Spis treści
2025 rok był moim pierwszym pełnym rokiem zakupu prądu w taryfie dynamicznej. Czy to się opłaca bardziej niż taryfy regulowane – G11, G12 itp? Krótka odpowiedź: tak, i to znacząco. Długa odpowiedź zajmie resztę tego tekstu.
Zanim jednak przejdę do liczb, kilka słów o warunkach, w jakich je zbierałem – bo wyniki zawsze zależą od kontekstu, dlatego u każdego oszczędności będą inne.
Moje gospodarstwo domowe
Mieszkam w segmencie o powierzchni 100 m², mam małą fotowoltaikę (3,7 kWp) i dwa samochody elektryczne. W połowie roku dołożyłem magazyn energii (SigenStor 16 kWh od Sigenergy – polecam), klimatyzację (3 jednostki multi-split od Haiera – nie polecam) oraz bojler elektryczny do podgrzewania ciepłej wody użytkowej. Mam zatem kilka urządzeń o dużym poborze, które nie muszą działać w sztywno określonych godzinach – mogą włączać się wtedy, gdy słońce produkuje prąd albo gdy giełda oferuje go najtaniej. To kluczowe założenie całej tej układanki.
Do taryfy dynamicznej dobrałem dystrybucję G12w (jestem na obszarze dystrybucyjnym PGE) – tańszy przesył w nocy, weekendy i święta. Od lutego 2026 przeszedłem na taryfę dystrybucyjną G12e, którą PGE dedykuje właśnie odbiorcom z ceną dynamiczną (niestety tylko prosumentom, czyli użytkownicy z samym magazynem energii nie mogą z niej skorzystać).
Najważniejsze liczby
W 2025 roku pobrałem z sieci 7 682 kWh. Kolejne 1 845 kWh pokryła autokonsumpcja z fotowoltaiki. Łączne roczne zużycie domu i aut elektrycznych wyniosło zatem 9 528 kWh, z czego niemal 3 900 kWh przypadło na ładowanie samochodów, a reszta na potrzeby domu.

Za energię pobraną z sieci w taryfie dynamicznej zapłaciłbym – razem z dystrybucją, akcyzą i VAT – 4 687 zł. Zaraz wyjaśnię, dlaczego zapłaciłem mniej. Gdybym pozostał na najpopularniejszej taryfie w Polsce, czyli G11, zapłaciłbym 8 751 zł. Różnica: ponad 4 000 zł. Ale porównanie z G11 to jak kopanie leżącego – to najdroższa opcja dla odbiorcy domowego – w końcu to taryfa all-inclusive, nie ważne kiedy korzystamy z prądu, stawka zawsze jest taka sama.

Sprawiedliwiej zestawić taryfę dynamiczną z G12w: tu różnica wyniosła 1 872 zł na korzyść taryfy dynamicznej. I tyle – bez żadnych dodatkowych urządzeń – zaoszczędziłem na samym zakupie prądu w 2025 roku.

Moja średnia stawka za kWh pobraną z sieci, razem z dystrybucją, wyniosła 0,61 zł – o niemal połowę mniej niż w G11. Warto to zapamiętać jako punkt odniesienia do dalszych wyliczeń.

Cztery strumienie oszczędności
Samo kupowanie prądu taniej niż w taryfach regulowanych to dopiero pierwszy z czterech źródeł korzyści. Policzmy je po kolei, bo w tym przypadku diabeł – a raczej kilka tysięcy złotych – tkwi w szczegółach.
Tańszy zakup prądu z sieci dzięki taryfie dynamicznej.

1 872 zł oszczędności względem G12w wyłącznie dzięki przejściu na taryfę dynamiczną i świadomemu przesuwaniu poboru na tańsze godziny. Zanim zainstalowałem magazyn, 80–85% energii pobierałem i tak już w tańszej strefie dystrybucyjnej. Po instalacji magazynu odsetek ten zbliżył się do 100%.

Autokonsumpcja z fotowoltaiki.
Wspomniane 1 845 kWh, które pokryła fotowoltaika, to energia, której nie musiałem pobierać z sieci.

Licząc po stawce G12w – to kolejne 1 568 zł. Przy czym autokonsumpcja wzrosła radykalnie: z niecałych 30% do ponad 90% w momencie, gdy zainstalowałem magazyn. Mechanizm jest prosty: zamiast oddawać nadwyżki z paneli do sieci za 20–30 gr/kWh w ciągu dnia w momencie, kiedy generacja z PV jest w całej Polsce, zacząłem je magazynować i zużywać na własne potrzeby lub sprzedawać wtedy, gdy cena jest wielokrotnie wyższa (np. w szczytach wieczornych o 19:00 czy 20:00 po 1 zł/kWh, 1,5 zł/kWh, czy nawet 2 zł/kWh).

Depozyt prosumencki.
W 2025 roku sprzedałem do sieci 2 183 kWh o wartości 1 291 zł.
To brzmi może skromnie, ale kluczowy jest kontekst: bez magazynu sprzedawałem nadwyżki ze słońca w środku dnia, kiedy prąd na giełdzie jest najtańszy – po 20–30 gr/kWh. Magazyn przesunął tę sprzedaż na godziny wieczorne, gdy cena jest najwyższa.

Moja średnia cena sprzedaży energii do sieci wzrosła do niemal złotówki za kWh. Wzrost wartości sprzedanej energii o ponad 200% przy jednoczesnym spadku jej wolumenu – to właśnie jest ta dźwignia, o której mówi się przy magazynach w systemie net-billingu.

Jak działa depozyt prosumencki w praktyce? Środki zgromadzone ze sprzedaży energii do sieci trafiają na wirtualny portfel i automatycznie pomniejszają kolejne faktury za prąd – z tym zastrzeżeniem, że pokrywają koszt samej energii, nie dystrybucji. Moje 1 291 zł zmniejszyło więc finalną kwotę do zapłaty za prąd z 4 687 zł do 3 396 zł.

Po zsumowaniu tych trzech strumieni wychodzi: 4 731 zł oszczędności rocznie na samym prądzie, dzięki taryfie dynamicznej, PV i magazynowi energii. Ktoś teraz zarzuci, że było to możliwe, dzięki „dziesiątkom/setkom tysięcy złotych inwestycji”. Nic bardziej mylnego. Magazyn z fotowoltaiką kosztował finalnie.. 18 tys. zł (po uwzględnieniu dopłat z programu Mój Prąd 6.0 i ulgi termomodernizacyjnej). Zatem jeśli założymy, że co roku oszczędności będą na podobnym poziomie (magazyn był zamontowany w czerwcu, więc w 2026 spodziewam się jeszcze większych oszczędności) to inwestycja spłaci się w niespełna 4 lata, a następnie zacznie przynosić czysty zysk.
Samochód elektryczny zamiast spalinowego.
Na ładowanie dwóch aut wydałem w całym roku 1 878 zł. Gdybym ten sam dystans – niecałe 20 tys. km – przejechał samochodem spalinowym, zapłaciłbym za paliwo 9 111 zł. Różnica: 7 233 zł.

Średni koszt ładowania z przesyłem wyniósł mnie 51 gr/kWh – latem schodził do kilkunastu groszy za kWh, zimą dochodził do ok. 80 gr/kWh.

W taryfie dynamicznej, gdy w Polsce wieje lub świeci i instalacje OZE zalewają sieć tanim prądem, zdarzają się ceny ujemne. Mój rekord: w Boże Ciało pobrałem w ciągu jednego dnia 100 kWh, za które sieć mi… dopłaciła. Rachunek za prąd tego dnia został zmniejszony o 25 zł.

Finalna stawka i łączne oszczędności
Po odliczeniu depozytu prosumenckiego zapłaciłem za prąd z sieci 3 396 zł. Dzieląc to przez 7 682 kWh pobrane z sieci, wychodzi średnia stawka 44 gr/kWh brutto – z dystrybucją, akcyzą i VAT.
Łącznie w 2025 roku, wliczając oszczędności na paliwie do oszczędności na zakupie i sprzedaży prądu, łącznie zyskałem w 2025 roku: 11 964 zł. Tyle zostało w mojej kieszeni, a nie w kieszeni sprzedawcy prądu i stacji benzynowej.
Sezonowość i tarcza cenowa – czyli czy zima naprawdę straszy?
Najdroższe miesiące to styczeń i luty – ok. 92 gr/kWh razem z dystrybucją. To brzmi groźnie, ale Pstryk ma tarczę cenową, która zamraża maksymalną stawkę zakupu energii (bez dystrybucji) do końca 2026 roku. Oznacza to, że nawet gdy ceny giełdowe poszybują, za samą energię nie zapłacę więcej niż 61 gr/kWh. To istotna różnica względem ofert dynamicznych bez takiego zabezpieczenia – i jeden z powodów, dla których ten sprzedawca był moim wyborem na start i posiada obecnie największą liczbę klientów w tej taryfie.

Najtańsze były – zgodnie z logiką rynku – wiosna, lato i wczesna jesień. Dużo słońca, dużo wiatru, niższy popyt przemysłowy w długie weekendy. Wbrew obiegowej opinii, zima nie była żadną pułapką. Wysokie ceny zdarzają się, owszem, ale magazyn energii po prostu ignoruje te okresy – w drogich godzinach dom zasila się z akumulatora, nie z sieci. Nie mając magazynu energii, ograniczamy zużycie prądu w najdroższych godzinach, a zużywamy w najtańszych. Np. zimą ładowanie samochodu elektrycznego wychodzi najlepiej w nocy (ok. 75-80 gr/kWh brutto już z przesyłem).
Jak to wszystko działa automatycznie – i czy muszę codziennie śledzić giełdę?
Nie śledzę. Kluczem do komfortu korzystania z taryfy dynamicznej jest automatyzacja. Magazyn Sigenergy ma wbudowaną integrację z Pstrykiem – w trybie AI widzi moje aktualne stawki brutto i sam decyduje, kiedy się ładować z sieci, kiedy zasilać dom, a kiedy sprzedawać nadwyżki z fotowoltaiki. Harmonogram klimatyzacji i bojlera ustawiony raz działa samodzielnie. Nie sprawdzam każdego ranka, po ile będzie prąd o 14:00.
Schemat jest powtarzalny: latem najtaniej w środku dnia (fotowoltaika), zimą w nocy (wiatraki i niskie zapotrzebowanie na moc w kraju). Weekendy zwykle są tańsze niż dni robocze. Tyle wystarczy, żeby zaprogramować urządzenia raz i zapomnieć o temacie na kolejne miesiące.
Czy bez całego ekosystemu też się opłaca?
Tak. Sama zmiana taryfy na dynamiczną – bez magazynu, bez fotowoltaiki, bez elektryka – dała u mnie niecałe 1 900 zł oszczędności rocznie przy moim wolumenie poboru. Jeśli uznacie, że chcecie wypróbować taryfę dynamiczną u siebie, to przechodząc do Pstryka z kodem EVKLUB50 otrzymacie 50 zł bonusu na pierwszą fakturę za prąd. Warto wiedzieć, że umowa jest na czas nieokreślony i w każdej chwili można zmienić sprzedawcę prądu i wrócić do taryfy regulowanej.
