Menu
Patronat honorowy Patronage

Nowa ustawa o OZE w ciągu kilku dni

W piątek lub wtorek Ministerstwo Gospodarki opublikuje nowy projekt ustawy o odnawialnych źródłach energii – zapowiedział wiceszef resortu dodając, że w dokumencie uwzględniono już część uwag branży. Co się zmieni?

W piątek lub wtorek Ministerstwo Gospodarki opublikuje nowy projekt ustawy o odnawialnych źródłach energii – zapowiedział wiceszef resortu dodając, że w dokumencie uwzględniono już część uwag branży. Co się zmieni?

– Jesteśmy na ostatniej prostej w przygotowaniach ustawy o odnawialnych źródłach energii. Osobiście mam nadzieję, że przedłożymy projekt do konsultacji międzyresortowych i społecznych już w ten piątek – powiedział w środę w Senacie wiceminister gospodarki Jerzy Pietrewicz. Dodał także, że w projekt różni się od założeń, które resort gospodarki przedstawił w połowie września.

Resort gospodarki przedstawi już trzeci z kolei model wsparcia energetyki odnawialnej. Pierwszy, z 2011 roku, został ostro oprotestowany przez inwestorów. Drugi, z 2012 roku, zawetował resort finansów. Trzecia wersja to efekt nacisków kancelarii premiera, która ma coraz większe ambicje wpływania na politykę energetyczną.

Ustawa, którą pokaże ministerstwo, ma być realizacją hasła premiera, że energetyka odnawialna ma być jak najtańsza. Ma w tym pomóc zmiana systemu wsparcia z obecnego – opartego o tzw. zielone certyfikaty – na nowy – aukcyjny. Zamiast certyfikatów zbywalnych na giełdzie (ich cena się waha, a teraz jest o 30 proc. niższa, niż dwa lata temu), producenci zielonej energii otrzymać mają stałą cenę sprzedaży wyprodukowanego prądu przez 15 lat (nie będzie waloryzowana). Wsparcie dostanie ten inwestor, który w trakcie aukcji wylicytuje najniższą cenę sprzedaży każdej wyprodukowanej przez siebie megawatogodziny.

Zaoszczędzimy 40 proc.?

– Dzięki systemowi aukcyjnemu wsparcie energetyki odnawialnej może być nawet o 40 proc. tańsze – przekonuje wiceminister, nie podając jednak powodów tak radykalnej zmiany. Pietrewicz dodał, że dzięki aukcjom o 30 proc. koszty swojego systemu zmniejszyli Holendrzy. Tyle tylko, że Holandia, tuż obok Grecji, jest krajem o największych zaległościach w rozwoju zielonej energetyki w całej Unii Europejskiej.

System aukcyjny obejmie instalacje o mocy powyżej 1 MW (to połowa mocy przeciętnego wiatraka). Co z mniejszymi elektrowniami, np. silnikami na biomasę i panelami fotowoltaicznymi? W projekcie ustawy poświęcono im tylko jeden przepis, który eliminuje je z tego systemu. Ministerstwo liczy jednak, że to one wygenerują co czwartą „zieloną” megawatogodzinę. Kolejne 5 proc. mają produkować najmniejsi – tzw. prosumenci, czyli osoby prywatne np. z niedużymi panelami fotowoltaicznymi na dachu.

Co ma ich do tego zachęcić? Ministerstwo obiecuje, że Kowalski, który chce mieć w piwnicy mały kocioł produkujący ciepło i prąd z biomasy, albo panel fotowoltaiczny na dachu, dostanie wsparcie inwestycyjne z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej albo podobnych wojewódzkich funduszy. Tu pojawia się jednak drobny problem – obecny system wsparcia energetyki odnawialnej przynosił NFOŚiGW najwięcej gotówki – ponad jedną trzecią jego budżetu. Gdy zostanie zmieniony na aukcje, źródło przychodów wyschnie, a na energetykę nie zostanie zbyt wiele. Nieoficjalnie resort liczy na pieniądze z budżetu UE na lata 2014-2020. Konkretnej koncepcji jednak nie ma.

Co ministerstwo zmieniło w projekcie?

Od wrześniowej prezentacji założeń ustawy zmienił się pomysł na rozliczanie wsparcia dla producentów energii, którzy wygrają aukcje i będą mieli zagwarantowaną cenę sprzedaży swojego prądu. Pierwotnie resort chciał powołać osobną państwową spółkę – Sprzedawcę Energii Odnawialnej. Ostatecznie nie znalazła się jednak w projekcie ustawy. Janusz Pilitowski, dyrektor Departamentu Energii Odnawialnej tłumaczy, powołanie spółki byłoby równoznaczne ze stworzeniem państwowego monopolu na zakup „zielonego” prądu oraz wielkiego gracza na rynku hurtowym – bo spółka kupiony po sztywnej cenie prąd miałaby później sprzedawać na giełdzie.

W projekcie ustawy, w przeciwieństwie do wcześniejszy założeń, resort zdecydował się na wspieranie istniejących instalacji OZE przez 15 lat od ich uruchomienia, a nie jedynie do 2021 roku. W ciągu dwóch lat od wejścia w życie ustawy będą oni mogli wybrać, czy pozostaną przy zielonych certyfikatach, czy wystartują w wyznaczonych dla nich aukcjach.

Resort doprecyzował ponadto, że jedynym kryterium aukcji będzie cena. Dlatego spodziewa się, że pierwsze przetargi wygrywać będą głównie inwestorzy budujący wiatraki, z których energia jest najtańsza (jeszcze tańsze współspalanie biomasy pozostanie przy dotychczasowym systemie wsparcia). Jeżeli natomiast ich liczba będzie rodziła obawy o stabilność całego systemu energetycznego (wiatr bywa w Polsce kapryśny), wówczas Prezes Urzędu Regulacji Energetyki będzie mógł rozpisać osobną aukcję tylko dla źródeł stabilnych (w praktyce dla spalania samej biomasy i ew. hydroelektrowni).

Wsparcia jeszcze długo nie będzie

To, że projekt pojawi się w najbliższych dniach może jedynie wskrzesić resztki nadziei branży OZE. Ognia długo jeszcze nie będzie, o ile w ogóle zapłonie, bo ustawy nie udało się przyjąć co najmniej od 1999 roku, kiedy po raz pierwszy upomniał się o nią Sejm.

Rozpoczęcie dyskusji nad zupełnie nowym systemem wsparcia cofa prace nad ustawą o OZE co najmniej o dwa lata, bo przez taki okres nie przyjęto ustawy jedynie korygującej obecny system. Jednak w rządzie wyraźnie widać brak determinacji do rozwoju tej gałęzi energetyki oskarżanej o podbijanie cen prądu, na czym cierpią energochłonne gałęzie przemysłu.

Nad kolejnym z rzędu nowym pomysłem teraz pochyli się więc branża i te ministerstwa, które jeszcze go nie widziały. Następnie będzie poprawiany, aby trafić w końcu do Sejmu, gdzie projekty o takim znaczeniu gospodarczym procedowane są miesiącami. Później zgodę na jego wdrożenie będzie musiała wydać jeszcze Komisja Europejska.

Zielone technologie rozwijają:

Partnerzy portalu

Partnerzy portalu

Partnerzy portalu

Energetyczne firmy z Państwa Środka będą miały trzy przyczółki na naszym kontynencie: w Wielkiej Brytanii, Portugalii i najpewniej także w Polsce

Rynek energii wspiera:

Partnerzy portalu

Australijskie firmy szukają w naszym kraju węgla. Nie wiadomo na razie na ile poważne są ich zamiary

Partnerzy portalu