Ostatnia węglowa inwestycja polskiej energetyki przeprasza się z gazem

Ostatnia węglowa inwestycja polskiej energetyki przeprasza się z gazem

Budowa bloku 100 MW w Puławach - ostatnia duża inwestycja w polskiej energetyce węglowej - wkrótce będzie zbliżać się do półmetka realizacji. Jednak już teraz inwestor, czyli Grupa Azoty, daje do zrozumienia, że preferowana przez wiele lat opcja wykorzystania tam gazu jako paliwa była bardziej racjonalna.

Na historię podobną do Elektrowni Ostrołęka C, gdzie trwa wyburzanie obiektów niedoszłego bloku węglowego, w tym przypadku się nie zanosi.

Niemniej scenariusz wykorzystania błękitnego paliwa w Puławach jest jak najbardziej możliwy, ale nie nastąpi to - jak w Ostrołęce - za sprawą wstrzymania inwestycji i rozpoczęcia nowej po rozbiórce zbędnych obiektów. Byłby to model bardziej ewolucyjny. Najpierw przyjrzyjmy się jednak historii puławskiego projektu.

Energetyczne Azoty

Budowa oficjalnie ruszyła pod koniec września 2019 r., gdy podpisano warty 1,16 mld zł netto kontrakt z generalnym wykonawcą, czyli konsorcjum spółek Polimex Mostostal, Polimex Energetyka oraz SBB Energy.

Na finiszu niepublicznego przetargu pokonało ono dwóch rywali - konsorcjum firm Rafako i PeBeKa oraz spółkę PowerChina Nuclear Engineering Company.

Podpisując umowę konsorcjum Polimeksu zadeklarowało realizację w ciągu trzech lat siłowni, która obok 100 MW mocy elektrycznej będzie też posiadała 300 MW mocy termicznej. Pozwoli to zaopatrzyć w parę technologiczną chemiczny kompleks po 2022 r., gdy zgodnie z unijnymi wymogami będą musiały zostać wygaszone najstarsze kotły węglowe w zakładowej elektrociepłowni.

Historia bloku w Puławach sięga jednak znacznie wcześniej. Jest to bez wątpienia jedna z najdłużej planowanych inwestycji we współczesnej polskiej energetyce. Zapewne w żadnym innym przypadku nie dochodziło również do tak licznych zmian koncepcji, które następowały wraz z kolejnymi partnerami przedsięwzięcia oraz czynnikami politycznymi.

Początki sięgają 2008 r., gdy projekt, któremu nadano nazwę „Elektrownia Puławy”, Zakłady Azotowe Puławy miały realizować wspólnie ze spółką Vattenfall Poland. Nie przesądzano wówczas, jakie paliwo ma ją zasilać, choć bardziej skłaniano się w stronę węgla kamiennego. Niedługo po ustaleniu, że przedsięwzięcie będzie obejmować budowę ponad 1400 MW mocy, szwedzki koncern zmienił jednak strategię i zdecydował o wycofaniu się z Polski.

W połowie 2011 r. udziały Vattenfalla przejęło PGE, co rok później doprowadziło do ogłoszenia przetargu na blok gazowo-parowy o mocy 800-900 MW.

Przedłużające się postępowanie anulowano pod koniec 2014 r., a jako powód wskazano brak długoterminowego wsparcia dla kogeneracji, czyli jednoczesnej produkcji energii elektrycznej i cieplnej. Jednocześnie PGE wycofało się z projektu, który od tego czasu wzięły na siebie Azoty Puławy.

W 2015 r. uzyskały one decyzję środowiskową dla bloku gazowo-parowego mocy 400 MW oraz porozumiały się z PGNiG w sprawie dostaw błękitnego paliwa. W 2016 r., czyli gdy koalicja PO-PSL ustąpiła miejsca Zjednoczonej Prawicy, prace nad przygotowaniem inwestycji były kontynuowane, choć coraz częściej pojawiały się sygnały dotyczące zmiany koncepcji na blok węglowy.

Zdążono też pozyskać deklarację finansowania gazowej jednostki przez EBOiR, BGK i ING, a także zaprosić do negocjacji dostawców turbin. W październiku 2016 r. wstępne, a kilka miesięcy później cenowe propozycje złożyły Siemens oraz General Electric.

Po tym wszystkim w marcu 2017 r. następuje unieważnienie przetargu na blok gazowo-parowy i ogłoszenie planów budowy elektrociepłowni węglowej. Przetarg blok o mocy 100 MW rusza w styczniu 2018 r., a 10 miesięcy później następuje otwarcie ofert. W kwietniu 2019 r. wybór pada na ofertę konsorcjum Polimeksu i pod koniec września zostaje zwieńczony zawarciem kontraktu.

Kilka tygodni później wmurowano kamień węgielny i wydano polecenie rozpoczęcia prac, które zgodnie z umową powinny doprowadzić do szczęśliwego oddania bloku do użytku w październiku 2022 r.

Mimo wszystko węgiel 

Od momentu zmiany planowanego paliwa z gazowego na węglowe pojawiały się jednak głosy powątpiewania co do perspektyw ekonomicznych przedsięwzięcia. Pisaliśmy o tym również w portalu WysokieNapiecie.pl - już w maju 2017 r. - w artykule o wymownym tytule "Czy własny prąd z węgla będzie czarnym scenariuszem Azotów?".

Przy zaostrzającej się polityce klimatycznej UE wzrost cen uprawnień do emisji CO2 zawsze był wskazywany jako pewnik, choć niewiadomą było to, ja szybko wzrost ten będzie postępował. W tej sytuacji gaz, jako mniej emisyjny od węgla, nie jest tak ryzykownym wyborem dla inwestycji w energetyce jak „czarne złoto”.

Tymczasem niedługo po ogłoszeniu przetargu na budowę bloku notowania uprawnień do emisji CO2 po pierwszy od wielu lat przebiły poziom 10 euro za tonę, a w ciągu kolejnych kilku miesięcy przekroczyły pułap 20 euro.

Wojciech Wardacki - ówczesny prezes Grupy Azoty - pytany przez dziennikarzy, czy rosnące koszty emisji CO2 mogą uczynić projekt w Puławach nieopłacalnym, stwierdził, że zostały one wkalkulowane w model biznesowy, a ryzykiem był wcześniej rozważany blok opalany gazem.

Nie wiadomo jednak, czy w tym modelu Azoty zakładały wówczas, że już na długo przed zakończeniem budowy elektrociepłowni uprawnienia będą kosztować ponad 50 euro za tonę. Takich wzrostów w tak krótkiej perspektywie nie zakładał bowiem chyba nikt.

Azoty dalej konsekwentnie dążyły do realizacji węglowej inwestycji, bo czas na dostosowanie puławskiej energetyki do nowych norm UE jest ograniczony. Wielokrotne zmiany koncepcji w tym nie pomogły.

Ważnym argumentem za parciem do budowy jednostki węglowej miało być też „wykorzystanie synergii” w postaci dostaw paliwa z niedalekiej kopalni Bogdanka (grupa Enea), co ma przysłużyć się gospodarce regionu. W tym przypadku można przynajmniej przyznać, że dostawcą węgla będzie najbardziej efektywna kopalnia w Polsce, która pod tym względem daleko w tyle pozostawia kopalnie węgla energetycznego ze Śląska i Małopolski.

Kopalnia Bogdanka, która ma dostarczać węgiel do nowego bloku energetycznego w Puławach. Fot mat. pras.

 

Obawy mocno akcentowała też część związkowców: Międzyzakładowy Związek Zawodowy Pracowników ZAP, Kadra-Azoty, Jedność-Puławy oraz Związek Zawodowy Inżynierów i Techników. Na stronach tego ostatniego można wciąż zapoznać się z krytycznym, a jednocześnie bardzo merytorycznym listem do zarządu Puław, który wystosowano na początku września 2019 r.

Apelowano w nim o ponowne rozważenie tematu paliwa gazowego dla nowego bloku i wskazywano ryzyka związane z wyborem węgla, zwłaszcza wzrost cen uprawnień do emisji CO2. "Realizacja tej inwestycji odbędzie się z ogromną szkodą dla kondycji finansowej firmy, zdrowia pracowników, mieszkańców Puław oraz środowiska naturalnego" - pisali związkowcy. Apele te pozostały bez skutku, bo kilka tygodni później zawarto kontrakt na budowę elektrociepłowni.

Za budową bloku węglowego mocno lobbowała m.in. zakładowa Solidarność oraz Związek Zawodowy Pracowników Ruchu Ciągłego, które dziękowały za wkład w doprowadzenie do jego budowy Prawu i Sprawiedliwości - zwłaszcza posłance Gabrieli Masłowskiej i europosłance Elżbiecie Kruk. Natomiast sygnatariuszom wyżej przytoczonego listu zarzucały sympatie do rosyjskiego gazu.

Pomijając fakt, że od dziesięcioleci przy pomocy rosyjskiego paliwa Azoty produkują nawozy, warto przypomnieć, że niewiele później - w listopadzie 2019 r. - PGNiG ogłosił, że nie przedłuży kontraktu jamalskiego z Gazpromem i wygaśnie on z końcem 2022 r. Do tego czasu gaz od Rosjan ma zostać zastąpiony m.in. dzięki dostawom z budowanego obecnie z gazociągu Baltic Pipe. Ponadto Zjednoczona Prawica od początku swoich rządów zapowiadała, że będzie dążyć do zaprzestania zakupów gazu z kierunku wschodniego. Zatem, gdy w Puławach będzie dobiegać budowa węglowej elektrociepłowni, to Polska powinna się już powoli żegnać z rosyjskim gazem.

Ostatecznie zarówno umowny termin, jak i budżet przedsięwzięcia w Puławach nie są zbieżne z pierwotnymi planami. Ogłaszając przetarg zakładano, że budżet zadania wyniesie 800-900 mln zł, a prace zakończą się do końca 2021 r. Finalnie łączny budżet inwestycji, wraz kontraktem generalnego wykonawcy, ma wynieść równe 1,2 mld zł, a prace - jeśli zakończą się zgodnie z planem - potrwają o trzy kwartały dłużej.

Wrzesień 2019 roku. Radość generalnego wykonawcy z podpisania kontaktu na budowę węglowego bloku w Puławach wydaje się być bardziej uzasadniona niż inwestora... Fot. mat. pras.

 

Perspektywy związane z inwestycją już wyceniają giełdowi analitycy i nie są to optymistyczne prognozy.

- Pod koniec lutego 2021 r. wartość projektu w Puławach szacowaliśmy na ten rok na -155 mln zł, czyli -8,1 zł na akcję Grupy Azoty Puławy. Wówczas ceny uprawnień do emisji CO2 wynosiły ponad 30 euro za tonę, a obecnie jest to już przeszło 50 euro. Dlatego obawy, co do przyszłej opłacalności eksploatacji bloku węglowego stają się coraz większe. Nie jest to pozytywny projekt zarówno dla akcjonariuszy Puław, jak i całej Grupy Azoty - podkreślił Krystian Brymora z Domu Maklerskiego BDM w rozmowie z portalem WysokieNapiecie.pl.

- Kluczowe dla rentowności przedsięwzięcia w Puławach są ceny CO2. Pewnie istnieją możliwości przeprojektowania inwestycji na spalanie gazu. Dotychczas władze Grupy Azoty przekonywały jednak, że nie było innego wyjścia niż postawienie na węgiel, aby zapewnić dostawy pary technologicznej dla budowanych i modernizowanych instalacji - granulacji mechanicznej i kwasu azotowego. Gaz wykluczano z uwagi na dostępność paliwa, w tym rezygnację z dostaw gazociągiem jamalskim. Ponadto wymagałoby to dodatkowych inwestycji ze strony Gaz-Systemu, związanych ze zwiększeniem zdolności przesyłowych do Puław - tłumaczy analityk.

Trzeba też pamiętać o tym, że Azoty są głównym dostawcą ciepła do miejskiej sieci ciepłowniczej w Puławach. Już w minionym roku miejscowy OPEC informował o ok. 15 proc. podwyżce taryfy ciepła pochodzącego z chemicznego kompleksu. Z naszych informacji wynika, że w należącej do miasta spółce obawiają się kolejnych podwyżek - zwłaszcza, że już ta poprzednia była uzasadniona cenami CO2. Te natomiast w ciągu ostatniego roku podrożały dwukrotnie. Dlatego perspektywy związane nową, węglową elektrociepłownią Azotów nie budzą w ciepłowniczej spółce nadziei na zahamowanie wzrostu cen.

Budowa zgodnie z planem

Jak wynika z ostatniego raportu okresowego Grupy Azoty Puławy za pierwszy kwartał 2021 r., nakłady finansowe (kontrakt generalnego wykonawcy obejmuje zaliczki) na energetyczną inwestycję przekroczyły już półmetek. Portal WysokieNapiecie.pl zapytał chemiczną spółkę o więcej aktualnych informacji związanych z budową bloku.

W odpowiedzi wiceprezes Jacek Janiszek wskazał, że zaawansowanie rzeczowe prac wynosi 35 proc. i obecnie Azoty Puławy nie widzą zagrożenia dla dotrzymania terminu ich ukończenia w październiku 2022 r.

Janiszek dodał, że pomimo zgłaszanych przez generalnego wykonawcę zakażeń koronawirusem wśród pracowników, projektantów i poddostawców nie przełożyło się to na istotne przesunięcia terminów. Ponadto nie pojawiły się dotychczas roszczenia dotyczące potencjalnego wzrostu kosztów robót w związku z rosnącymi od kilku miesięcy cenami materiałów.

Zapytaliśmy też wiceprezesa, czy Puławy analizują opłacalność inwestycji w kontekście mocno rosnących cen uprawnień do emisji CO2.

- Blok energetyczny spełni wszystkie wymagania środowiskowe stawiane przez Konkluzje BAT (ang. best available techniques; najlepsze dostępne technologie - red.) dla nowych źródeł i będzie w pełni zgodny z Dyrektywą Europejską. Blok najnowszej generacji zastąpi dwa wyeksploatowane kotły zakładowej elektrociepłowni, pochodzące z lat 60., wytwarzające obecnie najwięcej zanieczyszczeń. Sprawność obiegu ogólnego w EC Puławy vs. bloki energetyki zawodowej to 65 proc. do 48 proc. - odpowiedział Janiszek.

- Warto przypomnieć, że podstawowym celem budowy nowego bloku energetycznego jest zapewnienie dostaw ciepła pokrywającego potrzeby przemysłowe Grupy Azoty Puławy w zakresie pary technologicznej, a także energii elektrycznej wytwarzanej w instalacji spełniającej najnowsze wymagania środowiskowe. Praca bloku z niezbędną produkcją ciepła zapewnia pozytywny wynik - dodał.

Jak dodać gazu do węgla?

W tym momencie dochodzimy do kluczowej kwestii, którą otwarcie zakomunikował na początku maja tego roku Witold Szczypiński, wiceprezes Grupy Azoty, czyli spółki-matki Puław.

W rozmowie z agencją ISBnews stwierdził wówczas, że w przyszłości blok w Puławach mógłby działać w „układzie dwupaliwowym, w miksie węgla z gazem ziemnym”, ale „zastrzegł jednocześnie, że nie ma jeszcze gotowego projektu modernizacji bloku w Puławach, ale w tym kierunku spółka chciałaby zmierzać”.

Budowa oficjalnie ruszyła pod koniec września 2019 r., gdy podpisano warty 1,16 mld zł netto kontrakt z generalnym wykonawcą, czyli konsorcjum spółek Polimex Mostostal, Polimex Energetyka oraz SBB Energy. Fot. mat. pras.

 

Zapytaliśmy więc wiceprezesa Janiszka, czy temat ten jest już analizowany w Puławach i jakich perspektyw jego realizacji można się spodziewać.

- Bez nakładów i ingerencji w funkcjonalności po stronie układu działającego na węglu możemy spalać mix węgiel-gaz z 25 proc. udziałem tego drugiego. Niemniej jednak analizujemy dodatkowo „układ dwupaliwowy”, gdzie warunki projektowe/design przyjmujemy dla pracy na węglu - praca na gazie jest dla projektowania obiegu trybem off-design - czytamy w jego odpowiedzi.

Spełnienia prośby o rozwinięcie tej dosyć hermetycznej pojęciowo wypowiedzi do momentu publikacji artykułu się nie doczekaliśmy, ale po więcej informacji udaliśmy się do źródeł rynkowych, mających wiedzę o inwestycji w Puławach.

Jak się okazuje, budowany kocioł w puławskiej elektrociepłowni (dostarcza go Fabryka Kotłów Sefako) oprócz palników do spalania miału węglowego będzie posiadał też zasilane gazem palniki do rozpalania kotła. To właśnie one, przy szerszej eksploatacji, mogą zapewnić ten 25-procentowy udział gazu w miksie paliwowym nowego bloku.

Zatem w sygnalizowanej przez władze Azotów opcji „dwupaliwowej” kocioł mógłby najpewniej zostać wyposażony w dodatkowe palniki gazowe, dzięki którym gaz stałby się niemal równoprawnym zamiennikiem węgla, czyli podstawowego - według pierwotnego projektu - surowca dla puławskiej elektrociepłowni.

Problem w tym, że prace budowlano-montażowe są już mocno zaawansowane - również w przypadku kotłowni. Dlatego takie modyfikacje kotła najlepiej byłoby przeprowadzić już w trakcie trwających prac.

W innym wypadku, gdyby te zmiany miały zostać wykonane w dalszej przyszłości, będą one wymagały odstawienia bloku z eksploatacji na dłuższy czas, aby zmodernizować kocioł podczas postoju elektrociepłowni. Ten natomiast zawsze może być problematyczny dla działania samych zakładów chemicznych, które potrzebują stabilnych dostaw pary technologicznej.

Łączny budżet inwestycji w blok węglowy, wraz kontraktem generalnego wykonawcy, ma wynieść równe 1,2 mld zł. Fot. mat. pras.

 

Z informacji portalu WysokieNapiecie.pl wynika, że mimo sondowania i analizowania przez Azoty rozwoju opcji „dwupaliwowej” w Puławach nie zanosi się na to, aby inwestycja miała zostać zmodyfikowana na tym etapie. Czasu jest już na to niewiele, a termin ukończenia budowy jest napięty.

Do tego analizy wymaga zapewne to, czy Puławy - już będące jednym z największych odbiorców gazu w Polsce - mogłyby liczyć również na zagwarantowanie odpowiednich dostaw błękitnego paliwa na potrzeby elektrociepłowni. Kluczowe wydaje się więc, aby obecną inwestycji dowieźć do szczęśliwego finału i zdążyć przed planowaniem wyłączeniem starych kotłów.

Nasi rozmówcy wskazywali też, że być może pewnym rozwiązaniem dla Puław byłaby w przyszłości budowa gazowej kotłowni szczytowo-rezerwowej, która jednocześnie uzupełniałaby nowy blok, a także mogła stanowić rezerwę na czas jego awarii czy przestojów - również w czasie modernizacji kotła o kolejne palniki gazowe.

Czy to można było przewidzieć?

Trudno przewidywać, jaki scenariusz ostatecznie wybiorą władze Azotów. Patrząc jednak na liczącą kilkanaście lat historię przedsięwzięcia w Puławach można dojść do wniosku, że postawienie na węgiel nie było zbyt roztropne. Podobnie uważają eksperci, których poprosiliśmy o komentarz.

Zdaniem Izabeli Zygmunt, starszej analityczki think-tanku WiseEuropa, jesienią 2019 r., kiedy uroczystością z udziałem przedstawicieli rządu rozpoczęła się budowa węglowego bloku, należało się już liczyć z tym, że taka inwestycja w wysokoemisyjne paliwo kopalne może wkrótce okazać się problematyczna.

Październik 2019 roku. Wmurowanie aktu erekcyjnego pod blok węglowy w Puławach. Od lewej Maciej Korniluk (wiceprezes Polimeksu Mostostalu), Artur Soboń (ówczesny wiceminister rozwoju, obecnie wiceminister aktywów państwowych) oraz byli już prezesi Grupy Azoty (Wojciech Wardacki) i Puław (Krzysztof Bednarz). Fot. mat. pras.

 

- Unia Europejska wprawdzie dopiero przygotowywała się do publikacji nowej strategii rozwoju ukierunkowanej na osiągnięcie neutralności klimatycznej, ale był już widoczny kierunek, w jakim zmierza debata. Były znane międzynarodowe zobowiązania UE wynikające z Porozumienia Paryskiego, a w świetle szeroko wówczas komentowanych doniesień naukowych było jasne, że dla nowych inwestycji na węgiel nie ma miejsca w żadnych scenariuszach dochodzenia do celów, które Unia właśnie wtedy sobie wyznaczała - przypomniała Izabela Zygmunt.

- To, że zdecydowano się budować blok na węgiel, świadczy o braku przewidywania i ignorowaniu znanych i dobrze widocznych trendów. W okresie dynamicznej transformacji energetycznej, w jakim się obecnie znajdujemy, tego rodzaju zaniedbanie, tzn. pomijanie w decyzjach inwestycyjnych szybko zmieniającego się kontekstu technologicznego, prawnego czy gospodarczego, jest bardzo ryzykowne - dodała.

Podobnego zdania jest Paweł Czyżak, ekonomista w Fundacji Instrat, odpowiedzialny za energetykę i klimat.

- Jednostki przemysłowe rządzą się nieco innymi prawami ekonomicznymi niż elektrownie czy elektrociepłownie zawodowe, jednak Grupa Azoty będzie musiała liczyć z rosnącymi kosztami utrzymania bloku oraz jego wyłączeniem przed datą eksploatacji, czyli teoretycznie w 2046 r. Pod znakiem zapytania stoją też dostawy paliwa, nie wiadomo bowiem, do którego roku działać będzie kopalnia Bogdanka - stwierdził Czyżak.

- Pikanterii sytuacji dodaje fakt, że Grupa Azoty sama zadeklarowała dążenie do neutralności klimatycznej w 2050 r. - raptem cztery lata po planowanej dacie wyłączenia bloku węglowego. To oznacza, że kolejna giełdowa spółka z udziałem Skarbu Państwa podejmuje wątpliwe decyzje inwestycyjne, a konsekwencje tego poniosą akcjonariusze - dodał.

Jak podkreślił ekonomista, dyskusja o nowym bloku jest niestety silnie polityczna, a przy wyborze paliwa padały argumenty o wyższości „lubelskiego węgla nad rosyjskim gazem”.

- Czy projekt poprzedzony był solidniejszymi kalkulacjami niż w przypadku Ostrołęki C? Czy na pewno przeanalizowano wszystkie scenariusze i uwzględniono rosnące wymagania polityki klimatycznej UE? Czy nie lepszym rozwiązaniem był blok gazowy, który w przyszłości mógłby także spalać biogaz czy wodór? Miejmy nadzieję, że zarząd Grupy Azoty ma odpowiedzi na te pytania, bo akcjonariusze będą je zadawać coraz częściej - podsumował Paweł Czyżak.

Zobacz także...

Koniec epopei Nord Stream 2

Leszek Kadej

Mimo piętrzących się trudności Moskwie i Berlinowi uda się wkrótce doprowadzić do zakończenia budowy bałtyckiego gazociągu. Jakie będą skutki pojawienia się nowej drogi dost...

Komentarze

Patronat honorowy

Partnerzy portalu

PGE PSE