Czy potrzebujemy elektrowni jądrowej?

Czy potrzebujemy elektrowni jądrowej?

O błędach w projekcie Programu Polskiej Energetyki Jądrowej (PPEJ) i błędnych założeniach co do roli jaką elektrownie atomowe miałyby odegrać w transformacji naszej energetyki pisze w swojej polemice do artykułów R. Zasunia i U. Kuczyńskiej Grzegorz Onichimowski, współtwórca i wieloletni prezes Towarowej Giełdy Energii.

Z zainteresowaniem przeczytałem polemikę p. Urszuli Kuczyńskiej z redaktorem Rafałem Zasuniem, wokół programu rozwoju energetyki jądrowej w Polsce (PPEJ). Była wokół niej interesująca dyskusja w mediach społecznościowych, które z natury swojej nie pozwalają na nieco dłuższe wypowiedzi. Ale ponieważ mnie korciło, a Wysokie Napięcie obiecało mi otworzyć swoje gościnne łamy, to trzy grosze do tej dyskusji wtrącę.

Pierwsza moja konstatacja wokół programu i polemiki jest smutna. Nie zadbano wystarczająco o jakość danych ekspertów przygotowujących PPEJ, a gdy Rafał Zasuń zwrócił uwagę na te niedostatki spotkał się z krytyką, w której zabrakło zarówno wiedzy ekonomicznej, technologicznej jak i czasem zwykłej logiki.

Taniej w modelu scentralizowanym?

Dla przykładu, pani Kuczyńska „w trosce” o prosumentów – zarówno biznesowych, jak i indywidualnych pisze ilu to nas stać będzie na własne źródła wytwarzania i jak EJ pozwolą nam uwolnić się od tego brzemienia – zamiast drogiego prądu własnego, będzie tani z sieci, bo przy modelu scentralizowanym, koszty sieciowe utrzymamy na niskim poziomie.

Tymczasem to już dziś, właśnie w scentralizowanym modelu, konsument (także biznesowy) wybiera własną generację, bo ona mu się, po prostu, opłaca. Oczywiście traktowanie sieci jako niemal darmowego magazynu energii wkrótce się skończy i będzie potrzebny nam mechanizm maksymalizujący autokonsumpcję (poprzez baterie, magazyny ciepła itd.), ale tego trendu nic nie odwróci!

Budowa kolejnych EJ w Polsce to także olbrzymie koszty sieciowe tyle że nie na szczeblu spółek dystrybucyjnych, a PSE (lokalizacje aktualnych wielkich bloków węglowych zdecydowanie nie pokrywają się z potencjalnymi lokalizacjami przyszłych EJ). Przemysł już dziś ma dość i zacznie na wielką skalę instalować PV i źródła wiatrowe (założenie przyjęte w PPEJ dotyczące skali rozwoju energetyki wiatrowej i słonecznej są kompletnie z księżyca, a zniesienie mechanizmu 10H zostało już, chwalić Boga, przez rząd zapowiedziane).

Na dodatek będą to, w dużej mierze źródła ulokowane „za licznikiem”, czyli ich właściciele lub dysponenci nie będą płacić od energii, w nich produkowanej, kosztów sieciowych, co uczyni taką energię kilkukrotnie tańszą od pochodzącej z wielkoskalowych źródeł, niezależnie od tego, czy będą one jądrowe, gazowe, czy nawet z morskiego offshore. By the way, przywoływany przez p. Kuczyńską przykład turbiny gazowej w Gigafactory Tesli to nie pomysł na produkcję energii „bazowej”, ale na zasób elastyczności potrzebny do bilansowania OZE i ewentualnego zarabiania na usługach sieciowych dla OSD. Taką turbinę, wkrótce zresztą, zasilać będzie wodór, a nie gaz ziemny.

Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek

Druga konstatacja to taka, że jak to zwykle w Polsce bywa, chcemy Panu Bogu dać świeczkę i diabłu ogarek, czyli zbudować miks w którym będą wprawdzie źródła rozproszone, ale wciąż dominować mają wielkie inwestycje i generacja wielkoskalowa. Pani Kuczyńska z brawurą pisze, że generacja rozproszona wymagać będzie trzykrotnie dłuższej sieci dystrybucyjnej niż aktualna. Skąd wzięła te „rewelacje”? Według mnie, bynajmniej, nie zwiększy się znacząco długość samej sieci, ale oczywiście musi poprawić się jej jakość i muszą w niej się pojawić aktywa (także rozproszone) zdolne przejąć w mikroskali kontrolę nad wieloma parametrami sieci, o które dziś dbano „na szczeblu centralnym”, czyli w PSE.

Model, który rysuje PPEJ to model, w którym maksymalizujemy zarówno inwestycje w sieci przesyłowe i kompletną zmianę ich architektury (pod nowe EJ), jak i musimy dokonać wspomnianych przeze mnie inwestycji w zasoby elastyczności systemu na szczeblu dystrybucyjnym, aby umożliwić OSD panowanie nad systemem, w którym będą miliony prosumentów (tego ruchu nikt nie zatrzyma). Potrzebne są olbrzymie inwestycje w digitalizację sieci, w tworzenie rozproszonych rynków energetycznych i systemy ich rozliczania i tego 8% udział EJ w miksie nie ograniczy.

Natomiast same EJ nie mogą być żadnym źródłem elastyczności dla systemu, bo każda redukcja ich produkcji to ekonomiczny bezsens wobec proporcji capeksu i opeksu takich inwestycji, niezależnie od wyzwań technicznych, jakie redukcja mocy stawia przed jednostkami PWR.

Droga do ekonomicznego samobójstwa

Trzecia konstatacja, to popyt na wyobraźnię zaplecza eksperckiego rządu przygotowującego PPEJ. Otóż dla mnie opieranie się na dzisiejszych kosztach technologii wodorowych czy też magazynów energii dla uzasadniania ekonomicznego sensu EJ jest kosmicznym nieporozumieniem. W latach 2015-2019 koszt kWh z instalacji wielkoskalowych PV dla niektórych regionów świata spadł 10-krotnie!! To pokazuje skalę rewolucji technologicznej, z jaką mamy do czynienia.

Tymczasem, nawet jeśli już dziś postawimy głównie na energetykę obywatelską i rozproszoną przyjmując odpowiednie regulacje prawne i tworząc dla niej ramy biznesowe i finansowe, i tak, bynajmniej, nie staniemy za 10 czy 15 lat u progu dylematu jak pokryć 20% miksu źródłami elastycznymi mając już 80% zmiennego OZE.

Dziś mamy go około 10%, a bloków Opola i Bełchatowa nie wyłączymy jeszcze przez dobre 15 lat. Mamy czas, by wraz z rozwojem nowych technologii (rozwojem, który nie powinniśmy tylko obserwować, ale w nim aktywnie uczestniczyć) budować strategię zapewnienia systemowi źródeł jego stabilności. Jak będziemy mieli 50% OZE w systemie i dalej zero nowego pomysłu na tanią energię „stabilną” możemy wrócić do dyskusji o EJ, prawdopodobnie i tak w innej formie (SMR, HRT).

Czytaj także: Będziemy budować elektrownie atomowe najszybciej na świecie. Co dwa lata nowy blok

Natomiast dziś kupowanie (oczywiście za granicą, tylko jaką nie wiem, skoro USA i Francja z PWR się wycofują) technologii przestarzałej i megadrogiej, przebudowywanie pod nią całego sektora energetycznego (dzisiejsze grupy nie uniosą tych inwestycji), to droga do ekonomicznego samobójstwa!

Energetyczny crowdfunding

Potrzeba większej wyobraźni, to nie tylko apel do autorów PPEJ, także p. Kuczyńska powinna śmielej się do niej odwołać. Rozumiem, że skoro zaoferowała swoje doradztwo partii lewicowej jej argumenty mają się skrzyć lewicowością. Czy dlatego daje ona zupełnie dziś już nieaktualne porównania energetyki scentralizowanej do rozproszonej z transportem indywidualnym (w domyśle, „dla burżujów”) i zbiorowym (dla „mas pracujących”). Tymczasem podobnie jak w transporcie liczyć się powinny koszty. Dziś już, żeby pojechać samochodem z punktu A do B nie musimy go kupować, wystarczy wynająć – na chwilę lub dłużej.

W energetyce jest jeszcze prościej. Panele PV można (i powinno się) montować na każdym dachu, także domu wielorodzinnego, na parkingach, na terenach poprzemysłowych. W takiej inwestycji możemy uczestniczyć wszyscy, choćby na zasadach „energetycznego crowfundingu”, z którego „dywidendę” będziemy mieli w postaci prawa do części produkcji (kW lub kWh zamiast PLN). Może on być organizowany także przez samorządy i zapewniać tanią lub nawet darmową energię osobom zagrożonym energetycznym wykluczeniem.

Czytaj także: Pół roku na decyzje o przyszłości polskiej energetyki

Wymagałoby to reformy systemu taryf i być może powiązania systemów dystrybucji energii ze strukturami samorządowymi. To byłby prawdziwie lewicowy program energetyczny, a nie nawoływanie do budowy nowych „wielkich pomników socjalizmu” w postaci EJ o ekonomicznym sensie podobnym do znanych z czasów słusznie minionych.

Plan efektywności energetycznej

Co mnie jeszcze przeraża w wizji PPEJ to … przewidywania autorów „Polityk..”, co do wielkości niezbędnej produkcji energii elektrycznej w Polsce. Rozumiem, że o skali wzrostu tej produkcji zadecydowało słuszne przekonanie o konieczności przejścia w zaspokajaniu popytu na ciepło właśnie na „pośrednictwo” energii elektrycznej. Tym samym autorzy przechodzą do porządku dziennego nad rozpaczliwym stanem energochłonności polskich budynków.

Tymczasem prof. Jan Popczyk niedawno prognozował, że zamiast zużywać około 150 TWh ciepła do ogrzewania i dalszych 30 TWh na grzanie wody do celów bytowych moglibyśmy, poprzez program głębokiej termomodernizacji i „elektryfikacji ciepła” przy użyciu pomp ciepła zredukować zapotrzebowanie do 20 TWh łącznie!

Moim skromnym zdaniem w tym kierunku powinny iść główne wysiłki polskiego państwa – na narodowy plan efektywności energetycznej - z wielkim udziałem środków publicznych i zasadniczą zamianą istniejących zasobów mieszkaniowych na nowoczesne domy zero lub plus energetyczne.

Czytaj także: Energetyka atomowa może jeszcze odegrać swoją rolę. Ale nie w obecnej formie.

Zamiast topić środki publiczne w „termomodernizację” starych domów i wymianę w nich źródeł ciepła, po którym lokatorzy będą płacić krocie za ogrzewanie prądem z pożądanych przez p. Kuczyńską elektrowni jądrowych, widziałbym program wspierający powstawanie nowych zasobów o niskim zapotrzebowaniu na energię (i nie ograniczanie pomocy do osób o niskich dochodach ale np. ograniczaniu metrażu na osobę, do jakiego wsparcie będzie udzielane).

Potrzebny kompromis co do strategii na pokolenia

Ponieważ nawet gościnne łamy WN nie są jednak z gumy nie będę już się rozpisywał o takich „zaletach” EJ jak lawinowo rosnące ich koszty inwestycyjne, niezwykle długi okres zwrotu inwestycji czy kwestie bezpieczeństwa. Pominę także dość kompromitujące autorów uwagi o konieczności zapewnienia energetycznej autarkii.

Skonkluduję krótko: zamiast jałowych dyskusji o kwestiach dla Polski zupełnie marginalnych potrzebna jest na wielka debata polityków i ekspertów nad nowym paradygmatem energetycznym, strategią na pokolenia. Polityka energetyczna Polski powinna być przedmiotem politycznego kompromisu, ponieważ skutki dziś podjętych decyzji wykraczać mogą nie tylko poza horyzont aktualnej kadencji parlamentu, ale, być może także, horyzont istnienia dzisiejszych partii.

Czytaj także: Dlaczego Polska potrzebuje energii atomowej

Jest szansa, by w nieuchronnej transformacji mieli udział niemal wszyscy Polacy, by także byli jej beneficjentami. Nie zatrzymamy postępu technologii, nie zmienimy priorytetów Unii Europejskiej. Możemy jednak pokazać się w roli ciekawego gracza o własnym, oryginalnym podejściu do wielu dylematów, o oryginalnych pomysłach organizacyjnych i innowacjach.

* Tytuł, śródtytuły i ilustracje pochodzą od redakcji


Grzegorz Onichimowski, pełnomocnik zarządu Columbus SA, starszy konsultant w Nodes, w latach 2015-2018 tworzył giełdę energii dla państw Rady Współpracy Zatoki Perskiej, w latach 2014-2015 budował struktury amerykańskiego EnerNOC, zajmującego się technologią DSR w Polsce (obecnie Enel X), w latach 2013-2014 prezes WSEInfoEngine z grupy GPW, od 2002 do 2012 roku współtworzył i kierował Towarową Giełdą Energii. Jest absolwentem Politechniki Warszawskiej i Szkoły Głównej Handlowej.

Rynek energii wspiera

Zobacz także...

Komentarze

Patronat honorowy

Partnerzy portalu

PSE