Odchodzi minister klimatu Michał Kurtyka. Co po sobie pozostawia?

Odchodzi minister klimatu Michał Kurtyka. Co po sobie pozostawia?

Polska energetyka potrzebuje nie tylko sensownej wizji transformacji, ale także politycznego zawodnika wagi ciężkiej, który będzie umiał ją zrealizować. Nowa minister Anna Moskwa jest na razie wielką niewiadomą

Przyczyny dymisji ministra klimatu są niejasne. Premier Mateusz Morawiecki mówił o „powodach osobistych”. O zmęczeniu Michała Kurtyki ministerialną teką mówiło się od wielu miesięcy, sam minister podkreślał na pożegnalnej konferencji, że najważniejsza jest dla niego rodzina. Faktem jest też, że wielu polityków PiS nie darzyło odchodzącego ministra specjalną estymą. A plotki o dymisji pojawiały się w mediach już od wielu miesięcy.

Diagnoza - państwo się zapętliło

Odchodzący minister był jednym z najlepiej wykształconych członków rządu. Absolwent m.in SGH i prestiżowej paryskiej Ecole Polytechnique, biegle mówi po francusku i angielsku, zawsze w dobrze dopasowanym garniturze i starannie dobranym krawacie. Uśmiechnięty, unika demagogii i atakowania  przeciwników.

Karierę polityczną zawdzięcza w jakiejś części dobrym relacjom z Piotrem Naimskim, ale energetykę zna jak mało kto. Jako konsultant uczestniczył w restrukturyzacji prywatyzowanych elektrowni.  W 2009 r. napisał książkę, poświęconą opóźnionej modernizacji polskiej energetyki. W zasadzie wszystkie opisane tam zjawiska występują do dziś – tyle, że w zwielokrotnionej skali.

Chroniczną przypadłością wielu spółek publicznych jest karuzela zmian na najwyższych stanowiskach (…). Brak ciągłości w zarządzaniu, w strategii, w komunikatach do załogi i uzasadnianiu podejmowanych decyzji pogłębiają nieufność do najwyższej kadry. Może to powodować z czasem rosnącą niesterowalność spółkami publicznymi. Dla załóg tych spółek każdy zarządzający jest bowiem n-tym z kolei, a jego czas życia prognozuje się w miesiącach, a nie w kadencjach” – pisał odchodzący minister.

Kurtyka pisał też o potrzebie „silnego impulsu właścicielskiego” i krytykował brak jasnej wizji czego państwo oczekuje od swoich spółek. „Tylko jasne wymagania ze strony nadzorującego właściciela są w stanie wykreować przestrzeń do aktywności zarządów i kadry. W przeciwnym razie państwo-regulator pozostaje zakładnikiem państwa właściciela, wobec którego swoje własne spółki będą formułowały postulaty o zwiększenie dofinansowania i z rezerwą będą odnosiły się do swobodnej konkurencji”.

I konkluzja: „uderza zapętlenie państwa w swojej roli właścicielskiej i regulacyjnej”.

Próbowano tę pętlę przeciąć, skupiając nadzór właścicielski i regulacyjny w resorcie energii kierowanym przez Krzysztofa Tchórzewskiego, z Michałem Kurtyką jako wiceministrem (do 2018 r.). Trudno mówić o sukcesie, wprawdzie podejmowano decyzje, z czym dziś rząd radzi sobie słabo,  ale duża część  z nich okazała się błędna (np. decyzja o budowie Ostrołęki C lub zastopowanie budowy elektrowni wiatrowych), a część obliczona na doraźny efekt polityczny a nie rozwiązanie problemu (niedokończona restrukturyzacja górnictwa czy zamrożenie cen energii).

Przede wszystkim niemożliwa do zrealizowania okazała się wizja zachowania jak najdłużej energetyki węglowej i górnictwa w niezmienionym kształcie. Ministerstwo Energii nie uwolniło nas więc od "zapętlenia państwa", niektóre supełki rozwiązało, ale za to dołożyło wiele nowych. W końcu w 2019 r. powrócono do modelu sprzed 2015 i kompetencje regulacyjne oraz nadzorcze rozdzielono. Ale - jak powiadał Stefan Kisielewski - od mieszania herbata nie robi się słodsza.

Jest wizja, ale nie ma woli

W 2018 roku Kurtyka odszedł z resortu energii do resortu środowiska, był przewodniczącym COP 24 w Katowicach. Wyczekał na swój moment – po zmianie rządu w 2019 r. został ministrem odpowiedzialnym za energetykę, ale już bez nadzoru nad spółkami.  Nadzór właścicielski czyli - używając staropolskiego określenia - „chleb dobrze zasłużonych”, przejęło Ministerstwo Aktywów Państwowych Jacka Sasina.

Michał Kurtyka skacze z prezydialnego stołu po sukcesie COP 24 w Katowicach.

Kurtyka wizję modernizacji energetyki niewątpliwie miał i dobrze widział słabości polskiej energetyki. Tyle, że nawet na papierze niewiele z tego wynikło. Zaproponowana przez jego resort Polityka Energetyczna Państwa do 2040 r. już w momencie przyjęcia okazała się przestarzała, przede wszystkim ze względu na tempo regulacji unijnych. Ale tempo odejścia od węgla zapisane w PEP 40 i tak okazało się zbyt radykalne dla  górniczych działaczy związkowych i wielu polityków PiS. Ostatecznie zostaliśmy z dokumentem wprawdzie jako tako strawnym politycznie, ale mało przydatnym jako narzędzie polityki państwa.

Czytaj także: Polityka na miarę naszych możliwości czyli jak rząd chce odejść od węgla

Zostawszy ministrem odpowiedzialnym za energetykę Kurtyka zmienił jego nazwę na Ministerstwo Klimatu i Środowiska, co miało podkreślić nowe priorytety. Odmłodził resort, odeszło wielu rutynowanych urzędników. Ich miejsce na dyrektorskich fotelach zajęli młodzi, dobrze wykształceni, ale trochę czasu musiało minąć zanim nauczyli się swoich kompetencji. Kurtyka nie próbował za to wywalczyć sobie wpływu na politykę personalną w spółkach. Prawdopodobnie uznał, że stoi na przegranej pozycji.

Jego sposób myślenia pokazuje sprawa przyszłości starych elektrowni węglowych. Kurtyka zaczął negocjacje z Komisją Europejską w sprawie systemu finansowania dla starych bloków po 2025 r. , które będą jeszcze niezbędne w systemie, a karmiący je dziś rynek mocy wygaśnie. Osiągnięto spore postępy, ale kiedy resort aktywów państwowych wystąpił ze swoim pomysłem powołania Narodowej Agencji Bezpieczeństwa Energetycznego, minister klimatu odpuścił.

Czytaj także: Czy rząd połknie tę NABE?

Pozostał sceptyczny wobec NABE, które naszym zdaniem ma już zerowe szanse na realizację. Ale minister klimatu nie znalazł w sobie siły ani woli żeby storpedować ten pomysł. Pewnie czekał aż nieuchronnie umrze sam, tyle że czasu, który stracimy na jałowe mielenie administracyjnej maszyny, nie uda się już odrobić. Architekt tej koncepcji w rządzie, wiceminister aktywów państwowych Artur Soboń, chyłkiem odszedł do Ministerstwa Rozwoju i Technologii. Zostawił rozgrzebane negocjacje z Brukselą, nie tylko w sprawie NABE, ale także dopłat dla górnictwa.

I tak było niemal z każdą kontrowersyjną ideą, o którą trzeba było stoczyć bój w partii. Kurtyka zrezygnował np. z walki o liberalizację ustawy antywiatrakowej, którą przejęło Ministerstwo Rozwoju. Projekt ustawy został zamrożony, a z jego odkopaniem będzie musiał się zmierzyć nowy szef resortu rozwoju, Piotr Nowak.

Kurtyka i premier Mateusz Morawiecki. Premier chronił ministra, ale narzędzi do prowadzenia polityki dać mu nie zdołał.

Kompletną porażką okazała się sprawa Turowa. Ministerstwo Klimatu na początku zlekceważyło czeskie propozycje, potem źle przygotowano odpowiedź na skargę Pragi do TSUE. Kiedy wreszcie wzięto się do roboty i przygotowano sensowne argumenty, było już za późno. Sędzia, która wydała postanowienie o tymczasowym zabezpieczeniu powództwa, nie chciała go zmieniać. Nawet jeśli Polska ostatecznie wygra sprawę albo rząd dogada się z Czechami, to kary i tak trzeba będzie zapłacić.

Czytaj także: Turów Sędzia ślepa na polskie argumenty

To nie znaczy, że resort klimatu nie miał sukcesów – udało się przyjąć i notyfikować w Brukseli ustawę o morskich farmach wiatrowych, uzgodniono z Brukselą zasady rozdziału pieniędzy z Funduszu Modernizacyjnego, dzięki czemu mamy szanse wykorzystać te środki. Wynegocjował z Brukselą energetyczną część Krajowego Planu Odbudowy, zakładającą powstanie w Polsce aż 23 GW mocy odnawialnej energii do 2025. Oznaczałoby to zbudowanie w ciągu czterech ok. 9 GW nowych mocy w lądowym wietrze i PV, co skądinąd jest zupełnie niezgodne z PEP 40.  Ale to tylko kolejne potwierdzenie, że jest to dokument o wartości archiwalnej.

A z sukcesu w sprawie KPO na razie niewiele nam przyszło, bo Bruksela zamroziła przyznanie Polsce funduszy z powodu konfliktu o niezależność sędziów.

Czyj jest Mój Prąd

Choć w komentarzach podsumowujących pracę Michała Kurtyki przewija się program Mój Prąd, to sam minister miał z nim mniej wspólnego niż z perspektywy czasu może się wydawać. Program w ramach którego ponad 400 tys. polskich rodzin otrzyma dofinansowanie do paneli słonecznych założonych na dachach swoich domów, był dzieckiem Ministerstwa Energii kierowanego przez Krzysztofa Tchórzewskiego i Ministerstwa Środowiska Henryka Kowalczyka. Samą obsługę programu w ramach NFOŚiGW istotnie usprawnił natomiast nominowany przez Kowalczyka prezes funduszu w latach 2019-2020, Piotr Woźny.

Za jego kontynuację odpowiada już jednak Kurtyka i wiceminister w resorcie klimatu oraz pełnomocnik rządu ds. OZE Ireneusz Zyska. W trakcie kierowania przez nich programem, choć udało się wywalczyć poszerzenie jego budżetu i w miarę bezkolizyjne przejście między kolejnymi edycjami, to nie udało się wypracować nowej odsłony, skupionej na zwiększeniu autokonsumpcji prosumentów, która miała wspierać np. magazyny ciepłej wody w domach już w tegorocznej odsłonie. Ze względu na skalę zainteresowania Polaków bardzo przydałoby się także dalsze uproszczenie procedur wsparcia lub środki na dodatkowych pracowników NFOŚiGW, którzy przyśpieszyliby rozpatrywanie wniosków o dofinansowanie, co także się nie stało. W efekcie beneficjenci czekają długie miesiące na wypłatę wsparcia.

Prosumenci u progu rewolucji

Kurtyka zostawia otwarty projekt zmian, które mają zrewolucjonizować rynek energetyki prosumenckiej. MKiŚ miało oddać kompetencje dotyczące rozproszonej energetyki resortowi rozwoju. Tu jednak dochodziło do rozbieżnych interesów, a rolę MKiŚ przejął częściowo Piotr Naimski, pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej, który prezentuje stanowisko Polskich Sieci Elektroenergetycznych i który mocno wpłynął na kształt planowanych przepisów.

Przez kilkanaście miesięcy oba ministerstwa uzgadniały propozycje nowego modelu rozliczeń prosumentów, który zastąpiłby obecny system opustów, ale ostatecznie nie doszło do porozumienia. Zamiast tego w połowie czerwca tego roku MKiŚ zaprezentowało swoją koncepcję systemu, polegającą na net billingu. To zebrało kolosalną liczbę uwag - ok. 1,2 tys. Zamiast jednak procedować ten projekt MKiŚ wybrało drogę na skróty i wniosło poprawki do poselskiego projektu ustawy o OZE, które zakładają rewolucyjne zmiany już od stycznia 2022 roku. Projekt jest w Sejmie i zapowiada się nad nim gorąca dyskusja.

Mozolne poprawianie Czystego Powietrza

Michał Kurtyka niewiele zdziałał w kwestii walki ze smogiem, ale też - jak mawiają nasi rozmówcy - "nie przeszkadzał".  Sztandarowy rządowy program walki ze smogiem Czyste Powietrze, od początku przebiegał z problemami. Polegający na udzielaniu dotacji do termomodernizacji i wymiany pieców program wdraża podległy resortowi środowiska Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Czyste Powietrze uproszczono i dodano tzw. ścieżkę bankową. Postawiono także na większą współpracę z gminami, co już przynosi efekty w postaci większej liczby spływających od mieszkańców wniosków. Jak jednak podkreślają nasi rozmówcy, to po stronie NFOŚiGW leżą wszelkie wprowadzone zmiany i ulepszenia w programie.  Nie był to ulubiony temat Kurtyki, a po rezygnacji z funkcji prezesa NFOŚiGW przez Piotra Woźnego tempo wprowadzonych zmian spowolniło.

Program Czyste Powietrze nadal kuleje, ponieważ nie wszystkie banki, które przystąpiły do programu, uruchomiły już kredyty antysmogowe. Co ważne, nie ma prefinansowania inwestycji dla najuboższych mieszkańców oraz nie ma nadal ogólnopolskiego programu dotacji do wymiany pieców dla mieszkańców domów wielorodzinnych. Choć jest to zapowiadane, samo wprowadzenie  zmian może zająć jeszcze kolejne miesiące.

Fundusz Modernizacyjny zacznie działać

MKiŚ i NFOŚiGW udało się natomiast dobrze przygotować finansowanie z Funduszu Modernizacyjnego, gdzie trafiają dochody ze sprzedaży na aukcjach 2 proc. puli uprawnień do emisji CO2.

Ostatni dzień Kurtyki w ministerstwie zbiegł się z akceptacją przez Komitet Inwestycyjny Funduszu Modernizacyjnego sześciu programów:  Kogeneracja dla Ciepłownictwa, Kogeneracja dla Energetyki i Przemysłu, Digitalizacja sieci ciepłowniczych, Wykorzystanie paliw alternatywnych na cele energetyczne, Wsparcie wykorzystania magazynów na cele stabilizacji sieci – program dla OSD, oraz Moje Ciepło czyli dopłaty do pomp ciepła w nowych domach. W praktyce oznacza to, że z całego budżetu Funduszu wynoszącego obecnie ok. 26 mld zł. na finansowanie wskazanych tematów przeznaczone zostanie ok. 8,1 mld zł.

Wcześniej, w I transzy Polska zatwierdziła trzy programy: Inteligentna infrastruktura energetyczna (inteligentne liczniki), Renowacja z gwarancją oszczędności EPC Plus oraz Rozwój infrastruktury elektroenergetycznej na potrzeby stacji ładowania pojazdów elektrycznych. Wszystkie te programy wdraża NFOŚiGW.

Elektryczny samochód jedzie na pół gwizdka

Elektromobilność to prawdziwy konik Kurtyki. Jeszcze przed przyjściem do rządu, wspólnie z prof. Leszkiem Jesieniem, napisał książkę poświęconą transformacji energetycznej i udziałowi w tej transformacji pojazdów elektrycznych. Gdy tylko trafił 1 stycznia 2016 roku do nowotworzonego Ministerstwa Energii, zajął się m.in. elektromobilnością. Kilkanaście miesięcy wcześniej UE przyjęła dyrektywę ws. rozwoju infrastruktury paliw alternatywnych (zwłaszcza aut bateryjnych i wodorowych), a Kurtyce przyszło ją wdrażać. Był zwolennikiem szybkiego stawiania na tę branżę, aby Polska stała się nie tylko klientem kupującym „elektryki”, ale także zajęła jak najlepszą pozycję w łańcuchu wartości powstawania tych pojazdów i infrastruktury ich ładowania.

Zaczął bardzo dobrze – od kompleksowego planu rozwoju infrastruktury, nieśmiało wspominając w nim także o możliwości dotowania takich pojazdów czy fabryk tworzących komponenty do nich, było także o strefach czystego transportu, obowiązkowych zakupach elektryków przez administrację i obowiązkowej budowie sieci stacji ładowania przez miasta, a gdyby te się nie spisały, to przez spółki energetyczne.

Michał Kurtyka może być jednym z niewielu Polaków, którzy zasiedli za kierownicą Izery

 

W międzyczasie ówczesny szef Kurtyki, Krzysztof Tchórzewski, zaproponował żenujący spektakl ludowego zgłaszania pomysłów na „polski samochód elektryczny”, a nawet telewizyjnego show, w którym naród miałby głosowaniem sms wybierać tę karoserię auta marzeń, która najbardziej przypadnie mu do gustu. Nic z tego nie wyszło,  ale plan tworzenia polskiej marki aut elektrycznych, o ile w 2016 roku miał bardzo małe szanse powodzenia, to dziś – po wejściu w ten segment wszystkich dużych marek − ma już mikroskopijne widoki na przyszłość.

Po kilku latach nie ma wciąż w Polsce żadnej realnie działającej strefy czystego transportu w miastach – pomysł ten został źle sprzedany. Rozwiniętej infrastruktury publicznych ładowarek we wszystkich miastach także się nie doczekaliśmy. Za to obowiązkowy udział elektryków we flotach rządowych i samorządowych doczekał się odroczenia i nie jest pewne czy nie będzie musiał być odkładany ponownie. Wcześniejsze dopłaty do samochodów osobowych i ciężarowych okazały się klapą – niemal nikt nie chciał się po te pieniądze schylać. Nowy program, Mój Elektryk, ma duże szanse powodzenia, ale jego kluczowy element – dla firm leasingowych – wciąż nie ruszył. To powinno się jednak stać lada chwila i będzie to wówczas spory sukces Kurtyki, choć już nie on będzie się grzać w jego świetle.

Dozór jest królem ładowarek

Ministrowi zabrakło także chęci walki z jednym z hamulcowych rozwoju sieci stacji ładowania – Urzędem Dozoru Technicznego. UDT wywalczył sobie w rządzie, przy niemej zgodzie Kurtyki, pieniądze na swoje funkcjonowanie – ma rządowy monopol na obowiązkowe badanie techniczne niemal każdej nowej stacji ładowania powstającej w naszym kraju. Część wykonawców do UDT zgłasza nawet ładowarki budowane na prywatnym terenie tylko do użytku prywatnego, bo tak szerokie i niejasne kompetencje uzyskał UDT.

Dzięki Kurtyce Polska implementowała jednak unijną dyrektywę o rozwoju paliw alternatywnych i stworzyła ramy prawne, które trzeba poprawić, ale jednak umożliwiają rozwój tej branży. Jego wielkim sukcesem w tym obszarze jest także przyjęcie e-taryfy, dedykowanej dla ładowarek elektryków, dzięki której wiele stacji ładowania ma dziś znacznie większą moc niż miałaby bez tych przepisów. To istotnie poprawia komfort podróżowania autami na prąd po Polsce. Także systemy wsparcia autobusów elektrycznych, których Polska jest jednym z największych producentów w Europie, istotnie wspierają ten segment rynku. Za czasów Kurtyki Polska przyciągnęła też część inwestycji w fabryki składające auta elektryczne i produkujące do nich akumulatory. To wszystko, zgodnie z wizją Kurtyki sprzed kilku lat, tworzy miejsca pracy w Polsce.

Czego potrzebuje nowa minister

Przypadek Michała Kurtyki pokazuje, że w polityce nie wystarczy być  fachowcem, cenionym w kraju i za granicą. Nie wystarczy także mieć rację, nie wystarczy być przyzwoitym człowiekiem, unikającym demagogii. Żeby umieć przeforsować swoją wizję transformacji energetyki, trzeba także walczyć, zabiegać o poparcie w partii,  budować swoje stronnictwo, snuć intrygi i zwodzić przeciwników. Do tego wszystkiego Michał Kurtyka nie miał powołania. Zresztą, o ile nam wiadomo, nie był nawet członkiem PiS.

Następcą została Anna Moskwa. Pochodzi z Zamościa, absolwentka ekonomii, socjologii i stosunków międzynarodowych  na Uniwersytecie Marii Curie- Skłodowskiej, Katolickim Uniwersytecie Lubelskim oraz Uniwersytecie Warszawskim. Możemy o niej przeczytać, że w młodości była animatorką katolickiego ruchu Światło – Życie, prowadziła własną działalność konsultingową, zna angielski, francuski i hiszpański. Nie sposób jednak dowiedzieć się co sądzi o kluczowych problemach energetyki, bo niewiele tą tematyką się zajmowała, rzadko lub prawie w ogóle wypowiadała się o niej publicznie.

W latach 2017 -2020 była wiceministrem gospodarki morskiej, potem przeszła do spółki Orlenu PKN Baltic Power (była prezesem i wiceprezesem), która ma budować morskie wiatraki. To doświadczenie niewątpliwie okaże się pomocne, ale czy wystarczy?

Trudno uznać ją za politycznego zawodnika wagi ciężkiej, którym był Krzysztof Tchórzewski, na pewno zna energetykę gorzej niż Michał Kurtyka. Ale znaczenie może mieć fakt, że zdaniem niektórych obserwatorów życia partyjnego Moskwa jest blisko prezesa Orlenu Daniela Obajtka.

Według naszych rozmówców na spotkaniu z pracownikami resortu nowa szefowa zapowiedziała kontynuację pracy poprzednika.

Rynek energii wspiera

PGE

Zielone technologie rozwijają

Technologie dostarcza

Zobacz także...

Komentarze

Patronat honorowy

Partnerzy portalu

PGE PSE