Menu
Patronat honorowy Patronage

Rekordowy czas dla polskiego rynku gazu

W 2017 roku Polska pobiła rekord pod względem wykorzystania gazu ziemnego. Zużyliśmy w Polsce ponad 17 mld metrów sześciennych tego surowca. Dlaczego to ważne? Jakie miejsce gaz zajmuje w polskiej gospodarce? Wyjaśniamy.

Gaz ziemny jest jednym z filarów funkcjonowania nowoczesnej gospodarki. Jego głównym składnikiem jest metan – najprostszy z węglowodorów. Jedną z największych zalet gazu ziemnego jest jego jednorodność, zarówno jeśli chodzi o ciepło spalania, jak i skład chemiczny. Dzięki temu elektrownia gazowa działa tak jak zaplanowano, a płomień z naszej kuchenki ani nie gaśnie, ani nie bucha wysoko w górę.

Jeśli chodzi o zastosowanie gazu, to pierwsze skojarzenie brzmi: paliwo. Rzeczywiście, gaz jest doskonałym, wysokokalorycznym surowcem. W porównaniu z węglem spalanym w elektrowniach, pozwala aż o połowę zmniejszyć emisję CO2. Nie emituje również pyłów – głównego źródła smogu. Spalamy go na dziesiątki sposobów – od wielkich elektrowni z turbinami gazowymi poprzez instalacje przemysłowe, elektrociepłownie i ciepłownie, po domowe kotły, piecyki i kuchenki. Gaz daje nam więc energię elektryczną i ciepło. W wielu krajach jest najważniejszym ich źródłem.

Czyste paliwo

Kopalnia Ropy Naftowej i Gazu Ziemnego Lubiatów – Oddział PGNiG SA w Zielonej Górze

Również w Polsce znaczenie gazu ziemnego jako paliwa w ostatnich latach rośnie i nadal będzie rosło. WysokieNapiecie.pl we współpracy z portalem Interia.pl rozpoczyna kampanię „Polski Gaz” przybliżającą czytelnikom zagadnienia tego rynku. Prostym językiem, krok po kroku, będziemy opowiadać o wszystkich etapach, które gaz musi przejść, zanim trafi do odbiorców. W jaki sposób się go poszukuje i wydobywa? Jak działają magazyny gazu, na czym polega handel gazem na giełdzie i jak działają liczniki zużycia w domach – na te i inne pytania odpowiemy w naszej akcji. Jej partnerem jest PGNiG.

Cykl naszych artykułów rozpoczyna się w momencie, w którym wiemy już, że w ubiegłym roku zużycie gazu osiągnęło poziom 17,7 mld metrów sześciennych – to historyczny rekord. Systematyczny wzrost zapotrzebowania na błękitne paliwo jest związany z naturalnym rozwojem gospodarki, ale też i zmianą źródeł ogrzewania na bardziej przyjazne środowisku. Według różnych prognoz, w następnej dekadzie będziemy potrzebowali 18-20 mld m sześć. rocznie. Chociaż nie brak ocen, że będzie to nieco mniej albo znacznie więcej.

Istotne miejsce miejsce wśród źródeł gazu zajmuje wydobycie krajowe:

Kopalnia Ropy Naftowej i Gazu Ziemnego Lubiatów jest największym takim obiektem w Polsce i jednym z najnowocześniejszych w Europie. Otwarta w 2013 r. kopalnia eksploatuje złoża gazu ziemnego, których udokumentowane zasoby liczą 7,3 mld m3.
 

Gaz jest podstawowym surowcem dla polskiego przemysłu chemicznego. Rafinerie produkują z niego wodór, niezbędny do wytworzenia z ropy naftowej wielu produktów. Zakłady azotowe używają go do syntezy amoniaku, podstawowego wyjściowego surowca do produkcji nawozów sztucznych. Inne zakłady chemiczne potrzebują gazu do produkcji tworzyw sztucznych i tak dalej. Oczekuje się, że przybywać będzie też elektrowni i elektrociepłowni wykorzystujących surowiec.

Priorytet: stabilne dostawy

Zapewnienie nieprzerwanego dopływu gazu jest więc kwestią o fundamentalnym znaczeniu dla całej gospodarki. Najpewniejsze, i co więcej – najtańsze, jest wydobycie krajowe. Od lat PGNiG wydobywa rocznie ok. 4 mld m sześc. gazu ziemnego i na takim poziomie wydobycie to pozostanie w najbliższej przyszłości. Na odkrycie gazowego eldorado raczej nie ma co liczyć. Ciągle jednak zagospodarowujemy kolejne złoża, których eksploatacja dla PGNiG jest opłacalna. Na pomoc przychodzi rozwój technologii, pozwalającej wydobywać w coraz to nowych miejscach i nowymi metodami. Na przykład dzięki innowacyjnym metodom badawczym i wiertniczym, w tym zastosowaniu zdjęć sejsmicznych 3D, PGNiG odkryło w tym roku nowy horyzont gazowy w eksploatowanym od 60 lat złożu Przemyśl. Firma podjęła decyzję o rewitalizacji złoża, co pozwoli na wydobycie z niego gazu przez kolejne dekady. PGNiG testuje także możliwość wydobycia metanu z pokładów węgla na Górnym Śląsku, co w przyszłości mogłoby przynieść Polsce dodatkowy 1 mld m sześc. gazu rocznie.

Pozostałą część gazu, czyli około trzech czwartych zapotrzebowania, Polska musi importować. Do niedawna kierunek tego importu był tylko jeden – wschód. Gaz z Rosji płynął – i płynie – przez rurociągi wiodące przez Białoruś i Ukrainę. W latach 90. powstał gazociąg jamalski, którym Gazprom eksportuje surowiec na zachód Europy i z którego może czerpać, choć niewielkie ilości, również PGNiG w ramach wieloletniego tzw. kontraktu jamalskiego, który wygasa w 2022 r. Gazociąg ten nie jest jednak głównym punktem dostaw. Więcej gazu w ramach tego kontraktu PGNiG odbiera na innych połączeniach – z Białorusią i Ukrainą.

Sytuacja z jednym dominującą dostawcą gazu dla Polski jest sama w sobie niekorzystna, bo ma on w praktyce pozycję monopolistyczną, co przekłada się na wysokie ceny. Dodatkowo Rosja używa surowców w celach politycznych. Jest to tym łatwiejsze, że Gazprom ma zdolność do przysłowiowego już „zakręcenia kurka”, co wykorzystał w ciągu ostatnich lat wielokrotnie w sporach z Ukrainą czy Białorusią, a co miało konsekwencje dla Polski i innych rynków w Europie środkowej i południowej.

Znacznie bardziej komfortową sytuacją, zarówno politycznie jak i gospodarczo, jest posiadanie kilku tras dostaw gazu z różnych źródeł i od różnych dostawców, co określa się jako dywersyfikację. Można wtedy przebierać w korzystnych ofertach i warunkach cenowych.

Bezpieczeństwo dzięki dywersyfikacji

W przypadku Polski dywersyfikacja dróg dostaw zaczęła się w obecnej dekadzie wraz z rozwojem wolnego rynku gazu w UE oraz budową nowych połączeń z zachodem. Dywersyfikacja źródeł dostaw miała swój początek po uruchomieniu terminala LNG w Świnoujściu. Obecnie oprócz tradycyjnych punktów dostaw z Rosji na wschodniej granicy mamy też połączenie z Niemcami w Lasowie, stosunkowo niewielki gazociąg z Czechami oraz możliwość tłoczenia gazu w  przeciwnym kierunku przez gazociąg jamalski na granicy niemieckiej – w trybie tzw. rewersu fizycznego i wirtualnego. Zmiana jakościowa w dywersyfikacji dostaw nastąpiła jednak dzięki terminalowi LNG, który jest bramą dla dostaw gazu z nowych źródeł: z Kataru, Norwegii czy USA.

Postęp w zakresie dywersyfikacji dokonał się w ciągu ostatnich dwóch lat. Jeszcze w 2015 r. z kierunku wschodniego pochodziło 87% importowanego do Polski gazu, a już w ubiegłym roku udział ten wyniósł 70%. W ten sposób mimo wzrostu importu o 11% Polska zmniejszyła zakupy surowca z Rosji o 0,5 mld m sześć. w porównaniu z rokiem 2016.

Nadzieje w Bramie Północnej

Dywersyfikacyjne plany Polski wiążą się też z projektem Baltic Pipe. Gazociąg ten – a w zasadzie cała trasa do transportu gazu wydobywanego u brzegów Norwegii wiodąca poprzez Danię i Morze Bałtyckie do Polski – ma całkowicie uniezależnić polski rynek od dostaw gazu rosyjskiego. Planowany termin uruchomienia Baltic Pipe to koniec 2022 r. W otwartej dla wszystkich zainteresowanych procedurze PGNiG zgłosiło zapotrzebowanie na moce gazociągu, a następnie podpisało wiążące 15-letnie umowy na przesył gazu tą trasą z firmami-operatorami zarządzającymi gazociągami w Danii i w Polsce.

Gaz, który wypełni rurociąg Baltic Pipe, będzie pochodził m.in. z własnego wydobycia PGNiG ze złóż na kilkudziesięciu koncesjach udzielonych spółce przez rząd Norwegii. Pozostała ilość gazu do wypełnienia gazociągu zostanie dokupiona od innych producentów gazu w Norwegii.

Systematyczny wzrost zapotrzebowania na gaz ziemny w Polsce jest związany z naturalnym rozwojem gospodarki, ale też i zmianą źródeł ogrzewania na bardziej przyjazne środowisku.

PGNiG chce sprowadzać gaz z Norwegii nie tylko ze względów bezpieczeństwa dostaw, Liczy również, że import gazu z rynku norweskiego będzie dokonywany na bazie cen rynkowych powiązanych z cenami gazu na giełdach w całej Europie. Inaczej jest z dostawami gazu z Gazpromu do Polski, które są powiązane z cenami ropy naftowej. Ich nieprzewidywalność przekłada się na wyższe ceny gazu w Polsce niż w Europie Zachodniej. Gazprom stosuje takie ceny tylko wobec Europy Środkowej – na rynkach Europy Zachodniej konkuruje cenami rynkowymi.

Baltic Pipe – wraz z terminalem LNG, którego przepustowość PGNiG zarezerwowało w całości i która będzie powiększana w najbliższych 5 latach oraz wraz z istniejącymi lub planowanymi interkonektorami – pozwoli całkowicie zastąpić dostawy gazu z kierunku rosyjskiego.

Z kolei planowane interkonektory z Litwą, Słowacją, Ukrainą i Czechami mają pozwolić na przesłanie gazu do odbiorców leżących na północny i południowy wschód oraz na południe od Polski.

Projekt Baltic Pipe zyskał poparcie Komisji Europejskiej, która umieściła go na liście PCI, tzn. projektów o znaczeniu istotnym dla Wspólnoty Europejskiej. Status PCI podkreśla rolę projektu Baltic Pipe w regionie Morza Bałtyckiego i Europie Środkowo-Wschodniej, jego szczególne znaczenie dla wzrostu bezpieczeństwa i stopnia dywersyfikacji dostaw gazu ziemnego w Europie oraz budowy zintegrowanego i konkurencyjnego rynku gazu. W ten sposób Baltic Pipe uzyskał pierwsze środki unijne na projektowanie gazociągu.

Infrastruktura gazowa to poważne i nietanie inwestycje, dlatego jej budowa musi mieć biznesowe uzasadnienie – żeby nie marnować pieniędzy na rury, które nie będą używane. UE dąży do tworzenia wolnego rynku gazu i jego integracji, do czego niezbędne są połączenia międzysystemowe – interkonektory – oraz zdywersyfikowane źródła i trasy dostaw. Dlatego Unia wspomaga inwestycje gazowe, jednak wcześniej wymaga wykazania, że powstanie danej infrastruktury ma odpowiednio duże znaczenie strategiczne, m.in. zapewnia dywersyfikację, a uczestnicy rynku są nią zainteresowani. Czyli krótko mówiąc, że unijne pieniądze zostaną wydane z sensem.

Partnerzy portalu

Zima wciąż nie daje za wygraną, ale jej ostateczny koniec jest przesądzony. Pora więc na podsumowanie rządowych działań antysmogowych
Klimat wspiera:

Partnerzy portalu

Partnerzy portalu

Partnerzy portalu

Elektrownie wiatrowe na morzu nie znajdą przeciwników wśród mieszkańców ani obrońców środowiska. Wątpliwości mają jedynie rybacy. Na ostateczne pozwolenia środowiskowe firmom przyjdzie jednak poczekać
Zielone technologie rozwijają:

Partnerzy portalu