocenił Gajowiecki.

– Do tego zależy nam również na zmianie modeli matematycznych, z których korzystają operatorzy sieci dystrybucyjnych przy rozpatrywaniu wniosków o wydanie warunków przyłączenia. Ponadto zwiększenia transparentności wymaga sam proces rozpatrywania wniosków – dodał.

Kolejny problem już tuż-tuż

W opinii Gajowieckiego znaczenie farm wiatrowych dla KSE będzie rosło w kolejnych latach z uwagi na postępującą elektryfikację gospodarki. Energetyka wiatrowa pracuje jesienią i zimą znacznie dłużej od fotowoltaiki, co będzie mieć znaczenie m.in. z uwagi na rosnącą popularność pomp ciepła, które są wykorzystywane przede wszystkim w sezonie grzewczym.

W tym kontekście coraz większe znaczenie będzie miało bilansowanie OZE innymi źródłami. PSEW popiera m.in. plany dotyczące wykorzystania w celu bloków węglowych klasy 200 MW, które zgodnie z efektami programu badawczego NCBR mogłyby zostać przystosowane do bardziej elastycznej pracy.

– W sytuacji, gdy ceny i dostępność gazu dla energetyki zmieniły się diametralnie, to właśnie bloki 200 MW wydają się być kluczowym rozwiązaniem dla umożliwienia bilansowania rosnącej mocy w OZE w tej dekadzie. Inaczej w kolejnych latach kolejną barierą dla rozwoju energetyki odnawialnej stanie się brak możliwości bilansowania jej źródłami konwencjonalnymi – podsumował Gajowiecki.

Niestety w przypadku „Bloków 200+” temat utknął w miejscu, a decyzyjny bezwład jest tłumaczony głównie tym, że wpierw musi powstać Narodowa Agencja Bezpieczeństwa Energetycznego, która – według założeń rządu – ma skonsolidować węglowe aktywa państwowej energetyki.

Mimo optymizmu Ministerstwa Aktywów Państwowych i podległych mu spółek, wciąż trudno przesądzać realność i termin spełnienia tej wizji. Stąd negatywny scenariusz, opisywany przez nas ponad trzy miesiące temu w tekście pt. Program „Bloki 200+”. Sukces, który zostanie sierotą?, pozostaje realną opcją.

Utrzymanie starych elektrowni węglowych na chodzie miało zmniejszać ryzyko deficytu mocy w systemie po 2025 r. Oby tylko ryzyko tego deficytu nie obniżył upadek przemysłu energochłonnego…

Partnerzy portalu

Z informacji WysokieNapiecie.pl wynika, że rząd naciska na porty, aby w pierwszej kolejności rozładowywały węgiel. Jednak nawet to może już nie wystarczyć. Zwłaszcza, że część rządowych działań na rynku węgla przynosi odwrotne skutki od zamierzonych. Policzyliśmy ile węgla i dla których odbiorców może zabraknąć nawet w dość pozytywnym scenariuszu.

Partnerzy portalu

Tydzień Energetyka: Państwowe gwarancje sfinansują zakupy gazu w PGNiG, UE próbuje oszczędzać gaz i prąd; Ukraina planuje dwukrotnie zwiększyć eksport energii elektrycznej

Partnerzy portalu

Duńska agencja energetyczna Energistyrelsen wydała Energinetowi i Gaz-Systemowi pozwolenia na eksploatację części Baltic Pipe, leżących na duńskich wodach. Wcześniej Duńczycy położyli brakującą część rury przy wyjściu gazociągu na Bałtyk.

Partnerzy portalu

Partnerzy portalu

Partnerzy portalu