Menu
Patronat honorowy Patronage

Ceny gazu nie będą regulowane

Najwięksi odbiorcy gazu nie będą mieli już regulowanych administracyjnie cen gazu. Wkrótce oficjalnie poinformuje o tym Urząd Regulacji Energetyki. Kolejne grupy odbiorców będą stopniowo wychodzić spod parasola regulacji. To oznacza zmiany w PGNiG.

Najwięksi odbiorcy gazu nie będą mieli już regulowanych administracyjnie cen gazu. Wkrótce oficjalnie poinformuje o tym Urząd Regulacji Energetyki. Kolejne grupy odbiorców będą stopniowo wychodzić spod parasola regulacji. To oznacza zmiany w PGNiG.

Najwięksi odbiorcy gazu nie będą mieli już regulowanych administracyjnie cen gazu. Wkrótce oficjalnie poinformuje o tym Urząd Regulacji Energetyki. Kolejne grupy odbiorców będą stopniowo wychodzić spod parasola regulacji. To oznacza zmiany w PGNiG.

– Na początku lipca zamierzam opublikować komunikat o uwolnieniu cen gazu dla największych odbiorców instytucjonalnych, który właśnie kończymy – mówi w rozmowie z portalem WysokieNapiecie.pl Marek Woszczyk, Prezes Urzędu Regulacji Energetyki.

Uwolnienie cen, czyli zwolnienie sprzedawców gazu z obowiązku akceptacji ich stawek przez regulatora,  w pierwszej kolejności dotyczyć będzie największych odbiorców gazu, zużywających przynajmniej 2-2,5 mln m sześc. rocznie. Takich firm jest w Polsce ok. stu, ale razem odbierają aż 40 proc. tego surowca.

Ich udział w odbiorze gazu w przybliżeniu odpowiada obowiązkowi jego sprzedaży na giełdzie, które wkrótce powinno zostać nałożone na Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo. Nowe prawo czeka jeszcze na na akceptację Senatu i Prezydenta. Przepisy przewidują rosnący obowiązek giełdowej sprzedaży gazu od 30 proc. w tym roku, do 70 proc. od połowy przyszłego roku.

To rozwiązanie wzorowane na rynku energii elektrycznej, gdzie obligo wymusiło na elektrowniach sprzedaż swojej produkcji na giełdzie. Teraz przez Towarową Giełdę Energii przechodzi ok. 80 proc. prądu, co pozwala na wyznaczenie realnej ceny rynkowej.
 
Zbyt tani gaz?

Polska ma jedne z najniższych cen gazu dla odbiorców końcowych w Unii Europejskiej. Według danych Eurostatu na koniec ubiegłego roku taniej w błękitne paliwo zaopatrywały się przedsiębiorstwa z jedynie pięciu państw UE. To efekt polityki polskiego rządu, która nie pozwala PGNiG osiągać większych przychodów z wydobycia krajowych węglowodorów. Chociaż gaz z Rosji kupujemy drożej, niż większość państw Unii, to dzięki domieszaniu do niego 35 proc. taniego krajowego paliwa, ostateczna cena gazu dla odbiorców jest znacznie niższa. Polskie firmy płacą za gaz średnio o 20 proc. mniej, niż niemieckie.

Cene gazu w Polsce

Obecna niska cena sprzedaży sprawia, że odbiorom nie opłaca się szukać innych dostawców, niż PGNiG, a dostawcom konkurować na polskim rynku.

– PGNiG w ostatniej taryfie miał zaniżoną cenę, więc trudno było z nim konkurować w tym najważniejszym segmencie dużych odbiorców, gdzie konkurencja mogłaby w ogóle zaistnieć. Trzeba byłoby znaleźć na rynku zagranicznym gaz tańszy od polskiej mieszanki, co nie jest łatwe, a następnie go sprowadzić, co jest równie trudne przy krajowych zdolnościach przesyłowych – ocenia Robert Guzik, dyrektor ds. regulacji francuskiej spółki GDF Suez w Polsce, która zastanawia się nad rozpoczęciem handlu gazem w naszym kraju.

Ile zdrożeje?

Koniec administracyjnej regulacji taryf zmieni jednak tę sytuację. Ceny gazu wzrosną, chociaż nie dla wszystkich od razu. – Zwolnienie z taryfikacji cen gazu dla przemysłu w początkowym okresie niczego nie zmieni. Zgodnie z obowiązującą umową dalej będziemy stosowali cenę taryfową gazu do czasu wynegocjowania nowej formuły cenowej – mówi Witold Szczypiński, wiceprezes Grupy Azoty, jednego z największych krajowych odbiorców błękitnego paliwa. Wiceprezes nie obawia się także większych wahań cen, które przyniesie ze sobą giełda. Na podobnych zasadach gaz kupują także zachodnioeuropejscy konkurenci Azotów.

Jednak Andrzej Szczęśniak, analityk rynku ropy i gazu ocenia, że nawet latem ceny gazu na niemieckim rynku hurtowym są wyższe, niż te po których paliwo odbierają teraz polskie firmy. – PGNiG będzie zatem miało pole do podwyżek. Stawki mogą wzrosnąć do takiego poziomu, aby krajowym odbiorcom nie opłacało się importować gazu z zagranicy. Wyżej nie może podnieść, bo już w tej chwili odbiera minimalne ilości gazu z Rosji [85 proc. – red.]. Jeżeli utraci część rynku i jeszcze obniży odbiór z Rosji, to i tak będzie musiało płacić za nieodebrany gaz zgodnie z klauzulą take or pay. To zatopiłoby firmę – tłumaczy nasz rozmówca.

Doskonale zdaje sobie z tego sprawę samo PGNiG, które po wyjściu spod kontroli administracyjnej przedstawi odbiorcom nowe propozycje cenowe.– Nie jestem wstanie przewidzieć ostatecznej decyzji, ale ja będę rekomendował jedynie nieznaczną zmianę stawek – mówi jeden z menadżerów firmy.

Rzeczywiście pole do podwyżek cen przez PGNiG jest stosunkowo nieduże. Obecna cena dla odbiorców przemysłowych to ok. 26 euro za megawatogodzinę gazu. Tymczasem na niemieckiej giełdzie surowiec handlowany jest po 26,5 euro/MWh. Chcąc go przesłać do Polski należałoby do ceny dodać niecałe 1 euro/MWh, a jeżeli miałaby to być kompleksowa usługa na poziomie tej, którą świadczy odbiorcom PGNiG (razem z bilansowaniem dostaw w poszczególnych godzinach) należałoby dodać kolejne 1-2 euro/MWh. Narodowy czempion może więc bez obaw o utratę klientów podwyższyć cenę dużym odbiorcom nie więcej niż o ok. 10 proc. Wiele zależy jednak od kursu złotego, który waha opłacalnością importu z Niemiec.

PGNiG w trudnej sytuacji

Zmiany przepisów, które realnie mogą wejść w życie we wrześniu, wymuszą zmianę także w samym PGNiG. Obowiązek sprzedaży gazu na giełdzie spowoduje, że spółka będzie musiała przez jakiś czas handlować… sama ze sobą. Wraz z wejściem w życie „obliga giełdowego” PGNiG będzie sprzedawać na giełdzie gaz, który samo chce (a właściwie musi, ze względu na klauzulę take or pay) dosatrczać swoim dotychczasowym klientom.

Dlatego PGNiG, aby realizować obowiązek sprzedaży własnego gazu na giełdzie, a jednocześnie wywiązywać się z umów na dostawy tego samego paliwa odbiorcom,  będzie musiało oferować go przez jedną spółkę, a kupować przez drugą. W firmie na akceptację czekają już plany podzielenia spółki. Zgodnie z nimi PGNiG SA zostałby spółką matką z podpisaną umową z Gazpromem i działalnością wydobywczą, a wszyscy dotychczasowi odbiorcy przeniesieni zostaliby do wydzielonej spółki PGNiG Obrót.  

Tymczasem PGNiG nadal nie ma prezesa po tym, jak za sprawą premiera pracę straciła poprzednia szefowa. W trakcie ostatniego konkursu nie udało się wyłonić jej następcy, na którego czeka już na biurku mnóstwo roboty. Spółka musi mieć strategię poradzenia sobie z problematycznym dla niej „obligiem gazowym” i uwolnieniem cen energii. Potrzebne będzie też wydzielenie spółki sprzedającej gaz.

Partnerzy portalu

Partnerzy portalu

Partnerzy portalu

Partnerzy portalu

Partnerzy portalu

Partnerzy portalu