Górnicze związki ostro protestują. Na bocznicy

Górnicze związki ostro protestują. Na bocznicy

Działacze górniczych związków z Polskiej Grupy Górniczej zablokowali tory kolejowe, w elektrowniach brakuje węgla, w PGG może zabraknąć pieniędzy na... rachunek za prąd

Akcja kolejnego odcinka serialu " W węglowym kręgu" tym razem przeniosła się na bocznicę. Zgodnie z zapowiedziami związków zawodowych we wtorek 4 stycznia węgiel nie wyjechał z kopalń Polskiej Grupy Górniczej. Kilkudziesięciu działaczy związkowych po raz kolejny zablokowało tory na bocznicach kolejowych. PGG na wszelki wypadek powiadomiło policję, ale ta nie interweniowała. Właściciel sieci kolejowej w Polsce - spółka Polskie Linie Kolejowe- poinformował nas, że "protest górniczy nie obejmuje terenu będącego w zarządzie PKP Polskich Linii Kolejowych S.A.

Dlaczego? Związkowcy blokują bocznice należące do kopalń, a nie do PLK. -  W przypadku obsługi bocznic jest bieżąca współpraca PLK z przedstawicielami ich zarządców w zakresie uruchamiania bądź podstawiania składów. Obecnie obsługa bocznic nie ma wpływu na prowadzenie ruchu kolejowego i kursowanie pociągów na sieci zarządzanej przez PKP Polskie Linie Kolejowe S.A.  - odpisały nam PLK.

Od górnika z "Piasta" usłyszeliśmy, że podczas poprzedniego protestu, w grudniu, związkowcy zablokowali niewłaściwą bocznicę. Nie tę, która wyjeżdżają pociągi z węglem, ale tę od pociągów z odsianym kamieniem. Fotografia ze strony śląsko-dąbrowskiej "Solidarności".

Blokada bocznicy bez dwóch zdań jest nielegalna. Komentarza śląskiej policji w tej sprawie nie doczekaliśmy się, nie odpowiedziało nam też PKP Cargo.

Górnicze związki domagają się podwyżek pensji– średnia pensja w PGG wynosi dziś 7800 zł brutto, związkowcy walczą o 8200 zł. Chcą też aby firma wypłaciła im wynagrodzenia za pracę w weekendy – obecnie pracodawca daje po prostu dzień wolny.

Dotychczasowe negocjacje zakończyły się fiaskiem – podpisano protokół rozbieżności. Kolejna runda rozmów z udziałem mediatora ma się odbyć 10 stycznia.

Rekompensaty za pracę w weekendy będą kosztować Polską Grupę Górniczą 70 mln zł, podwyżka do 8200 brutto dwa razy tyle.  Zarząd podtrzymuje, że spółki na nie stać, a dodatkowo utrudnią negocjacje z Komisją Europejską. W styczniu ma zostać wysłany wniosek do Komisji Europejskiej w sprawie dopłat do wydobycia.

Elektrownie ciągle bez węgla

Protest ma potrwać do 6 stycznia, dziennie wyjeżdża z PGG 90 tys. ton węgla, na razie nie jest to akcja, która spowoduje perturbacje w pracy elektrowni. Ale związkowcy liczą, że uda im się wystraszyć polityków przerwami w dostawach energii. Dlatego protesty organizują nie na kopalniach, ale na torach, bo to dziś najbardziej newralgiczny odcinek, od którego zależy bezpieczeństwo dostaw energii.

W wielu elektrowniach i elektrociepłowniach w Polsce od jesieni brakuje węgla, co widać już nie tylko po liczbie zgłoszonych do Urzędu Regulacji Energetyki zawiadomień o niedotrzymywaniu ustawowych rezerw, ale już także w wyłączeniach lub ograniczeniach produkcji w całkowicie sprawnych blokach największych krajowych elektrowni. W grudniu 2021 roku i na początku 2022 roku niedostępnych było średnio 15 GW mocy, podczas gdy w latach 2016-2019 w tym okresie nie pracowało zaledwie 5 GW.

Całkowite wyłączenia lub obniżenia dostępnej mocy dotykają już niemal wszystkich spośród 11 bloków elektrowni Kozienice, czy większości bloków elektrowni Opole i Rybnik.

Na problem zwróciły uwagę także Polskie Sieci Elektroenergetyczne. „Obecnie w wielu elektrowniach zapasy węgla kamiennego są poniżej zapasów minimalnych wymaganych przez prawo, co stwarza ryzyka dla ciągłości dostaw energii elektrycznej. Wszelkie zakłócenia dostaw węgla mogą przeszkodzić w odbudowie zapasów paliwa niezbędnego do stabilnej pracy kilku krajowych elektrowni” – poinformował operator systemu przesyłowego w komunikacie przesłanym portalowi WysokieNapiecie.pl.

Operator uspokaja, że na razie, dzięki dodatnim temperaturom i wietrznej pogodzie, sytuacja jest lepsza niż pod koniec zeszłego roku. „PSE od pewnego czasu sygnalizują napiętą sytuację bilansową, w szczególności ryzyka w zakresie dotrzymania wymaganych poziomów rezerwy mocy w systemie. W listopadzie i grudniu wielokrotnie notowano bardzo niskie nadwyżki rezerw ponad wymagane poziomy, co przekładało się na konieczność pracy wszystkich dostępnych krajowych bloków energetycznych.

W pierwszym tygodniu stycznia pogoda sprzyja bilansowaniu systemu elektroenergetycznego o tyle, że dodatnie temperatury powietrza zmniejszają zapotrzebowanie, a wiatr sprawia, że notujemy wysoki poziom generacji wiatrowej. W ciągu najbliższych dni nie powinny więc wystąpić problemy bilansowe” – napisała spółka.

„Większe trudności ze zbilansowaniem mogą wystąpić w przypadku wystąpienia dłuższych okresów niskich temperatur. Dlatego też elektrownie krajowe powinny jak najszybciej odbudowywać zapasy węgla kamiennego, tak aby zapewnić pełne i nieprzerwane możliwości produkcji energii elektrycznej przez resztę zimy” – przestrzega jednak operator.

Tłumu chętnych do protestów nie widać, na torach stoi po kilku związkowców. Związkowcy zapowiadają, że nie cofną się przed strajkiem. Trudno powiedzieć ilu górników za nimi pójdzie. – Nikt nie chce zatrzymania pracy kopalń, to byłoby samobójstwo, bo nie byłoby do czego wracać – opowiada nam górnik z kopalni „Piast”. Rok temu ok. 200 górników protestowało pod ziemią, ale pracy kopalń związkowcy także nie zatrzymali. – Związkowcy siedzieli po prostu gdzieś w kącie na dole. Mam nadzieję, że tym razem skończy się tak samo - mówi nasz rozmówca.

Wykon niski, ale muszą być podwyżki

Czy podwyżki się górnikom się należą? Od stycznia do września 2021 r. całe państwowe górnictwo węgla kamiennego wyfedrowało 2,2 mld zł strat, z czego lwia część przypada na PGG. Wydajność pracy jest przerażająco niska i ciągle spada. Przeciętny polski górnik w państwowych kopalniach wydobył w tym czasie 549 ton węgla, w 2019 było to 739 ton.

W 2018 r. w podziemnych kopalniach w USA pracowało  32 tys. ludzi, ale wydobyto w nich  346 mln ton węgla. W Polsce ( I – IX 2021 ) 72 tys. górników wyfedrowało 40 mln ton.

Czy niska wydajność to wina górników? Odpowiedź nie jest prosta. – Nam nawet nie mówi się jaki jest plan techniczno-ekonomiczny, stale tylko tłumaczą, że „wykon” za niski i plan leży – opowiada górnik z „Piasta”.

Inna sprawa, że płace są zupełnie niepowiązane z wydajnością pracy – górnicy nie mają więc motywacji aby ów „wykon” zwiększyć, bo pensja i tak jest taka sama. Próby powiązania pensji z wydajnością skończyły się fiaskiem – zarząd przygotował projekt, związki się nie zgodziły, a politycy nie zgodzili na radykalnie rozwiązanie czyli wypowiedzenie układu zbiorowego i wprowadzenie nowego systemu decyzją pracodawcy.

Nasi rozmówcy sądzą, że górnicy podwyżki dostaną, tyle, że mniejsze. Związkowcy, którym szeregowi górnicy coraz mniej ufają, będą się mogli pochwalić, że coś jednak załatwili.

Energetyka nie ma węgla, PGG nie ma na prąd

Tymczasem w cieniu związkowego teatru na torach dzieją się znacznie ciekawsze i ważniejsze rzeczy. PGG negocjuje umorzenie liczącego 2 mld zł długu. Wierzycielami jest konsorcjum banków (m.in. PKO BP, Santander i BGK) oraz Węglokoks. W przedstawionym Komisji Europejskiej planie restrukturyzacji przewiduje się, że  prawie połowa (47 proc.) tego długu zostanie umorzona.

Ale banki wcale się do tego nie kwapią, rozmowy się przeciągają. Przypomnijmy, że zgodnie z uchwaloną w grudniu ustawą umorzona ma zostać „kowidowa”  pożyczka Polskiego Funduszu Rozwoju dla PGG (1,7 mld zł) oraz 800 mln składek na ZUS.

A PGG stoi przed znacznie poważniejszym problemem niż potencjalne podwyżki dla górników. Według naszych informacji spółka będzie musiała zapłacić za prąd w tym roku ok. 1,5 mld zł. To o miliard więcej niż w 2021 i nie bardzo wiadomo skąd te pieniądze wziąć.

PGG jest jednym z większych odbiorców prądu w kraju, zużywa 1,5 TWh czyli blisko 1 proc. krajowej konsumpcji energii elektrycznej. Na ten rok nie udało się jej zakontraktować prądu. Organizowała przetargi, ale nikt się nie zgłaszał. Spółki energetyczne domagały się gwarancji bankowych. Sytuacja jest kuriozalna, bo PGG będzie musiała cały potrzebny jej prąd kupić na rynku spotowym, gdzie teraz ceny oscylują wokół 700 zł za MWh. W zeszłym roku to było 200-300 zł.

Dlaczego energetycy byli tacy bezwzględni? Od jednego z nich usłyszeliśmy, że PGG płaciła im po pięciu miesiącach, w dodatku bali się, że nie zapłaci w ogóle i dług trzeba będzie umorzyć.

Od jednego z naszych rozmówców usłyszeliśmy, że PGG będzie mogła zapłacić za prąd 1,5 mld zł, o ile węgiel będzie kosztować… 20 zł za gigadżul. To tyle, ile trzeba dziś płacić za węgiel z importu, PGG sprzedaje swój węgiel po 12 zł za GJ, bo tyle wynegocjowała z energetyką w 2017 r. Wówczas zarządowi węglowej spółki wydawało się, że stała wysoka (wówczas) cena jest lepsza dla górnictwa niż formuła rynkowa uzależniona od cen światowych.

Jedyna nadzieja górniczej spółki to spadek cen energii na spocie w połowie roku.

Za pointę niech posłuży jedna z  „Bajeczek Babci Pimpusiowej” Andrzeja Waligórskiego.

Zrobił wilk elektrownię, lecz by prąd uzyskać

Spalał w niej cały węgiel z kopalni od liska.

Kopalnia z elektrowni cały prąd zżerała,

Stąd brak światła i węgla. Ale system działa!

Nieżyjący już satyryk opisywał czasy PRL i nie spodziewał się zapewne, że w kapitalizmie ten „system”, choć z pewnymi zmianami,  będzie znowu działał. Być może zacytowałby inną swoją bajeczkę, o zdrowym kotku. Ale tej niech Czytelnicy poszukają sobie sami.

Zobacz także...

Komentarze

Patronat honorowy

Partnerzy portalu

PGE PSE