Energetyka atomowa może jeszcze odegrać swoją rolę. Ale nie w obecnej formie.

Energetyka atomowa może jeszcze odegrać swoją rolę. Ale nie w obecnej formie.

Wbrew temu co sugeruje Urszula Kuczyńska, nie jestem ortodoksyjnym przeciwnikiem energetyki atomowej. Moje zastrzeżenia dotyczą ekonomiki i logistyki całego przedsięwzięcia.

Zobacz jakiego tekstu dotyczy odpowiedź: Dlaczego Polska potrzebuje energii atomowej

Nie twierdzę, że cała energetyka atomowa jest przestarzała i należy o niej zapomnieć.  Uważam, że przestarzałe są reaktory generacji tzw. III plus, czyli m.in wielkie PWR, które chce nam zafundować rząd. Ich czas minął. W Europie buduje się w tej chwili wyłącznie jeden, w Wielkiej Brytanii (nowe jednostki: Pacs na Węgrzech i Hanhikivi w Finlandii wciąż są niepewne).

W USA nie ma przedsiębiorstwa energetycznego, które chciałoby stawiać nowe wielkie elektrownie atomowe. Tu nie miejsce na opis, dlaczego tak się dzieje, zainteresowanych odsyłamy do naszego tekstu.

Czytaj także: USA pomogą Polsce z elektrownią atomową? A co budują u siebie?

Być może mają przyszłość reaktory nowego typu – SMR czy HTR, nad którymi pracują Amerykanie, Chińczycy, Rosjanie czy Koreańczycy.

Bardzo pomocna jest analogia z samochodami. Przygniatająca większość z nas jeździ spaliniakami. Jeszcze przez kilka lat będzie to pierwszy wybór klienta. Ale czy jako kraj powinniśmy dziś w długoletniej perspektywie oprzeć swoją gospodarkę na łańcuchu dostaw do silników spalinowych? Oczywiście nie, bo nikt przytomny w przemyśle motoryzacyjnym nie twierdzi, że  jest to technologia, która ma przed sobą świetlaną przyszłość.

Zgadzam się, że bez energetyki atomowej  dekarbonizacja będzie trudna, a może nawet niemożliwa, dlatego w niedawno sporządzonej analizie Komisja Europejska omawia korzyści z przedłużenia życia istniejącym elektrowniom atomowym. To jednak nie znaczy, że opłaca się budować nowe.

Co z atomu będzie miała gospodarka?

Zielony Ład UE jest wypadkową walki z ociepleniem klimatu oraz interesów gospodarczych – tu się zgadzamy. Problem polega na tym, że niemal wszystkie kraje UE, w tym o wiele bardziej rozwinięte niż nasze, nie widzą swojego interesu w budowie starych reaktorów. Na czym miałby polegać polski? Jakie korzyści będzie z tego miała polska gospodarka, jaki potencjał eksportu? Czy może będziemy produkować reaktory? A może chociaż generatory albo turbiny do atomówek?  Komu je sprzedamy? Trudno to w ogóle przyjmować poważnie, zwłaszcza jeśli zestawimy z polskimi przedsiębiorstwami, które już mają ogromny potencjał w eksporcie zielonych technologii, chociażby  Ekoenergetyką  czy ML System.

Przykłady  przedsiębiorców budujących własne źródła energii, po to żeby zasilić fabryki a nadwyżkę oddać do sieci, autorka uważa za niemalże patologię w energetyce. A dlaczego? Małe, gazowe źródła kogeneracyjne, potem trigeneracyjne, będą w Niemczech (w Polsce zresztą też) wypychać przede wszystkim wielkie systemowe elektrownie węglowe, potem także gazówki. I cóż w tym złego?

Czytaj także: Czy przemysł odbije sobie straty na opłacie mocowej

Nawet gdyby państwo opłaciło trzem tysiącom firm połowę kosztów własnej kogeneracji, to i tak byłoby to tańsze niż budowa elektrowni atomowej. Silnik kogeneracyjny o mocy 1 MW kosztuje milion zł. Nie twierdzę przy tym, że to jest potrzebne, ani, że to lekarstwo na wszystkie nasze problemy. Po prostu firmy będą korzystać z tego, co daje im tańsza technologia i tanie finansowanie.

Urszula Kuczyńska traktuje energetykę systemową, w której zresztą  pracowała, jako dobro samo w sobie. Ale tak wcale nie jest.

Wspomniany tu silnik spalinowy też nie jest dobry sam w sobie. Najbliższe lata pokażą, czy odegrał już swoją cywilizacyjną rolę i po prostu stopniowo odejdzie, tak jak odeszły maszyny parowe,  furmanki i woły. I oby stało się to jak najszybciej....

Zgadzam się, że jest to swoisty zakład –stawiamy na rozwiązania,  których nie ma i nie wiemy czy i kiedy będą takie jak technologie wodorowe, czy tanie magazyny energii.  Ale transformacją można sterować – daty i liczby nie są wyryte w kamieniu, także data osiągnięcia neutralności klimatycznej przez UE w 2050 r. Trochę żartobliwie można zacytować słynne zdanie, który przy okazji innego problemu napisał Edward Bernstein, wybitny XIX- wieczny niemiecki socjaldemokrata: "ruch jest wszystkim, a cel ostateczny niczym".

Prosument to nie jest wyjątek

Przerzucanie kosztów sieciowych i kosztów stabilizacji systemu jest problemem, z którym cała Europa się boryka. Ale jakie by te koszty nie były, i tak są wielokrotnie mniejsze niż wydatki na budowę elektrowni atomowej.

To prawda, że nie wszyscy mogą zostać prosumentami – mieszkańcy bloków i kamienic skorzystają mniej niż mieszkańcy domów jednorodzinnych. Ale pamiętajmy, że to nie jest odosobniona sytuacja. Większość z nich korzysta lub powinna  korzystać z usług elektrociepłowni. Dzięki premii kogeneracyjnej i wsparciu inwestycyjnemu koszty inwestycji w te jednostki pokrywają ze swoich rachunków za prąd wszyscy odbiorcy, także ci mieszkający w domach jednorodzinnych.

A kto pokrywał koszty kontraktów długoterminowych, które umożliwiły w latach 90. przetrwanie energetyki węglowej? Kto pokrył po 1989 r. wielomiliardowe koszty potwornie nieefektywnego górnictwa? Są to oczywiście pytania retoryczne.

Czy ubogich kopie prąd?

Ubóstwo energetyczne jest w Polsce problemem, ale w niewielkim stopniu dotyczy prądu. Miesięczny rachunek przeciętnej rodziny zużywającej 2 MWh energii elektrycznej rocznie nie przekracza 150 zł, biedniejsi płacą połowę tej kwoty, bo nie mają wielu energożernych urządzeń. Problem ubóstwa energetycznego kryje się głównie w rosnących kosztach ogrzania domu czy mieszkania. To wciąż jest wielkie pole do inicjatywy dla państwa, z wykorzystaniem unijnych funduszy. Ale elektrownia atomowa starego typu PWR nic tu nie da. Ona nie ogrzeje milionów polskich domów. Prąd będzie za drogi, aby używać go do grzania, mimo ocieplenia klimatu, Polska to jednak nie Francja.

Obywatele będą musieli sfinansować budowę elektrowni atomowej, ale dodatkowo nadal będą ponosić koszty ogrzania się zimą. Czy nie lepszym rozwiązaniem są inwestycje w wymianę źródeł ciepła na zasilane OZE oraz w rozproszoną kogenerację, choćby nawet była gazowa? W miarę rozwoju technologii gaz ziemny może być stopniowo zastępowany czy to biometanem, czy to wodorem.

O co chodzi z tym importem?

Wbrew temu co sugeruje Urszula Kuczyńska, nie jestem zwolennikiem importu energii, wyśmiewałem tylko argumentację autorów PPEJ, którzy założyli, “ze względu na bezpieczeństwo energetyczne”, że Polska będzie miała zerowy bilans eksportu i importu.

Otóż gdyby napisali, że Polska będzie miała zerowy czy nawet dodatni bilans dzięki taniemu prądowi z elektrowni atomowych, nie czepiałbym się. Jest to teoretycznie możliwe, przy spełnieniu szeregu rozmaitych warunków. W końcu największym eksporterem w Europie jest wciąż Francja.

Gdyby napisali, że w ciągu kilku lat nastąpi wyrównanie polskich cen z niemieckimi i skandynawskimi, też bym to musiał przyjąć, bo nie jest to niemożliwe.

Gdyby napisali, że bezpieczeństwo energetyczne wymaga, aby Polska była gotowa w każdej godzinie roku pokryć pełne zapotrzebowanie z własnych źródeł – też bym się nie czepiał. Jest to drogie, ale jak ktoś się uprze, możliwe. Po prostu część elektrowni będzie sobie stała, nieużywana i czekała na Godota.

Natomiast stwierdzenie, że zerowy bilans będzie, i to jak rozumiem, w każdym roku, "ze względu bezpieczeństwo", nie ma sensu, jest niepoprawne logicznie. W modelu rynku obowiązującym w UE, o tym który kraj jest importerem, a który eksporterem decyduje różnica cen – prąd płynie tam, gdzie jest droższy.

Nie wiem w jaki sposób Urszula Kuczyńska chce zatrzymać niemieckie czy skandynawskie elektrony na granicy, jeśli energia tam będzie tańsza.  Wezwać je, niczym demonstrantów, aby rozproszyły się w imię bezpieczeństwa? A może  naciskać jakiś czerwony guzik, który zatrzyma import, gdy przekroczy poziom zapisany w rządowych dokumentach?

W tej chwili, i zapewne jeszcze przez kilka najbliższych lat,  sytuacja wygląda tak, że to  zdolność importu jest kwestią naszego bezpieczeństwa energetycznego. Było już kilka takich dni, że bez niego system by sobie nie poradził.

Czytaj także: Zalało elektrownię. Prąd po 1300 zł/MWh

W jaki sposób Polska może wybić się na eksportera, nie tylko prądu, ale przede wszystkim technologii i zarabiać na tym? To jest właśnie pytanie, które wciąż szuka swojej odpowiedzi.

 Czytaj także: Jak sprawić by polskie firmy skorzystały na transformacji energetycznej?

Zobacz także...

New Energy Forum

Redakcja WysokieNapiecie.pl

Europejski Zielony Ład (EZŁ) to olbrzymia szansa dla rozwoju regionu Europy Środkowo-Wschodniej, ale również spore wyzwanie. 16 września podczas New Energy Forum – wydarzenia...

Komentarze

Patronat honorowy

Partnerzy portalu

PSE