Menu
Patronat honorowy Patronage

Przyspieszone pożegnanie Europy z (rosyjskim) gazem

Europa stoi w obliczu najpoważniejszego kryzysu energetycznego od 1973 r. Gaz ziemny, paliwo, które miało być ułatwić przejście do gospodarki opartej na OZE, staje się największym problemem Unii Europejskiej

Jeszcze latem 2020 r. rynkowe ceny gazu w UE były na poziomie zaledwie kilku euro za MWh, kilka razy mniej niż jeszcze rok wcześniej, przed wybuchem pandemii koronawirusa. Szorujące po dnie ceny były efektem pandemii, lockdownów i znaczącego ograniczenia aktywności gospodarczej, a więc i zużycia gazu. Na rynku była go cała masa, a a potrzeby – niewielkie.  

Na początku roku 2021 gospodarki zaczęły jednak odżywać i odrabiać straty z pandemicznego roku. Popyt na gaz, podobnie jak i na inne surowce wystrzelił, a za nim i ceny. Szybki wzrost zapotrzebowania w czasie gospodarczego odbicia po pandemii był pierwszym z czynników, które doprowadziły do późniejszych zawirowań, a wręcz kryzysu.

Drugim czynnikiem była pogoda. Zima 2020/2021 była stosunkowo mroźna i długa, europejskie magazyny gazu zostały opróżnione w stopniu nie widzianym od lat. W ciągu sezonu letniego 2021, kiedy gazu zużywa się mniej i napełnia się magazyny na zimę, gazu do magazynów potrzeba było zatem więcej. Na popandemiczne odbicie nałożył się więc dodatkowy apetyt ze strony magazynów. Ale – jak się okazało – nie wszystkich. 

Część europejskich magazynów gazu, trafiła kiedyś w ręce spółek powiązanych z Gazpromem lub wręcz kontrolowanych przez rosyjski państwowy koncern. A Gazprom, najwyraźniej celowo przez całe lato i jesień 2021 nie uzupełniał swoich magazynów zimą. Momentami wręcz wytłaczał z nich gaz. Rosjanie wywiązywali się ze swoich minimalnych zobowiązań kontraktowych wobec europejskich klientów, ale nic poza tym. Nie dosyłali więcej gazu na wyposzczony po pandemii rynek, nie sprzedawali go poza wiążącymi ich kontraktami, jednym słowem windowali ceny i wprowadzali na rynek nerwowość, bo do końca nie było wiadomo, o co Gazpromowi właściwie chodzi. 

Splot tych trzech okoliczności doprowadził do trzęsienia ziemi na rynku. We wrześniu 2021 roku ceny sięgnęły nigdy nienotowanych poziomów, zarówno na rynku spot, jak i terminowym. Małe zapasy w magazynach, małe dostawy z Rosji skłaniały klientów do kupowania niemal za każdą cenę, byle tylko zapewnić sobie dostawy. Jeżeli na dokładkę zima 2021/2022 okazałaby się długa i mroźna, Europa stanęła by przed realnym problemem braku gazu.

Bruksela i rządy interweniują na rynku

Niebotyczne ceny gazu błyskawicznie wywołały szerokie zaniepokojenie. Konsumenci stanęli w obliczu potężnych podwyżek, przemysł zaczął rozważać ograniczenie produkcji, a w kilku przypadkach nawet się do tego posunął. Jesienią zrobili to niektórzy producenci nawozów, gdzie gazu potrzeba wyjątkowo dużo. Wysokie ceny czyniły ten biznes całkowicie nieopłacalnym. 

Już w październiku 2021 roku Komisja Europejska zareagowała na sytuację, wskazała państwom członkowskim, w jaki sposób mogą doraźnie pomóc odbiorcom, nie narażając się na kolizję z europejskim prawem.

Komisja m.in. zezwoliła na pomoc dla gospodarstw domowych, które z miesiąca na miesiąc zaczęły być przygniatane rachunkami za energię. Rządy mogą rozdawać im bony, spłacać część rachunków, nie odcinać od razu dopływu prądu czy gazu w przypadku zaległości. Do tej pomocy rządy mogą używać pieniędzy ze sprzedaży uprawnień do emisji CO2. 

KE zezwoliła także na pomoc firmom, czy całym gałęziom gospodarki, popadającym w tarapaty. Byle w zgodzie z ogólnymi zasadami udzielania pomocy publicznej. I wreszcie pozwoliła obniżyć niektóre daniny, obciążające energię. 

Trudno się dziwić, że rządy od razu, a nawet czasami na własną rękę zaczęły ratować sytuację. Najczęściej obniżały VAT i akcyzę, którymi obłożony był także gaz. Pojawiły się dopłaty do rachunków gospodarstw domowych. Hiszpania i Portugalia dostały wstępną zgodę Komisji na urzędowe ograniczenie od góry cen gazu i energii. Pomysł ten zresztą powraca w dyskusjach o rozwiązaniach dla całej UE. We Włoszech czy w Hiszpanii ruszyły prace nad opodatkowaniem nadzwyczajnych zysków firm energetycznych, biorących się z niespotykanie wysokich cen. 

Polska, w której ciągle obowiązują ceny regulowane gazu dla gospodarstw domowych, zdecydowała się na ich zamrożenie, objęcie tymi cenami kolejnych grup odbiorców, oraz rekompensowanie dostawcom sprzedaży gazu po zaniżonych cenach odbiorcom, objętym taryfami. 

Sytuacja z gazem nadal była napięta, a ceny wysokie, kiedy w lutym Rosja zaatakowała Ukrainę. O ile minimalny tranzyt rosyjskiego gazu przez ukraińskie gazociągi został utrzymany, to jednak rośnie presja na ograniczenie, albo wręcz przerwanie zakupów gazu z Rosji, tudzież wprowadzenie szeregu sankcji. W odpowiedzi rosyjskie władze ogłosiły, że będą żądać zapłaty za gaz w rublach, a nie w dolarach czy euro. Mechanizm narzucany przez Moskwę niewiele zmienia w rozliczeniach, bo odbiorcy gazu nadal będą płacić w euro i nie będą musieli konwertować swojej waluty na ruble- zrobi to za nich Gazprombank, który otworzy także swoim klientom rachunki rublowe. Po przewalutowaniu firmy z UE mają z tychże rachunków robić przelewy w rublach, ale na razie nikt nie zgodził się na taki mechanizm.

Nie czekając jednak na rozwój wydarzeń Niemcy uruchomiły procedury na wypadek kryzysu gazowego. Powstał już zespół kryzysowy, który analizuje sytuację i przygotowuje scenariusze na wypadek ewentualnego zakłócenia dostaw, a rząd wezwał do oszczędzania na wszelki wypadek gazu. 

Czy UE zadbała o gazowe bezpieczeństwo?

W 2021 roku 17% energii elektrycznej w UE wyprodukowano w elektrowniach na gaz. Jednak wpływ gazu na ceny energii elektrycznej jest o wiele większy, a to z powodu działającego w UE modelu rynku energii, opartego o tzw. cenę krańcową. 

W uproszczeniu, cenę prądu dyktuje najdroższe, potrzebne akurat źródło. W poprzednich latach rynek domykały w ten sposób elektrownie węglowe, które produkowały drogo, choćby dlatego, że musiały doliczać opłaty za emisje CO2. Kiedy w zeszłym roku sytuacja stanęła na głowie, elektrownie na węgiel, nawet przy wysokich kosztach emisji okazał się tańszy od źródeł na niebotycznie drogi gaz. Dlatego to elektrownie gazowe, domykając rynek dyktują cenę prądu. A ponieważ gaz jest bardzo drogi, to i energia elektryczna też. Gwałtowne wzrosty cen prądu były więc efektem wysokich cen gazu.

Stworzenie warunków dla konkurencji oraz wysoki poziom bezpieczeństwa dostaw jest przedmiotem działań Komisji Europejskiej od wielu lat. Wprowadzono na poziomie europejskim kolejne zbiory regulacji, nazywane często pakietami liberalizacyjnymi. Pojawił się np. unbundling, czyli rozdział właścicieli infrastruktury gazowej (rurociągów, sieci dystrybucyjnych, terminali LNG, itd.) i właścicieli przesyłanego nim gazu. Aby jeden podmiot nie mógł tworzyć sobie preferencyjnych warunków przez posiadanie i gazociągu i towaru wprowadzono kodeksy sieciowe i zasadę TPA, czyli swobodnego dostępu do sieci stron trzecich. Razem to podstawa wolnego, konkurencyjnego rynku gazu. System ten, z pewnymi wyjątkami, jest już wdrożony w całej UE. 

Inną sprawą jest umożliwienie w miarę swobodnego przesyłu gazu wewnątrz Unii, likwidacja wąskich gardeł, które skutecznie ograniczają konkurencję i działanie rynku. Receptą jest więcej gazociągów, w tym interkonektorów – połączeń między systemami gazowymi sąsiadujących państw. Większość takich przedsięwzięć ma status PCI – Project of Common Interest, czyli projektu o znaczeniu wspólnotowym, a ich budowa dofinansowana przez Komisję. 

Wieloletnie wysiłki przyniosły efekty. Jak ocenia w swoich cyklicznych analizach europejska agencja regulatorów rynków energii ACER, interkonektorów jest już tyle, że nawet w razie poważnych kryzysów w dostawach, żadnemu z regionów UE nie grozi brak gazu. W ekstremalnych przypadkach konieczne mogą być co najwyżej pewne ograniczenia, a i to tylko w niektórych regionach.

Co robić w takich przypadkach? To reguluje tzw. Rozporządzenie SOS. Jeżeli państwu członkowskiemu grozi kryzys gazowy, sąsiedzi mają obowiązek pospieszyć z pomocą, nawet kosztem ograniczenia dostaw niektórym odbiorcom u siebie. 

Dzięki rozporządzeniu w sposób jednolity dla całej Unii określa się odbiorców, którym w żadnym wypadku nie można odciąć gazu – tzw. odbiorców chronionych solidarnie. To gospodarstwa domowe, szpitale, ośrodki pomocy społecznej, itd. 

Dodatkowo Rozporządzenie ma zapobiegać sytuacji, gdy któreś państwo zawrze kontrakt gazowy, który mógłby okazać się groźny, dla niego, albo dla sąsiadów. Kontrakty takie kontrolują krajowi regulatorzy, ale gdy jest on odpowiednio duży –  obejmuje co najmniej 28% krajowej konsumpcji gazu – do akcji wkracza Komisja Europejska. KE może zażądać przedłożenia jej całego kontraktu. To mechanizm ochrony przed niekorzystnymi, także w wymiarze wspólnotowym, umowami. 

Co zrobić z magazynami?

Kryzys z ostatnich miesięcy zaczął się od opróżnienia swoich europejskich magazynów przez Gazprom. Reakcją Komisji Europejskiej jest propozycja minimalnych obowiązkowych zapasów gazu, co ma zapobiec powtórzeniu się tej sytuacji. KE proponuje – i naciska na szybką zgodę państw członkowskich – aby już jesienią tego roku stopień napełnienia magazynów gazu wynosił co najmniej 80%. W następnych latach próg ten ma zostać podniesiony do 90% z dniem 1 listopada.

Równolegle pojawić się mają zachęty do magazynowania gazu, przewiduje się bowiem zwolnienie z taryf przesyłowych gazu zatłaczanego i wytłaczanego z magazynów.

Ponieważ w wywołaniu obecnego kryzysu duże znaczenie miała postawa niektórych właścicieli magazynków, mają oni zostać sprawdzeni pod kątem ryzyka bezpieczeństwa dostaw, ale i pod kątem bezpieczeństwa generalnie. Jeżeli ocena krajowego regulatora wypadnie negatywnie, będzie on mógł pozbawić udziałowców magazynów praw z akcji, a nawet operacyjnej kontroli nad infrastrukturą, za odpowiednim odszkodowaniem.

Następną propozycją są wspólne zakupy gazu. Tutaj Komisja Europejska mogłaby w imieniu państw członkowskich szukać dostawców i uzgadniać kontrakty w imieniu państw członkowskich. Takie rozwiązanie ma pomóc uniknąć sytuacji, gdy europejskie firmy rywalizują między sobą o dostawy, co przekłada się na wzrost cen.

Jaka będzie przyszłość gazu w UE

Gaz ziemny to mimo wszystko paliwo kopalne, którego spalanie wiąże się z emisją CO2. Docelowo polityka klimatyczna UE przewiduje gospodarkę neutralną klimatycznie, co wymaga spadku zużycia i znaczenia gazu ziemnego. Ma on zostać stopniowo zastępowany przez tzw. gazy zdekarbonizowane i odnawialne, jak biometan, a następnie przez wodór. To bezemisyjny wodór będzie podstawą gospodarki neutralnej klimatycznie. 

Aby to stopniowo osiągnąć, wymagania dla elektrowni gazowych będą stopniowo zwiększane. Taksonomia Zielonego Ładu – czyli unijne rekomendacje dla sektora finansowego -dopuszcza użycie gazu do produkcji energii, ale tylko przejściowo. Z funduszy UE będą mogły być współfinansowane takie źródła gazowe, które spełnia wyśrubowane warunki, i tylko w ograniczonym czasie. Na wsparcie mogą liczyć tylko te, które do 2030 roku będą miały pozwolenia na budowę, ale jednocześnie nie będzie dla nich realnej alternatywy w postaci OZE.

Kolejne warunki dotyczą poziomu emisji. Aby mieściło się w ramach taksonomii, źródło musi emitować poniżej 270 g CO2 na kWh. Ewentualnie, w przypadku wytwarzania wyłącznie energii elektrycznej uśredniona emisja roczna nie może przekraczać 550 g CO2 na kWh przez 20 lat. W praktyce oznacza to konieczność przejścia na gazy odnawialne lub zdekarbonizowane po 2035 roku. 

Odpowiedzią na atak Rosji na Ukrainę jest inicjatywa REPowerEU, która w założeniu ma zmarginalizować znaczenie importu rosyjskich surowców energetycznych. Przewiduje m. in. zwiększenie importu LNG spoza Rosji, ale także wzrost importu gazu rurociągami z alternatywnych kierunków, np. Azerbejdżanu czy Afryki. 

Plan ten przewiduje także do 2030 roku wzrost produkcji biometanu do 35 mld m sześc. rocznie w skali całej Unii. Produkcja biometanu ma zostać przypisana do sektora rolnego, wsparcie ma pochodzić ze Wspólnej Polityki Rolnej.

W obszarze wodoru dotychczasowe plany, zawarte w propozycji pakietu „Fit for 55” przewidywały produkcję 5,6 mln ton odnawialnego wodoru w 2030 roku. REPowerEU zakłada dodatkowo import 10 mln ton wodoru rocznie i produkcję kolejnych 5 mln ton w UE. Moc elektrolizerów do produkcji wodoru ma sięgnąć 40 GW. 

Równolegle prowadzone mają być prace nad dekarbonizacją przemysłu, który jest głównym konsumentem gazu ziemnego. Przykładem może tu być przemysł hutniczy i produkcja stali. W całej UE jest już 55 projektów niskoemisyjnych w tym obszarze, głównie to metalurgia z użyciem w procesach produkcyjnych wodoru.

—–

Tekst powstał w ramach akcji „Klimat dla czystej energii” organizowanej przez WysokieNapiecie.pl wspólnie z Komisją Europejską

Partnerzy portalu

Francuska giełda energii doszła do ściany. Do wyczerpana wszystkich ofert sprzedaży energii zabrakło raptem 3 MW. Ostatnie oferty, które zamknęły rozliczenia, opiewały na niemal maksymalną stawkę, wynoszącą 3000 euro/MWh. Sytuację ratował import i… prośba operatora o ograniczenie zużycia.
Prąd we Francji
Technologie wspiera:

Partnerzy portalu

Polskie Sieci Elektroenergetyczne chcą wrzucić inwestycyjny piąty bieg. Nie będzie to jednak szybki i efektowny sprint, tylko długi bieg maratoński z przeszkodami. Już na starcie największą z nich wydaje się potencjał rynku budowlanego, targanego jednocześnie przez pandemiczne oraz wojenne wstrząsy.

Partnerzy portalu

Tydzień Energetyka: Jak płacić rublem za gaz; Czy Polska przestanie importować rosyjskie surowce; Zmiany w PEP 2040; Kto na prezesa Taurona i Enei
Zielone technologie rozwijają:

Partnerzy portalu

Partnerzy portalu