Kto rzeczywiście zainwestuje w farmy wiatrowe na Bałtyku?

Kto rzeczywiście zainwestuje w farmy wiatrowe na Bałtyku?

Potencjalni inwestorzy to firmy energetyczne i paliwowe, zarówno polskie jak i potężne koncerny zagraniczne. Możliwe, że po norweskim Equinorze (dawna nazwa Statoil), który podpisał umowę z Polenergią, na bałtyckie projekty zaczną patrzeć inni giganci, np. Shell.

Firmy prześcigają się w deklaracjach dotyczących budowy farm wiatrowych na Morzu Bałtyckim. Planowany w polskim prawie nowy system wsparcia to tylko jeden z powodów dla którego o morskich projektach energetycznych jest znów głośno. Morskie farmy wiatrowe przyciągają uwagę nie tylko w Polsce, głównie z powodu dramatycznego spadku kosztów i podniesienia wydajności turbin.

Najmocniejsza turbina na świecie

Turbiny 3-3,6 MW dla projektów offshore to już przeżytek. Nowo budowane morskie farmy wiatrowe zamawiają turbiny o mocy 7 i 8 MW, a w drodze są jeszcze potężniejsze siłownie. Duńsko-japoński MHI Vestas ma w ofercie turbinę V164-9,5 MW. Jak podaje firma, to obecnie najmocniejsza turbina dla morskich farm wiatrowych na świecie. W grudniu 2016 roku ustanowiła w swoim segmencie rekord, produkując w ciągu 24 godzin 216 MWh energii. Łopaty wiatraka mają 80 m długości, ważą 35 ton i mają powierzchnię przetaczania 21 124 m2. W przyszłym roku 23 takie turbiny zostaną zamontowane w belgijskim projekcie Northwester 2 (224 MW). Belgia niedawno zadeklarowała, że do 2025 roku chce mieć 4 GW nowych mocy z offshore.

Turbina MHI Vestas jest obecnie największą na rynku

Amerykanie nie pozostają w tyle. GE Renewable Energy zaprezentował w marcu plan opracowania najpotężniejszej przybrzeżnej turbiny wiatrowej: Haliade-X. "Wyposażona w generator o mocy 12 MW i wiodący w branży współczynnik wydajności brutto wynoszący 63 procent, Haliade-X wyprodukuje 45 procent więcej energii niż jakakolwiek inna turbina na morzu dostępna obecnie" - czytamy w komunikacie. Według obliczeń opartych na warunkach panujących na Morzu Północnym, jedna taka turbina ma wytwarzać rocznie 67 GWh energii. W przypadku elektrowni o mocy 750 MW wystarczyłoby energii dla miliona Europejczyków. Demonstracyjnie turbina ma być gotowa w przyszłym roku, komercyjnie - dwa lata później.

Zobacz także: Polskie fundamenty jednej z największych farm wiatrowych Europy

Większa moc turbin to dla inwestorów większy zysk. Można postawić mniej fundamentów i przyłączeń i uzyskać zaplanowaną moc elektrowni. Inwestor redukuje też koszty serwisowania. Jednocześnie przy większej wydajności pracy, spadają nakłady inwestycyjne na jednostkę energii produkowanej w całym cyklu użytkowania siłowni.

Morskie farmy wiatrowe potrzebują wsparcia. A może nie?

Jeszcze pięć lat temu uśredniony koszt energii elektrycznej (LCOE) w przypadku elektrowni offshore oceniany był na ok. 140 euro/MWh - dwa-trzy razy więcej niż w przypadku elektrowni węglowych czy jądrowych. Obecnie jest to znacznie mniej - od ok. 50 do 73 euro/MWh.

W grudniu 2017 roku Holandia ogłosiła aukcję OZE na dostarczenie energii z siłowni off-shore bez systemu wsparcia. W marcu tego roku kontrakt uzyskał szwedzki Vattenfall.  Morskie farmy wiatrowe Kust Zuid 1 i 2 po ukończeniu będą pierwszymi takimi siłowniami funkcjonującymi bez dopłat. Maksymalna moc dwóch farm wyniesie 700-750 MW. Czas ich realizacji - zgodnie z warunkami aukcji - wynosi 5 lat. Powinny więc zostać zbudowane do końca 2022 roku.

Holendrzy nie przecierają szlaków w wyznaczeniu aukcji OZE "bez wsparcia". W kwietniu 2017 roku Ørsted (dawna nazwa: Dong) wygrał podobny niemiecki kontrakt. Wybuduje dwie morskie farmy wiatrowe OWP West i Borkum Riffgrund West 2 - o mocy 240 MW każda. Inwestycje mają być gotowe w 2024 roku

Gdzie jest haczyk?

Oferty "zero-subsydiów" nie obejmują kosztów zbudowania przyłączy.  Jak stwierdził szef stowarzyszenia WindEurope Giles Dickson, oferty bez subsydiów są możliwe dla niektórych deweloperów na niektórych rynkach - także tam, gdzie rządy przejmują część ryzyka projektu i zarządzają nim. W przypadku holenderskim rząd zajmuje się podłączeniem farm offshore do sieci, co jest ważnym czynnikiem. Do 2023 roku Holendrzy planują przyłączyć 3,5 GW na morzu.

Rządy zachodnich państw ograniczają ryzyko, zapewniając przewidywalną politykę i wolumeny odbioru energii. Nie bez znaczenia dla projektów "zero-subsydiów" jest postęp technologiczny - farmy wiatrowe na morzu będą budowane z turbinami 12 MW. Zakłada się nawet, że do 2024 r. pojawią się też takie o mocy 15 MW.

Zobacz także: Zagadka spadających cen morskich wiatraków

Polskie niewiadome

Według ostatnich zapowiedzi dyrektora Andrzeja Kazimierskiego, szefującego departamentowi energii odnawialnej w Ministerstwie Energii, rozważanych jest kilka wariantów wsparcia off-shore. Kazimierski wspomniał o "indywidualnych porozumieniach z inwestorami", co wymagałoby notyfikacji w Komisji Europejskiej. Z kolei wiceminister energii Grzegorz Tobiszowski zaznaczył, że priorytetem jest "uporządkowanie kwestii związanych z przedsięwzięciem jądrowym".

Kto poniesie koszty przyłączenia planowanych na polskich wodach farm wiatrowych? Obecnie odpowiedzialność leży po stronie inwestora. W aktualizacji "Programu rozwoju morskiej energetyki i przemysłu morskiego w Polsce" ze stycznia 2018 r. Fundacja na rzecz Energetyki Rozproszonej (FNEZ) założyła, że koszt przyłączy podnosi cenę energii o około jedną czwartą.

FNEZ zakłada, że średnie LCOE wynieść może w polskich projektach niespełna 300 zł/MWh w 2025 r., a w 2030 r. - niecałe 270 zł/MWh.  Ale przy coraz lepszych technologiach (turbiny 12 MW) i bez kosztów przyłącza po stronie inwestora morskie farmy wiatrowe mogą być konkurencyjne już na początku lat 20. Pozostaje też kwestia magazynowania energii.

Decyzje lokalizacyjne farm wiatrowych w polskiej strefie

Polska wydała 9 decyzji lokalizacyjnych, z czego dwa projekty - Polenergia Bałtyk III oraz Polenergia Bałtyk II są najbardziej zaawansowane. Na razie tylko Polenergia i PGE mają podpisane z Polskimi Sieciami Elektroenergetycznymi umowy o warunkach przyłączenia elektrowni do sieci.

Polenergia pozyskała niedawno dla swych farm  inwestora - norweski koncern Equinor (na taką zmianę nazwy zdecydował się Statoil). Ponad 20 firm zgłosiło się do przetargu PKN Orlen na wykonanie koncepcji technicznej projektu budowy morskich farm wiatrowych o mocy do 1200 MW.

PGE Energia Odnawialna do połowy lat 20. chce mieć na Bałtyku 1000 MW mocy. Jak zaznaczyła podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego Monika Morawiecka z PGE, można to nazwać "projektem pilotażowym".  Jej zdaniem, przy potencjale 6-10 GW na Morzu Bałtyckim oznacza to "wielkie wyzwanie od strony sieciowej, dużo większe niż przy energetyce konwencjonalnej".

Zobacz także: dorsze popłyną obok wiatraków

Według Joanny Maćkowiak-Pandery z Forum Energii, morskie farmy wiatrowe powinny zostać zgłoszone w tym roku do unijnego 10-letniego planu sieci, aby można było otrzymać na te projekty dofinansowanie. Polskie Sieci Elektroenergetyczne 8 maja uruchomiły ankietę, w której proszą inwestorów o przesyłanie do 25 maja deklaracji planów budowy morskich farm wiatrowych. Jak wyjaśnia PSE "dane zostaną wzięte pod uwagę w kolejnych iteracjach procesu planowania rozwoju sieci przesyłowej".

 

 

Zobacz także...

Komentarze

Patronat honorowy

Nasi partnerzy

PG SilesiaPGEPSE