Dopłaty do samochodów elektrycznych kończą się klapą

Dopłaty do samochodów elektrycznych kończą się klapą

Dziś mija termin składania wniosków o dopłaty do zakupu auta elektrycznego, ale już wiadomo, że zainteresowani wykorzystają mniej niż 5 proc. budżetu. Kolejne programy ruszą dopiero za kilka miesięcy. Z informacji WysokieNapiecie.pl wynika, że rząd chce w tym czasie zmienić grupę beneficjentów, subsydiowane technologie, zasady wsparcia i kilka innych elementów.

Do dzisiaj można jeszcze składać wnioski o dofinansowanie da zakupu samochodu elektrycznego (niekiedy wraz z ładowarką) w ramach trzech programów Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej – „Zielony samochód”, „e-VAN” i „Koliber”. I chociaż ostatniego dnia można jeszcze liczyć na tradycyjne wzmożenie zainteresowanych, to nie ma już szans aby którykolwiek z tych programów zakończył się sukcesem, a ostateczna alokacja przekroczyła choćby 5 proc. budżetu przewidzianego na te trzy programy.

Zainteresowani wykorzystają mniej niż 5 proc. budżetu dopłat

Jak poinformowała nas rzecznik NFOŚiGW, do środy rano złożono zaledwie 241 wniosków o dofinansowanie zakupu samochodu elektrycznego do użytku prywatnego (w wysokości do 18,75 tys. zł), choć budżet programu „Zielony samochód” przewidywał możliwość udzielenia takiej pomocy przynajmniej 2000 osób. Ostatecznych beneficjentów zapewne będzie jeszcze mniej, bo nie każda z osób, która złożyła wniosek, przejdzie pozytywnie weryfikację, a następnie rzeczywiście kupi auto elektryczne.

Dopłaty do samochodów elektrycznych: więcej pieniędzy niż chętnych

W programie „e-VAN” wniosek o dofinansowanie do zakupu elektrycznego auta dostawczego złożyło jeszcze mniej zainteresowanych – zaledwie 48 firm, choć rząd i NFOŚiGW chciały udzielić wsparcia tysiącu przedsiębiorców, dając im nawet do 70 tys. zł dotacji. Najgorzej wypadł jednak program „Koliber”, czyli możliwość dopłaty do zakupu elektrycznej taksówki i ładowarki do niej. Po nawet 25 tys. zł bezzwrotnej pomocy nie schylił się dotychczas żaden taksówkarz.

W sumie, choć rząd chciał wesprzeć zakup przynajmniej 4000 samochodów elektrycznych, wnioski o dopłaty wypełniło niespełna 300 osób i firm, z czego połowa już w pierwszych godzinach od startu programu. Spośród 147 mln zł przeznaczonych na wszystkie trzy programy, złożone wnioski o dofinansowanie opiewają na zaledwie 7 mln zł, czyli niespełna 5 proc. całego budżetu.

Dlaczego Polacy nie sięgnęli po dotacje?

Powodów bardzo słabych wyników programów wsparcia jest przynajmniej kilka:

  • Zbyt niskie wsparcie w programie „Zielony samochód” – gdy rząd planował dofinansowanie do 30 proc. wartości aut elektrycznych, zainteresowanie autami elektrycznymi bardzo wzrosło, bo przy takiej wysokości wsparcia zakup auta na prąd (zwykle droższego od wersji spalinowej o ok. 50 proc.) mógł się zwrócić w ciągu kilku lat. Ostatecznie jednak rząd obciął proponowane wsparcie o połowę, a Polacy masowo zaczęli rezygnować z zarezerwowanych już w salonach „elektryków”.
  • Brak finansowania leasingu w programach „e-VAN” i „Koliber” – rynek nowych samochodów w Polsce w 70 proc. należy do firm. Te z kolei w przytłaczającej większości nie kupują już aut na własność, a leasingują lub wynajmują długoterminowo (w 2019 roku w wynajmie było już 22 proc. samochodów osobowych rejestrowanych przez firmy).
  • Zamknięcie kraju – ograniczenie działalności gospodarczej związane z epidemią koronawirusa sprawiło, że nabywcy dużo chłodniej podeszli do kalkulacji swoich budżetów. W sumie w drugim kwartale polskie firmy wyleasingowały aż o jedną trzecią mniej samochodów.
  • Skomplikowane procedury – w trakcie naboru NFOŚiGW organizował szkolenia z wypełniania wniosków o dotacje i rozprawiał się z mitami narosłymi wokół zasad wsparcia. Z jednej strony pokazuje to, że urzędnicy funduszu byli mocno zaangażowani w promocję programów, ale z drugiej strony pokazuje też, że procedury okazały się zbyt skomplikowane dla potencjalnych kupujących.
  • Słaba infrastruktura i koszty zniechęciły taksówkarzy do „Kolibra” – w ramach dopłat do aut elektrycznych przeznaczanych na taksówki, kierowcy mogli zarówno sfinansować zakup auta, jak i stacji ładowania. W praktyce jednak ładowanie samochodu z własnej stacji w nocy może okazać się dla wielu taksówkarzy niewystarczające. Muszą oni uzupełniać baterie samochodów także w czasie pracy, a takich szybkich stacji ładowania nie ma dziś wciąż w polskich miastach wystarczająco dużo, pewność naładowania się na nich nie jest wystarczająco wysoka, a koszty ładowania są stosunkowo wysokie. U taksówkarzy wariant auta hybrydowego z instalacją LPG wciąż znacząco wygrywa z wariantem auta całkowicie elektrycznego.

Dopłaty do samochodów elektrycznych "Zielony samochód" - PRZEWODNIK

Będą zmiany w dopłatach do aut elektrycznych

Zarówno NFOŚiGW jak i Ministerstwo Klimatu zdają sobie sprawę, że wszystkie trzy programy dopłat okazały się – delikatnie mówiąc – mało skuteczne. Dlatego już szykowane są zmiany.

− Po zakończeniu pierwszych programów Ministerstwo Klimatu oraz NFOŚiGW dokonają ich ewaluacji, ewentualnych usprawnień i modyfikacji warunków. Zebrane doświadczenia zostaną wykorzystane przy pracach nad programami, które zostaną notyfikowane w Komisji Europejskiej – poinformowało nas Biuro Prasowe Ministerstwa Klimatu.

Nieco więcej wyjaśnia w rozmowie z WysokieNapiecie.pl wiceszef tego resortu, Ireneusz Zyska. – Departament Elektromobilności i Gospodarki Wodorowej Ministerstwa Klimatu i NFOŚiGW pracują już nad tymi rozwiązaniami. Głównie interesuje nas wsparcie dla transportu zbiorowego i samochodów funkcjonujących w ramach usługi carsharingu, bo mają największe przebiegi, realizowane w miastach, więc zainwestowane w nie pieniądze publiczne dadzą najlepszy efekt ekologiczny – tłumaczy wiceminister. Jak dodaje, taką kategorią pojazdów są także taksówki, więc resort będzie chciał tak zmodyfikować zasady, aby taksówkarze zaczęli jednak przesiadać się na auta elektryczne. – Nacisk chcemy też położyć na wsparcie rozwoju infrastruktury ładowania – dodaje.

Wiceminister Zyska nie wyklucza, że dopłaty do zakupu prywatnych samochodów elektrycznych jeszcze się pojawią, ale to nie będzie dla resortu priorytet. Zamiast tego ministerstwo chce już zacząć kierować wsparcie na samochody wodorowe. – Chciałbym, aby już w przyszłym roku stacje ładowania wodoru powstawały przynajmniej w największych miastach wojewódzkich – wyjaśnia.

Nie wiadomo czy uda się rozwiązać kluczowy problem

Dużo gorzej wygląda natomiast znacznie bardziej przyziemna sprawa – umożliwienie wsparcia pojazdów elektrycznych lub wodorowych finansowanych leasingiem i wynajmowanych długoterminowo. Nasz rozmówca tłumaczy, że dotychczasowy brak takiej opcji finansowania wynikał z barier tworzonych przez unijne przepisy o pomocy publicznej i że trudno będzie sobie z tym poradzić. Niemniej resort klimatu chce przygotować notyfikację kolejnych programów wsparcia, więc będzie to okazja, aby urzędnicy zmierzyli się z tym problemem. Bez tego o sukces jakiegokolwiek programu wsparcia przy nabywaniu pojazdów będzie coraz trudniej.

Niestety, rozpoczynające się dopiero prace nad nowymi programami wsparcia i zapowiedzi ich notyfikacji w Komisji Europejskiej oznaczają, że na kolejną szansę zakupu auta elektrycznego (lub wodorowego) z rządową dopłatą przyjdzie poczekać wiele miesięcy. Dość powiedzieć, że rząd szykował się do uruchomienia tych trzech programów dopłat przez… cztery lata.

E-mobilność napędza

Zobacz także...

Komentarze

Patronat honorowy

Partnerzy portalu

PSE