Krajowy Plan Odbudowy wciąż wstrzymany. Wodór, wiatraki, porty, Czyste Powietrze czekają na finansowanie

Krajowy Plan Odbudowy wciąż wstrzymany. Wodór, wiatraki, porty, Czyste Powietrze czekają na finansowanie

Krajowy Plan Odbudowy miał rozdysponować miliardy euro na transformację energetyczną. Brak tych pieniędzy znacznie utrudni realizację inwestycji w polską infrastrukturę dla morskich farm wiatrowych czy modernizację sieci. Tymczasem rząd planuje powołanie nowego Funduszu Transformacji Energetycznej, który będzie dysponował całkiem sporą sumą- co najmniej 80 mld zł do 2031 r.

Krajowy Plan Odbudowy to dla Polski prawie 36 mld euro w formie dotacji i pożyczek z z tzw. Instrumentu na rzecz Odbudowy i Zwiększenia Odporności czyli unijnego funduszu na ożywienie gospodarki po pandemii.  Rząd wysłał KPO do Komisji Europejskiej 3 maja. Po długich negocjacjach uzgodniono wszystkie szczegóły. Najważniejszym - z punktu widzenia energetyki- jest obietnica Warszawy, że do końca 2025 r.  moc PV i lądowych wiatraków sięgnie 23,5 GW ( dziś to nieco ponad 13 GW).

Ale Komisja nie daje zielonego światła na uruchomienie funduszy, ponieważ jednym z jej wymogów jest dokonanie zmian w sądownictwie, zwłaszcza wykonanie orzeczenia TSUE. Polski rząd ograniczył się na razie do deklaracji werbalnych, że jakieś zmiany będą. Według nieoficjalnych informacji Bruksela chciałaby jednak wpisania do KPO konkretów tej sprawie, z których będzie mogła polski rząd rozliczyć.

Tymczasem na pieniądze z KPO czeka wiele branż, w tym także energetyka, która ma dostać najwięcej pomocy. Na "Zieloną energię i zmniejszenie energochłonności" zaplanowano 5,7 mld euro z części grantowej i 8,6 mld euro z części pożyczkowej, co daje prawie 40 proc. budżetu całego KPO.  Efektem ma być wzrost udziału odnawialnych źródeł energii w końcowym zużyciu energii brutto, poprawa jakości powietrza, spadek emisji CO2.

Czyste Powietrze za unijne pieniądze

Najwięcej z części dotacyjnej ma trafić na wymianę ok. 860 tys. kopciuchów w Polsce w ramach programu Czyste Powietrze, który  jest teraz finansowany z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Bez pieniędzy z KPO musiałby NFOŚiGW udźwignąć zwiększone wydatki z własnego budżetu, co może być trudne.

NFOŚiGW ma zresztą i inne wydatki w planach. Wkrótce planuje uruchomić program wymiany pieców w budynkach wielorodzinnych, tzw. kafloków o budżecie 2 mld zł. Na tym nie koniec, ponieważ musi powstać jeszcze mechanizm wsparcia najuboższych rodzin, których nie stać na przeprowadzenie inwestycji w wymianę kopciucha i termomodernizację. Skala inwestycji w przypadku wymiany pieców jest więc ogromna, a brak pieniędzy oznaczałby zapewne rezygnację z części planów.

Czytaj także: Jest nowy Krajowy Plan Odbudowy

Potężne pieniądze na sieci i morską energetykę wiatrową

W KPO na zwiększenia efektywności przesyłu energii oraz stabilności sieci elektroenergetycznej planuje się wydać 300 mln euro, co przekłada się na inwestycje w 379 km sieci przesyłowych. Posłużą one do przyłączania nowych mocy OZE, w tym morskich farm wiatrowych.

Jednym z dużych beneficjentów KPO mają być porty, które czekają na 437 mln euro w formie dotacji. Za te pieniądze ma powstać port instalacyjny w Gdyni, natomiast Ustka i Łeba mają dostać fundusze na modernizacje, by mogły serwisować farmy na morzu.

Z części pożyczkowej na morską energetykę wiatrową przeznacza się aż 3,25 mld euro, co ma zaowocować zbudowaniem do końca 2026 roku 1,5 GW mocy.

Wodorowa rewolucja za pieniądze z KPO

KPO ma być jednym z podstawowych źródeł finansowania inwestycji w wodór. Polska ma tu ambitne plany, ponieważ jako jeden z największych producentów wodoru w Europie, a nawet na świecie ma potencjał do wykorzystania  wodoru w różnych sektorach, ale poza przemysłem rafineryjnym, nawozowym i petrochemicznym na razie to nie jest możliwe z powodu braku czystego wodoru. Zaplanowano więc wydanie 800 mln euro na dotacje dla sektora prywatnego na wytwarzanie, magazynowanie, przesył oraz wykorzystanie wodoru jako paliwa w transporcie, przemyśle, ciepłownictwie i energetyce zawodowej. Efektem mają być elektrolizery o mocy 320 MW oraz 25 stacji tankowania, w tym bunkrowania wodoru.

I chociaż teraz już są realizowane pojedyncze projektu, a przedsiębiorcy starają się o dotacje krajowe i unijne, to bez pieniędzy z KPO nie będzie możliwe osiągniecie tu efektu skali.

Czytaj także:

 

Czytaj także: Port Gdynia nie jest gotowy na przyjęcie setek turbin wiatrowych

Zasada 10 H utknęła w konsultacjach

KPO to jednak nie tylko pieniądze, ale też obiecane reformy, jak na przykład uelastycznienie zasady 10 H, dotyczącej ograniczeń w budowie farm wiatrowych. Rząd wpisał do KPO reformę zasady 10 H po uwagach Komisji Europejskiej. "Celem dokonywanej zmiany przepisów jest ułatwienie możliwości realizacji inwestycji w zakresie lądowych elektrowni wiatrowych w gminach, które wyrażają wolę lokowania takiej infrastruktury, oddając władzom gmin większe kompetencje w zakresie określania lokalizacji poszczególnych
inwestycji, pozwalając na lokowanie elektrowni w odległości bliższej od zabudowań mieszkalnych niż wynikającej z obecnie stosowanej odległości minimalnej, która wynika z tzw. zasady 10H. (nowelizacja ustawy o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych" - czytamy w KPO.

Czytaj także: Rząd kończy walkę z wiatrakami na lądzie

I rzeczywiście projekt nowelizacji ustawy w zakresie elektrowni wiatrowych pojawił się 4 maja i od tamtej pory czeka na dalsze procedowanie. Wiadomo, że wpłynęło do niego około 400 uwag, jednak nie zostały jak dotąd nawet opublikowane. Projekt ma wielu przeciwników w rządzącej partii, stąd jego przepchnięcie przez parlament może być trudne. A rząd nie ma motywacji aby to robić, skoro KPO i tak na razie jest wstrzymane.

Będzie całkiem nowy fundusz rządowy

Tymczasem rząd planuje już powołanie całkiem nowego instrumentu, który będzie w dużej mierze dublował istniejące już programy. To Fundusz Transformacji Energetycznej. Projekt ustawy w tej sprawie zawisł w październiku na stronach rządu.

Do FTE mają trafić pieniądze z aukcji uprawnień do emisji CO2, które polski rząd sprzeda w latach 2022 - 2031. Dziś cała pula trafia do budżetu, co oczywiście cieszy ministra finansów. Resort klimatu, a wcześniej jeszcze resort energii, zabiegał o to, aby te pieniądze trafiły przede wszystkim do energetyki, ale minister finansów bronił się jak mógł. Ostatecznie krakowskim targiem ustalono, że do Funduszu trafi 40 proc. przychodów z aukcji uprawnień i  projekt został wpisany do prac legislacyjnych rządu.

Na papierze Fundusz wygląda imponująco - trafi doń ok. 85 mld zł.  FTE będzie osobnym "bytem budżetowym", ale na szczęście pozbawionym etatów - administrację weźmie na siebie Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.

Na co mają iść pieniądze z FTE? Lista częściowo pokrywa się z innymi programami, które już istnieją tj. Funduszem Modernizacyjnym i KPO. Znajdziemy tui m.in modernizację elektrowni, rozwój sieci energetycznych i ciepłowniczych, efektywność energetyczną, wodór, elektromobilność, magazyny energii, CCS oraz sprawiedliwą transformację.

Jest jednak jedna istotna różnica - FTE może także wspomóc energetykę atomową. Niestety na szczegóły musimy poczekać, programy dotyczące wykorzystania pieniędzy zostaną przygotowane po uchwaleniu ustawy przez specjalny międzyresortowy zespół. Możemy się niestety spodziewać długich dyskusji, będziemy świadkami wielomiesięcznych sporów ile na sieci, ile na morską energetykę wiatrową, ile na atom itd. W najgorszym przypadku zgodnie z prawami fizyki i biurokracji wszystkie ciągnące w swoją stronę siły zablokują się wzajemnie i Fundusz pozostanie "w stanie spoczynku".

Przedsmak tego co będzie się działo przy dzieleniu pieniędzy z FTE daje opublikowane wczoraj przez Rządowe Centrum Legislacji pismo wysłane przez wicepremiera Jarosława Kaczyńskiego. "Projekt ustawy powinien być poddany analizie uwzględniającej obecną sytuację Rzeczypospolitej Polskiej w Unii Europejskiej, a także mechanizmy dystrybucji środków,
z uwzględnieniem spraw personalnych i zagrożeń lobbystycznych" - czytamy w nim.

Z ewentualnego klinczu przy uchwalaniu ustawy albo później przy dzieleniu pieniędzy oczywiście najbardziej ucieszy się minister finansów, który będzie miał argument żeby wszystko wcielić z powrotem do budżetu.

Na początku pieniądze nie będą duże. W 2022 r. limit wydatków FTE wyniesie 372 mln zł, ale już rok później niecałe 2 mld. W  2024 r. aż 6,8 mld zł, a w kolejnych latach już powyżej 10 mld zł. FTE byłby więc najpotężniejszym narzędzie do transformacji energetycznej w dyspozycji rządu. Z FTE nie będą mogły być finansowane "kopalne paliwa stałe" czyli w ludzkim języku węgiel. To ważna zmiana w stosunku do planów rządu z 2018 r. bo wtedy mówiło się tylko ogólnie o modernizacji elektrowni. Projekty gazowe są wymienione wprost jako potencjalni beneficjenci.

Niestety Fundusz będzie obciążony jedną wadą - wszystkie programy, a w niektórych przypadkach także poszczególne duże projekty będą musiały zostać zatwierdzone jako pomoc publiczna przez Komisję Europejską. To zwykle bardzo żmudny, wielomiesięczny proces. Może się okazać, że pieniędzy będzie więcej niż projektów, na które uda się je wydać. Co oczywiście da kolejny argument do ręki ministrowi finansów. Wprawdzie zgodnie z unijną dyrektywą połowa środków z aukcji uprawnień do emisji CO2 powinna być przeznaczana na cele klimatyczne, ale za nieprzestrzeganie tej zasady nie ma żadnych sankcji.

 

P

 

Czytaj także: Odchodzi minister klimatu Michał Kurtyka. Co po sobie pozostawia?

Rynek energii wspiera

PGE

Zielone technologie rozwijają

Technologie dostarcza

Zobacz także...

Komentarze

Patronat honorowy

Partnerzy portalu

PGE PSE