Inwestorzy się przeliczyli. Wygrali aukcje, elektrowni nie zbudowali

Inwestorzy się przeliczyli. Wygrali aukcje, elektrowni nie zbudowali

Realne efekty pierwszej aukcji wsparcia odnawialnych źródeł energii są mizerne. Wielu inwestycji nie udało się sfinansować, bo po huśtawce legislacyjnej banki postrzegają ten biznes jako bardzo ryzykowny.

Dwa lata dostali inwestorzy, którzy wygrali pierwsze aukcje OZE, na zrealizowanie nowych inwestycji. Wygrana w aukcji daje pewne dochody ze sprzedawanej energii elektrycznej przez 15 lat. Wydaje się, że ten, kto wygrał aukcje, może spać spokojnie i liczyć zyski, jakie przyniesie mu elektrownia słoneczna czy farma wiatrowa. Rzeczywistość okazuje się bardzie skomplikowana. Wygrana w aukcji nie gwarantuje finansowania, co niejednemu inwestorowi spędza teraz sen z powiek.

Wyniki pierwszej aukcji

W pierwszej aukcji, która miała miejsce w grudniu 2016 roku, zakontraktowano energię za ponad 0,5 mld zł. Ceny za energię dla Nowych instalacji słonecznych i wiatrowych kształtowały się w granicach 254-409 zł/ MWh - poniżej założonego budżetu.

Początkowo zakładano, że wsparcie mogłoby objąć budowę farm słonecznych o łącznej mocy do 100 MW. Przyjęty maksymalny poziom mocy instalacji na 1 MW oznaczał, że takich instalacji mogłoby powstać na podstawie grudniowej aukcji przynajmniej 100. Ostatecznie aukcję wygrały 73 instalacje fotowoltaiczne i 11 wiatrowych. Ile z nich zrealizowano?

Najgorzej poszło z małymi elektrowniami wiatrowymi - wynika z informacji, jakie portalowi WysokieNapiecie.pl przekazał Urząd regulacji Energetyki. Zamiast 11 zrealizowano tylko jedną inwestycję o mocy 0,8 MW. Budowanie tak małych instalacji wiatrowych nie jest popularne, więc dla branży wiatrakowej wynik nie jest zaskoczeniem.  Lepiej poszło w słońcu - zbudowano 55 elektrowni słonecznych o łącznej mocy 52,5 MW. To o 18 elektrowni mniej niż wynosił wynik akcji z grudnia 2016 r.

Jaki system, takie efekty

- W wielu krajach gdzie funkcjonuje system aukcyjny, część projektów po wygranych aukcjach nie jest realizowanych przez inwestorów - wyjaśnia Bogdan Szymański, prezes Stowarzyszenia Branży Fotowoltaicznej Polska PV.

Czytaj także: Kupię projekt farmy słonecznej

Dlaczego? Część inwestorów licytuje zbyt nisko, licząc na spadki nakładów inwestycyjnych, które nie zawsze następują. - Co więcej, w Polsce duża część projektów PV była przygotowana przez deweloperów tylko do odsprzedaży. Niestety słaba jakość części z nich utrudniała znalezienie inwestora. Często sami inwestorzy, licząc na obniżenie ceny technologii, czekają nawet do ostatniej chwili na realizację inwestycji. Zdarza się, że na pół roku przed upływem terminu oddania farmy fotowoltaicznej do użytku,  projekt zmienia właściciela, a ten dopiero zaczyna szykowanie wykonawcy - dodaje Szymański.

Aukcje OZE z wyższą kaucją

Inwestorzy mieli czas na zrealizowanie projektów do końca 2018 roku. Nie zrealizowano jednej trzeciej inwestycji.  Sankcje okazały się niewystarczające, by zdyscyplinować deweloperów. Po pierwsze, przepada kaucja (30 tys. zł/MW).  Inwestor powinien zapłacić też karę za niewprowadzenie zakontraktowanej energii do sieci, traci też prawo do startowania w kolejnych aukcjach. W praktyce, ponieważ są to spółki celowe, dwie ostatnie sankcje nie są dotkliwe, ponieważ spółka może upaść, zostać zlikwidowana.

W połowie tego roku poznamy też ostateczne wyniki drugiej aukcji z 2017 roku, gdzie wygrały 352 projekty. Tu także spora część inwestycji nie zostanie zrealizowana. Jest natomiast szansa, że lepszy wynik da aukcja z 2018 roku. - Po pierwsze rynek nabrał pewnego doświadczenia, zwiększono też kaucje z 30 tys. do 60 tys. zł za MW. One przepadają w przypadku niezrealizowania inwestycji. Skrócony został także okres na realizację inwestycji z 24 do 18 miesięcy. Świadczy to o tym, że ministerstwo dostrzegło potrzebę większego uregulowania rynku i podniesienia wskaźnika realizacji wygranych aukcji - wylicza Szymański.

Skąd wziąć pieniądze na inwestycje?

Nadal kolosalnym problemem pozostają pieniądze. To ogromna bolączka polskiego rynku. Problem wynika przede wszystkim z niestabilności przepisów i ich niepewności. W Polsce inwestują zarówno płotki, jak i rekiny. W pierwszej aukcji kilkanaście projektów zgłosił chiński gigant Renesola, trochę mniej wygranych projektów zgłosiła spółka związana z funduszem Enterprise Investors. Tacy inwestorzy mają z reguły łatwiejszy dostęp do finansowania, ale mniejsi mieli już problem z przekonaniem banków. W dobrej sytuacji znaleźli się przedsiębiorcy, którzy na takie projekty dostali unijne dofinansowanie.

Czytaj także: Rząd zakontraktował energię słoneczną za 2 mld zł

Część projektów nie powstaje ze względu na nastawienie banków do finansowania nowych projektów, jak i samych inwestorów, którzy nie wierzą w stabilność i przewidywalność otoczenia regulacyjnego.  W trakcie konsultacji jest przygotowana przez Ministerstwo Energii kolejna już nowelizacja ustawy o OZE, który zakłada m.in. powiększenie mocy farm wiatrowych aż o 2,5 tys. MW. Czy jest na to szansa?

Nowelizacja goni nowelizację

- Wpierw była bardzo szkodliwa „Lex Energa”, a teraz  kolejna już „nowelizacja”.  Takie postępowanie rządu i parlamentu zniechęcają inwestorów i banki do większego zaangażowania. Branża od dawna ostrzegała rząd i polityków, że nierespektowanie praw nabytych inwestorów i ciągłe „majstrowanie” przy ustawie OZE będą miały takie konsekwencje, że nawet planowana aukcja na 2,5 GW nic nie da, bo inwestorzy będą się wstrzymywać z inwestycjami, aż do wyklarowania się sytuacji politycznej - stwierdza jeden z inwestorów, proszący o zachowanie anonimowości.

Polska stanęła przed potężnym problemem, by do 2020 roku wywiązać się z udziału OZE na poziomie 15 proc. końcowego zużycia energii brutto. Według ostatnich danych GUS udział ten wyniósł w 2017 roku 11 proc.

Czytaj także: Rząd przyznaje: Polska nie osiągnie celu OZE na 2020 rok

 

Zielone technologie rozwija

Zobacz także...

Komentarze

Patronat honorowy

Partnerzy portalu

PSE