Europę czeka zmierzch energetyki konwencjonalnej? Marzec, Pilch i Skowroński w odpowiedzi Grzegorzowi Górskiemu

Europę czeka zmierzch energetyki konwencjonalnej? Marzec, Pilch i Skowroński w odpowiedzi Grzegorzowi Górskiemu

Koniec wielkich elektrowni i triumf fotowoltaiki? Nie tak szybko i raczej nie w Polsce.

 GDF Suez jako pierwsza wielka firma w Europie zdecydował się spisać na straty elektrownie konwencjonalne i magazyny gazu w Europie, w sumie warte 15 mld euro. Ten los spotkał nawet jeszcze nie oddane do użytku elektrownie węglowe w Rotterdamie i Wilhelmshaven. O przyczynach tego kroku opowiadał nam wiceprezes GDF Suez Energy Europe Grzegorz Górski w artykule GDF Suez gasi światło w Europie.

Górski twierdził m.in

- energetyka konwencjonalna jaką znamy w UE  jest w fazie schyłkowej

- inwestycje w nią są nieopłacalne, a wysiłki państw żeby je stymulować skazane na niepowodzenie

- w ciągi najbliższych 10 lat większość energii w UE będzie wytwarzana przez ogniwa fotowoltaiczne zintegrowane z materiałami budowlanymi. Z takich materiałów będą budowane domy, bloki, fabryki

- właściciele takich domów - elektrowni będą odłączać się od sieci energetycznych, aby nie ponosić kosztów ich utrzymania. Aby zapewnić sobie bezpieczeństwo dostaw będą instalować w piwnicach generatory Diesla.

- energetyka konwencjonalna zostanie wyłącznie źródłem prądu dla wielkiego przemysłu.

- budowane i planowane  w Polsce duże elektrownie węglowe ( Opole, Kozienice) nigdy nie zapewnią zwrotu z kapitału.

O wizję Górskiego zapytaliśmy trzech menedżerów z doświadczeniem w polskich i zagranicznych firmach.

 

Paweł Skowroński, wykładowca Politechniki Warszawskiej, były wiceprezes polskiej spółki Vattenfalla i były wiceprezes Polskiej Grupy Energetycznej, obecnie prezes firmy SAG Elbud Gdańsk zajmującej się budową sieci energetycznych

Jest faktem, że obecny model rynku energii elektrycznej nie możliwia inwestowania w żadne źródła – ani konwencjonalne ani odnawialne.
Nie zgadzam się natomiast ze stwierdzeniem, że nowe bloki węglowe w Polsce m.in. w Kozienicach i Opolu będą nieopłacalne.
Przy naszej strukturze wytwarzania one będą miały pozytywne wskaźniki rentowności, pod warunkiem, że ceny uprawnień do emisji CO2 będą kosztowały powyżej 20 euro. Dziś mamy niskie ceny CO2 i stąd pomysły dotyczące rynku mocy ( czyli dodatkowych dopłat do elektrowni finansowanych przez odbiorców końcowych).  I zgadzam się z Grzegorzem Górskim, że dyskutowany u nas model rynku mocy nic nie da.

Jednak sytuację w Polsce mamy taką, że moce konwencjonalne muszą powstać, czy nam się to podoba, czy nie. One za 30 lat być może zostaną wyłączone i zastąpione nowymi technologiami, o których jeszcze nie myślimy. Ale przez najbliższe 30 lat będą potrzebne i jakiś mechanizm wsparcia dla nich trzeba wprowadzić.
Nie mam natomiast żadnych obaw, że nowe bloki będą miały ujemne przepływy finansowe.

Zgadzam się też, że przyszłość energetyki to są nowe technologie. Być może również fotowoltaika. Ogniwa  fotowoltaiczne będą tanieć, ale nie mydlmy sobie oczu że dzięki temu Europa będzie zarabiać. Co się stało w Niemczech? Tam pracowano ładnych kilkanaście lat nad tą technologią, a teraz 80 proc. dostaw przychodzi z Chin.

Grzegorz Górski twierdzi też, że skarb państwa nie powinien zmuszać mniejszościowych akcjonariuszy do finansowania niepewnych inwestycji.
Ale w dokumencie „Polityka energetyczna Państwa” z 2009 r. jest explicite zapisane, że kontrola właścicielska skarbu państwa jest sposobem na realizację tej polityki i inwestorzy musieli o tym wiedzieć.
To nie znaczy, że skarb państwa może zmusić PGE czy inne spółki do tego, żeby dopłacało do nowych elektrowni, bo firmy też nie mają z czego dopłacać.
Musi zostać stworzony mechanizm wsparcia dokładnie tych nowych elektrowni i żadnych innych, po to żeby koszt energii elektrycznej nie wzrastał.

Mam trochę inną perspektywę niż Grzegorz Górski, który dowodzi firmą prywatną. Taka firma może powiedzieć  „kiepsko mi się tu zarabia” i będzie miała rację. Elektrownie to nie jest dziś biznes, który daje 15 proc. zwrotu i nie daje gwarancji, że w ogóle będzie jakiś zwrot z inwestycji – tu pełna zgoda.
Ale to nie znaczy, że nie powinniśmy szukać mechanizmów, które umożliwią nam inwestowanie.

I wreszcie ostatnia kwestia – energetyka rozproszona. Oczywiście ona prędzej czy później będzie. Jeśli jej dzisiaj nie ma, to dlatego, że jest niekonkurencyjna. Ale to nie jest perspektywa 5 czy 10 lat, ale co najmniej 20. Dziś nie ma technologii, która podtrzymywałaby pracę systemu energetycznego kiedy wiatr nie wieje i słońce nie świeci.

Dariusz Marzec, wiceprezes ds. strategii Polskiej Grupy Energetycznej, wcześniej szef zespołu energetycznego w firmie doradczej KPMG

Rozchwianie rynku spowodowane niekontrolowanym wpływem do systemu dotowanej energii ze źródeł odnawialnych powoduje, że na Zachodzie Europy  brak jest biznesowego uzasadnienia do inwestowania w energetykę konwencjonalną. Ale dopóki te aktywa (konwencjonalne) są i pracują, to nikt się tym tak bardzo nie przejmuje. Jeżeli jednak, tej „podstawy systemu” zabraknie, to energetyka wiatrowa ze swoją „nieregularnością” działania nie wystarczy do zapewnienia stabilnych dostaw energii dla europejskiej gospodarki. Zasady działania rynku energii, w obecnej formie, choć dają komfort inwestującym w energetykę odnawialną, nie są w stanie zapewnić bezpieczeństwa energetycznego Europy.

Czy fotowoltaika w ciągu najbliższych 10 lat jest w stanie zastąpić energetykę odnawialną? Jestem sceptyczny odnośnie do możliwości rozwoju fotowoltaiki w północnej Europie bez kosztownego systemu wsparcia. Wydajność tej technologii jest wciąż relatywnie niska a nakładają się na to jeszcze ograniczenia w intesywności nasłonecznienia w naszym regionie.

Oczywiście energetyka prosumencka będzie się rozwijać, ale trzeba pamiętać, że właściciel przydomowego wiatraka musi mieć pewność, że jeśli wiatrak się zepsuje, to on w dalszym ciągu będzie miał prąd. Musi więc być podłączony do sieci i muszą istnieć źródła, które mu tę energię zapewnią.

Jeden z zachodnich instytutów obliczył, że jeśli propozycje Komisji Europejskiej dotyczące 2030 r. wejdą w życie, to do segmentu energetyki odnawialnej będziemy w Europie rocznie dopłacać ok. 70 mld euro. Energię elektryczną w UE mamy już dwa razy droższą niż w USA, a gaz naturalny trzy razy droższy. Jak długo europejska gospodarka to wytrzyma w obliczu globalnej konkurencji ?

Przed kryzysem finansowym mieliśmy to szczęście, że polski sektor bankowy nie wdrożył dużej części „kreatywnych” instrumentów finansowych stosowanych przez zachodnie instytucje finansowe, dzięki czemu uniknął poważnych tarapatów. I to samo dotyczy energetyki. Zachodnie grupy energetyczne notują gigantyczne spadki wartości i pogorszenie wyników finansowych idące w miliardy euro. Te straty, to również redukcje tysięcy miejsc pracy - problemy dla sektora, których my na razie uniknęliśmy i mam nadzieję unikniemy, bo uważnie obserwujemy rezultaty tej sytuacji na zachodzie Europy.

Moim zdaniem, w Niemczech liczba zwolenników Energiewende w kołach przemysłowych będzie malała, w miarę jak przemysł będzie w coraz większym stopniu obciążany kosztami polityki klimatycznej, z których to kosztów jest dziś jest zwolniony.
Ostatni rok był pierwszym w powojennej historii gospodarki niemieckiej, w którym niemieckie przedsiębiorstwa więcej zainwestowały za granicą niż we własnym kraju. To również daje dużo do myślenia….

Bogdan Pilch, były wiceprezes GDF Suez Polska, były prezes PGE Energetyka Odnawialna

Grzegorz Górski przewiduje rewolucję w energetyce. Ja myślę, że to będzie bardziej ewolucja. Z większością tez się zgadzam, ale nie sądzę, że energetyka konwencjonalna zniknie w tak szybkim tempie i zostanie wyparta przez fotowoltaikę. Pamiętam jak optymistycznie podchodziliśmy kilka lat temu do magazynowania energii i do CCS

(składowania dwutlenku CO2 pod ziemią), zaangażowano znaczne środki, a rezultaty są jakie są…

Udział źródeł odnawialnych będzie rósł, ale one potrzebują wsparcia. Jak wieje i świeci to jest super, ale co zrobić chociażby ze szczytami wieczornymi? Niemcy są liderem energetyki odnawialnej, ale mimo to ponad 50 proc. wytwarzają z węgla. Gdy wyłączą elektrownie atomowe, to same źródła odnawialne sprawy nie załatwią.
GDF Suez twardo porobił potężne odpisy na nierentowne elektrownie, inne firmy na Zachodzie próbują te straty jakoś ukryć.  Ale w sensie fizycznym te obiekty wciąż funkcjonują i mogą pracować.

Jedno jest bezsporne – polityka energetyczna UE kompletnie się nie sprawdziła. Dotowanie odnawialnych źródeł energii spowodowało rozchwianie rynku – ceny hurtowe spadły, ale ceny dla odbiorców końcowych rosną.
Wszystkie państwa chcą teraz ograniczać dotacje do energetyki odnawialnej, widać, że jest to ślepa uliczka.

Wreszcie nie możemy na system energetyczny patrzeć tylko przez pryzmat produkcji. Trzeba pamiętać także o sieciach. Jeśli postawimy tylko na prosumentów, to nie zapominajmy, że oni nie partycypują w kosztach rozwoju sieci. Sieci z kolei zapewniają bezpieczeństwo energetyczne.

Najzdrowsza byłaby sytuacja gdyby nic nie było subsydiowane. Ale subsydia przybierają różne formy, choćby w Polsce - subsydiowanie węgla było, jest i zapewne pozostanie.

Nowe elektrownie w Polsce są budowane trochę na zasadzie „jakoś to będzie” bo ekonomiczne przesłanki są niepewne. Ale przy wzrastającym zapotrzebowaniu na energię i niestabilnej produkcji z wiatru i fotowoltaiki  coś musi powstać.

Moim zdaniem kluczem jest gaz łupkowy, niekoniecznie wydobywany w Europie, ale importowany z  USA i innych krajów. Jeśli odniesie długoterminowy sukces, to może być stabilnym źródłem energii, najlepszym dla wspierania źródeł odnawialnych.

Czytaj także:

GDF Suez gasi światło w Europie

Zobacz także...

Komentarze

Patronat honorowy

Partnerzy portalu

PSE