Olbrzymie nakłady towarzyszące programowi biometanu

Olbrzymie nakłady towarzyszące programowi biometanu

Dla Polskiej Spółki Gazownictwa program biometanu będzie oznaczał znaczący wysiłek i olbrzymie nakłady. Jak podczas  konferencji Gazterm szacował prezes PSG Ireneusz Krupa, to kwota rzędu 10 mld zł, zakładając wprowadzanie do sieci gazowych 4 mld m sześc. biometanu rocznie. 

Dziś w Polsce nie działa żadna biometanownia, ale PGNiG zakłada, że w ciągu dekady, w modelu franczyzowym powstaną ich setki, a produkowany w nich biometan będzie trafiał do sieci gazowych na poziomie dystrybucji, a więc głównie do sieci największego dystrybutora gazu - PSG. Dla spółki oznaczać to będzie budowę nierzadko długich i kosztownych przyłączy instalacji biometanowych. Te bowiem, ze względu na swoje charakterystyki i czynniki ekonomiczne, nie będą zawsze powstawać w pobliżu istniejących sieci gazowych.

Czasami, aby przyłączyć nową biometanownię, trzeba będzie budować kilkanaście kilometrów gazociągu. To kosztuje miliony złotych. Patrząc na plany, czyli wprowadzanie rocznie do sieci ok. 4 mld m sześc. biometanu, szacujemy koszty przyłączeń na 10 mld zł. To są gigantyczne pieniądze i liczymy na wsparcie, np. z funduszy unijnych - mówił prezes PSG Ireneusz Krupa.

To, że planowana sieć biometanowni w dużej mierze nie będzie pokrywać się z siecią gazową PSG wiadomo z dotychczasowych studiów, prowadzonych przez spółkę. Jak mówił prezes Krupa, PSG zrobiła bardzo dużą pracę lokalizując potencjalne źródła substratów i wiadomo już, że są one rozłożone mniej więcej równomiernie na terenie kraju.

To będą setki biogazowni tam, gdzie są substraty, co przekłada się na wiele kilometrów gazociągów przyłączeniowych - podkreślił Krupa.

Prof. Alina Kowalczyk-Juśko z Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie podkreślała, że biometanownie muszą powstawać tam, gdzie będą miały odpowiednie substraty, chociażby dlatego, żeby niepotrzebnie ich nie transportować. Dodatkowo, niedobrą rzeczą jest konkurencja między bioenergetyką, a produkcją żywności, zatem biogazownie nie powinny korzystać z roślin, uprawianych w celach żywieniowych.

Optymalnym rozwiązaniem jest słoma, której jest pod dostatkiem, choć - jak podkreślała prof. Kowalczyk-Juśko, to surowiec trudny technologicznie. Ewentualnie będą to odpady z hodowli zwierząt, jak obornik, czy gnojowica. Trudno jednak wyobrazić sobie ich odbiór od pojedynczych hodowców. Dlatego, zdaniem prof. Kowalczyk-Juśko, spory potencjał biogazowy mają takie regiony jak Podlasie, gdzie występują duże stada zwierząt hodowlanych.

Na inny aspekt synergii między rolnictwem, a biometanowniami, który należy wykorzystać, zwrócił uwagę wicedyrektor Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa Wojciech Kędzia. Jak zauważył, z jednej strony mamy w Polsce do czynienia z katastrofalnym spadkiem zawartości próchnicy w glebach. Z drugiej strony poferment - czyli odpad z biogazowni - to jedna z najlepszych substancji odbudowujących próchnicę. To jest synergia, niosąca gigantyczną wartość - podkreślał Kędzia.

Z kolei prof. Jacek Dach z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu wskazał na inne, potencjalnie wielkie i bardzo dobre źródło substratu dla biometanowni - odpady poubojowe. Jak mówił, może się okazać ono jeszcze ważniejsze w kontekście trwającej dyskusji o zakazie hodowli zwierząt futerkowych, gdzie odpady te stosuje się jako paszę.

Te odpady to tak znakomite źródło, że dzisiejsze ich wykorzystanie - jako paszę - to po prostu marnowanie tego potencjału - ocenił Dach. Jak podkreślił, to byłby znacznie korzystniejszy model funkcjonowania biometanowni niż na zachodzie Europy, gdzie przeważnie są one zasilane z wielkopowierzchniowych upraw o charakterze monokultury, np. kukurydzy.

Myślimy również o zasilaniu biogazowni roślinami, uprawianymi jako poplon, czy międzyplon - dodała prof. Kowalczyk-Juśko.

Wiceprezes PGNiG Jarosław Wróbel ocenił z kolei, że gazownicy nie powinni traktować biometanu jako wroga dzisiejszej sytuacji. Jeżeli nie zmierzymy się z wyzwaniem, jakie niesie biometan, to w perspektywie 30 lat klasyczne, tradycyjne gazownictwo znajdzie się w sytuacji górnictwa węgla kamiennego z dziś - mówił Wróbel. Potraktujmy biometan jako szansę na przyszłość, a nie jako zagrożenie tradycyjnego modelu gazownictwa - podkreślał Wróbel.

Również wiceminister klimatu, pełnomocnik ds. polityki surowcowej Piotr Dziadzio oceniał, że w biometan należy inwestować, m.in. dlatego, że istotny element tego całego biznesu obieg zamknięty, na który przyszłe regulacje będą kłaść nacisk. Ocenił jednocześnie, że pojawienie się polskich regulacji, wspierającym biometan to kwestia co najmniej pół roku, bo tworzenie takich przepisów jest czasochłonne, m.in. z powodu długotrwałości konsultacji publicznych.

Zobacz także...

Komentarze

Patronat honorowy

Partnerzy portalu

PSE