Polskie fundamenty jednej z największych farm wiatrowych Europy

Polskie fundamenty jednej z największych farm wiatrowych Europy

W Szczecinie ruszył załadunek fundamentów pod ogromne turbiny wiatrowe lokalizowane u wybrzeża Niemiec. Każda z nich będzie wyższa od najwyższego wieżowca w Polsce. To największy kontrakt szczecińskiej spółki wchodzącej w skład Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Na podobne zamówienia z Polski poczeka jednak kilka lat.

W niedzielę rozpoczął się załadunek na barkę pierwszych trzech 700-tonowych stalowych konstrukcji wsporczych (tzw. jacketów), mierzących po 60 metrów każda. To największe takie elementy pod morskie elektrownie wiatrowe, które kiedykolwiek powstały w Polsce i pierwsze tak duże i skomplikowane zamówienie realizowane przez szczecińską ST3 Offshore, przejętą niedawno przez fundusz Mars należący do Polskiej Grupy Zbrojeniowej.

Każdy z fundamentów kosztuje blisko 20 mln zł, a spółka wyprodukuje ich łącznie 20. Platformy pośrednie (ważące po 150 ton każda) dostarcza do nich inny polski producent – Energomontaż-Północ Gdynia, także kontrolowany przez Skarb Państwa za pośrednictwem funduszu Mars. Z kolei części fundamentów przysysających całość do dna wykonuje na zamówienie ST3 Offshore stocznia Harland and Wolff z Belfastu, ta sama, która ponad sto lat temu zbudowała Titanica.

Stocznie żyją z wiatraków

Na polskich fundamentach stanie 20 spośród wszystkich 56 turbin wiatrowych o mocy 8 MW każda, które dostarczy duńsko-japoński MHI Vestas (pozostałe 36 fundamentów o prostszej konstrukcji powstaje w Niemczech). Farmę budowaną ponad 50 km od niemieckiego wybrzeża po połowie finansują duński Orsted (do niedawna DONG) oraz amerykański fundusz Global Infrastructure Partners, zarządzający aktywami wycenianymi na ponad 130 mld zł. Łącznie farma wiatrowa Borkum Riffgrund 2 będzie mieć moc 448 MW. Rocznie wyprodukuje przynajmniej 1,5 TWh prądu (to połowa zużycia całego województwa opolskiego).

To nie jedyny polski akcent przy tej, wartej 5,5 mld zł, inwestycji. Gdyńską stocznię Nauta (także kontrolowaną przez Mars) opuścił właśnie zmodyfikowany statek „Vole au vent” należący do belgijskiego armatora Jan De Nul. Rozmieści on na morzu wspomniane 36 fundamentów farmy Borkum Riffgrund 2. Co ciekawe, statek pięć lat temu zbudowała inna polska stocznia – Cristal z Gdyni (do państwowego Marsa należy 35% jej udziałów), która ma na swoim koncie już cztery takie jednostki.

Z kolei transformatory dla farm wiatrowych powstają w fabryce ABB w Łodzi, a naukowcy z centrum badawczo-rozwojowego tego samego koncernu w Krakowie rozwijają systemy automatyki wiatraków. Liczącymi się firmami w sektorze są też m.in. myślenicka Tele-Fonika Kable czy szczeciński JW Steel Construction. – Szacujemy, że nasze komponenty są zainstalowane na 70-80% morskich farm wiatrowych w Europie – mówi Janusz Dołgopoł, prezes JW Steel Construction.

Polskie firmy mają też coraz większe ambicje. Z pozycji poddostawców chcą się zamienić w dostawców gotowych produktów. Pół roku temu kilka spółek – m.in. GSG Towers, Enamor, Tele-Fonika Kable i Lotos Serwis podpisało list intencyjny ws. utworzenia konsorcjum budującego w pełni wyposażoną podstację transformatorową dla morskich farm wiatrowych. – Nasze firmy do tej pory dostarczały poszczególne elementy trafostacji, ale nic nie stoi na przeszkodzie by pójść krok dalej i dostarczać wspólnie gotowy produkt. Najważniejsze przy tym są umiejętności zarządzania projektem, które mamy – mówi Ludmiła Buimister, prezes GSG Towers.

Brakuje zamówień z Polski

W czwartek, podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Morskiej Energetyki Wiatrowej posłowie i stowarzyszenia branżowe (PSEW i PTMEW) zaprezentowali raport, z którego wynika, że już dzisiaj ponad połowa wartości morskich farm wiatrowych mogłaby opierać się na krajowych komponentach. A gdyby polski rząd zdecydował się na wparcie inwestycji w tym sektorze, to projekty o łącznej mocy nawet 6 GW mogłyby do 2030 roku stworzyć kolejnych 77 tys. miejsc pracy i wygenerować dodatkowe 60 mld zł do polskiego PKB.

– Polska musi dołączyć do grona krajów, które będą rozwijały morską energetykę wiatrową. Moim zdaniem te inwestycje mogą być dla Polski czymś, czym w II RP była budowa portu morskiego w Gdyni – przekonuje poseł Zbigniew Gryglas, przewodniczący parlamentarnego zespołu i wiceprezes partii Porozumienie Jarosława Gowina.

Na razie jednak wsparcia dla morskich farm wiatrowych w Polsce nie będzie. Z najnowszego projektu nowelizacji ustawy o odnawialnych źródłach energii, do której dotarł Obserwator Legislacji Energetycznej portalu WysokieNapiecie.pl wynika, że wolumen energii w koszyku, w którym mogą wystartować morskie wiatraki jest zbyt mały, aby którykolwiek z inwestorów wystartował w nim z takim projektem. Pozwalałby bowiem na powstanie niespełna 100 MW farmy wiatrowej na morzu, a to zupełnie nieopłacalna skala inwestycji (PGE i Polenergia rozwijają projekty o mocach rzędu 600-1000 MW).

O to, aby rząd Morawieckiego postawił na morską energetykę wiatrową, toczą się jednak wewnętrzne boje. Za pozytywną decyzją przemawia uniknięcie problemu akceptacji społecznej (PiS praktycznie zablokował stawianie lądowych turbin) i możliwość wsparcia rodzimego przemysłu, gł. stoczniowego, który w dużej mierze kontroluje już Skarb Państwa. Podstawowym argumentem przeciw jest wciąż bardzo wysoka cena morskich wiatraków. Ponadto najbardziej zaawansowana państwowa spółka – PGE – nie zdążyłaby przygotować swoich projektów do tegorocznej aukcji.

Co dalej ze szczecińską firmą?

Brak zamówień z Polski to złe wieści przede wszystkim dla młodych firm, do których zalicza się też szczecińska ST3 Offshore. Jej fabryka ruszyła zaledwie trzy lata temu, czyli o jakieś 150 lat później, niż wspominany H&W z Belfastu czy 50 lat za duńskim Blatem.

Pierwsza partia fundamentów z ST3 Offshore wypłynie ze szczecina do niemieckiego Cuxhafen jeszcze w tym tygodniu. – Kolejne najprawdopodobniej uda się dostarczać co dwa tygodnie, ale wszystko będzie zależało od pogody – mówi Adam Kowalski, wiceprezes spółki. – Produkcję zakończymy w kwietniu, a dostawy w maju. Później będziemy musieli realizować dużo małych zamówień, być może dla przemysłu okrętowego, bo jesteśmy zdeterminowani aby utrzymać zatrudnienie [przekracza dziś 500 osób – red.] i kompetencje. Kolejne tak duże dostawy dla morskiej energetyki wiatrowej będziemy w stanie wywalczyć gdy pokażemy, że ten kontrakt zrealizowaliśmy zgodnie z najwyższymi standardami i na czas. W praktyce, biorąc pod uwagę czas planowania takich inwestycji, oznacza to, że kolejne takie zamówienie będziemy mogli zacząć realizować w 2019 roku – dodaje.

Partnerzy działu:

Zobacz także...

Komentarze

Patronat honorowy

Nasi partnerzy

PGEPG SilesiaPSE