Spis treści
Węgiel węglowi nierówny
Przez 11 lat od jej prywatyzacji można było zmienić Jastrzębską Spółkę Węglową w jeden z czołowych europejskich koncernów wydobywczych. To mógł być podmiot, który skupiłby w sobie dochodowe złoża w Polsce i w regionie. Byłby siłą napędzającą przemysł okołogórniczy w Polsce.
Wartością spółki są perspektywiczne złoża, ale do ich uruchomienia potrzeba olbrzymich nakładów inwestycyjnych. W 2011 roku sprzedano ok. 40 mln akcji i pozyskano dla Skarbu Państwa (a nie dla spółki) prawie 5,37 mld złotych. Inwestorzy, którzy kupili akcje z myślą o długoterminowej lokacie stracili większość swoich środków wydanych w 2011 roku.
W opublikowanym w roku 2011 prospekcie emisyjnym na stronie 148 potwierdzono, że złoża węgla kamiennego tej spółki zawierają tylko 1,4% węgla gazowo-płomieniowego (do celów energetycznych) natomiast 28,7% to węgiel gazowo-koksowy mający dobrą spiekalność, dużą wydajność gazu i smoły. 5,3% to węgiel ortokoksowy – typowy węgiel koksowy o wysokim ciśnieniu rozprężania. Ponadto węgiel metakoksowy i semikoksowy stanowią jeszcze 6,3%.
Według ówczesnych ocen ze złóż zasoby operatywne wynosiły ponad 550 mln ton, a w nowych obszarach koncesyjnych jeszcze 163 mln ton. Poprzez pogłębianie obecnych obszarów koncesyjnych dodatkowo mamy 129 mln ton. Według ocen niezależnych ekspertów ówczesne zasoby dawały możliwość funkcjonowania niektórych kopalń grupy JSW do 2030, a po roku 2030 nawet przez okres kolejnych 40 lat. Zasoby bilansowe oceniano wtedy na 1,9 mld ton, co dawało szansę na nawet 100 lat działalności.

Dlaczego zatem od wielu lat spółka wydobywa tylko 12 mln ton węgla, ale w tym aż 3 mln ton niskiej jakości węgla energetycznego, który wtedy stanowił ułamek zasobów?
Fedrowali nie to, co powinni
Prawdopodobna odpowiedź jest jasna. Spółka weszła na lata w pokłady zawierające więcej węgla energetycznego, w które w ogóle nie powinna wchodzić. Moim zdaniem kolejne zarządy tej spółki po prostu zaczęła eksploatować części złoża, które należało po prostu porzucić. Nie poczyniono za to inwestycji na obszarach, w których jest wyłącznie węgiel koksujący.
Dlaczego kolejne projekty zagospodarowania złóż (PZZ) zawierały wpisanie do nich tych mało ekonomicznych obszarów ? Kto sporządzał te PZZ i dlaczego kolejne zarządy zatwierdzały te dokumenty ?
Cóż, dzięki wejściu w wiele nowych nieopłacalnych pokładów trzeba było zatrudniać więcej górników, było więcej zamówień na kombajny i maszyny, zarabiały firmy przygotowujące wydobycie itd. itp., ale ekonomicznie to nie miało sensu.
Gdyby w czasie prywatyzacji w 2011 roku wpisano do statutu spółki obowiązek prezentowania co 2-3 lata prawdziwych zasobów złóż według zasad międzynarodowych, to prawdopodobnie tego typu praktyki nie byłyby możliwe. Przypomnijmy po raz kolejny: Polska Klasyfikacja Złóż istotnie różni się od Klasyfikacji JORC (według wytycznych Australijskiego Instytut Geologów), jest inna od Kodeksu Sprawozdawczości (Reportin Code) stosowanego w Wielkiej. Brytanii, Irlandii i kilku krajach Europy Zachodniej oraz jest inna od Standardu Definicji i Wytycznych CIM (Kanada), a także jest inna od instrukcji SME (SME Guide) z USA.
Przez kilkanaście lat kolejne zarządy po cichu rozpoczęły eksploatację niedochodowych części złoża i zatwierdziły sobie plany, które dołują całą spółkę. Rada nadzorcza nie kontrolowała tych kwestii, gdyż chyba nie było w niej ekspertów, którzy by to rozumieli. Wejście w wydobycie 3 mln ton węgla energetycznego miałoby sens gdyby 8-10 lat temu spółka podpisała długoterminowe (15-20 lat) umowy z energetyką na takie ilości węgla energetycznego po z góry ustalonych i indeksowanych cenach. Ale tego nie zrobiono.
Jest jeszcze kolejna możliwość – dokumenty prezentowane przez spółkę w roku 2011 były nieprawdziwe. Przecież międzynarodowi eksperci na podstawie tych dokumentów potwierdzili, iż 500 mln ton węgla koksowego starczy na 40 lat działalności (!).
Katastrofa JSW to suma utrzymywania w tej spółce większościowego pakietu akcji Skarbu Państwa i mianowania w niej niekompetentnych menedżerów.
Czytaj też: Dlaczego politycy zmuszają nas do płacenia miliardów na niepotrzebne kopalnie
Kilka kroków do ratunku
Jak uratować spółkę? Moim zdaniem trzeba po prostu wyodrębnić z tego podmiotu tylko dochodowe części i fragmenty złóż, a resztę „zaorać”, czyli wygasić w nich produkcję korygując błędne projekty zagospodarowania złóż.
Jakie kroki kolejno powinny być zrobione ?
– najpierw robimy od nowa ocenę obecnie eksploatowanych i perspektywicznych obszarów wydobywczych;
– jednocześnie robimy dokładny projekt, które części spółki jeszcze nadają się do czegokolwiek, a które nie rokują nic, bo produkują za dużo węgla energetycznego;
– robimy wstępną wersję „cięcia” tego podmiotu i dajemy szansę dla ewentualnych zainteresowanych złożenia wstępnych ofert na „najlepszą część” i na niektóre „zamykane” części.
– następnie ustalamy docelowy program podziału. Ponieważ JSW to spółka giełdowa przedstawiamy plan do akceptacji WZA;
– musimy mieć ustawową możliwość szybkiej (w ciągu kilku tygodni) korekty błędnych planów zagospodarowania złóż i zmiany ich tak, aby każda wyodrębniana część miała swój nowy PZZ z realnymi ocenami ekonomicznymi, co oznacza „automatyczną” zmianaę PZZ bez wielomiesięcznych debat różnych gremiów. Tu potrzebna jest zmiana ustawowa dająca tej spółce prawo wyrzucenia do kosza wszystkich błędnych dokumentów;
– następnie pełnomocnik do spraw podziału przeprowadza sprzedaż zorganizowanych części tego przedsiębiorstwa z gwarancją, że taki podział jest akceptowalny. Możemy dopisać w tej prywatyzacji obowiązek określonego poziomu nowych inwestycji, o ile to jest realne. Wtedy kolejka potencjalnych inwestorów będzie składała się na pewno z 5-9 największych koncernów wydobywczych świata;
– dajemy tym inwestorom szanse na dokładne due-diligence, co niestety znowu trwa kilka miesięcy;
– ostatecznie podpisujemy umowy sprzedaży z wybranymi inwestorami ( inwestorem) i je realizujemy.
Po drodze mamy oczywiście jeszcze wybory parlamentarne. Mamy też związki zawodowe, które raczej nie będą przychylne, a na pewno nie wyrażą opinii szybko.
Druga możliwość to dotujemy ten podmiot tak długo jak się da i modlimy się o jakąś zmianę na rynku węgla koksującego oraz brak interwencji Komisji Europejskiej.
Czy obecny rząd zdecyduje się na realne rozwiązanie zgodne z praktyką międzynarodową czy też dalej będziemy bawić się w dopłaty z budżetu?
Czytaj też: Jak górnicze lobby zabiło polskie górnictwo
