Menu
Patronat honorowy Patronage

Polska transformacja energetyczna – czas zakończyć spacer po linie

Po ponad piętnastu latach udziału w unijnej polityce klimatycznej, krajowy sektor jest dziś nadal w początkowej fazie transformacji. Coraz bardziej bolesny jest poszerzający się do granic możliwości szpagat sektora, który opiera się równolegle na nodze „zielonej” i „czarnej” - pisze Maciej Burny, wieloletni menedżer w PGE i PKEE.

 W ubiegłym roku obchodziliśmy 15-lecie członkostwa Polski w Unii Europejskiej i przy okazji udziału krajowego sektora elektroenergetycznego w realizacji celów unijnej polityki klimatycznej. Podsumowując ten okres jedni powiedzą, że sektor nie zrobił nic w kierunku transformacji energetycznej, inni że zrobił bardzo wiele. Prawda jak zwykle leży gdzieś pośrodku.

Zarobić na okresie przejściowym

Pierwsze lata realizacji celów unijnych w zakresie ochrony klimatu przebiegały  pod znakiem pilotażowej fazy unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji (lata 2005-2008). Głównym instrumentem redukcji emisji CO2 był Krajowy Plan Rozdziału Uprawnień (tzw. KPRU), który w tym okresie w efekcie nagradzał firmy energetyczne objęte systemem nadwyżkami pozwoleń. A więc firmy zamiast redukowac emisje, zarabiały na handlu pozwoleniami, które przewyższały ich potrzeby na pokrycie emisji. Nadwyżki pozwoleń były zresztą w tym czasie udziałem innych sektorów gospodarki objętych EU ETS.

Niewiele zmieniło się w drugim okresie funkcjonowania EU ETS (lata 2008-2012), gdzie znaczną większość pozwoleń firmy energetyczne nadal otrzymywały za darmo. O istotnej transformacji nie mogło być mowy, zwłaszcza, że odnawialne źródła energii nadal były dużo droższe od energii konwencjonalnej.

Impuls do początku dywersyfikacji miksu energetycznego i rozwoju źródeł niskoemisyjnych dał pierwszy unijny Pakiet Klimatyczny, który w 2009 r. wprowadził m.in. obowiązkowy udział OZE w bilansie energii finalnej do 2020 r. – dla Polski cel ten wynosi 15 proc.

Pakiet wprowadził także istotne zmiany w systemie handlu pozwoleniami i od 2013 r. nastąpiło odejście od KPRU i wprowadzenie przydzielania pozwoleń dla energetyki w formie aukcji.

Polska energetyka otrzymała jednak możliwość częściowych zwolnień z aukcji poprzez system derogacji w oparciu o notyfikowany Brukseli Krajowy Plan Inwestycyjny. Derogacja została jednak w dużej mierze zaprzepaszczona jako szansa na sfinansowanie transformacji miksu energetycznego w kierunku źródeł niskoemisyjnych i posłużyła bardziej jako element ulgi operacyjnej dla energetyki węglowej.

Noga zielona zawsze krótsza niż czarna

W efekcie, po ponad 15 latach realizacji unijnej polityki klimatycznej, krajowy sektor jest dziś nadal w początkowej fazie transformacji, choć trzeba pamiętać, że udział OZE w produkcji energii w ostatniej dekadzie zwiększył się konkretnie bo ok. czterokrotnie.

Coraz bardziej odczuwalny jest poszerzający się do granic możliwości  szpagat sektora, który opiera się równolegle na nodze „zielonej” i „czarnej”. Z jednej strony rośnie presja regulacyjna na rozwój OZE z uwagi na przyjmowane kolejno zaostrzenia polityki klimatycznej UE (nowe cele redukcji emisji na 2030, Nowy Zielony Ład – w tym wzmocnione cele OZE i efektywności energetycznej) i spadające koszty technologii odnawialnych, z drugiej strony pomimo wprowadzania kolejnych działań ochronnych jesteśmy coraz bliżej zapaści energetyki konwencjonalnej.

Czytaj także: Leasing fotowoltaiki – panele PV same się spłacą

Efektem  zielono-czarnego szpagatu jest obserwowany od lat spacer po linie – krajowa energetyka rozwija OZE,  ale tylko do poziomu, który nie będzie uznany jako zagrażający przyszłości źródeł konwencjonalnych opartych na węglu. A zatem następuje istotny rozwój elektrowni wiatrowych na lądzie jako najtańszej technologii OZE, natomiast nadal pozostają w mocy legislacyjne ograniczenia jej rozwoju poprzez tzw. ustawę „odległościową”.

Coraz intensywniej realizowane są także nowe projekty farm wiatrowych na morzu, z dużym zaangażowaniem zarówno krajowych czempionów jak i zachodnich koncernów energetycznych, ale też ostrożnie żeby przy okazji nie zachwiać nogi „czarnej”.

Tymczasem pilnie rośnie potrzeba  przygotowania racjonalnego planu stopniowego odejścia od stałych paliw kopalnych w krajowej energetyce. Wystarczy wspomnieć, że Polska pozostaje obecnie jedynym dużym krajem UE bez przyjętej strategii odejścia od węgla w miksie energetycznym.

Bruksela stawia barierę

Krajowa energetyka stawia coraz wyraźniej na zieloną transformację ale jednocześnie inwestuje właśnie miliardy złotych w przedłużanie cyklu życia wyeksploatowanej energetyki węglowej poprzez kolejne modernizacje do konkluzji BAT, które wejdą w życie w przyszłym roku w formule rozszerzonej o normy dla nowych zanieczyszczeń, w tym m.in. dla rtęci. Ale na tym nie koniec bo czeka nas kolejne zaostrzenie tych norm pod koniec bieżącej dekady, o którym na razie niektórzy wolą nie myśleć.

Wprowadzono także wsparcie operacyjne źródeł konwencjonalnych w postaci rynku mocy, aby zapewnić bezpieczeństwo dostaw i nie zwiększać strat już nierentownych bloków węglowych, dla których spadająca cena rynkowa energii elektrycznej nie jest wystarczająca nawet do pokrycia kosztów operacyjnych.

I wszystko może by się ułożyło gdyby nie ta Bruksela, która niedawno ograniczyła korzystanie przez stare bloki węglowe z koła ratunkowego w postaci rynku mocy poprzez wprowadzenie od 2025 r. wymogu emisyjności jednostkowej nie do osiągnięcia przez jednostki oparte na czarnym paliwie.

Czytaj także: Rząd szykuje kolejny magazyn węgla za 130 milionów zł

Energetyka węglowa jest w poważnych opałach, zwłaszcza w dobie rosnącego udziału OZE o zerowych kosztach zmiennych, czy konieczności rosnącego importu z państw ościennych o niższych cenach energii w wyniku przyjęcia tzw. pakietu zimowego.  Skończyła się też na dobre era taniego CO2.

Już obecnie cena pozwolenia na emisję opiewa na ok. 30 EUR/t –  i to w środku pandemii koronawirusa, przy widocznym spowolnieniu gospodarczym i niższym zapotrzebowaniu na uprawnienia. Dostępne analizy wskazują, że będzie tylko drożej i nawet jeśli nadejdzie kryzys gospodarczy, to odpowiednio nastąpi regulacyjne zdjęcie nadpodaży z rynku poprzez kolejne interwencje – przede wszystkim poprzez propozycje przyjęcia celu 55% redukcji emisji CO2 do 2030, w porównaniu do obecnych 40% względem 1990 r.

Nie ustoimy w szpagacie

Coraz szerszy szpagat powoduje rosnącą presję na zarządy spółek energetycznych, aby wydzielić ze swoich bilansów nierentowne aktywa węglowe, które nie tylko obniżają wartość giełdową spółek, ale także będą w przyszłości utrudniać finansowanie inwestycji niskoemisyjnych. A to z uwagi m.in. na nadchodzące przepisy unijnego rozporządzenia ws. taksonomii, które nałoży na spółki obowiązek informowania rynku (tzw. disclosure), jaki jest udział technologii zrównoważonych środowiskowo w ich obrotach.

Im będzie on mniejszy, tym trudniej będzie pozyskać korzystne finansowanie nawet dla projektów „zielonych” – a więc możliwy jest efekt błędnego koła i spółki o wysokim udziale paliw kopalnych nie będą w stanie się „zazielenić”.

Jakby tego było mało, mamy jeszcze możliwą i już zapowiadaną przez Komisję Europejską rewizję dyrektywy podatkowej i koncepcje zwiększenia akcyzy na paliwa kopalne oraz opodatkowania zarówno węgla jak i energii elektrycznej produkowanej z tego surowca.

Możliwości „ustania” w postępującym szpagatu się szybko wyczerpują i czas postawić pilnie na model przyspieszonej transformacji energetycznej w kierunku OZE oraz gazu ziemnego jako paliwa niezbędnego w okresie przejściowym do zbilansowania systemu opartego w przyszłości na źródłach niestabilnych (wiatr, słońce). Warto również rozstrzygnąć już ponad dziesięcioletnią debatę, czy Polskę stać na realizację programu rozwoju energetyki jądrowej, która w naturalny sposób mogłaby stanowić niskoemisyjne, sterowalne źródło energii zastępujące węgiel brunatny.

Czytaj także: Czy potrzebujemy elektrowni jądrowej?

Należy jednocześnie odejść od mrzonek o nadchodzącym zwrocie w polityce klimatycznej UE i zakończyć debatę o nowych blokach i kopalniach węglowych, a przekierować działania na opracowanie systemowego planu transformacji energetycznej rozpisanego na kolejne dekady, przy maksymalnym wykorzystaniu niemałych środków unijnych na ten cel, a także zacząć trudne rozmowy ze stroną społeczną nt. nieuniknionych procesów modernizacyjnych i możliwych do wdrożenia wehikułów odciążających spółki energetyczne od nierentownych aktywów węglowych.

Polski nie stać na prąd z węgla

Podobny proces jest nieunikniony w segmencie wydobycia węgla, jako że są to naczynia połączone. Niestety, wydaje się, że obecnie idziemy w kierunku odwrotnym. Plany dotowania nierentownych kopalń węglowych przez kolejne 30 lat nie są realne do wdrożenia w dobie regulacji Nowego Zielonego Ładu i transformacji energetycznej jako koła zamachowego unijnej gospodarki w kolejnych dekadach.

Byłoby to także poważnym obciążeniem dla polskiej gospodarki, która już cechuje się najwyższymi cenami hurtowymi energii elektrycznej w Europie – Polski nie stać na prąd z węgla przy cenie uprawnień pow. 30 EUR/tonę i wyżej. Bruksela jest gotowa do konstruktywnej dyskusji nt. wsparcia Polski w transformacji, ale nikt nie lubi być stawiany przed faktami dokonanymi.

Warto zaproponować instytucjom UE poważny i kompleksowy plan odejścia od węgla w następnych dekadach – jako pakiet rozwiązań zarówno w wydobyciu jak i w wytwarzaniu energii – zapewniający wystarczalnośc mocy ale też wpisujący się w czasie w realia ekonomiczne oraz w cele polityki klimatycznej.

Równolegle należy dążyć do maksymalizacji mechanizmów kompensacyjnych w ramach toczących się negocjacji nowego Europejskiego Prawa Klimatycznego – istotnie zwiększyć dostępne środki z Funduszu Modernizacyjnego, wykorzystać rosnące przychody z aukcji uprawnień na finansowanie megainwestycji oraz energetyki prosumenckiej, zabiegać o zwiększenie tzw. puli solidarnościowej (większej puli uprawnień do sprzedaży) dla państw biedniejszych.

Czytaj także: Nowy rząd przyśpieszy transformację energetyki

Istotne będzie zapewnienie zwiększenia Funduszu Sprawiedliwej Transformacji w celu tworzenia nowych zielonych miejsc pracy i inwestycji w regionach najbardziej zależnych dziś od przemysłu węglowego.

Wreszcie kluczowa będzie realizacja zeszłorocznych postanowień administracji rządowej o stworzeniu Funduszu Celowego dedykowanego stricte modernizacji sektora elektroenergetycznego, tak aby w jak najmniejszym stopniu obciążać kosztami transformacji odbiorców energochłonnych i gospodarstwa domowe.

Scenariusz podwójnie czarny

Stanięcie sektora  mocno na zielonych nogach w dłuższej perspektywie zwiększy bezpieczeństwo dostaw oraz niezależność  energetyczną kraju oraz wzmocni konkurencyjność krajowej energetyki, a w efekcie całej gospodarki, poprzez niższe ceny energii, czy rozwój zielonych miejsc pracy.

Alternatywa będzie o wiele bardziej kosztowna, gdyż widać obecnie rosnący boom na OZE w Polsce jako kraju o wysokim – nadal w dużej mierze niewykorzystanym – potencjale zwłaszcza w zakresie energetyki wiatrowej na morzu, czy fotowoltaiki. Zatem w czarnym scenariuszu możemy mieć do czynienia z trendem podwójnie negatywnym:  1) transferu zagranicznych technologii niskoemisyjnych do Polski, 2) przy jednoczesnym czerpaniu zysków z rozwoju OZE głównie przez koncerny zagraniczne, które nie tracą czasu i szybko rozwijają swoje projekty, osobno lub razem z koncernami krajowymi przejmując udziały w bardziej zaawansowanych projektach.

Utrata nowego segmentu technologii odnawialnych na rzecz kapitału zagranicznego w efekcie pogłębi dystans polskiej gospodarki do zachodniej czołówki i utrudni firmom krajowym utrzymanie konkurencyjności na integrującym się rynku unijnym. Czasu na odważne decyzje niestety jest coraz mniej.

Czytaj także: Rynek bilansujący przejdzie zmianę. OZE na tym zyskają czy stracą?

Maciej Burny – absolwent stosunków międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego i Uniwersytetu Berkeley w USA. W latach 2005 -2010 pracował w Ministerstwie Gospodarki, gdzie odpowiadał za politykę klimatyczno-energetyczną UE. W okresie 2010-2020 pełnił kierownicze funkcje w obszarze regulacji UE i spraw międzynarodowych w PGE. 

Był sekretarzem i członkiem Rady Zarządzającej Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej w latach 2012-2018. Obecnie wspólnie z Wojciechem Kowalczykiem współzałożyciel i członek zarządu firmy doradczej Enerxperience.

Zielone technologie rozwijają:
Rynek energii wspiera:
Rynek energii wspiera:

Partnerzy portalu

Zakładane tempo odchodzenia od węgla w ogrzewnictwie oznacza dla Polskiej Spółki Gazownictwa konieczność przyłączania co roku 80 tys nowych odbiorców przez 20 następnych lat. Roczny koszt utrzymania takiego tempa to prawie 1,5 mld zł - mówił prezes PSG Ireneusz Krupa podczas VI kongresu DISE we Wrocławiu. 
Row of residential natural gas meters and yellow pipe plumbing on exterior wall to measure household energy consumption

Partnerzy portalu

PKN Orlen dąży do wycofania z giełdowego obrotu akcji Energi. Ruch nie jest zaskoczeniem, bo nowy właściciel gdańskiej spółki energetycznej tworzy koncern multienergetyczny i na nowo będzie układał strukturę grupy. Gdańska spółka może trafić do podręczników ekonomii jako przykład co polityka może zrobić z wartością firmy

Partnerzy portalu

Portal przytacza wypowiedź Bartłomieja Derskigo na temat daty ostatecznego zamknięcia polskich kopalń węgla kamiennego

Partnerzy portalu

Portal powołuje się na artykuł Rafała Zasunia dotyczący protestów związkowców Taurona dotyczących sytuacji w spółce

Partnerzy portalu